podsumowanie – Tylko Ekstraklasa https://www.tylkoekstraklasa.pl Twój portal o Ekstraklasie Mon, 20 Apr 2026 23:13:29 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=5.1.22 MADEJka #86 – Pierwsza trenerska ofiara sezonu https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-86-pierwsza-trenerska-ofiara-sezonu/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-86-pierwsza-trenerska-ofiara-sezonu/#respond Tue, 26 Aug 2025 16:01:01 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=87264 Nasi pucharowicze odpoczywali przed meczami rewanżowymi w eliminacjach Ligi Europy i Ligi Konferencji. Reszta teoretycznie na boisko wyszła, choć nie zawsze było to widoczne. Mamy również pierwsze zwolnienie trenerskie, które wzięło nas z zaskoczenia. Zapraszam na krótkie podsumowanie minionej kolejki w ramach MADEJki, czyli Magazynu Autorskich Dociekań Ekstraklasowej Jakości!

Mocny początek zapowiadał meczycho…

Kolejkę rozpoczęliśmy w Radomiu, gdzie miejscowy Radomiak podejmował beniaminka z Niecieczy. Początek meczu to prawdziwe uderzenie z obu stron, bo w trzeciej minucie po bramce Jimeneza goście wyszli na prowadzenie, ale już trzy minuty później był remis, a na listę strzelców wpisał się Maurides. Wszystko zapowiadało, że będzie to fascynujący mecz, który skończy się wysokim wynikiem. Nic bardziej mylnego! Wraz z upływem meczu tempo spadło, a piłkarze obu drużyn jakby byli zadowoleni z podziału punktów. Nawet zakładając, że kilka drużyn ma mecze zaległe do rozegrania, to zarówno Radomiak, jak i Bruk-Bet znajdują się w górze tabeli i początek sezonu mogą zaliczyć do udanych!

Porażka skutkująca zwolnieniem

Zakończyła się już kariera trenera Sopicia w Widzewie. Po piątkowej domowej porażce z Pogonią został on zwolniony. Czy to słuszna decyzja? Można powiedzieć – czas pokaże. Ocena jego pracy w tym sezonie może jednak być zafałszowana przez VAR i jego decyzje w meczach Widzewa. Dotychczas zdobyte 7 punktów, a mogło być ich równie dobrze 10-11, gdyby np. przyznano im rzut karny, czy nie cofnięto bramki w meczu z Cracovią. Wtedy optyka byłaby zapewne zgoła inna. W każdym razie, piątkowe spotkanie z Pogonią zaczęli bardzo dobrze, wyszli na prowadzenie i mogli w pierwszej połowie strzelić jeszcze przynajmniej jedną bramkę. Nie potrafili jednak tego zrobić, a z niczego wyrównała Pogoń w doliczonym czasie gry. Po zmianie stron sytuacja się zmieniła, Pogoń zaczęła dochodzić częściej do głosu, a pomogła w tym gościom czerwona kartka, którą otrzymał Bergier. Ostatecznie Portowcy dopięli swego i w ostatnim kwadransie zdobyli drugą bramkę. Wiele mówiło się w zeszłym tygodniu o potencjalnym zwolnieniu Kolendowicza. Tymczasem to on uciekł spod topora, utrzymał posadę, a piątkowym zwycięstwem zwolnił szkoleniowca rywala. Ot, przewrotny los trenera w Ekstraklasie!

Dobry kurs utrzymany

Po dwóch porażkach na otwarcie sezonu Korona otrząsnęła się i od tamtej pory na przemian wygrywa i remisuje. Tym razem padła kolej na wygraną i tak też się stało. Na przeciwnym biegunie znalazł się sobotni rywal Koroniarzy – Motor. Oni z kolei na otwarcie wygrali z Arką, ale od tamtej pory nie zdobyli kompletu punktów. Gospodarze od początku meczu chcieli przejąć kontrolę nad wydarzeniami na boisku, ale ich przewaga nie znajdywała odzwierciedlenia w wyniku do przerwy. W drugiej połowie oddali jednak dwa ciosy, zamienione na gole. Najpierw strzelił Matuszewski po podaniu Antonina, a potem ten drugi sam wymierzył sprawiedliwość, podwyższając wynik. Korona pnie się w tabeli. Obecnie znajduje się na siódmej pozycji, a przed nią całkiem przyjemny (w teorii) terminarz. Czy podopieczni Jacka Zielińskiego utrzymają formę i ugruntują swoją pozycję w górnej części tabeli?

Derby dla Górnika

Bez niespodzianki zakończyły się Derby Śląska pomiędzy Górnikiem, a GKSem Katowice. Wysoka frekwencja, świetna oprawa spotkania na trybunach sprzyjała atmosferze piłkarskiego święta, ale jakość dowieźli jedynie gospodarze. Goście, a konkretnie Kuusk zadbał jedynie o wrażenia kabaretowe, ale o tym za chwilę. Górnik był w spotkaniu lepszy w każdym elemencie, a ich ataki przyniosły skutek dopiero pod koniec pierwszej połowie, kiedy Hellebrand zdobył bramkę po asyście Sowa, który poprzednimi wejściami z ławki zasłużył na szanse w pierwszym składzie. Zaraz po przerwie Zabrzanie podwyższyli prowadzenie po trafieniu Lisetha. A teraz wróćmy do spraw kabaretowych. Gdy przegrywali dwiema bramkami, Gieksa nie miała zbyt wiele do powiedzenia w meczu. Wiadomo jednak, że czasem jedna sytuacja, przypadkowa bramka kontaktowa może zdziałać cuda i odmienić losy meczu. Tu jednak Kuusk pozbawił drużyny nadziei na wszystko. Rozgrywając piłkę od tyłu, obrońca wykonał no-look pass do swojego bramkarza. Problem w tym, że Kudła nie znajdował się w linii podania, a parę metrów dalej i podanie skierowane w stronę bramki po prostu do niej wpadło, bo golkiper nie zdążył z interwencją. To już całkowicie złamało wszelkie morale, jakie jeszcze w drużynie gości na tamten moment były. Mecz zasłużenie i wysoko wygrał Górnik, który w tym sezonie pokazuje się z dobrej strony. Zachowując proporcje, bo oczywiście kadra została wzmocniona, ich gra wygląda lepiej, niż w zeszłym roku za trenera Urbana.

Cracovia zrównała poziomem w dół

Po pierwszych kolejkach dość popularne w mediach sportowych były żartobliwe zakłady, co stanie się szybciej – Piast strzeli bramkę, czy Lechia zagra na zero z tyłu. Oczywistym wyborem wydawała się opcja nr 1. Tu jednak zaskoczenie, bo kto tak stawiał, przegrał! Piast ponownie na zero z przodu, tym razem w domowym spotkaniu z Cracovią. W takich meczach, jak ten, współczuję najbardziej, poza osobami oglądającymi, realizatorowi, który jest odpowiedzialny za wycięcie pomeczowych „akcji meczu”. Paskudne, usypiające spotkanie, które uśpiło chyba nawet trenerów obu drużyn, gdyż pierwsze zmiany przeprowadzili dopiero po 73. minucie meczu. Wątpliwe, żeby byli zadowoleni z przebiegu meczu. Po raz kolejny Piast miał duże posiadanie piłki i – eureka – znowu absolutnie nic z niego nie wynikało. Kolejna szansa na debiutancką bramkę za tydzień w Lubinie, gdzie Zagłębie może być podrażnione po poniedziałkowym meczu z Wisłą Płock. Cracovia za to wraca do Krakowa, gdzie przyjedzie Legia, oby jako uczestnik fazy ligowej Ligi Konferencji (kibicujemy wszystkim polskim drużynom w Europie!).

Derby Trójmiasta dla Lechii

Po pięciu latach przerwy wróciły do Ekstraklasy Derby Trójmiasta. Arka miała więc kolejną okazję, aby w najwyższej klasie rozgrywkowej pokonać wreszcie derbowego rywala, co do tej pory jej się nie udało nigdy. W niedzielę znowu zawiedli, więc kolejna szansa w rundzie wiosennej na własnym stadionie. Po spotkaniu w Gliwicach poprzeczka była zawieszona naprawdę nisko dla fana Ekstraklasy, aby go zadowolić. Mimo świetnej oprawy okołomeczowej, pełnego stadionu, na murawie nie działo się zbyt wiele i gra była szarpana (jak to często w derbach). Przyzwyczajałem się już nawet do myśli, że w niedzielę nie będzie mi dane zobaczyć ani jednego trafienia w Ekstraklasie. Wtedy jednak Lechia przeprowadziła jedną akcję, która zmieniła wszystko. Vojtko świetnie dośrodkował z lewej strony boiska, a centrę wykorzystał Kurminowski, który zmienił kwadrans wcześniej Bobcka. Lechia potwierdziła więc derbową dominację w Ekstraklasie i odrobiła wreszcie wszystkie ujemne punkty. Do bezpiecznej strefy mają wciąż 5 punktów straty, ale jeszcze mnóstwo czasu, aby ją zniwelować. W Gdyni mają o czym myśleć. Pragmatyczna taktyka Dawida Szwargi na zapleczu przynosiła efekt, bo bardzo często wygrywali bez straty bramki. W Ekstraklasie poziom jednak poszedł do góry i tu już nawet defensywne nastawienie rzadko kończy się na zero z tyłu. Hamowanie potencjału ofensywnego drużyny prowadzi za to do zbyt małej liczby szans na zdobycie bramki, co powoduje katastrofę w wynikach drużyny.

Nic dwa razy się nie zdarza? Dla Wisły – oby!

6 kolejek – 5 zwycięstw, 1 remis. Bilans doskonały, dający pozycję lidera Ekstraklasy. Brzmi super? Oczywiście! Takim samym bilansem mogli się popisać również parę lat temu, kiedy także byli liderami tabeli z 16pkt po 6 meczach, a ostatecznie skończyli sezon spadkiem. Myślę, że wyciągnęli jednak wnioski z tamtego niesamowitego sezonu i teraz twardo stąpają po ziemi. W meczu kończącym kolejkę zagrali u siebie z Zagłębiem i uciekli w nim spod topora. Goście na fali po wysokim zwycięstwie nad Lechią przed tygodniem, przystąpili do meczu na fantazji i rozpoczęli go od wyjścia na prowadzenie w pierwszej połowie. Po przerwie otrząsnęli się jednak gospodarze i wyrównali wynik po bramce niezawodnego Sekulskiego z rzutu karnego. Wszystko wskazywało na podział punktów w tym meczu, ale dosłownie w ostatniej akcji meczu, na strzał z dystansu zdecydował się Salvador, wprowadzony przez trenera Misiurę w drugiej połowie, i pokonał bezradnego Hładuna. Złość po stracie punktów piłkarze będą mieli okazję wyładować za tydzień w meczu z Piastem…Bardzo ciekaw jestem, jak ten mecz będzie wyglądał. Będzie albo meczycho albo paździerz, nic pomiędzy!

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-86-pierwsza-trenerska-ofiara-sezonu/feed/ 0
MADEJka #85 – Niesamowity Imaz, niepodrabialna Lechia https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-85-niesamowity-imaz-niepodrabialna-lechia/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-85-niesamowity-imaz-niepodrabialna-lechia/#respond Mon, 18 Aug 2025 00:10:32 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=87143 Lechia strzela i traci na potęgę, Piast nie strzela w ogóle (mało też traci). Nasi pucharowicze rozegrali mecze ligowe ze zmiennym szczęściem, a Jesus Imaz dołączył do elitarnego grona! Zapraszam na krótkie podsumowanie minionej kolejki w ramach MADEJki, czyli Magazynu Autorskich Dociekań Ekstraklasowej Jakości!

Nieudana próba generalna przed Derbami Trójmiasta

Kolejkę rozpoczęliśmy od naprawdę mocnego uderzenia. Mecz Zagłębia z Lechią zapowiadał się tajemniczo – z jednej strony Miedziowi, których mecze rzadko dają show, a z drugiej Gdańszczanie, tworzący w każdym ich spotkaniu ciekawe widowisko. Na szczęście szala przechyliła się w piątkowe popołudnie w tym drugim, lepszym dla widza, kierunku! Aż 8 bramek, z czego 6 gospodarzy. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego mogli sobie w tym meczu nabić liczbę bramek, poprawić humory po nienajlepszym starcie sezonu. Lechia znowu fatalnie zaprezentowała się w defensywie. Sam fakt, że drużyna Ojrzyńskiego nastukała im tyle bramek nie najlepiej świadczy o drużynie. Dodatkowo stracili już w tej kampanii aż 17 bramek. Nikt nie miał w XXI. wieku tak dziurawej obrony w Ekstraklasie na starcie sezonu! Pamiętna obrona Zagłębia Sosnowiec, tracąca łącznie 80 goli w 37 meczach przed paroma laty zdawało się wyśrubowała rekord nie do pobicia. Lechia robi teraz wszystko, aby ten niechlubny wynik pobić. Zagłębie trzeba pochwalić, bo udało im się wykorzystać fatalną postawę rywala i nie zatrzymywali się w drugiej połowie, tylko szli po kolejne gole. Na uznanie zasługuje u gości jedynie postawa wobec kibiców, którzy do Lubina przyjechali i musieli oglądać tę kompromitację z wysokości trybun – drużyna złoży się na opłacenie ich transportu na to spotkanie.

Z dużej chmury mały deszcz

Do Krakowa w piątkowy wieczór zawitał Widzew, a spotkanie zapowiadało się kapitalnie. Napastnicy obu drużyn – Stojilković i Bergier – w sztosie od początku, mogliśmy spodziewać się wielu bramek. Skończyło się na jednej, choć dodatkowe dwie zostały anulowane. O ile przy pierwszej był spalony i Cracovii bramkę cofnięto słusznie, to przy golu Alvareza można mieć spore wątpliwości, czy interwencja VARu była potrzebna. Jedyną bramkę w meczu zdobył Minchev po asyście Kakabadze. Pasy mecz wygrały, a sama taktyka na spotkanie okazała się słuszna. Zdając sobie sprawę, że goście są mocniejsi w środku pola, po prostu starali się tę formację omijać przy budowaniu ataków. Na uwagę zasługuje, narazie w wymiarze symbolicznym, występ Mateusza Klicha, który wrócił do Cracovii po 14 latach przerwy, kiedy to występował w zagranicznych klubach. 

Regularny postęp Piasta – może doczekamy się gola!

Strzały celne Piasta kolejka po kolejce: 0, 1, 4 (!). Progres widoczny gołym okiem! Idą w takim tempie, że właściwie w każdym momencie możemy spodziewać się nawet bramki! Sarkazm jest wskazany, ale w Gliwicach mają fatalny początek sezonu, a władze mogą mieć niedługo dylemat – jeśli nie będzie znaczącej poprawy wyników, to mogą rozmyślać nad przyszłością trenera Moldera, z którym jednak podpisali trzyletni kontrakt, więc jego zwolnienie byłoby kosztowne dla finansów klubu. Myślę, że mimo wszystko Gliwiczanie się rozpędzą w miarę upływu czasu i zaczną punktować. A wtedy mogą żałować w Warszawie i Poznaniu, że przełożyli mecz z Piastem w takiej formie…Do tej pory myśląc o grze Gliwiczan można dojść do wniosku, że stawiają oni na posiadanie piłki, które w każdym spotkaniu jest bardzo wysokie, ale nic z niego nie wynika. Motor dostosował się do poziomu meczu i byliśmy świadkami bezbramkowego i zupełnie nieemocjonującego remisu.

