Piotr Stokowiec

Podsumowanie. Lechia Gdańsk i Raków Częstochowa

Tym razem pod lupę bierzemy dwa zespoły, które zmierzyły się ze sobą w 2. kolejce bieżącego sezonu – Lechię Gdańsk i Raków Częstochowa. Obie drużyny mają na koncie w tym sezonie zwycięstwo, porażkę, oraz awans do 1/16 finału Pucharu Polski po wysokich zwycięstwach w I rundzie (Lechia ze Stalą Stalowa Wola, Raków z Sandecją Nowy Sącz).

Lechia Gdańsk

Efektywność i efektowność – jeżeli ktoś ma problem z odróżnieniem tych dwóch pojęć, to z pomocą spieszy drużyna z Trójmiasta. Chwała trenerowi Stokowcowi za to, że pod swoimi sterami potrafił Lechię wznieść na taki poziom, że ta w sezonie 18/19 zdobyła Puchar Polski i 3. miejsce w lidze, a w poprzednim 4. lokatę w lidze oraz awans do finału PP. Złośliwi często wytykali Lechii furę szczęścia, jednak umówmy się – 2 sezony ekstraklasy i 2 edycje krajowego pucharu dają zbyt dużą liczbę meczów, aby można było mówić tu o jakimś przypadku.

Przypadku rzecz jasna nie było, jednak styl, jaki prezentuje Lechia za kadencji Piotra Stokowca pozostawia wiele do życzenia. Po zwycięstwach Biało-Zielonych bardzo często można było spotkać się z nagłówkami w mediach typu „wymęczone 3 punkty”. Owszem, cel zostawał osiągnięty, ale… No właśnie, przypomnijmy sobie, ile razy w poprzednim sezonie Lechia potrafiła zdominować rywala od pierwszego do ostatniego gwizdka (no dobra, przynajmniej przez jakieś 70 minut), ładując mu kolejne bramki i wysoko wygrywając? No cóż, pewnie nikogo nie zaskoczymy, ale takiego spotkania nie było. A umówmy się, że od drużyny z TOP 4 poprzednich 2 sezonów można wymagać nieco więcej, niż rozpaczliwe bronienie jednobramkowego prowadzenia z drużynami z dolnych rejonów tabeli. Swoje najlepsze mecze Lechia rozegrała prawdopodobnie z Broendby w eliminacjach Ligi Europy (ręce same składały się do oklasków patrząc na grę Biało-Zielonych przeciwko wyżej notowanemu rywalowi). Jak to bywa w europejskich pucharach, Lechia mimo to i tak odpadła po dogrywce. Jeśli chodzi o bieżący sezon, w dwóch pierwszych meczach zbyt wiele się nie zmieniło. Na inaugurację Lechia wymęczyła 3 punkty z Wartą, a następnie w kiepskim stylu przegrała z Rakowem.

Zmieniła się natomiast sytuacja wewnętrzna w klubie. Wszyscy pamiętamy Lechię z ostatnich lat – agresywna polityka transferowa, hurtowe ściąganie piłkarzy (w tym takich, na których Lechii zwyczajnie nie było stać). Efektem były oczywiście zaległości finansowe. Być może włodarze Lechii nieco ostudzili emocje, gdyż w tym sezonie Lechia bardzo oszczędnie podeszła do sprawy transferów. Do zespołu dołączył w zasadzie jedynie Bartosz Kopacz, na zasadzie wolnego transferu. Z wypożyczenia wrócił Sopoćko, ponownie wypożyczyć udało się Saiefa. Stokowiec chciał również zostawić w Lechii Ze Gomesa, jednak sam Saief obciążył budżet na tyle, że stało się to poza zasięgiem finansowym. Czy nuda na rynku transferowym przełoży się na odzyskanie płynności finansowej przez Lechię? Pożyjemy, zobaczymy.

Niewielu zawodników dołączyło do zespołu Lechii, jednak równolegle niewiele kluczowych postaci odeszło. Z pewnością największa strata to Mladenović (choć Lechia wiedziała o tym wcześniej i załatała dziurę Pietrzakiem). Lipski niewiele dobrego wnosił do gry Lechii, po stronie ewentualnych strat można jedynie dorzucić Augustyna, choć nie jest tajemnicą, że nowy obrońca Jagiellonii miał mały zatarg z władzami Lechii.

