Lubin – Tylko Ekstraklasa https://www.tylkoekstraklasa.pl Twój portal o Ekstraklasie Thu, 16 Apr 2026 17:48:04 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=5.1.22 Piorunujący finisz sezonu Zagłębia https://www.tylkoekstraklasa.pl/piorunujacy-finisz-sezonu-zaglebia/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/piorunujacy-finisz-sezonu-zaglebia/#respond Mon, 20 May 2024 22:58:18 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=84598 W poniedziałkowy wieczór odbył się mecz kończący 33. kolejkę PKO Bank Polski Ekstraklasy. W Lubinie miejscowe Zagłębie pokonało ŁKS, który żegna się po sezonie z najwyższą klasą rozgrywkową. Bramki dla gospodarzy strzelali Kurminowski i Grzybek. Dla gości odpowiedział młodzieżowiec i debiutant – Iwańczyk.

Nastroje przedmeczowe

Zagłębie przystępowało do meczu w doskonałych humorach po trzech wygranych z rzędu meczach, gdzie świetne wyglądali w ofensywie. Wysoką formę złapał na koniec sezonu przede wszystkim Kacper Chodyna, choć nie można pominąć także Dawida Kurminowskiego, którego skuteczność pomogła chociażby wygrać mecz w Radomiu. Spotkanie z ŁKSem było także pożegnaniem na 2 miesiące ze swoimi kibicami, bowiem kolejny mecz na stadionie w Lubinie dopiero w lipcu. Łodzianie z kolei po czterech przegranych meczach szukali w Lubinie punktu zaczepienia, optymizmu przed końcem sezonu, który okazał się dla drużyny wielkim rozczarowaniem na wielu płaszczyznach, przede wszystkim sportowej. W składzie gospodarzy próżno było szukać młodzieżowca. Czyżby był to element manifestu niezadowolenia z decyzji o pozostawieniu przepisu o młodych Polakach w składzie na kolejny sezon? U gości sytuacja niewiele lepsza, bo jedynie Bobek w bramce nosił miano młodzieżowca. Tu już mogło to dziwić, bo prędzej spodziewano się dania szansy młodym, aby łapali doświadczenie i unieśli presję w I lidze, kiedy przyjdzie od lipca walczyć o szybki powrót na salony.

Przebieg meczu

Sam mecz rozpoczął się o 19:00 i jego początek był dokładnie taki, jakiego mogliśmy oczekiwać po obu zespołów. Gospodarze szybko zaatakowali, efektem czego była świetna okazja na bramkę dla Kacpra Chodyny. Jednak po podaniu Mroza jego płaski strzał świetnie wybronił Bobek, parując uderzenie na rzut rożny. Jeśli nie udało się strzelić bramki, to pomocnik Zagłębia spróbował asysty parę minut później. To już wyszło perfekcyjnie! Prostopadłe podanie, w tempo wyszedł Kurminowski, nie spalił sytuacji i uderzył piłkę obok wychodzącego z bramki Bobka. Siedem minut wystarczyło, aby kiepska w tym sezonie defensywa ŁKSu skapitulowała. Wydawało się, że ta sytuacja rozwiąże worek z bramkami, ale nic takiego nie miało miejsca. Przewaga gospodarzy była miażdżąca, ale nie potrafili podwyższyć prowadzenia. Pierwszy groźny strzał na bramkę goście oddali dopiero w 39. minucie, a Dioudisa próbował pokonać Dani Ramirez, jednak jego uderzenie było niecelne. Do przerwy utrzymał się wynik jednobramkowy, a sędzia nie doliczył do pierwszej odsłony ani minuty. Taki to był mecz – płynny, bez zbędnych przerw. Po zmianie stron ponownie mocno zaatakowało Zagłębie, ale do bramki nie udało się dołożyć asysty. Kurminowski choć dokładnie dograł, to Wdowiak nie zdołał pokonać Bobka. Do głosu doszli też Łodzianie. Najpierw celny strzał Ramireza obronił Dioudis, a chwilę potem niecelnie uderzał drugi z Hiszpanów – Pirulo. Uspokojenie nastrojów Zagłębia nastąpiło w 59. minucie, kiedy padła druga bramka dla Miedziowych. Co prawda próba Chodyny była zblokowana. Futbolówka jednak trafiła do Mateusza Grzybka, a ten precyzyjnym strzałem pokonał młodzieżowca ŁKSu. Niewiele brakowało, aby 6 minut po pierwszej bramce, zawodnik Zagłębia mógł cieszyć się z dubletu. Na posterunku tym razem stał bramkarz gości i uratował zespół przed stratą kolejnego gola. Spokojny mecz, pod pełną kontrolą przestał taki być w ostatnim kwadransie. Drugą żółtą kartkę otrzymał Chodyna, osłabiając zespół na ostatnie minuty i podłączając jednocześnie tlen piłkarzom trenera Matysiaka. Wtedy już od kilkunastu minut na murawie była łódzka młodzież, łącznie z debiutantem Aleksandrem Iwańczykiem. Dlaczego o nim wspominam? Ponieważ zaliczył debiut marzeń, podobnie jak Barański w Ruchu przed tygodniem. W absolutnie pierwszym meczu w PKO Bank Polski Ekstraklasie zdobył bramkę, która dała nadzieję i nerwy w szeregach Zagłębia w ostatnich sekundach meczu. Goście zdołali w tym czasie wywalczyć jeszcze 2 stałe fragmenty gry, ale dośrodkowania z rzutów wolnych nie były celne i nie stworzyły zagrożenia dla bramki Dioudisa. Ostatecznie Zagłębie wygrało czwarty mecz z rzędu, a kolejna piąta porażka pojawiła się na koncie ŁKSu.