Jeśli przegrać mecz, to lepiej teraz

W kolejnym sobotnim meczu GKS Katowice grał z Arką Gdynia. Gospodarze wreszcie zagrali dobry mecz, okraszony aż czterema zdobytymi bramkami, co pozwoliło na komfortowe zwycięstwo 4:1. Pierwsza wygrana w sezonie. Przełamanie przyszło w dobrym momencie, bo już za tydzień mecz derbowy z Górnikiem – całkiem prawdopodobne, że piłkarze będąc na fali wznoszącej zagrają dobry mecz również i w Zabrzu. Na uwagę zasługują dwie bramki stopera, Lukasa Klemenza, który wszedł na boisko po przerwie. Udane spotkanie zaliczył Zrelak, który w wyjściowym składzie zastąpił Rosołka i zdobył jedną z bramek. Arka rozegrała słabe zawody, szczególnie zawodziła w defensywie, co wcześniej jej się nie zdarzało na taką skalę. Błędy w ustawieniu, kryciu bez problemu wykorzystywali rywale. Jeśli jednak zagrać fatalny mecz, może lepiej, że zdarzyło się to teraz, a nie za tydzień, gdy przyjdzie im grać w Derbach Trójmiasta? Swoją drogą, mogą to być ciekawe derby z mnóstwem bramek. Tego sobie i wszystkim życzę!

Kolejna strata punktów Mistrza

Lech wydawało się, że po porażce z Cracovią na otwarcie sezonu wrócił na ścieżkę zwycięstw, ale na ziemię sprowadziła go w sobotę Korona. W Poznaniu ciągle nie mogą sklecić porządnego składu, trapieni kontuzjami skrzydłowych oraz stratą Sousy, którego w zespole już nie ma. Kielczanie otrząsnęli się po słabym początku i wydają się łapać formę, co może wywindować ich w górę tabeli już niedługo, patrząc na stosunkowo korzystny terminarz (co nie oznacza zawsze łatwych zwycięstw). Kolejną bramkę zdobył Błanik, który wyprowadził drużynę na prowadzenie. Tego nie udało się utrzymać do końca meczu, bo w końcu Kolejorz dopiął swego i wyrównał w ostatnim kwadransie. Ostatecznie więc mamy podział punktów, co pozostawia niedosyt u obu ekip. Teraz Lech może skupić się na dwumeczu z Genk, bowiem mecz 6. kolejki został przełożony i w lidze zagrają dopiero za 2 tygodnie. 

Wysoka cena niewykorzystanych szans

Pogoń po nieudanym wyjazdowym meczu wróciła do domu, gdzie wypada zdecydowanie lepiej. W Szczecinie liczyli, że spotkanie z Górnikiem będzie udane i awansują w tabeli, zamiast utknąć w jej drugiej części. Pierwsza połowa wskazywała na taki scenariusz, gdyż oglądaliśmy taki zespół, do jakiego byliśmy przyzwyczajeni w domowych meczach w Ekstraklasie. Masowo niewykorzystane sytuacje sprawiły, że piłkarze schodzili na przerwę z bezbramkowym remisem. Słaby Górnik na początku odrodził się w drugiej połowie, gdzie rozegrał zabójcze 10 minut. W tym czasie zdobyli aż 3 bramki i przesądzili losy meczu. Nie popisał się w kolejnym meczu Cojocaru, który z topowego bramkarza ligowego staje się powoli co najwyżej średniakiem, a to i tak brzmi jak komplement. Wysoka porażka domowa sprawiła, że obecnie Pogoń ugrzęzła nie tylko w drugiej części tabeli, ale dodatkowo jest w niej na miejscu spadkowym. Jeszcze przed paroma dniami właściciel Portowców nawoływał do spokoju i zapewniał o nawet nie 100, a 200% poparcia dla trenera Kolendowicza. W kuluarach słychać jednakże głosy, jakoby miały w Szczecinie polecieć głowy po fatalnym starcie sezonu. A dobrze wiemy, co to oznacza…

Kolejny kamień milowy Imaza

W Radomiu doszło do interesująco zapowiadającego się meczu. Radomiak podejmował Jagiellonię. Mecz lepiej rozpoczęli gospodarze, którzy wyszli na prowadzenie po golu niezawodnego Grzesika. Sęk w tym, że i goście mają w kadrze swój talizman, jakim jest Jesus Imaz. Przed dzisiejszym meczem, jakby czuł, że to może być ten dzień, założył pod koszulkę klubową t-shirt okolicznościowy z okazji 100 bramek w Ekstraklasie. Do tej pory miał ich 98. Dziś ustrzelony dublet spowodował dołączenie do elitarnego grona. Dzięki jego bramkom Jaga wygrała mecz, Co równie ważne – w Białymstoku Siemieniec stworzył drużynę, która potrafi odwracać wynik meczu. To już trzecie z rzędu spotkanie, gdzie Jaga przegrywała, aby ostatecznie zgarnąć komplet punktów. Potężny mental mają na Podlasiu i można z optymizmem patrząc na ostatni dwumecz przed fazą ligową Ligi Konferencji, w którym zmierzy się Jagiellonia z Dinamem Tirana.

Zawsze groźne Słonie postraszyły Papszuna

Do Niecieczy przyjechał Raków, który fatalnie rozpoczął sezon ligowy. Jedno zwycięstwo i dwie porażki to zdecydowanie poniżej oczekiwań i wymagań, jakie musimy stawiać drużynie, chcącej realnie walczyć o mistrzowski tytuł. Margines błędu szybko zmalał dla Medalików, przez co musieli wczorajszy mecz wygrać. Problem w tym, że taki sam plan na mecz miał Brosz i jego Bruk-Bet. To gospodarze szybko zaczęli strzelanie. Już w 3. minucie Trelowskiego pokonał Jimenez. Świetna defensywa w zeszłym sezonie szybko skapitulowała i było wiadome, że aby mecz wygrać, potrzebna będzie skuteczność w przodzie, co nie zawsze było regułą w ekipie Papszuna. Wczoraj jednak szybko udało im się wrócić do meczu, bo potrzebowali niecałych 9 minut, aby wyrównać. W drugiej połowie dołożyli jeszcze dwa trafienia, a jedno z nich zaliczył Rocha. Zagrał on w tym meczu głównie dlatego, że Brunes i Makuch – pierwsze dwa wybory trenera – nie mogli zagrać z powodu urazów. Wydawało się, że goście kontrolują mecz i bez szwanku dojadą do końcowego gwizdka, ale kontaktowa bramka Strzałka wprowadziła pewien niepokój. Ostatecznie mecz udało się wygrać i mogą w Częstochowie odetchnąć. Podobnie, jak Jagiellonia, mają teraz skupić się na dwumeczu z Ardą o Ligę Konferencji, a do walki ligowej wrócą za 2 tygodnie.

Tym razem szczęście nie po stronie Wojskowych

Zaskakujący lider tabeli – Wisła Płock – rozegrała w niedzielny wieczór mecz z Legią Warszawa. Świeżo po odpadnięciu z Ligi Europy i spadku do Ligi Konferencji, goście pragnęli wygrać mecz i objąć fotel lidera Ekstraklasy. Pojawił się pewien problem – aby tego dokonać, musieli zagrać dobre zawody i przede wszystkim je wygrać. Nie udało się spełnić żadnego z tych warunków. Jedyną bramkę w meczu zdobyli gospodarze, a dokonał tego Marcin Kamiński – wychowanek Kolejorza, dla którego zdobyty gol akurat Legii smakował wyjątkowo. Patrząc na samą kadrę, nie jest ona wielce zachwycająca, ale trzeba trenerowi Misiurze oddać, że wykonuje w Płocku kawał dobrej roboty i nieprzypadkowo jego drużyna jest niepokonana w lidze. Oby jednak wystarczyło pokory, aby nie podzielić historii z ostatniego sezonu Wisły w Ekstraklasie przed spadkiem. Wtedy również było obiecująco od startu rozgrywek. W Warszawie mają o czym myśleć. Sytuacja w lidze nie jest najgorsza, choć daleka do ideału. A biorąc pod uwagę, że w ostatnim meczu z GKSem Katowice wyszarpali 3 punkty w ostatnich minutach doliczonego czasu, mogło być naprawdę źle.

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-85-niesamowity-imaz-niepodrabialna-lechia/feed/ 0
MADEJka #84 – Przekładania spotkań ciąg dalszy https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-84-przekladania-spotkan-ciag-dalszy/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-84-przekladania-spotkan-ciag-dalszy/#respond Tue, 12 Aug 2025 01:10:09 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=87021 Okres wakacyjny to dla fanów Ekstraklasy ciężki czas. Niby możemy podziwiać nasze drużyny w eliminacjach do europejskich pucharów, ale kosztem przekładania przez nich spotkań ligowych. Dlatego w ten weekend rozegranych zostały jedynie 7 spotkań. Zapraszam na ich krótkie podsumowanie w ramach MADEJki, czyliMagazynu Autorskich Dociekań Ekstraklasowej Jakości!

Ten mecz musiał się tak skończyć…

Weekend rozpoczęliśmy w Kielcach, gdzie miejscowa Korona gościła Radomiak w prestiżowym dla obu drużyn meczu. Dotychczas gospodarze zawodzili, nie wygrywając jeszcze meczu. Goście z kolei grali aż nadto dobrze, notując serię bez przegranej. Co więc musiało się stać w tym starciu? Oczywiście – przełamanie wszystkich serii za jednym zamachem. Korona rozegrała świetny mecz, doskonałą bramką popisał się Błanik, który ustrzelił dublet jeszcze w pierwszej połowie, gdy trafił ponownie do siatki, tym razem z rzutu karnego. Radomiaka praktycznie nie było w pierwszych 45 minutach. Po przerwie trochę się obudzili, ale nie zdołali zdobyć choćby bramki wyrównującej. Powiększyć dorobek udało się za to Koroniarzom po ładnej akcji, którą wykończył Sotiriou. Pewna wygrana, radość na trybunach – cudowny początek weekendu dla fanów z Kielc. Ciekawe tylko, jaką wersję drużyny zobaczymy w kolejnym spotkaniu, gdzie zmierzą się z Mistrzem Polski.

… ten za to tak, jak się skończył, nie miał prawa!

Drugie piątkowe spotkanie to spotkanie Górnika Zabrze z Bruk-Betem, który w kadrze ma kilku zawodników, związanych niegdyś ze śląskim klubem, nie wspominając o postaci Marcina Brosza, który przez kilka lat trenował Zabrzan. Spora przewaga gospodarzy od początku spotkania nijak przekładała się na efekt bramkowy. Jeden z nielicznych wypadów do przodu gości skończył się od razu bramką, a trafił do siatki Fassbender. O wielkich nerwach w szeregach gospodarzy nie było mowy, bo mecz mimo złego wyniku wyglądał z ich strony całkiem korzystnie. Bramki dla Górników wydawały się jedynie kwestią czasu. Ten jednak mijał, a wciąż po ich stronie było „0”. Tak też pozostało już do końcowego gwizdka. Beniaminek po wysokiej wygranej w Białymstoku, zdobywa kolejny wyjazdowy skalp! Pokazuje tym, że wcale nie będzie można ich lekceważyć w tym sezonie!

Powrót wyjazdowego koszmaru z buziakiem w tle

U siebie twierdza, na wyjeździe bryndza – gdyby zadać fanowi Ekstraklasy taką zagadkę, łatwo byłoby rozszyfrować mu, że chodzi o Pogoń Szczecin. Trzeci wyjazd w tym sezonie, druga porażka. Tym razem uznać Portowcy musieli wyższość beniaminka z Gdyni. Mecz zaczął się po ich myśli, bo to goście strzelili pierwszą bramkę, a konkretnie Loncar w 38. minucie. Nie udało się dowieźć prowadzenia do przerwy, bo w doliczonym czasie pierwszej połowy wyrównał Kerk. W drugiej połowie, idąc śladem pierwszej, najważniejsze wydarzenia działy się w ostatnim kwadransie. Pogoń miała szansę na ponowne wyjście na prowadzenie, ale karnego nie wykorzystał Koulouris. Tydzień temu nie zagrał, zgłaszając uraz, później właściciel Pogoni nieugięty stwierdził, że Grek wypełni kontrakt w Szczecinie i będzie mógł odejść za darmo, nie ma zamiaru go sprzedawać. Teraz już zagrał, ale w kluczowym momencie zawiódł. Skomplikowana sytuacja, ciekaw jestem, jak się to wszystko rozwinie w perspektywie całego sezonu – czy Koulouris wróci na strzelecką drogę? Niestrzelony karny to jedno, konsekwencje tego wydarzenia zemściły się błyskawicznie. Dwie minuty po tym, jak mogło być 1:2, wynik wskazywał dokładnie odwrotnie. Piękną bramką popisał się Jakubczyk, który w przeszłości był zawodnikiem Pogoni. W przypływie ekscytacji po zdobyciu bramki z byłym klubem, który go „wypluł”, nie dając większych szans na grę, podbiegł do ławki rezerwowych gości i posłał słodkiego buziaka, wywołując niemałe zamieszanie, zarówno na boisku, jak i po meczu w mediach. Według mnie to jest również sól piłki – takie właśnie smaczki, drobne gesty. Przecież nie każdy piłkarz musi przepraszać były klub po strzeleniu im bramki, szczególnie, gdy nie dano mu w nim szans i zaufania. Nie było to niegrzeczne, choć sam piłkarz po meczu przeprosił w internecie za swoje zachowanie. Czy to wymagało przeprosin? Kwestia oceny indywidualna, moim zdaniem niekoniecznie. Mecz to też emocje, które czasem ponoszą piłkarzy, nie tylko kibiców na trybunach.

Podział punktów z kontrowersjami

Widzew w spotkaniu domowych gościł drużynę lidera Ekstraklasy – Wisłę Płock. W pierwszej połowie spotkanie było wyrównane, a obie ekipy zdobyły po bramce. Ich strzelcy nie byli żadną niespodzianką – świetną formę na początku sezonu potwierdzili najpierw Sekulski u gości, a po paru minutach Shehu dla gospodarzy. To, co najbardziej kontrowersyjne, wydarzyło się w drugiej połowie. Mariusz Fornalczyk był (no właśnie, czy na pewno?) faulowany w polu karnym gości i sędzia Kwiatkowski wskazał na jedenasty metr. Po interwencji VARu, który przywołał go do monitora, zmienił decyzję, wywołując wściekłość wśród fanów i piłkarzy Widzewa. Sytuacja nie przeszła bez echa w mediach, czy programach, gdzie omawiane są spotkania Ekstraklasy. Opinii na ten temat jest mnóstwo, zarówno tych za, jak i przeciw. Skoro jednak tyle ta sytuacja wywołała emocji i skrajnych wniosków, to czy VAR miał prawo interweniować? W założeniu miał wyjaśniać sprawy zero-jedynkowe, a tu widocznych jest wiele interpretacji tego, co w polu karnym zaszło… W każdym razie jedenastki nie było, jak również i kolejnych trafień, a drużyny podzieliły się punktami. Goście zachowali pozycję lidera, a Widzew wskoczył na czwartą lokatę.

Meczycho w Białymstoku!

