statystykimiezso

VAR w końcu sprzyja Zagłębiu. Czerwona latarnia ligi lepsza w starciu beniaminków

Liga będzie ciekawsza. Zagłębie Sosnowiec wygrywa w Legnicy pierwszy mecz na wyjeździe w tym sezonie (!) i przybliża się do bezpiecznej pozycji. Miedź nie wykorzystuje porażki płocczan i nie odskakuje od strefy spadkowej. Emocje będą.

Wrogiem numer jeden Zagłębia ostatnimi czasy był.. VAR. Ludzie związani z klubem przygotowywali nawet specjalne dokumenty pokazujące przykłady, gdy decyzje podjęte po wideoweryfikacji wciąż były… kontrowersyjne. Dzisiaj ta technologia była największym przyjacielem drużyny z Sosnowca.

Decyzja numer jeden – bramka na 1:0. Zagranie na lewe skrzydło do Udovicicia, świetna wrzutka do Gabedawy i ten pakuje piłkę do siatki. Pierwszy rzut oka na powtórkę – bardzo możliwe, że Udovicic był na spalonym. Drugi rzut oka na powtórkę – no wciąż jest to bardzo możliwe. Sędzia Musiał podbiega do ekranu i podtrzymuje decyzję o bramce. „Houston” z Canal + dopiero w drugiej połowie poinformował, że bramka padła prawidłowo – patrząc na powtórki, które widzieliśmy, sędzia Musiał mógł mieć wątpliwości.

Decyzja numer dwa – karny przy bramce na 2:0. Augustyniak fauluje Pawłowskiego w polu karnym. Oczywisty karny? Niekoniecznie. „Jedenastka” bardziej z tych miękkich. Sędzia Musiał po wideoweryfikacji podtrzymuje decyzję o karnym.

Decyzja numer trzy – kontaktowa bramka dla Miedzi. Augustyniak z najbliższej odległości pakuje piłkę do siatki po zamieszaniu. Piłkę trąca nogą jednak Piaseckiego, który walczył o pozycję z Tothem. Napastnik Miedzi był na minimalnym spalonym. Sędzia Musiał po wideoweryfikacji anuluje gola. Po tej decyzji bardzo długo na trybunach niosły się przyśpiewki o arbitrze spotkania.

Zagłębie na przestrzeni całego meczu było zespołem minimalnie lepszym, momentami było zespołem znacznie lepszym. Nie da się jednak ukryć, że sporą rolę w ich zwycięstwie odegrała technologia, która była ich zaciekłym wrogiem.

Miedzi zaś brakło wyrachowania, wykończenia. Gospodarze mieli swoje okazje, brakło jednak tego „kilera”. Swoje okazje wybitnie marnował Augustyniak, swoje okazje miał Piasecki i Forsell.