Jeśli chodzi o jakość piłkarską – jest spory rozstrzał w poszczególnych formacjach. Najlepiej Lechia wypada w bramce i w ataku – Kuciak, Zwoliński, Paixao to zawodnicy z ponadprzeciętnymi umiejętnościami w kontekście naszej ligi, a i Haydary ma nosa do strzelania bramek. Obrona na pierwszy rzut oka wygląda całkiem solidnie, jednak boczni obrońcy nie mają zmienników, a i Nalepie przytrafiają się gorsze mecze (jak ten z Rakowem). Największą bolączką Lechii jest jednak środek pola. W dwóch pierwszych meczach Lechia nie posiadała żadnego zawodnika, który potrafiłby dobrze rozprowadzić piłkę. Makowski i Gajos dużo biegają po boisku, jednak trudno dostrzec jakąś wartość dodaną, czy to w ofensywie, czy w obronie. Dlatego w Gdańsku bardzo liczą na Saiefa, który ma w założeniu grać na pozycji nr 10. Pamiętać należy również o Conrado, który nie był do dyspozycji Stokowca na starcie sezonu.

Jeżeli Lechii uda się poprawić atak pozycyjny i lepiej zabezpieczyć środek pola, to może dążyć do powtórzenia wyniku z poprzednich dwóch sezonów. Jeśli nie – oczy kibiców znad morza dalej będą krwawić podczas oglądania spotkań swoich ulubieńców, a Lechia najpewniej zagubi się gdzieś w ligowej szarzyźnie. Trudno nie odnieść wrażenia, że Lechia, podobnie jak kilka innych klubów ekstraklasy traktuje ten sezon jako przejściowy. Gramy tym co jest, a jeśli to nie zda egzaminu, to będziemy myśleć, do dalej.

Raków Częstochowa

Popularny slogan mówi, że drugi sezon po awansie do ekstraklasy (o ile w pierwszym uda się utrzymać) jest dla beniaminków najtrudniejszy. Trudno wyrokować po 2 kolejkach jak będzie w przypadku Rakowa, jednak zespół z Częstochowy może być kandydatem do zburzenia tej teorii. Według wielu ekspertów Raków jest jednym z najlepiej zarządzanych klubów w Polsce. Skauting, rozsądna polityka transferowa, a przede wszystkim postawa na boisku, progres i kolejne awanse potwierdzają, że drużyna Marka Papszuna to projekt, o którym myśli się długofalowo.

Kamykiem do ogródka pozostaje kwestia stadionu. Co prawda uczyniono już pewne postępy, jednak Raków na własnym stadionie w Częstochowie zagra najwcześniej w lutym 2021 roku. Do tego czasu, tak jak w poprzednim sezonie, będzie musiał rozgrywać domowe mecze „na wyjeździe” w Bełchatowie.

Wracając do polityki transferowej – w letnim okienku niewątpliwie udało się wzmocnić drużynę. Przede wszystkim – nie odszedł żaden kluczowy zawodnik. Zakończyło się wypożyczenie Jarosława Jacha, jednak stoperowi Crystal Palace nie do końca udało się spełnić pokładanych w nim nadziei. W jego miejsce przyszedł Wilusz. Powrót do ekstraklasy miał nieciekawy – dwie żółte kartki w meczu z Legią, jednak na dłuższą metę obrońca ten powinien stanowić solidne wzmocnienie.

W poprzednim sezonie jednym z największych mankamentów Rakowa była skuteczność. I na tym polu dokonano konkretnych wzmocnień. Już w pierwszych meczach Cebula i Gutkovskis pokazali, że wnoszą do drużyny jakość, która przekłada się na liczby. Dodatkowo pozyskano Ivi Lopeza – Hiszpana z bardzo ciekawym CV. Jest więc w kim wybierać w ataku, a jeżeli dodamy do tego solidny środek pola ze Schwarzem na czele i obronę dowodzoną przez Petraska, kreuje się ciekawy zespół. Słabym punktem Rakowa może okazać się krótka ławka rezerwowych (w formacji defensywnej). Ewentualna absencja Piątkowskiego może przyprawić Marka Papszuna o ból głowy w kwestii wystawienia innego młodzieżowca.

A skoro mowa o trenerze Rakowa, nie można nie zatrzymać się choć na chwilę przy nazwisku Papszuna. Szkoleniowiec klubu z Częstochowy wniósł do ekstraklasy nową wartość i ciekawe pomysły. Wiemy, ilu trenerów próbowało w ekstraklasie ustawienia z trójką obrońców. Zdecydowana większość tego typu eksperymentów kończyła się fiaskiem, natomiast w drużynie Rakowa funkcjonuje to bardzo dobrze, co pokazał chociażby ostatni mecz z Lechią, w którym częstochowianie zdominowali rywala w środku pola.

Teoretycznie Raków ma wszystko, aby poprawić 10. pozycję z poprzedniego sezonu. Praktyka nierzadko potrafi zadziwić, szczególnie w ekstraklasie. Do tej pory podopieczni Papszuna radzą sobie nieźle na boisku, jeżeli dołożą do tego bardziej konkretne zdobycze punktowe, to przyszłość klaruje się w jasnych barwach.