To spotkanie miało dosłownie wszystko! Hitowo zapowiadający się mecz pomiędzy Jagiellonią, a Cracovią zdecydowanie nie zawiódł! Kolejny raz świetnie u Pasów zaprezentował się Stojilković, którego ustwienie, przepchanie Kobayashiego na środku boiska i samotny bieg na bramkę Abramowicza zakończył się otwarciem wyniku w 15. minucie. Jagiellonia odpowiedziała w mgnieniu oka, a na tablicy strzelców zapisał się Pietuszewski po kapitalnym uderzeniu sprzed pola karnego. Mają o czym myśleć w Krakowie, bo stracona bramka jest niemal kalką tej strzelonej im w domowym meczu z Lechią przed tygodniem. Nic sobie jednak Pasy nie zrobiły ze straconej bramki i gdy spiker ogłaszał strzelca wyrównującej bramki, a kibice nie zdążyli skandować jego nazwiska, ich drużyna z powrotem przegrywała po bramce Kakabadze, co ciekawe, strzelonej głową. Mam wrażenie, że kluczowe wydarzenie dla całego spotkania miało miejsce tuż przed przerwą. Cracovia otrzymała rzut karny i mogła odskoczyć na dwie bramki przewagi. Tu jednak pojawiła się zaskakująca decyzja – do jedenastki podszedł Maigaard. Zrozumiałe, że taka była hierarchia w zeszłym sezonie i została przez nowego trenera utrzymana, ale dlaczego akurat on? Do poprzedniej jedenastki podszedł Hasić i zrobiłby to pewnie ponownie, gdyby nie kontuzja. Dlaczego jednak tym drugim nie był Stojilković? Szwajcar zaczął sezon kapitalnie, jest napastnikiem, ma pewność siebie. Uważam, że byłby zdecydowanie pewniejszym strzelcem. Trochę pewnie przemawia przeze mnie fakt, że mam go w składzie Fantasy Ekstraklasy, ale byłoby to obiektywnie ujmując najrozsądniejsze rozwiązanie. A tak Duńczyk nie trafił i Pasy musiały zadowolić się jednobramkowym prowadzeniem. Jak się okazało po przerwie, była to zdecydowanie zbyt mała zaliczka, aby myśleć o wywiezieniu choćby punktu z Podlasia. Sytuację skomplikował najpierw rzut karny dla gospodarzy, skrzętnie wykorzystany przez Pululu, a potem czerwona kartka dla Perkovicia, po której goście całkiem się posypali, a na boisku królowała jedynie Jaga, urządzając sobie trening strzelecki przed kolejnymi wyzwaniami w Europejskich Pucharach. Do bramki trafiali jeszcze trzykrotnie, a na listę strzelców wpisali się odpowiednio: Romanczuk, Pozo (debiutancki gol) i Rallis.

Cuda ogłaszają – Legia strzela po rzucie rożnym!

W niedzielny wieczór, po blamażu na Cyprze z Larnacą, do ligowego spotkania z GKSem Katowice przystępowała Legia. Mecz miał być pokazem siły i wlaniem nadziei w serca fanów Wojskowych, ale również tych, trzymających kciuki za wszystkie nasze drużyny w Europie. Założenie było proste – wygrać zdecydowanie i wysoko, aby udowodnić sobie, że porażka 1:4 w pierwszym meczu będzie do odrobienia w czwartkowym rewanżu. Teoretycznie trafił się odpowiedni rywal do takich celów, bo GKS po sprzedaniu Repki i Bergiera kiepsko zaczął sezon, zdobywając zaledwie jeden punkt w trzech meczach. W Warszawie zaczęli jednak od mocnego uderzenia i stworzyli sobie kilka naprawdę dobrych sytuacji, ale za każdym razem w bardziej, czy mniej ekwilibrystyczny sposób Legię ratował Tobiasz. Wszystko układało się pod bezbramkowy remis do przerwy, ale wtedy to Legia wywalczyła rzut rożny. Dla kibiców Wojskowych ten stały fragment gry od dłuższego czasu był synonimem zerowego zagrożenia, bo po prostu Legia po kornerach nie strzelała bramek. W niedzielę nastąpiło jednak przełamanie i po dośrodkowaniu i zgraniu piłki przez Jędrzejczyka do bramki trafił Wszołek. Goście mogli się zdziwić, sami pewnie nie zakładali, że akurat w ten sposób bramkę stracą. Po przerwie mecz był wyrównany, choć Legia była aż nadto spokojna, jak na prowadzenie zaledwie jednym golem. Zemściło się to na nich okrutnie w 84. minucie, kiedy po wstrzeleniu piłki w pole karne mocno i z pierwszej piłki prosto do bramki uderzył Nowak. W szeregach gospodarzy zaczęły się wkradać nerwy – w domowym meczu z Arką remis, z GKSem remis? Nie takiego początku sezonu chciano w Warszawie, gdzie wciąż marzą i wierzą w odzyskanie mistrzowskiego tytułu. Na ich szczęście piłkarze zaprezentowali piorunującą końcówkę! W piątej z sześciu doliczonych minut bramkę na 2:1 zdobył Jędrzejczyk, a stadion eksplodował. Nie dość, że padła ważna bramka, to akurat jej strzelcem okazał się Jędza. Gdy już goście postawili na atak w ostatniej minucie, zostali skarceni po stracie piłki i trzecią bramkę zdobył Morishita, który niedzielny mecz zaczął na ławce. Dzięki zwycięstwu Legia awansowała na drugie miejsce z trzema punktami straty do Wisły Płock, która jednak zagrała jeden mecz więcej od Wojskowych.

Lechia znaczy bramki!

1:2, 3:4, 2:2 – tak przed poniedziałkowym meczem przedstawiały się dotychczasowe wyniki Lechistów w Ekstraklasie. Jeden zdobyty punkt, gdzie wciąż po karze ujemnych pięciu daleko było do wyjścia choć na zero. Takie ofensywne nastawienie drużyny skutkuje jednak tym, że aż chce się włączyć telewizor i obejrzeć ich spotkanie. Nawet, gdy zaplanowane zostało na poniedziałkowy wieczór – niezbyt atrakcyjny termin… We wczorajszym meczu podejmowali Motor Lublin, któremu również takie szalone wyniki nie są obce. Spotkanie rozpoczęło się – zgodnie z oczekiwaniami – od mocnego uderzenia. Już w 3. minucie Lechia wyszła na prowadzenie po bramce Viunnyka. Asystował niezawodny Bobcek. Udany początek gospodarzy został jednak brutalnie zweryfikowany jeszcze w pierwszej połowie. W 20. minucie wyrównał Czubak. Ta bramka została jeszcze anulowana z powodu spalonego, ale były zawodnik Arki dopiął swego 18 minut później. Do bramki po kilku minutach dołożył asystę, a Motor wyszedł na prowadzenie po uderzeniu Rodriguesa. Ostatnie słowo pierwszej części należało do Lechii. Bobcek zazdrościł Czubakowi i również do asysty dołożył trafienie. Wysoki wynik do przerwy był świetną prognozą na drugą połowę. Może nie padły w niej aż 4 gole, ale obie drużyny dołożyły po jeszcze jednym i zakończyli mecz podziałem punktów, który nie uszczęśliwia tak naprawdę żadnej ze stron. Kto jednak poświęcił czas, aby obejrzeć to starcie, z pewnością nie żałuje!


]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-84-przekladania-spotkan-ciag-dalszy/feed/ 0
MADEJka #83 – Kolejka odwracania wyników https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-83-kolejka-odwracania-wynikow/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-83-kolejka-odwracania-wynikow/#respond Tue, 29 Jul 2025 21:36:46 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=86839 Kto postanowił spędzić weekend oglądając mecze PKO Bank Polski Ekstraklasy z pewnością się nie zawiódł! Było sporo emocji, a zdobycie pierwszej bramki nie prowadziło często do niczego dobrego, gdyż rywale odrabiali straty z nawiązką. Zapraszam na krótkie podsumowanie drugiej kolejki w ramach MADEJki, czyli Magazynu Autorskich Dociekań Ekstraklasowej Jakości!

Kolejny sezon rozpoczęty pozytywnie

Cracovia przyzwyczaiła w ostatnich latach do dobrych wyników od początku sezonu, gdzie dopiero w trakcie kampanii coś się sypało i ostatecznie kończyli rozgrywki na gorszym miejscu, niż sięgają ich ambicje. Nie inaczej jest teraz – dwa mecze, komplet wygranych. Piątkowy mecz z Bruk-Bet Termalicą zapowiadał się arcyciekawie. Ostatecznie nie było to aż tak porywające widowisko całościowo, a drużyny nie nawiązały bramkowo do wysokich wyników w spotkaniach bezpośrednich, gdzie dotychczas w Ekstraklasie padało między nimi 3,56 bramek/mecz. W Krakowie wynik zatrzymał się na dwóch trafieniach Pasów. Co ciekawego można było wywnioskować, oglądając mecz? Z pewnością świeże spojrzenie trenera Elsnera, które dało o sobie znać już przy rozpoczęciu spotkania. Zjawisko używane wcześniej na zachodzie postanowił wprowadzić do Pasów. O co chodzi? Przy rozpoczęciu meczu Cracovia nie rozgrywała piłki, a po prostu wybiła ją na aut na wysokości pola karnego gości. Takie rozwiązanie pozwoliło ustawić wysoki pressing i zmusić go do straty piłki blisko swojej bramki. Jak wyszło w praktyce? No nie do końca manewr się udał, bo Termalica poradziła sobie bez problemu i paręnaście sekund później już ona wybiła aut w pobliżu środka boiska. Niewykluczone jednak, że nie zrażą się tym w Krakowie i jeszcze kiedyś ponownie tak będą rozgrywać początki spotkań. Ponadto kolejny raz aktywny był nowy nabytek, Filip Stojilkovic. Tym razem jednak nie zasłynął asystą, czy bramką, jak przed tygodniem, a kilkukrotną próbą wymuszenia rzutu karnego. To mu chluby nie przynosi, ale poza tym był aktywny na boisku i prędzej, czy później Pasy zapomną o Kallmanie, bo po prostu Szwajcar godnie go zastąpi. Na pochwały zasługuje kolejny raz Oskar Wójcik – młody stoper, na którego zupełnie nie stawiał poprzedni trener, u Luki Elsnera gra pierwsze skrzypce. Z boiska musiał zszedł jednak z kontuzją. Jakie wnioski na podstawie meczu można wysnuć o drużynie gości? Właściwie ciężko o takie, bo rozegrali dwa różne spotkania i nie wiemy, który obraz Bruk-Betu jest bliższy prawdy. Przeciwko Pasom nie układało się zbyt wiele. Co prawda mieli swoje sytuacje, głównie po dośrodkowaniach z bocznych stref, ale nie byli w stanie zamienić ich choćby na bramkę honorową.

Powrót Ekstraklasy do Gdyni

W piątkowy wieczór pierwszy domowy mecz po powrocie do Ekstraklasy rozegrała Arka Gdynia. Ich przeciwnik – Radomiak – na inaugurację dość sensacyjnie i wysoko pokonał Pogoń aż 5:1. Mecz zakończył się podziałem punktów, ale potwierdził on kilka rzeczy. Przede wszystkim fakt, że Arka będzie groźna ze stałych fragmentów gry i głównie tak będzie starała się zdobywać bramki. Premierową bramkę zdobyli właśnie po rzucie rożnym. W drugiej połowie ponownie gospodarze dali o sobie znać, zdobywając drugą bramkę po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, tam jednak dopatrzono się spalonego i gol został anulowany. Parę minut później Radomiak wyrównał, a strzelcem bramki był niezawodny Grzesik. Goście w drugiej połowie byli lepszą drużyną, ale nie zdołali przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść. Myślę, że podział punktów w Gdyni ostatecznie umiarkowanie zadowolił obie strony. Arka zdobyła punkt, który może być cenny i dać motywację do dalszej pracy. Rozpoczęcie sezonu od dwóch porażek byłoby z pewnością bolesne. Radomiak z kolei wciąż bez porażki pokazuje, że nie będzie łatwym rywalem dla nikogo.

Małe Derby Śląska dla Górnika

W sobotnie popołudnie w Gliwicach odbyły się Małe Derby Śląska, czyli mecz miejscowego Piasta z Górnikiem. Nie było to z pewnością najlepsze spotkanie drugiej kolejki. Dla Piasta przypomnijmy był to nawet pierwszy mecz w sezonie, bo poprzedni został przełożony na prośbę Legii Warszawa. Przez cały mecz Gliwiczanie nie zdołali oddać celnego strzału, co najlepiej opisuje ich grę. Niewiele lepiej grał też Górnik, choć w drugiej połowie mieli przewagę i w samej końcówce meczu przechylili mecz na swoją korzyść, zdobywając jedynego gola tego dnia w Gliwicach. Nie oszukujmy się jednak – ten gol nie miał prawa wpaść, ale sprezentował go Zabrzanom Plach, który po wstrzeleniu piłki w pole karne przez Janżę po prostu przepuścił ją między nogami. Bardzo kosztowny błąd tak doświadczonego bramkarza, szczególnie w tak prestiżowym dla klubu meczu. O zmazanie plamy będzie ciężko, bo za tydzień Piast jedzie do Płocka, gdzie tamtejsza Wisła świetnie rozpoczęła sezon.

Koulouris nie potrafi przestać strzelać

Świetny poprzedni sezon w wykonaniu greckiego napastnika Pogoni niósł zagrożenie, że ktoś z lepszej ligi zgłosi się do Szczecina celem jego pozyskania. Narazie jednak Koulouris pozostał piłkarzem Portowców i od początku kontynuuje strzelanie. W sobotni wieczór mecz z Motorem lepiej zaczął się dla przyjezdnych, którzy już w pierwszym kwadransie otworzyli wynik, a bramkę zdobył Scalet. Bardzo szybko na to trafienie odpowiedziała Pogoń, a pierwszą bramkę w nowych barwach zdobył ulubieniec prasy i Polaków – Huja. Stracona bramka podziałała na gospodarzy jak płachta na byka, bo już do szatni na przerwę schodzili z prowadzeniem po trafieniu niezawodnego Koulourisa. Po przerwie Portowcy dołożyli jeszcze dwa trafienia i wysoko wygrali, a sam mecz stał na wysokim poziomie. Gospodarzom udało się więc zrehabilitować za zeszłotygodniowy blamaż w Radomiu. A może kolejny raz będziemy oglądać dwie Pogonie – ta domowa i ta w meczach wyjazdowych?

Emocje w meczach pucharowiczów

W kolejnych meczach do walki o ligowe punkty wkroczyli nasi reprezentanci na scenie europejskiej w tym sezonie. Na pierwszy rzut poszedł Lech, który przyjechał do Gdańska. Pierwsza połowa była dla Kolejorza zdecydowanie nieudana. Nieuznana bramka, niestrzelony karny Ishaka oraz dwie bramki Bobcka sprawiły, że w szatni gości było z pewnością gorąco. Kibice Lecha mogli z małą wiarą podchodzić do końcowego wyniku, bo ostatni raz, kiedy ich drużyna wygrała mecz przegrywając 0:2 miał miejsce…14 lat temu w półfinale Pucharu Polski z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Tym razem jednak włączyli Lechici tryb walca i po zmianie stron strzelili aż 4 bramki, na co Lechiści odpowiedzieli jedną, ale ważną indywidualnie dla Bobcka, który skompletował hattricka. Nie ma więc fatalnego startu sezonu Mistrza Polski. Ten notuje za to Lechia, która przegrała oba mecze, a pamiętać trzeba o dodatkowym balaście w postaci ujemnych punktów…

Do Częstochowy po kilku latach przyjechała Wisła Płock, która ostatni mecz tam rozegrany wspomina nienajlepiej, bo Medaliki rozgromiły wówczas Płocczan aż 7:1. Nie zapowiadało się na zmazanie plamy, bo Raków był faworytem tego spotkania. Papszun nie musiał za bardzo rotować składem z powodu dwumeczu z Żyliną, bo w pierwszym meczu pewnie wygrali 3:0. Dokonał on jednak kilku zmian, przez co mecz na ławce zaczęli m.in. Tudor, czy Brunes. Początek meczu potwierdzał przewidywania, bo gospodarze objęli prowadzenie po golu Diaby-Fadigi. Szanse na wyrównanie w pierwszej połowie miała Wisła, ale Sekulski nie wykorzystał karnego. Wyręczył go parę minut Salvador i w Częstochowie do przerwy był remis. W drugiej połowie oczekiwano lepszej gry Rakowa i przede wszystkim wygranej. Nic z tych rzeczy! Wypożyczony z Górnika Nowak zdobył dla gości drugą bramkę i to oni zdobyli w tym meczu komplet punktów. Zemsta więc za ostatni mecz w Częstochowie w pełni się udała!

W Białymstoku mecz Jagiellonii z Widzewem nosił znamię potencjalnie super meczu i tak w rzeczywistości było. Gospodarze, mimo słabszej formy na początku sezonu, okazali się zespołem dojrzalszym. Już w trzeciej minucie Drachal otworzył worek z bramkami i na Podlasiu cieszyli się z prowadzenia. W dalszej części meczu Widzew stwarzał zagrożenie i zdołał doprowadzić najpierw do wyrównania, a następnie objął prowadzenie. Obie bramki zdobył Bergier. Wydawało się, że tak się mecz skończy, ale gościom zabrakło dosłownie parę minut. W doliczonym czasie Jagiellonia zagrała świetnie, najpierw doprowadzając do wyrównania, a następnie skrzętnie wykorzystała błąd w rozegraniu piłki od bramkarza przez gości. Przejęła piłkę, a gola na wagę trzech punktów zdobył Pululu, który parę dni wcześniej również zapewnił zwycięstwo w meczu pucharowym (również po 90. minucie).

Jako ostatnia z pucharowiczów swój mecz rozgrywała Legia, która przyjechała do Kielc. Korona dotychczas szuka swej świetnej formy z wiosny. Po porażce w Płocku przyszła kolejna, tym razem domowa, z Legią. W spotkaniu mnóstwo było strzałów, ale szwankowała ich celność z obu stron. Bramki zdobywali jedynie goście. Najpierw bramkę zdobył Nsame, a w drugiej połowie Alfarela. Kibice Legii zawiesili niedawno protest, w ramach którego mieli nie prowadzić dopingu na meczach domowych. Protest ten był przeciwko polityce transferowej klubu, który ich zdaniem nie był wystarczająco aktywny na rynku transferowym i nie sprowadził godnych piłkarzy, mogących pomóc realizować ambitne cele, jakie co roku mają w Warszawie. Mecz pokazał, że może wcale wielkie ruchy potrzebne nie są, bo sprowadzeni wcześniej Nsame, czy Alfarela mogą dać drużynie odpowiednią jakość? Odstawieni przez Feio piłkarze teraz zaczynają grać skutecznie u boku nowego trenera. Może nowy trener Iordanescu trafi lepiej do piłkarzy i będą oni skuteczni przez cały sezon, odpłacając się darzonym ich zaufaniem? W Warszawie z pewnością mają taką nadzieję!

Poniedziałkowy podział punktów

Na zakończenie drugiej kolejki spotkały się w Katowicach miejscowy GKS z Zagłębiem Lubin. Obie drużyny swoje pierwsze mecze przegrały w stosunku 0:1. Nic więc dziwnego, że teraz chcieli zrewanżować się i zdobyć komplet oczek. Jak to w takich spotkaniach bywa – skończyło się remisem, a obie drużyny wygrały po jednej połowie. Tą pierwszą zgarnęli goście, którzy prowadzili 2:0 do przerwy po bramkach Reguły i Radwańskiego, a druga padła łupem gospodarzy, a obie dla nich trafienia zdobył Nowak. Jeden punkt po dwóch meczach to z pewnością nie szczyt marzeń i ambicji w Katowicach, czy Lubinie, ale jednak początek sezonu to raczej (bo wiemy, jak to bywa) nie czas na nerwowe ruchy.

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-83-kolejka-odwracania-wynikow/feed/ 0
MADEJka #82 – Inauguracja bez kompromisów! https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-82-inauguracja-bez-kompromisow/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-82-inauguracja-bez-kompromisow/#respond Mon, 21 Jul 2025 18:15:03 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=86716 Mamy to! Doczekaliśmy się nowego sezonu PKO Bank Polski Ekstraklasy! Po awansie ligi w rankingu UEFA do TOP 15 apetyty u wszystkich zdecydowanie wzrosły! Pierwsza kolejka zdecydowanie nie zawiodła, a rywalizacja odbywała się na zasadzie „wszystko albo nic”, bowiem nie ujrzeliśmy ani jednego remisu. Pochwalić należy również frekwencję – średnia na meczu to aż 16755 kibiców! Zapraszam na jej podsumowanie w ramach MADEJki, czyli Magazynu Autorskich Dociekań Ekstraklasowej Jakości!

Piątkowy szok

Terminarz kolejki został skonstruowany w taki sposób, że już mecze piątkowe wzbudzały wiele emocji. Oto do walki przystępowały na początek dwie drużyny, które w ostatnich sezonach zdobywały tytuł mistrzowski. Jagiellonia przyjmowała u siebie beniaminka z Niecieczy, zaś do Poznania przyjechała Cracovia. W obu spotkaniach to gospodarze byli naturalnymi faworytami. Nie można odmówić jednak, że w Bruk-Bet Termalice świetną pracę na zapleczu wykonał trener Marcin Brosz i jego zespół może być groźny i urwać niejednokrotnie punkty faworytom. Podobnie z resztą Pasy, które zmieniły z kolei trenera, ale Luka Elsner to gość z pokaźnym CV i jestem bardzo ciekaw, jak poradzi sobie w polskiej lidze. Wracając jednak do faworytów piątkowych meczów. Obie drużyny nie poradziły sobie najlepiej. Jagiellonia już do przerwy przyjęła 3 bramki, nie strzelając żadnej, a ukoronowaniem dobrej gry Słoników był piękny gol z dystansu Fassbendera po kolejnej z kontr, które goście wyprowadzali dość licznie. Na domiar złego dla Jagi, w drugiej połowie stracili jeszcze jedną bramkę, kończąc mecz z wynikiem 0:4, który w Białymstoku przyjęty został z niemałym szokiem. Czy to ponownie będzie ciężki początek sezonu? Rok temu podobny kryzys został zażegnany, a potem klub odnosił sukcesy nie tylko w lidze, ale także europejskich pucharach. Teraz jednak pole manewru zdecydowanie mniejsze, bo nie ma pola manewru – albo wygrają wszystkie dwumecze w drodze do Ligi Konferencji albo pozostanie wspominać zeszłą kampanię z nostalgią. To, czego nie mają teraz na Podlasiu, ma Kolejorz – zaczynając kwalifikacje do LM wystarczy im wygrać jeden z trzech dwumeczów, a zapewnią sobie fazę ligową europejskich pucharów. Taka poduszka może być przydatna, patrząc na osiągane wyniki. Przegrany prestiżowy mecz z Legią w ramach Superpucharu Polski, a w meczu z Cracovią mało można było dostrzec pozytywów. Co prawda Pasy nie wypracowały sobie wysokiego współczynnika goli oczekiwanych, ale jeśli z wartości poniżej 1 udało im się aż czterokrotnie pokonać Mrozka, to aż strach pomyśleć, co może zrobić europejski pretendent w kwalifikacjach. Dzięki wysokim wygranym dwie drużyny z małopolski znajdują się na szczycie tabeli, a w następnej kolejce zagrają w bezpośrednim meczu na początek drugiej kolejki! Pucharowicze więc niezbyt pozytywnie nastroili nas przed walką o fazy ligowe w Europie, a najlepiej chyba wyszła Legia… bo mecz swój przełożyła i nie ma za co krytykować i czym się martwić.

Udany początek ambitnego projektu

W sobotę granie rozpoczęliśmy w Łodzi, gdzie Widzew podejmował Zagłębie. Gospodarze zbroili się solidnie przed sezonem, będąc aktywnym na rynku transferowym i wykazując ambicje walki o wysokie cele. Jak wysokie? Na ten moment ciężko jednoznacznie określić, ale wydaje się, że już zajęcie miejsca premiowanego awansem do pucharów byłoby optymalne, aby uznać sezon za udany. Spotkanie udało się wygrać skromnie 1:0 po cudownej bramce Shehu. W zespole gospodarzy widać duże rezerwy, pole do poprawy. Lepiej mógł zagrać Fornalczyk, ale jestem o niego spokojny, że z czasem jego gra się poprawi i będzie motorowym ataków Łodzian. Martwić może postawa gości. Czyżby trener Ojrzyński okazał się dobrym strażakiem, który skutecznie uratował Ekstraklasę dla Lubina, ale w codziennej pracy wypadać będzie gorzej? Czas pokaże!

Szybka czerwień ustawiła mecz

Kolejny beniaminek, Wisła Płock, przyjmowała na swoim stadionie w sobotnie popołudnie Koronę, która pod wodzą Jacka Zielińskiego świetnie spisywała się w rundzie wiosennej. W Kielcach pragnęli zapewne, aby od początku nowej kampanii piłkarze poszli siłą rozpędu i kontynuowali dobrą grę i punktowanie. Przeszkodził im w tym Nono, który już w siódmej minucie zobaczył czerwoną kartkę i dalszy mecz mógł mieć już jeden kierunek, a był nim napór gospodarzy, spragnionych i stęsknionych za bojami w Ekstraklasie. Jeszcze przed przerwą dopięli swego i Sekulski otworzył wynik spotkania w doliczonym czasie z rzutu karnego. Po zmianie stron sytuacja gości pogorszyła się ponownie. Z boiska wyleciał Budnicki i już do końca musieli radzić sobie w dziewiątkę. Wisła atakowała, chrapkę na kolejnego gola miał Sekulski i dopiął swego w 77. minucie. Z meczu, który miał potencjał być ciekawym widowiskiem, otrzymaliśmy jednostronny pokaz gospodarzy, którzy udanie rozpoczęli sezon. Pamiętać muszą w Płocku, że już kiedyś historia była podobna. Świetny początek, nawet lider po kilku kolejkach, co powodowało głosy, że walczą o najwyższe cele. Potem z biegiem sezonu pozycja się obniżała, aż w końcu w ostatniej kolejce skończyło się na spadku. Oby wyciągnięta została lekcja pokory. A ja ciekaw jestem, jak zaprezentuje się drużyna, gdy przeciwnik przez cały mecz będzie grał w pełnym składzie. Najbliższa do tego okazja już w niedzielę w meczu z Rakowem!

Nowy sezon, stary Raków

Wspomniane Medaliki rozpoczęły granie w nowym sezonie w Katowicach. Mimo zmian kadrowych, szczególnie w środku pola, był to jednak stary, dobrze nam znany Raków Papszuna. Organizacja gry, minimalizowanie szans rywali na strzelenie bramki. Od siebie dodali jedną bramkę, strzeloną przez Brunesa. Tak wyglądało mnóstwo meczów w zeszłym sezonie i prawdopodobnie musimy przywyknąć, że również i w tym nie będą to w większości porywające spektakle. Dla Papszuna i drużyny najważniejsze są jednak wyniki. Te się zgadzają, więc w Częstochowie mogą się cieszyć. GKSowi nie udało się zagrozić bramce Trelowskiego. Nie oddali nawet celnego strzału. Okazja do rehabilitacji w poniedziałek, gdy do Katowic przyjedzie Zagłębie. Można myślę założyć, że w tym meczu uda się już oddać strzał na bramkę… i to niejeden. 

Górnik wygrywa na oczach selekcjonera

W niedzielę odbyły się kolejne 3 mecze, a pierwszy z nich miał miejsce w Zabrzu. Przyjechała tam Lechia, która zaczyna sezon z ujemnymi pięcioma punktami. Po meczu wiemy już, że z minusowym dorobkiem będą Lechiści jeszcze przynajmniej dwie kolejki, bo nie udało się ich w najmniejszym nawet stopniu zmniejszyć. Spotkanie w pierwszej części było ciekawe i wyrównane. Gospodarze zdołali jednak zdobyć bramkę i schodzić na przerwę z prowadzeniem. W drugiej części mecz obniżył loty, ale z każdą minutą intensywność wzrastała, co skończyło się drugą bramką dla Górnika. Długo gospodarze utrzymywali zero z tyłu za sprawą świetnego Łubika, który ratował Górników. Nie udało się jednak skończyć meczu z czystym kontem, bo w ostatnich minutach Lechia otrzymała rzut karny, który wykorzystał Kapić. Warto odnotować, że mecz z trybun oglądał nowy selekcjoner reprezentacji Polski – Jan Urban, który też w zeszłym sezonie był trenerem Zabrzan. Na Roosevelta padł również rekord frekwencji. Na stadion przyszło aż 24890 kibiców. Po takim meczu wielce prawdopodobne, że fani chętnie przyjdą na kolejne mecze!

Bolesny powrót do Ekstraklasowej rzeczywistości

Do Lublina na inauguracyjne spotkanie sezonu przyjechała Arka, która po kilkuletniej tułaczce na zapleczu wróciła do elity. Ambicje w Gdyni spore, co akcentowane było już w zeszłym sezonie, gdy zatrudniono Dawida Szwargę. Trener jednak powrotu na ławkę w meczu Ekstraklasy nie zaliczy do udanych. W zeszłym sezonie jego drużyna znana była ze stylu podobnego, jak Raków. Widać było czas spędzony jako asystent Marka Papszuna. Skupienie na szczelnej defensywie, nie pozwalanie rywalom na stworzenie sytuacji bramkowych. Wszystko funkcjonowało w realiach pierwszoligowych. Nie udało się jednak w debiucie ekstraklasowym. Motor zdołał strzelić bramkę, a Gdynianie nie byli w stanie niczym odpowiedzieć. Generalnie słabe spotkanie gości, dla których oby okazało się tylko wypadkiem przy pracy i w kolejnych meczach byli w stanie pokazać lepszą grę, którą cieszyli oko na zapleczu. Mateusz Stolarski może być z kolei zadowolony ze swoich podopiecznych. Dobry początek sezonu dla Motoru jest ważny, bo pamiętać należy, że często drugi sezon po awansie jest najtrudniejszy, o czym przekonała się już choćby Puszcza Niepołomice.

Szok w Radomiu

Na zakończenie kolejki Radomiak spotkał się z Pogonią. W ostatnich sezonach gospodarze byli bardzo niewygodnym rywalem dla Portowców. W zeszłym sezonie zakończyli domową serię Szczecinian bez porażki, a w Radomiu meczów nie przegrywali. Przed sezonem w Pogoni było spokojnie, co też przez wielu kibiców uznawane było za zły znak, bo gdy jest za dobrze, często los lubi płatać figla. I dokładnie tak było w niedzielny wieczór. Radomiak strzelał gola za golem, świetne trafienie zaliczył Grzesik. Pogoń również miała swoje okazje, ale byli nieskuteczni. Lider ofensywy – Koulouris zaliczył tylko jedno trafienie, a okazji miał więcej. Martwić kibiców gości i środowisko Pogoni mogą statystyki przebiegniętych kilometrów. Rzadko zdarza się, żeby zespół grając cały mecz w jedenastu nie przekroczył granicy 100km, a takie coś miało miejsce w Radomiu. W Szczecinie więc zimny prysznic na początek sezonu, a Radomiak może się cieszyć, ale trener słusznie też tonuje nastroje. Znamienne jest jednak, że po raz kolejny Radom wymieniany jest jako jeden z kandydatów do spadku i po raz kolejny zaśmiał się ekspertom w twarz – przynajmniej na początku.

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-82-inauguracja-bez-kompromisow/feed/ 0
MADEJka #81 – Słaba forma sędziów?! https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-81-slaba-forma-sedziow/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-81-slaba-forma-sedziow/#respond Wed, 05 Mar 2025 08:40:08 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=85896 Sędziowie główni oraz ci obsługujący system VAR nie mają najlepszego okresu. Mnóstwo kontrowersji w ostatnim czasie, nie uniknęliśmy tego również w miniony weekend. A co ze sportowym aspektem meczów 23. kolejki? Zapraszam na jej podsumowanie w ramach MADEJki, czyli Magazynu Autorskich Dociekań Ekstraklasowej Jakości!

Wciąż bez zwycięstwa

Inauguracja kolejki miała tym razem miejsce w Radomiu, gdzie miejscowy Radomiak po efektownej wygranej przed tygodniem z Legią, tym razem podejmował Widzew. Łodzianie, przystępując do tego meczu już bez Daniela Myśliwca na ławce, mieli w planie wreszcie wygrać mecz ligowy, co dotychczas nie udało im się jeszcze w 2025 roku. Spotkanie zaczęło się dla nich obiecująco, bowiem już w pierwszym kwadransie za sprawą Shehu objęli prowadzenie w meczu. Gospodarze w pierwszej połowie mimo ogromnej liczby strzałów, razili nieskutecznością, nie oddając żadnego celnego uderzenia na bramkę Gikiewicza. W drugiej połowie się to zmieniło, przycisnęli gospodarze. Wyrobili oni ponownie wysoki współczynnik goli oczekiwanych – 1,82 – ale pozwoliło im to tylko na jedno trafienie. W samej końcówce meczu, w 90. minucie wyrównał Dadashov. Mecz zakończył się podziałem punktów, a Widzew swojego przełamania ligowego będzie szukać w niedzielnym domowym meczu z Mistrzem Polski. Czy wykorzystają fakt, że Jagiellonia przystąpi do tego meczu w trakcie walki o ćwierćfinał Ligi Konferencji?

Czekali na wygraną od listopada

Co nie udało się Widzewowi, zrobiła Cracovia. Choć ona na wygraną czekała jeszcze dłużej, bo od początku listopada ubiegłego roku, kiedy pokonali Lechię. Następnie przyszło załamanie formy, a także samej organizacji gry i pasmo porażek naprzemiennych z remisami. W piątkowy wieczór w Zabrzu dali radę pokonać Górnik. Ponownie na ławce trenerskiej Pasów nie zasiadł Dawid Kroczek, który jeszcze nie doszedł do pełni zdrowia. W pierwszej połowie przewagę miał Górnik, który nie dał rady wstrzelić się w bramkę, a ogromna liczba strzałów była blokowana przez obrońców gości. W drugiej połowie Cracovia była bardziej aktywna, aniżeli przed przerwą, co udało się przekłuć się na bramkę. Przewagę Pasy dały radę utrzymać i wywieźli w Zabrza bardzo cenne trzy punkty. Ważniejsze od nich jest jednak mentalne przełamanie, długo wyczekiwane zwycięstwo smakuje wyjątkowo i może napędzić zespół na kolejne mecze. A czy to wywalczone zwycięstwo przyczyni się do powrotu gry z rundy jesiennej? Czas pokaże!

Odpali z Pucharu Polski, w lidze dalej imponują

Trener Jacek Zieliński zrobił z Korony zespół, który świetnie punktuje w rundzie wiosennej. Mieli walczyć o utrzymanie, a uciekli już na kilka punktów od strefy spadkowej. W środku tygodnia przegrali z Ruchem w ćwierćfinale Pucharu Polski, dodatkowo marnując dwa rzuty karne. Mecz ligowy ze Stalą miał pokazać, czy to jednorazowa wpadka, spowodowana również rotacjami, czy zmieni się w Kielcach trend. W Mielcu jednak ponownie wrócili piłkarze na dobrą ścieżkę i pokonali Stal 1:0. Mecz z początku nie imponował, w pierwszej połowie nie było żadnego celnego strzału, za to aż 6 żółtych kartek! W drugiej połowie zawodnicy wstrzelili się w obie bramki, ale tylko Koroniarze, a konkretnie Fornalczyk, zdołali zdobyć bramkę. 

Sprowadzeni na ziemię

Ciężki tydzień mają za sobą Portowcy oraz ich kibice. Skomplikowane sprawy właścicielskie, a w poprawie nastrojów nie pomógł hitowy mecz domowy z Lechem. Kolejorz wytracił impet, Pogoń za to z buta weszła w nowy rok, zbliżając się do czołowych miejsc na tyle, że optymiści mogli patrzeć nawet na najwyższe miejsce na podium. To, co wcześniej, czy później wyjść jednak musiało, to zmęczenie. Krótka ławka w Szczecinie, 120 minut w środku tygodnia w ramach ćwierćfinału Pucharu Polski z Piastem… Było wiadome, że w którymś momencie w końcu przyjdzie kryzys. Trafiło akurat na sobotni mecz z Lechem. Słabo wyglądali Portowcy, a na ich tle błyszczał Kolejorz. W pierwszej połowie strzelili dwie bramki, ale jedną anulował VAR, dopatrując się spalonego. Po zmianie stron swoją drugą bramkę tego popołudnia zdobył Ishak, tym razem z karnego. W samej końcówce dobił Pogoń wchodzący z ławki Pereira, który świetnym lobem z kilkudziesięciu metrów pokonał Cojocaru. W doliczonym czasie gry czerwoną kartkę ujrzał jeszcze Wędrychowski. Po meczu mam mieszane uczucia w stosunku do Pogoni. Czy to jednorazowy kryzys fizyczny i wszystko wróci do normy od kolejnej kolejki? Czy może to zapowiedź powrotu do ligowej szarej rzeczywistości?

Seria porażek Miedziowych przedłużona

Zagłębie pozazdrościło chyba Śląskowi i jak miejscowy rywal obrał kierunek wprost do pierwszej ligi… Po sobotnim meczu z Piastem ich seria porażek wynosi już 3. Piast z kolei zrehabilitował się za porażkę w dogrywce Pucharu Polski z Pogonią. Szybko zaczęło się strzelanie, bo już w ósmej minucie trafił do bramki Miedziowych Rosołek. Sęk w tym, że również w tym samym momencie strzelanie się skończyło. Nieco oszołomieni w pierwszej połowie gospodarze, uaktywnili się po zmianie stron, ale Piast dobrze bronił. Mimo to, mecz wcale nie musiał się zakończyć na wygranej gości. W doliczonym czasie gry świetne okazje mieli gospodarze, ale seria strzałów była broniona albo przez Placha albo przez poprzeczkę jego bramki. Zagłębie przełamania złej passy poszuka w Katowicach, gdzie rozegra kolejny mecz ligowy.

Historyczny mecz dla Niepołomic

W niedzielne południe rozpoczął się mecz Puszczy z Motorem. Wyjątkowy, historyczny, bowiem po awansie do Ekstraklasy podopieczni Tułacza mieli pierwszy raz okazję zagrać na własnym stadionie w Niepołomicach! Przygotowany do ekstraklasowych wymogów kameralny stadion zgromadził komplet dwóch tysięcy kibiców. Atmosfera piłkarskiego święta była jednak popsuta przez Motor…. oraz sędziów. Najpierw w pierwszej połowie bramkę zdobyli goście po akcji stoperów – Matthys zagrywał, Najemski główką pokonał Komara. W drugiej połowie doszło do kontrowersji. Sędzia główny wskazał na wapno po zagraniu ręką, ale VAR przywołał go do monitora, a to oznacza zazwyczaj (bo nie zawsze, o czym w dalszej części przy okazji meczu Raków – Lechia) jedno – zmiana decyzji. Tak też miało to miejsce w Niepołomicach. Beniaminek zgarnął trzy punkty, a Puszcza czuje się oszukana i zdaniem wielu osób słusznie.

Otchłań pierwszoligowa coraz bliżej

Choć patrząc na fatalną sytuację w tabeli Śląska, wciąż można powiedzieć – nadzieja umiera ostatnia. Kwestia tylko taka, że i ta nadzieja coraz mniej się tli. Kolejny kamyczek do ogródka wrzuciła Wrocławianom w niedzielę Legia. Choć pierwszy cios gospodarzy nie zrobił na nich wrażenia – na bramkę Guala po minucie odpowiedział Al Hamlawi – to w drugiej połowie strzelała już wyłącznie Legia. Premierową bramkę dla Wojskowych zdobył Vinagre, a dzieła zniszczenia dokonał Urbański, podwyższając w końcówce rozmiar zwycięstwa gospodarzy. Przed podopiecznymi Feio intensywny czas. Ligowe mecze będą przeplatane dwumeczem o ćwierćfinał Ligi Konferencji z Molde. Śląska czeka za to domowa potyczka z Pogonią.

Skromne, acz ważne, zwycięstwo

Również Jagiellonia ma maraton meczowy – taka cena sukcesu w europejskich pucharach. Trener Siemieniec nie może jednak pozwolić sobie na odpuszczenie ligi i zbyt dużą rotację, gdyż wciąż są w ścisłej czołówce wraz z Lechem oraz Rakowem. To między nimi prawdopodobnie rozegra się walka o Mistrzostwo w tym sezonie. W niedzielę do Białegostoku przyjechał beniaminek z Katowic. Gospodarze szybko chcieli narzucić tempo gry i rozstrzygnąć mecz, ale mieli problemy ze skutecznością. Przewaga w pierwszej połowie była jednak spora i udało się ją udokumentować za sprawą trafienia Romanczuka. Po zmianie stron Jaga obniżyła tempo, może aż za bardzo, w końcu już w Krakowie pozwolili wyrównać Cracovii, a wtedy mieli dwubramkowe prowadzenie. Tym razem kuszenie losu nie skończyło się tragedią i spotkanie doprowadzili do szczęśliwego zakończenia i mogą już myśleć, jak pokonać w czwartek Cercle. GKS zalicza drugą porażkę z rzędu. Szansa do rewanżu będzie w spotkaniu z Zagłębiem, które również nie zachwyca. Z punktu mentalnego będzie to ważny mecz dla obu ekip!

Raków odpowiada Lechowi i Jagiellonii

Na koniec zmagań 23. kolejki mieliśmy okazję śledzić spotkanie Rakowa z Lechią. Presja na Medalikach była spora – tym razem ani Lech, ani Jagiellonia się nie potknęły i wygrały swoje mecze. Podopieczni Papszuna, chcąc dotrzymać tempa w wyścigu mistrzowskim, musieli wygrać z Lechią. Bardzo poważnie potraktowali oni to zadanie, gdyż zaledwie kwadrans wystarczył, aby gospodarze wyszli na dwubramkowe prowadzenie! Dublet zaliczył Brunes. W drugiej połowie miał szansę na skompletowanie hat-tricka, ale sytuacji nie wykorzystał, a chwilę później było już tylko 2:1 po bramce Wójtowicza, który zaskoczył zasłoniętego Trelowskiego. Raków nie dał się jednak wciągnąć w nerwową końcówkę i zaledwie 4 minuty później wyprowadził atak lewą stroną, zagrywał piłkę Otieno, a próbujący przeciąć dogranie w pole karne Pilana trafił do własnej bramki. Czy to koniec emocji? Nie do końca! W polu karnym gospodarzy miało miejsce zdarzenie, gdzie sędzia główny nie odgwizdał faulu Arsenicia, ale z wozu VAR otrzymał sygnał, żeby sytuację obejrzał na monitorze. Jak wcześniej pisałem – zazwyczaj oznacza to zmianę decyzji. Tym razem sędzia jednak po oglądnięciu sytuacji podtrzymał swoją decyzję z boiska o braku karnego. Ciekawostką było, że mogliśmy słyszeć, jak argumentuje swoją decyzję w rozmowie z sędziami VAR.

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-81-slaba-forma-sedziow/feed/ 0
MADEJka #80 – Lech znowu liderem! https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-80-lech-znowu-liderem/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-80-lech-znowu-liderem/#respond Tue, 25 Feb 2025 17:19:21 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=85765 Przetasowań na podium ciąg dalszy! Tym razem punkty straciła Jagiellonia. Poza tym Legia wstydliwie poległa w Radomiu, Puszcza przełamała się w ważnym spotkaniu w kontekście utrzymania, a beniaminkowie w bezpośrednim starciu zrobili show. Zapraszam na podsumowanie wszystkich wydarzeń 22. kolejki Ekstraklasy w ramach MADEJki, czyli Magazynu Autorskich Dociekań Ekstraklasowej Jakości!

Absurdalny mecz

Początek 22. kolejki odbył się w Gliwicach, gdzie o punkty walczył Piast ze Stalą Mielec. Dlaczego było to spotkanie absurdalne? Chodzi o sam przebieg meczu. Gospodarze od początku bardzo mocno napierali, dążąc do otwarcia wyniku, ale mimo stworzenia wielu świetnych okazji, żadnej nie udało się zamienić na bramkę. Taka niemoc została jeszcze w pierwszej połowie wykorzystana przez Stal, która wyszła na prowadzenie za sprawą Getingera. W drugiej połowie Piast miał ochotę szybko odrabiać straty, ale zamiast minimalizować je, Stal zdołała powiększyć prowadzenie do dwubramkowej zaliczki po rzucie karnym wykorzystanym przez Piotra Wlazło. Kiedy już zaczynano się godzić ze swoim marnym losem w Gliwicach, do życia podłączył Piast nikt inny, jak Jorge Felix, strzelając kontaktową bramkę. Nadzieje znowu odżyły, a niecały kwadrans po pierwszej bramce, drugą dołożył Chrapek i był remis. Gospodarze mieli jeszcze ochotę na zaatakowanie i wbicie trzeciej bramki, ale zabrakło im czasu, więc obie drużyny podzieliły się punktami. Paradoksalnie – żadna nie może być do końca zadowolona. Piast – owszem, wykaraskał się z dwóch bramek deficytu, ale w planach były 3 punkty. Stal znowu wypuściła sporą zaliczkę, którą powinna utrzymać do końca, nawet biorąc pod uwagę, że rywal był tego popołudnia lepszy pod względem stworzonego zagrożenia pod bramką.

Raków w pełnej okazałości

Chyba zdążyliśmy się przyzwyczaić do takiego obrazu Medalików, który zaprezentowali nam w piątkowy wieczór. Szczelna, solidna defensywna i szukanie luk w tercji ataku, które bezlitośnie byłyby wykorzystane. Pierwsza połowa to pokaz gry w środku pola, bez większych okazji bramkowych. Gdy jednak komentatorzy zaczęli martwić się o człowieka odpowiedzialnego za skrót pierwszej połowy, że nie będzie miał materiału do montażu, stał się cud! Groźna sytuacja, niepilnowany Kochergin uderzył i trafił! Raków schodził więc do szatni z jednobramkowym prowadzeniem, które zdołał utrzymać do końca. Po zmianie stron bowiem nie padła już żadna bramka, a sam mecz również nie zachwycał ogromem emocji, czy sytuacji strzeleckich.

Ostatni gasi światło?

Po zeszłotygodniowej wygranej Śląska, ponownie we Wrocławiu tliła się nadzieja, że jeszcze nie wszystko stracone, sprawa jest do uratowania. Potrzebna była jednak do tego seria zwycięstw, która podłączyłaby klub w tabeli do tych miejsc, dających ligowy byt na przyszły sezon. Punktów szukali w Kielcach, gdzie mierzyli się z innym zespołem, walczącym o utrzymanie, choć w zupełnie innej formie. Korona w tym roku zachwyca, widać rękę trenera Jacka Zielińskiego, który poukładał zespół i przede wszystkim sprawił, że Koroniarze zaczęli punktować i dość solidnie uciekli na chwilę obecną ze strefy bezpośredniego zagrożenia. W sobotę wrocławskim katem okazał się Dalmau, który najpierw zdobył bramkę do szatni w doliczonym czasie pierwszej połowy, a następnie w drugiej wykorzystał rzut karny, ustalając wynik spotkania. Kielczanie są już więc 4 punkty nad kreską, ale przede wszystkim nie wyglądają na drużynę, która miałaby spaść z ligi. Jest bowiem kilku innych kandydatów, gdzie albo sytuacja jest dramatyczna albo obecna forma odstaje mocno od ligowych wymagań i po prostu obrano kurs w dolne rejony tabeli (jak choćby Widzew).

Wysoka porażka i pożegnanie Myśliwca

Wspomniany Widzew prezentuje się po przerwie zimowej fatalnie, spokojne miejsce w środku tabeli jest już historią i bliżej im teraz do rozpaczliwej walki o Ekstraklasę na kolejny sezon. Do Łodzi przyjechała rozpędzona Pogoń, której przestało robić różnicę, czy gra u siebie, czy w delegacji. W tym roku wszędzie, gdzie się pojawia, wygrywa swoje mecze. Nie inaczej było w sobotę, gdzie bardzo zdecydowanie i wysoko pokonała Łódzki Widzew. Ponownie w drużynie błyszczy Grosicki, a także Koulouris przypomniał o sobie, notując w ten weekend hattricka i dając mnóstwo radości kibicom oraz graczom, którzy postawili na Greka w Fantasy Ekstraklasie (w tym mnie!). Wysoka porażka i całościowa postawa drużyna w ostatnich meczach skłoniła władze klubu do pożegnania się z trenerem Myśliwcem. Przed jego następcą trudne zadanie – przywrócić równowagę w drużynie i sprawić, aby ponownie uwierzyli w siebie. Czasu na naprawę nie ma zbyt wiele, a już w piątek kolejny ligowy mecz – na wyjeździe z Radomiakiem, który obudził się w ten weekend…

Klęska Wojskowych w meczu przyjaźni

Choć nie wiadomo, czy to było prawdziwe i stałe przebudzenie, czy tylko jednorazowy wyskok, szczególnie, że w sobotni wieczór wybitnie swoją postawą nie pomógł drużynie Vladan Kovacević. Były bramkarz Rakowa, obecnie wypożyczony do Legii, miał wprowadzić do bramki spokój i pewność siebie. Zamiast tego nie popisał się przy każdej z trzech straconych przez Legię bramek w Radomiu. Grająca na trzech frontach Legia wymagała, aby mieć kilku równorzędnych zawodników na każdą pozycję. Po części udało się to na pozycji bramkarza, ale gorsza wiadomość jest taka, że każdy z nich w kadrze Legii jest niepewny i może popisać się świetnymi interwencjami, a może też zawalić mecz – typowy rzut ruletką. Radomiakowi trzeba jednak oddać, że rozegrał w końcu dobry mecz, a wypracowane spodziewane gole gospodarzy wyniosły w tym meczu aż 3,77! Dla Legii dobrą wiadomością może być forma Bartosza Kapustki – kolejna bramka na pewno doda jeszcze więcej pewności siebie, tak bardzo potrzebnej w najbliższym czasie. Już jutro bowiem Legia zagra o półfinał Pucharu Polski z Jagiellonią. Prestiżowy mecz naszych pucharowiczów zapowiada się arcyciekawie!

Przełamanie w kluczowym momencie!

Lechia mimo problemów właścicielskich i finansowych, na boisku w tym roku wygląda bardzo solidnie – 7/9 punktów mówiło przed kolejką wszystko. Może to kolejny dowód na to, że problemy w klubie jeszcze bardziej scalają wszystkich i łatwiej wtedy o dobry wynik sportowy? W każdym razie do Gdańska przyjechała Puszcza, która to znowu po przerwie zimowej nie zachwycała. Na wybrzeże przyjechała jednak z konkretnym planem, którego nie wahali się wprowadzić w życie. Co najważniejsze dla nich – wypracowaną przewagę zdołali przekłuć na bramkę jeszcze w pierwszej połowie. W drugiej mimo okazji z obu stron, to ponownie goście zdobyli bramkę i tej dwubramkowej zaliczki nie oddali już do końcowego gwizdka. Arcyważne trzy punkty powędrowały do Niepołomic, a samą Puszczę czeka intensywny tydzień – najpierw ćwierćfinał Pucharu Polski w Warszawie z Polonią, a już w niedzielę wyczekiwany powrót do Niepołomic, gdzie na własnym stadionie po raz pierwszy zagrają ekstraklasowy mecz, a ich przeciwnikiem będzie Motor Lublin.

Wyszarpany remis

W Krakowie odbył się mecz Cracovii z Jagiellonią. Mistrzowie Polski mieli w nim przewagę i wyszli na dwubramkowe prowadzenie, a w pierwszej połowie Pasy nie oddały nawet jednego strzału w kierunku bramki Abramowicza. Po przerwie długo wynik się nie zmieniał, ale obraz gry wskazywał na pobudkę Cracovii. Gdy Fabian Bzdyl kapitalnie uderzył z dystansu, nadzieje wróciły, a dzieła powrotu dokonał Van Buren. Podział punktów w Krakowie mimo wszystko niespodziewany, szczególnie analizując, jak ten mecz przebiegał.

Więcej o meczu możecie przeczytać w relacji pomeczowej:
http://www.tylkoekstraklasa.pl/udany-poscig-pasow/

Powrót na zwycięską ścieżkę

Wiele mówiło się o formie Kolejorza, który zaczął tracić punkty i już wcale nie jest wyraźnym kandydatem do mistrzostwa. Do Poznania w niedzielę przyjechało Zagłębie, które także nie prezentowało swojej najwyższej formy. Spotkanie dla Lecha zaczęło się najlepiej, jak to możliwej – Walemark z rzutu wolnego pięknym strzałem dał prowadzenie gospodarzom już w drugiej minucie. Nie minął jednak kwadrans, a już był remis. Intensywny początek meczu zwiastował emocje, a Zagłębie nie wyglądało na drużynę, która miałaby prosić o najmniejszy wymiar kary. Zawodziła jednak skuteczność, którą ponownie popisał się Walemark, dając prowadzenie Kolejorzowi do przerwy. W drugiej połowie Miedziowi próbowali doprowadzić do wyrównania, ale nieudane próby skończyły się trzecią bramką dla Lecha, która uspokoiła już nastroje na ławce trenerskiej i trybunach. Kolejorz wygrał, odzyskał fotel lidera, a w weeekend pojedzie na trudny teren do Szczecina, gdzie zapowiada się kapitalne widowisko z wygrywającą wszystko w 2025 roku Pogonią!

Beniaminkowie dali popis!

Na koniec kolejki dostaliśmy starcie beniaminków – Motoru Lublin z GKS Katowice. Obie drużyny świetnie odnalazły się w ekstraklasowej rzeczywistości. Termin meczu wskazywał raczej na spodziewane małe emocje meczowe, ale było zgoła odmiennie! 5 bramek, mnóstwo okazji. Strzelanie rozpoczęli goście, ale jeszcze do przerwy schodzili przegrywając 1:2. W drugiej połowie szybko wyrównali goście za sprawą Galana, ale ostatnie słowo należało do Mraza i Motoru. Napastnik gospodarzy wreszcie się przełamał i trafił do siatki, zapewniając komplet punktów w meczu.

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-80-lech-znowu-liderem/feed/ 0
MADEJka #79 – Ścisk w czołówce https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-79-scisk-w-czolowce/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-79-scisk-w-czolowce/#respond Wed, 19 Feb 2025 17:05:33 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=85655 Kolejna wpadka lidera z Poznania powoduje, że różnica między podium Ekstraklasy to zaledwie jeden punkt! Przebudzenie Śląska oraz kontynuacja dobrych wyników Lechii powoduje, że i w dole sytuacja robi się arcyciekawa! O tym i o wszystkim, co wydarzyło się w weekend na polskich boiskach w podsumowaniu kolejki w ramach MADEJki. Zapraszam!

Kolejny remis Pasów

Pierwsze spotkanie kolejki odbyło się w Krakowie, gdzie miejscowa Cracovia gościła Koronę, której trenerem jest były szkoleniowiec Pasów – Jacek Zieliński. Był to dla niego z pewnością prestiżowy mecz, a gra Kielczan w tym roku pozwalała napawać optymizmem. Mecz dla gości układał się dobrze, bo jeszcze w pierwszej połowie udało się im wyjść na prowadzenie, a samobójcze trafienie zaliczył Ghita. Z obu stron jednak nie było to najlepsze spotkanie. Drugą odsłonę Korona zaczęła najgorzej, jak tylko mogła – szybko drugą żółtą kartkę otrzymał Strzeboński, przez co długi czas musieli sobie piłkarze radzić w osłabieniu. Naturalnie inicjatywę przejęły wtedy Pasy i atakowały, coraz mocniej spychając do defensywy rywali. I choć podopieczni bronili się zaciekle i przede wszystkim skutecznie, nie zdołali tego stanu rzeczy utrzymać do końca. W doliczonym czasie wyrównał Sokołowski. Cracovia miała chrapkę na zgarnięcie pełnej puli, ale zwyczajnie zabrakło już czasu. Trzeci kolejny remis Pasów. Czy to oznacza falstart piłkarzy Kroczka? Kibice z pewnością tak to określą, gdyż po rundzie jesiennej sytuacja wyjściowa była bardzo korzystna do ewentualnej ofensywy na wyższe miejsca, może nawet te pucharowe. Korona za to mimo straty bramki w końcówce, wywozi z Krakowa punkt i robi kolejny krok w kierunku utrzymania Ekstraklasy dla Kielc.

Poznański gen zaczął się uwidaczniać?

Zdecydowany hit kolejki miał miejsce w Poznaniu, gdzie przyjechał Raków z Markiem Papszunem na czele. Forma przed tym meczem wskazywała bardziej na Lecha, szczególnie, że grał on u siebie. Problemem mogła być historia spotkań tych drużyn w stolicy wielkopolski. Ostatnie lata to pasmo niepowodzeń Lechitów. Runda wiosenna zaczęła się dla gospodarzy świetnie, bo wysoko wygrany mecz z Widzewem sprawił, że wśród kibiców i chyba także w klubie, wszyscy zostali uśpieni. Brutalna pobudka nastąpiła w piątkowy wieczór. Po przegranej z Lechią, również z Rakowem nie udało się chociażby zremisować. Co jednak może bardziej martwić, to również styl tej porażki – Raków w tym spotkaniu był po prostu drużyną lepszą, choć defensywne usposobienie drużyny Papszuna nie każdemu przypada do gustu. Są jednak piekielnie skuteczni i dogonili Lechitów już na jeden punkt. Szampanów w Poznaniu nie ma więc co jeszcze chłodzić, bo do końca sezonu może się zdarzyć dosłownie wszystko. Potrzebna jest błyskawiczna diagnoza przez sztab trenerski, co poszło nie tak od początku roku, że Poznaniacy nie potrafią wejść na swój wysoki poziom. A może to ten słynny poznański gen daje o sobie znać? Jeśli nie zdobędą mistrzostwa, z pewnością mnóstwo znajdzie się w internecie odwołań do niego właśnie.

Śląsk zgarnia komplet – drugie (!) zwycięstwo w sezonie stało się faktem!

Pisząc o drugim w sezonie zwycięstwie Wrocławian aż złapałem się za głowę. Na dwadzieścia jeden meczów, wygrać dwa i to jako wicemistrz Polski? Brzmi abstrakcyjnie, absurdalnie. Jeszcze mocniej wybrzmi to, kiedy ten Śląsk zacznie zdobywać regularnie punkty i jeszcze zakręci się wokół bezpiecznej strefy, do której ciągle traci sporo. Cieszy jednak z perspektywy postronnego obserwatora fakt, że się nie poddają i walczą w każdym meczu. Nie załamała ich całkowicie również bramka w ostatniej minucie meczu z Radomiakiem przed tygodniem, gdzie byli praktycznie pewni zwycięstwa, a skończyło się remisem. Sobotnie zwycięstwo z Widzewem było bardzo przekonujące. Co martwi w kontekście Widzewa, to jak bardzo są piłkarze pod formą. Trzymają ciągle bezpieczny wydaje się dystans nad strefą spadkową. Kilka takich małych, czy większych wpadek może spowodować, że i w Łodzi będzie nerwowo. Tym bardziej, że inne kluby za nim w tabeli obudziły się po zimowej przerwie i solidnie punktują. 

Górnik wreszcie zwycięski – Radomiak musi poczekać

Do Zabrza przyjechał Radomiak, a obie drużyny przed spotkaniem łączył fakt, że jeszcze w 2025 roku nie zaznali smaku zwycięstwa. Mogło to oznaczać słaby mecz o niskiej jakości albo właśnie wprost przeciwnie. Na szczęście ta druga opcja okazała się wiążąca. W pierwszej połowie prawdziwy rollercoaster, zakończony aż czterema bramkami oraz remisem. Na każdy cios zadany przez podopiecznych Urbana, goście znajdowali odpowiedź. Zmieniło się to po zmianie stron, kiedy padła już tylko jedna bramka i zdobył ją Lukas Podolski. Gościom nie udało się odwrócić losów spotkania, po którym mówi się nie tylko o aspekcie stricte sportowym, ale ponownie o zachowaniu boiskowym byłego mistrza świata. Tym razem już o potencjalnym łagodniejszym traktowaniu przewinień Podolskiego wypowiadano się nie tylko w świecie dziennikarskim, ale również sędziowskim. Moja opinia? To prawda, że było już kilka przewinień, za które powinien Lukas z boiska wylecieć, ale został oszczędzony. W całej tej historii rzuca się w oczy jednak coś innego – arogancja, z jaką odpowiada za pomocą mediów społecznościowych sam piłkarz. Zupełnie inny odbiór jego osoby byłby, gdyby faktycznie przyznał, że przesadził, bije się w pierś i obiecuje poprawę. A tak jeszcze bardziej zaognia sytuację. Plus dla niego i klubu z tego taki, że przynajmniej o Górniku w mediach jest głośno i nie są w żaden sposób pomijani.

Historia napisana – Puszcza przez Legię pokonana!

Cóż to była za irracjonalna historia, kiedy w trzech próbach ligowych, żadnej nie udało się wygrać Legionistom w starciach z Puszczą. To już jednak przeszłość, bo w sobotni wieczór piłkarze Feio wygrali mecz i przechytrzyli Tułacza i spółkę. Polski trener Żubrów nie znalazł sposobu, ani stałego fragmentu gry, który zaskoczyłby gospodarzy. Wojskowi już w pierwszej połowie strzelili dwie bramki, które okazały się wystarczające. Choć po zmianie stron sytuacji wciąż mieli gospodarze co najmniej kilka, to nie udało się pokonać Komara po raz trzeci. Puszcza również mogła ukąsić choć raz, ale zawodziła skuteczność albo innym razem niewiele brakło, aby wrzuconą wzdłuż pola karnego piłkę skierował do bramki Kosidis. Zwycięstwo Legii zdecydowanie zasłużone, choć jej pierwszą bramkę nie zobaczyło zbyt wielu kibiców, którzy na pierwszy kwadrans w ramach protestu opuścili trybuny. Sytuacja Puszczy w tabeli zaczyna robić się nieciekawa, tym bardziej, że bezpośredni rywale zaczęli punktować. Czy ratunkiem okaże się rychły powrót drużyny do Niepołomic i swojego stadionu?

Pogoń na fali – wygrywa nawet na wyjeździe!

Entuzjaści, którzy cieszyli się dobrymi meczami i przede wszystkim wygranymi Pogoni na początku roku, gaszeni byli przez sceptyków, mówiących „poczekajcie do wyjazdowego meczu”. Obawa była jak najbardziej słuszna, wszakże to Portowcy są klasycznym przykładem drużyny własnego boiska, gdzie u siebie zbudowali prawdziwą twierdzę, ale gdy tylko piłkarze opuszczali Szczecin, zdawało się, że oglądamy inną drużynę. Tym ciekawiej zapowiadał się mecz w Mielcu, gdzie miejscowa Stal była świeżo po wygranej z Jagiellonią i jeśli pokonali mistrza, to nic nie stawało na przeszkodzie w wygranej z kiepską na wyjazdach Pogonią. W Szczecinie jednak wiele się zmieniło – zmiany właścicielskie, organizacyjne. To wszystko mogło tchnąć nowego ducha w drużynę. W końcu zawsze fajnie pokazać się z dobrej strony nowym właścicielom. Nie wiem, czy taka była główna motywacja, ale Pogoń ponownie wyglądała solidnie na boisku. Może nie od początku, bo pierwsza odsłona to szarpana gra z obu stron, ale już po przerwie Pogoń szybko weszła na wysokie obroty i za sprawą Koulourisa i Przyborka wyszła na dwubramkowe prowadzenie. Wynik był pewny, ale Portowcy nie byliby sobą na wyjazdach, gdyby nie zafundowali w nim emocji. W samej końcówce Stal zdobyła kontaktową bramkę, czym zapewniła ciekawą końcówkę spotkania. Wynik meczu jednak nie uległ zmianie i Portowcy ponownie zdobyli komplet punktów! Przy stratach czołówki tabeli nagle okazuje się, że do liderującego Lecha tracą zaledwie 5 punktów… Oj będzie się jeszcze działo w najbliższych miesiącach w Ekstraklasie!

Nikt nie chciał przegrać

Tak, jak w Zabrzu mierzyły się drużyny, które zaliczyły falstart w nowym roku, tak w Katowicach wprost przeciwnie – GKS po wygranych ze Stalą i Rakowem przyjmował u siebie Piasta, który pokonał Śląsk oraz Legię. Obie ekipy w wysokiej formie od powrotu z przerwy zimowej, zapowiadało się mega meczycho, które jednak troszkę rozczarowało. Pierwsza połowa bez większych emocji, które to zwiększyły się drastycznie po przerwie. Obie drużyny miały swoje sytuacje, ale za każdym razem albo zawodziła skuteczność albo ze świetnej strony pokazywali się bramkarze. W ostatniej minucie świetną sytuację miał Jirka, który sytuacyjnie uderzył prawie idealnie, ale zdołał się wyciągnąć Kudła i uratował punkt dla GKSu. Podział punktów nikogo zbytnio nie krzywdzi, zarówno GKS, jak i Piast zachowują status niepokonanych i w najbliższy weekend o przedłużenie tego statusu Piast zagra u siebie ze Stalą, a GKS zmierzy się w Lublinie z Motorem.

Jaga zachowuje status quo, mimo obciążeń pucharowych

Niektórzy wciąż nie mogą wyjść z podziwu – jak to, Jagiellonia, mistrz Polski, który osiąga sukcesy w Europie, jest również współliderem Ekstraklasy? Przecież Legia i Lech notorycznie pokazywali i udowadniali, że tak się nie da! Okazuje się, że jednak się da i świetnie udowadnia to Siemieniec i cała Jaga. W niedzielę kolejne pewne, niepodważalne zwycięstwo w Białymstoku. Tym razem ofiarą Motor Lublin. Chociaż mimo że ostatecznie wygrana pewna i nie ulegająca wątpliwości, tak piłkarze gości przez pierwszy kwadrans, może dwa, wlali w serca swoich sympatyków mnóstwo nadziei. Wyglądali naprawdę solidnie – niczym na jesień, kiedy potrafili sprawiać niespodzianki. Jak jednak mówi piłkarskie porzekadło o niewykorzystanych sytuacjach? Ano właśnie tak, jak pokazali to Białostoczanie. Czego Motor nie potrafił przekuć na bramki, Jadze udawało się bez problemu. Rywal wypunktowany, dodatkowo osłabiony po czerwonej kartce dla Sampera w końcówce pierwszej połowy. Zwycięstwo to spowodowało, że zrównali się oni punktami z Lechem, który jeszcze niedawno miał 5 punktów przewagi i szanse na jej powiększenie. Co ciekawe, w chwili obecnej mają podopieczni Siemieńca tyle samo punktów, co w zeszłym sezonie na tym samym etapie. Wtedy skończyło się mistrzostwem. Jak będzie teraz? Jedno jest pewne – znaleźli w stolicy Podlasia sposób, aby połączyć z sukcesami grę na kilku frontach. Ta sztuka wcześniej nie udawała się polskim klubom praktycznie w ogóle. Chapeau bas!

Problemy Lechii? Z pewnością nie na boisku!

Na zakończenie kolejki zmierzyły się drużyny dołu tabeli – Zagłębie z Lechią. Długo zastanawiano się, czy ten mecz w ogóle się odbędzie z powodu zamieszania w Gdańsku, gdzie groziło Lechii wycofanie z rozgrywek i walkower w pozostałych meczach sezonu. Ostatecznie drużynę uratowała Ekstraklasa, która potrąciła z kolejnej transzy dla klubu pieniądze i spłaciła zaległości wobec Ruchu Chorzów. Czy to słuszna decyzja? Wiadomo, że w przypadku nie odbycia się tylu meczów kary byłyby ogromne dla Ekstraklasy, przez co próbowali desperacko ratować sytuację. Z drugiej jednak strony inne kluby też mogą teraz pomyśleć – „to może my kupmy kogoś, na kogo nas nie stać, to nam Ekstraklasa wcześniej zapłaci i zyskamy sportowo jeszcze w tej rundzie”. Science-fiction? Może i tak, ale niewykluczone, że otwarcie takiej furtki może doprowadzić do podobnych incydentów w przyszłości. Co najważniejsze, czyli od strony sportowej, w Gdańsku dzieje się bardzo dobrze. Pokonanie u siebie Lecha było miłą niespodzianką. Takie wygrane jednak muszą być poparte kolejnymi wynikami i awansami regularnymi w tabeli. W poniedziałkowy wieczór pewnie zostało pokonane Zagłębie, które udowodniło, że wygrana z Puszczą w Krakowie wcale nie oznaczała końca kryzysu. On wciąż trwa i zagrożenie spadkowe jest jak najbardziej realne. A co jeśli tak wyśmiewana opinia Piotra Burlikowskiego przed rokiem, który cieszył się z ósmego miejsca Zagłębia na koniec sezonu, była całkiem realną oceną potencjału zespołu? Teraz przecież za to ósme miejsce na koniec wiele by dano w Lubinie, tak myślę…

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-79-scisk-w-czolowce/feed/ 0
MADEJka #78 – U siebie najlepiej! https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-78-u-siebie-najlepiej/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-78-u-siebie-najlepiej/#respond Tue, 24 Sep 2024 15:42:59 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=85107 Przebudzony Rocha, bezwzględna Pogoń, Puszcza przegrywająca jako gospodarz… z faktycznym gospodarzem, świetny finisz Rakowa, w konsekwencji którego zwolniony został Fornalik, czy wreszcie skromne, ale pewne kolejne zwycięstwo Kolejorza. Po intensywnym weekendzie z Ekstraklasą czas na podsumowanie dziewiątej kolejki w ramach MADEJki. Zapraszam!




Prestiżowe zwycięstwo Radomiaka

Początek dziewiątej kolejki to mecz Radomiaka z Koroną, szczególnie ważne dla kibiców obu drużyn. Korona po zmianie trenera poprawiła grę i wyniki. Doświadczenie trenerskie Jacek Zieliński wykorzystuje w Kielcach, jednak akurat w piątek na nic się to zdało. Przede wszystkim za sprawą Leonardo Rochy, który przebudził się i ustrzelił na Kielczanach hat-tricka. Sam Radomiak doskonale ułożył sobie mecz, strzelając dwie bramki już w pierwszym kwadransie. Goście przez całą pierwszą połowę nie mogli się z tego otrząsnąć, nie zagrając w żaden sposób w ofensywie. Gdy w przerwie zapewne panowały w szatni Korony bojowe nastroje, tak szybko entuzjazm musiał zostać ostudzony, gdyż już w pierwszych sekundach po zmianie stron gospodarze podwyższyli prowadzenie. Trzybramkowa zaliczka pozwoliła na uspokojenie nastrojów, przez co Korona mogła stworzyć zagrożenie, ale żadnej sytuacji nie potrafili przekłuć na chociażby bramkę honorową. W ostatnim kwadransie za to gola zdobył jeszcze Rocha, kompletując hat-tricka i zdobywając tytuł piłkarza meczu.

Pogoń w domu – TOP!

Piłkarze Kolendowicza w tym sezonie nie biorą jeńców w spotkaniach domowych! Podobnie było w piątkowy wieczór przeciwko Legii. Piąty mecz – piąta wygrana. Świetny bilans, podparty dodatkowo równie dobrą grą. Pierwsza połowa to totalna dominacja, a Legioniści nie zagrozili dosłownie w żaden sposób. Schodzili do szatni bez oddania choć jednego strzału na bramkę Cojocaru. Portowcy co prawda atakowali, ale mieli problemy z celnością. W drugiej odsłonie zobaczyliśmy już lepszą Legię, ale wtedy to z kolei oni nie potrafili trafić w bramkę. Przez cały mecz tylko jeden jedyny raz udała się ta sztuka. Gospodarze poprawili skuteczność, ale dopiero po wejściu Gorgona zdobyli pierwszą i jedyną bramkę w piątkowy wieczór. Zdobywca bramki wyrasta na prawdziwego jokera w talii Kolendowicza. Kolejny raz po wejściu z ławki zdobywa gola, tym razem bardzo ważnego. Legia przegrywa drugi mecz z rzędu i do liderującego Lecha traci już 8 punktów. Narazie jednak wszystko wskazuje na to, że pozycja Feio w klubie nie jest w żaden sposób zagrożona. W obozie gospodarzy coraz większe poparcie ma Kolendowicz, który dobrze wie, że jedyny szkopuł w jego drużynie to mecze wyjazdowe. Pomyśleć, że przed sezonem sytuacja była zgoła odmienna – to w Szczecinie Portowcy masowo gubili punkty, aby nadrabiać sytuację w delegacjach!

Ironiczna porażka Puszczy

Skończyła się bardzo długa i udana seria bez porażki w roli gospodarza Puszczy. Do soboty byli oni niepokonani w 2024r. jako gospodarz w meczach w Krakowie. Ironiczne, że tak świetne wyniki zostały zakończone przez faktycznego gospodarza obiektu przy Kałuży – Cracovię. Pasy notują dotychczas świetny sezon, są wiceliderem tabeli, a trener Kroczek zamyka usta wszelkim krytykom, którzy uważali, że młody trener nie poradzi sobie na dłuższą metę. Spotkanie rozpoczęło się od dwóch szybkich ciosów z obu stron – najpierw strzeliła Puszcza, a chwilę potem wyrównały Pasy. Następnie mecz trochę się uspokoił i był wyrównany, choć wraz z upływającym czasem to Cracovia zyskiwała przewagę. Dopiero w drugiej połowie jednak byli w stanie zdobyć drugą bramkę, a uczynił to Kakabadze, który w dość nieoczywistej pozycji z małego kąta postanowił zaskoczyć Komara i mu się to udało. Szanse Puszczy na udaną pogoń za Pasami zmniejszył zdecydowanie Craciun, który otrzymał dwie żółte kartki i ostatni kwadrans podopieczni Tułacza musieli grać w osłabieniu. Nie udało się formalnym gospodarzom zdobyć wyrównującej bramki, przez co zaliczyli pierwszą porażkę jako gospodarz w tym roku. Odbić będą mogli sobie porażkę za tydzień w Częstochowie, ale tam, zdaje się, łatwego zadania mieć Żubry nie będą.

Przewidywalny mecz w Białymstoku

Patrząc na rozkład gier dziewiątej kolejki z marszu mogliśmy założyć, że akurat mecz w Białymstoku będzie obfitował w bramki i generalnie ofensywną grę. Z obu stron ekipy zdecydowanie lepsze w przodzie, ze swoimi problemami w grze obronnej. To był przepis na całkiem fajny, bramkowy mecz. I w sumie taki faktycznie był, choć Jaga przystępowała do spotkania osłabiona m.in. brakiem Pululu, a Jesus Imaz rozpoczął mecz na ławce rezerwowych. Podobnie jak w Krakowie, tak i w stolicy Podlasia początek meczu to dwa ciosy z obu stron, które ostudziły troszkę zapał i pierwsza połowa skończyła się bramkowym remisem. W drugiej odsłonie nieoczekiwanie to Lechia zaatakowała mocniej i zdobyła drugą bramkę, a premierowe w Ekstraklasie trafienie zaliczył Chłań. Jak trwoga, to do Imaza! Hiszpan wszedł co prawda na boisko chwilę przed straconą drugą bramką, ale czas działał na jego korzyść. Wkrótce nadeszły minuty, które zmieniły obraz i wynik spotkania. Najpierw świetną akcję wykończył Imaz, a parę minut później z rzutu karnego prowadzenie dał Jadze Skrzypczak. Takim też wynikiem spotkanie się zakończyło. Lechia potwierdziła, że przebudziła się już z beznadziei, w jakiej tkwiła od początku sezonu, ale beniaminek punktów na Podlasiu nie zdobył. Jaga wygrała, a szansa na kolejny komplet punktów już jutro w zaległym spotkaniu z Motorem.

Domowe zwycięstwo Widzewa

Po meczu w Białymstoku przenieśliśmy się do Łodzi, gdzie miejscowy Widzew podejmował Piasta. Nielada zadanie czeka przed Vukoviciem, który stracił dwa ważne ogniwa w swoim zespole. Piast sprzedał bowiem do Rakowa Mosóra i Ameyawa. Ułożyć układankę ma pomóc powrót po kontuzji Jorge Felixa, który załatać może pustkę z przodu. Do tego wszystkiego potrzeba jednak czasu, co było widać na boisku. Co prawda całe spotkania ostatecznie może było wyrównane, ale to Widzew wyszedł z niego zwycięsko, a kolejną bramkę w sezonie zaliczył Imad Rondić. Przy golu trwała jednak dyskusja z VARem, bo wszystko było na styku, a sędzia z boiska odgwizdał spalonego. Po analizie wyszło jednak, że gol zdobyty prawidłowo i Łodzianie mogli świętować. Jak się potem okazało, nie tylko bramkę, ale również zwycięstwo. Piast po udanym początku obniżył loty, ale wciąż zajmuje dobre, szóste miejsce z niewielką stratą do podium. Po sobocie zostali jednak wyprzedzeni przez podopiecznych Myśliwca.

Doświadczenie po stronie Zabrzan

Po wielu latach przerwy kibice Górnika i GKS Katowice doczekali się derbów na poziomie Ekstraklasy! Wielkie święto w Zabrzu, gdzie po spotkaniu świętować mogli fani z Zabrza, gdzie ich drużyna była zdecydowanie lepsza i piłkarze udowodnili to na boisku. Ważną postacią okazał się Lucas Podolski, który ustrzelił dublet – rozpoczął i zakończył strzelanie w sobotni wieczór. Trener Urban może więc odetchnąć z ulgą, gdyż atmosfera wokół Górnika powoli robiła się nieciekawa i wskazywała, że może wkrótce dojść do zmiany szkoleniowca. Może jednak trener po raz kolejny udowodni, że jego drużyna potrzebuje czasu, ale gdy się już rozpędzi, jest w stanie notować seryjne zwycięstwa, jak na wiosnę poprzedniego sezonu?

Udany debiut Niedźwiedzia

Sytuacja Stali kolejny sezon z rzędu wyglądała niedobrze. Na tyle, że ponownie pojawiały się opinie o tym, że są głównym kandydatem do spadku. Wiele osób w poprzednich sezonach zakładało się, że zrobią określone zadanie/rzecz, jeśli Stal się utrzyma i za każdym razem zakład przegrywali. Teraz sytuacja wyglądała już naprawdę nieciekawie, aż w Mielcu postanowili potrząsnąć zespołem i wymienili trenera na Janusza Niedźwiedzia, który w niedzielę miał okazję w Mielcu zadebiutować. Pierwszy mecz w roli szkoleniowca z gatunku „pułapka”. Niby to beniaminek, ale Motor pokazał już niejednokrotnie umiejętność gry w tyłach, przez co tracili stosunkowo mało bramek. W meczu ze Stalą długi czas było podobnie – organizacja gry w defensywie stała na wysokim poziomie, ale z przodu nie chciało wejść, choć sytuacje były, jak choćby Ndiaye trafił w poprzeczkę. Mielczanie w drugą połowę weszli jednak z buta! Świetna, wielopodaniowa akcja od własnej bramki, zakończona udaną wrzutką i uderzeniem Krykuna. Ręce same składały się do oklasków i jeśli takie akcje ma tworzyć nowa drużyna Niedźwiedzia, jestem zdecydowanie na tak! Choć jedna jaskółka wiosny nie czyni, a Stal wciąż w strefie spadkowej. Także dajemy nowemu projektowi czas i bacznie przyglądamy się efektom, co tam w Mielcu się zrodzi.

Piorunujący finisz Medalików

Nie jest to narazie udany sezon dla drużyn z Dolnego Śląska. Zagłębie w dołku, nie notuje dobrych wyników, a co więcej, nawet średnich, do jakich przyzwyczaili w ostatnich sezonach, okupując zazwyczaj środek stawki. Cenę za to poniósł ostatecznie Piotr Burlikowski oraz trener Waldemar Fornalik. Czarę goryczy przelała kolejna porażka, tym razem w Częstochowie, gdzie rozochocił się Raków i wreszcie zagrał dobry domowy mecz w tym sezonie. Na uwagę zasługuje nie tylko zwycięstwo, ale jego rozmiary. W samej końcówce, w ostatnim kwadransie, gdy na tablicy było 2:1 dla gospodarzy, ekipa Papszuna postanowiła pozbawić gości złudzeń i w ciągu 8 minut zdobyli 3 bramki, powiększając znacząco rozmiary zwycięstwa. Cierpliwość do trenera gości, wystawiona na ciężką próbę, ostatecznie jej nie wytrzymała i w Lubinie postanowili powiedzieć pas. Ciekaw jestem, kto padnie kolejną ofiarą w Lubinie. Tak trzeba nazwać trenowanie Zagłębia w ostatnich latach. Czysta pułapka – skład dobry, na górną połowę tabeli, warunki również sprzyjające, a jednak ciężko o jakieś większe sukcesy. Raków z kolei rozkręca się na dobre, za tydzień mecz domowy z Puszczą, więc również będą zdecydowanym faworytem. Słabsza forma nie znalazła odzwierciedlenia w tabeli – wciąż przy regularnym punktowaniu śmiało Medaliki mogą bić się w tym sezonie o najwyższe cele!

Skromne, acz pewne 3 punkty

Do Poznania na zakończenie kolejki przyjechał Śląsk, który przystępując do spotkania okupował ostatnie miejsce w tabeli i pozostawał jedyną drużyną w tym sezonie, która nie zaznała jeszcze smaku zwycięstwa. Oczywiście należy mieć na uwadze, że rozegrali oni dwa mecze mniej, ale wicemistrzowi kraju nie przystoi aż tak odstawać w kolejnym sezonie, nawet biorąc pod uwagę sprzedaż Erica Exposito i Nahuela Leivy. Pech drużyny z Wrocławia polegał na tym, że trafili teraz akurat na Lecha, który w tym sezonie nie bierze jeńców, przewodząc w tabeli i notując świetne wyniki, łącznie z czystymi kontami. Promyczek nadziei mógł pojawić się, gdy ni stąd ni zowąd gruchnęła wiadomość o absencji w tym spotkaniu Mikaela Ishaka. Zastępujący go Szymczak, przynajmniej narazie, to kaliber kilka poziomów mniejszy. Ironią w tym wszystkim jest to, że jednak Polak został właśnie bohaterem, strzelając jedyną w meczu bramkę. Zdobył ją przyjmując piłkę tyłem do bramki, a następnie odwracając się i zaskakując całą defensywę Śląska, łącznie z bramkarzem. Lech był w tym meczu lepszy, to pewne. Swoje szanse miał Afonso Sousa, świetnie w destrukcji spisywał się Murawski, ale trzeba oddać też Śląskowi. Jak na swoją pozycję w tabeli i oczekiwania związane z tym meczem, naprawdę spisał się nieźle. Oczywiście to punktów nie daje, ale pojawia się nadzieja na lepsze jutro.

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-78-u-siebie-najlepiej/feed/ 0
MADEJKA #77 – Kolejka „Pół na pół” https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-77-kolejka-pol-na-pol/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-77-kolejka-pol-na-pol/#respond Tue, 03 Sep 2024 15:53:35 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=85067 Siódmą kolejkę możemy podzielić na dwa – nudny piątek i sobota, nagrodzony genialną niedzielą. Średnia bramek powyżej 3 na mecz to najlepszy dowód, że działo się na polskich boiskach mnóstwo! O tym wszystkim w krótkim podsumowaniu siódmej kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy w ramach MADEJki, czyli Magazynu Autorskich Dociekań Ekstraklasowej Jakości. Zapraszam!




Upada mit Papszuna?

Na rozpoczęcie siódmej kolejki zawitaliśmy do Częstochowy, gdzie Raków starał się poprawić swą pozycję w tabeli. Droga do tego wiodła przez pokonanie Piasta, który z kolei w tym sezonie prezentuje się całkiem solidnie i dla gospodarzy nie zapowiadał się w żadnym stopniu łatwy mecz. Jak się później okazało, spotkanie to było ciężkie właściwie dla każdego – obu drużyn, ale także kibiców zgromadzonych czy to na stadionie, czy przed telewizorami. Niezmiernie ciężko było pozytywnie nastawić się na resztę kolejki, oglądając to średniej jakości widowisko. Powrót Marka Papszuna po roku przerwy awizowany był jako powrót króla, starego Rakowa, który „zepsuć” miał Szwarga. Jak do tej pory wygląda to mocno niemrawo, jak właśnie w piątkowe popołudnie. Na domiar złego dla Medalików, nie potrafili oni utrzymać nawet remisu, gdy już nie udało się stworzyć nic z przodu. W doliczonym czasie goście otrzymali rzut karny, który obronił Trelowski, ale chwilę później z rzutu rożnego wybronić się Raków nie zdołał i Ameyaw umieścił piłkę w siatce. Obie drużyny nie grają najlepszego dla oka futbolu. Co je jednak dzieli to fakt, że częściej takie mecze potrafi przepychać Piast, a Raków z kolei traci punkty, stając się obecnie średniakiem ligowym. Marek Papszun przez kilka lat budował wielką drużynę. Czy teraz, wracając do klubu po roku, ponownie będzie potrzebował aż tyle czasu, aby nawiązać do najlepszych lat w historii klubu?

Gdy Lech wygrywa w Mielcu, wiedz, że coś się dzieje

Mecze wyjazdowe do Mielca nie są najlepiej wspominane przez Kolejorza. W ostatnich latach najczęściej kończyły się one bezbramkowo, mimo widocznej na boisku przewagi Lechitów. Można więc mówić o pewnego rodzaju klątwie, którą w piątkowy wieczór udało się zażegnać. Poznaniakom w tym sezonie wychodzi bardzo wiele, jeśli dodatkowo potrafili ponownie wyglądać lepiej od przeciwnika, ale tym razem wypunktować go, to może dziać się będą rzeczy wielkie dla nich w tym roku? Pozostali liderem tabeli, trener pokazuje, jak wiele może dać drużynie odpowiednie prowadzenie i przygotowanie taktyczne. Szczególnie, że poprzedni sezon kończył Rumak… Poprzeczka ustawiona została tak nisko, że każdy sukces jego następcy jest uwidoczniony kilkukrotnie mocniej. W poprzedniej kolejce błysnął Gholizadeh, w tym znowu zaczął na ławce. Może więc Kolejorz wcale nie ma aż tak złej i wąskiej kadry, jak wielu się wydawało? Spotkanie piątkowe goście rozstrzygnęli jeszcze do przerwy za sprawą uderzenia z rzutu wolnego Hoticia i wykorzystania błędu przeciwnika i szybkiej kontry, zakończonej przez Ishaka. Porażkę przypłacił posadą Kamil Kiereś, który został zwolniony i zastąpiony Januszem Niedźwiedziem. Czy to dobry wybór? Czas pokaże, aczkolwiek fakty są takie, że karuzela rozkręciła się na tyle, że jedynie parę dni bez pracy pozostawał nowy trener Stali. Zwolniony z Ruchu błyskawicznie znalazł nowego pracodawcę. Ma teraz przerwę reprezentacyjną, aby zdiagnozować problemy drużyny i rozwiązać je przed kolejnymi spotkaniami, aby jak najszybciej opuścić ostatnie miejsce w tabeli.

Sobotnie mecze nie rozpieściły

Po dwóch meczach w piątek, kolejnego dnia czekały na nas 3 spotkania, które ostatecznie nie powaliły na kolana. Puszcza bezbramkowo zremisowała z Koroną, gdzie szczególnie pierwsza połowa nie była porywająca i na boisku niewiele się działo. Po przerwie mecz się rozkręcił, obie strony miały świetne sytuacje, aby przechylić szalę zwycięstwa, jednak musiały zadowolić się remisem. Puszcza kontynuuje tym sposobem serię bez porażki w roli gospodarza. I choć obie drużyny znajdują się nad kreską, to różnice w dole tabeli są minimalne i potrzebne będą zwycięstwa w najbliższych meczach, aby ugruntować bezpieczną pozycję.

Do Lubina przyjechał beniaminek z Katowic. Teoretycznie faworyta upatrywaliśmy w Zagłębiu, które fatalnie rozpoczęło sezon i okupowało przed kolejką miejsce w dolnej części tabeli, co – nawet dla nich – jest poniżej oczekiwań. Krąg funkcjonowania Zagłębia zakładał, że jeśli było bardzo źle, powinni teraz zaliczyć zwycięstwo, poprawić pozycję w lidze, aby ponownie móc wrzucić na luz. Nawet jeśli takie były plany, nie znajdywało to odzwierciedlenia na boisku i w statystykach, gdzie przeważał zdecydowanie GKS. Problem ich polegał na kiepskiej skuteczności, przez co nie przekładało się to na zmianę wyniku. W drugiej połowie mecz już byl bardziej wyrównany, ale wciąż długo wydawało się, że nie doczekamy się bramek, jak we wcześniejszym meczu. Wtedy wszedł na boisko debiutujący w barwach Miedziowych Adamczyk i w samej końcówce meczu zdobył decydującą o wygranej bramce. Mogą więc w Katowicach pluć sobie w brodę – sobotnie spotkanie mogło zakończyć się zupełnie inaczej.

W Radomiu zapowiadał się ofensywny mecz. Miejscowy Radomiak ma kim postraszyć z przodu, a w defensywie popełniają masę błędów, przez co ich spotkanie mają często wysokie wyniki. Przyjezdna Cracovia również nie odstaje pod wzlędem bramek zdobytych i straconych. W ostatnich tygodniach ich wyniki zdecydowanie się rozmijały – Radomiak przegrywał, a Pasy złapały formę i seryjnie wygrywali swoje mecze, lądując nawet na pozycji wicelidera za Lechem. Przeczucie mówiło mi, że właśnie w sobotni wieczór może być na odwrót. I nie pomyliłem się. Gospodarze objęli szybko prowadzenie za sprawą niezawodnego Rochy i ogólnie przeważali w pierwszej odsłonie meczu. Po zmianie stron do głosu zaczynała dochodzić Cracovia, ale to znowu akcja Radomiaka dała im już dwubramkowe prowadzenie, a na listę strzelców wpisał się Zie Ouattara. Wydawało się, że to uspokoi trochę mecz, ale zaledwie 3 minuty później Pasy strzeliły bramkę kontaktową, choć niewiele brakowało, a żeby strzał Olafssona z bramki Radomiaka wybił Van Buren. Holender jednak zachował się na tyle przytomnie, że kolega z drużyny go co prawda trafił, ale gdy ten był już w bramce, więc i siłą rzeczy również uderzona piłka się w niej znalazła. Ostatecznie ten gol nic nie dał i po 3 meczach z kompletem punktów, tym razem Pasy wracały do Krakowa bez zdobyczy punktowej. Radomiak odbił się trochę tym zwycięstwem i poprawił morale przed przerwą reprezentacyjną. Nie ma jednak co ukrywać – mają nad czym pracować.

Lechia wreszcie zwycięska

Wykartkowanie się obrońców Górnika przed tygodniem był ogromnym prezentem dla Lechii, która przyjechała do Zabrza zmotywowana, aby wreszcie wygrać mecz po powrocie do Ekstraklasy. Przed tygodniem byli już tego bardzo bliscy, ale Raków w końcówce pozbawił ich marzeń. Teraz mieli okazję, jak nigdy – wiadomo było, że formacja obronna Górnika będzie miała wymuszone zmiany, nie pozostało nic innego, jak próbować to wykorzystać. Sami gospodarze również zdawali sobie chyba sprawę, że ciężko będzie w tyłach zachować czyste konto, przez co mecz był ofensywny i padło w nim na końcu 5 bramek. O tę jedną lepsi byli goście i szczęśliwi mogli wrócić do Gdańska. Wciąż jednak nie wszyscy zaznali smaku zwycięstwa w tej kampanii – jedyną taką drużyną jest…. wicemistrz Polski, Śląsk.

Błyskawiczna rehabilitacja

Kibice Legii, oglądający w czwartek rewanż ich zespołu z Dritą w ramach kwalifikacji do Ligi Konferencji, nie mieli tęgich min. Co prawda w samej końcówce Pekhart zdobył zwycięską bramkę, ale styl meczu nie napawał optymizmem. To, co w Warszawie się zdecydowanie zgadza od początku sezonu, są wyniki. Wymagający fani, oczekujący też większych fajerwerków, otrzymali aż 5 bramek Wojskowych w niedzielne popołudnie. We wcześniejszych meczach beniaminek z Lubina tracił zaledwie 3 bramki, więc wyczyn Legii zasługuje na uznanie. Tym bardziej, że odbył się on bez udziału Kramera, najlepszego napastnika na początku sezonu, który jest bliski odejścia z klubu. Pozytywne więc było przełamanie Pekharta w Kosowie (choć z Motorem nie wykorzystał karnego), ale również trafienia Alfareli, czy nawet Nsame. Na uznanie zasługuje też bardzo wysoka dyspozycja Bartosza Kapustki, który w ostatnich meczach regularnie strzela bramki. Teraz przerwa reprezentacyjna, a potem chwila spokoju od Ligi Konferencji, ruszającej dopiero w październiku, więc można założyć, że wszystkie siły skupione zostaną na Ekstraklasie.

3 bramki nie dały nawet punktu

Co najpiękniejsze w tej kolejce, to fakt, że nawet wysokie zwycięstwo Legii nie było spotkaniem z największą zdobyczą bramkową. To akurat odbyło się w Szczecinie, gdzie genialna u siebie Pogoń podejmowała Śląska. Przystępując do spotkania Portowcy mieli za sobą domowe mecze, wygrane bez straty bramki. Trochę przemeblowana obrona mogła być powodem zmartwień, czy to zero z tyłu uda się również utrzymać z wicemistrzem Polski. Zamiast się jednak zamartwiać, gospodarze przeszli od razu do rzeczy i szybko wyszli na prowadzenie już w szóstej minucie. Tę bramkę cofnął VAR z powodu spalonego, ale 3 minuty później już wszystko było przepisowo, a kolejne 10 minut później prowadzenie zostało podwyższone. Nie zazdroszczę klubom, które w najbliższym czasie do Szczecina się będą wybierać. Pojawił się jednak problem typu „łatwo przyszło, łatwo poszło” w drużynie gospodarzy. Brak skupienia i w ciągu 5 minut stracili wszystko, na co zapracowali, a na tablicy wyników było już 2:2. To zmotywowało ich na tyle, że jeszcze przed przerwą Koulouris zdobył bramkę nr 3. Po zmianie stron spotkanie było nie mniej szalone, aczkolwiek padły już „tylko” 3 gole. Udane wejście zaliczył Gorgon, który kilka minut po pojawieniu się na murawie wpisał się na listę strzelców. Śląsk nie zagrał najgorszego meczu na trudnym terenie, strzelił w nim nawet 3 bramki, co nie udawało się gościom w ostatnim czasie, a mimo to wraca do Wrocławia bez punktów i ze świadomością, że juź tylko oni zostali bez wygranej w tym sezonie Ekstraklasy. Kiepska informacja, kiedy jeszcze teraz odbywa się reprezentacyjna przerwa i okazji na rehabilitację szukać należy dopiero za 2 tygodnie.

Przełamana seria z pomocą rywala

Jagiellonia jako mistrz Polski miała w ostatnim czasie kiepski okres, kiedy zaliczyli 6 porażek z rzędu. Trener Siemieniec nie załamywał rąk i robił wszystko, aby wrócić z drużyną na zwycięską ścieżkę. W domowym meczu z Widzewem mogli być optymistami, w końcu Łodzianie grają zdecydowanie lepiej u siebie, a wyjazdy nie są ich mocną stroną w ostatnim czasie. Pomogła i ustawiła mecz szybka bramka Pululu już w drugiej minucie, ale trochę zabiła mecz głupota Alvareza, który mając już żółtą kartkę, przeszkadzał wykonać szybko rzut wolny daleko od własnej bramki i zarobił drugie żółtko i osłabił zespół na większość meczu. Jaga kontrolowała wydarzenia na boisku i dowiozła skromne zwycięstwo.

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/madejka-77-kolejka-pol-na-pol/feed/ 0