Konferencja prasowa

Po spotkaniu trenerzy obu drużyn pojawili się na tradycyjnej konferencji prasowej. Trener Matysiak skupił się na aspektach wolicjonalnych, wyrażając zadowolenie, że jego drużyna walczyła, podjęła rękawice. Zapytany został o zaskakujący nieco skład, gdzie oczekiwania były bardziej skupione na młodych piłkarzach i daniu im szansy wykazania się, szczególnie w sytuacji pewnego już spadku drużyny po sezonie. Stwierdził jednak, że jego zdaniem młodych trzeba wprowadzać stopniowo, niekoniecznie rzucać na głęboką wodę, bo mogliby nie sprostać wyzwaniu, a taki słabszy mecz mógłby prowadzić do tzw. spalenia młodego talentu, który źle zniósłby taki debiut. Ostatecznie wyszło to jednak na dobre, bo właśnie młody debiutant zaliczył trafienie honorowe dla drużyny gości.

Trener Fornalik skupił się na powolnym podsumowaniu sezonu, podziękowaniu za doping kibiców, którzy w liczbie niecałych 5 tysięcy zjawili się w poniedziałkowy wieczór na stadionie. Unikał jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o swoją przyszłość. Wiadomo na chwilę obecną, że z końcem czerwca wygasa jego kontrakt w Zagłębiu. Stwierdził, że jest zainteresowany kontynuowaniem pracy w Lubinie, ale jest to uzależnione od pewnych warunków, które muszą zostać spełnione. Nie sprecyzował, o co chodzi, ciężko więc domyślać się, co miał na myśli poza oczywistymi kwestiami, jak zarobki.

Na konferencji pojawił się również dyrektor pionu sportowego Miedziowych, Piotr Burlikowski, który wyraził zadowolenie z zapewnienia sobie ósmego miejsca w tabeli na koniec sezonu i poprawy o jedną lokatę względem sezonu poprzedniego. W Zagłębiu pod tym względem faktycznie jest stabilizacja, bowiem na 8 sezonów, aż połowa z nich to właśnie ósma lokata. W innych klubach bywa to skrajnie różnie – jak choćby w Śląsku, czy Jagiellonii, którzy w dwa sezony przeszli z piekła do nieba. Czy taka stabilizacja w środku tabeli jest dobrą wiadomością? Z jednej strony tak, powtarzalność zawsze ma swoje plusy, ale mimo wszystko uważam, że w Lubinie jest potencjał na coś więcej, a nie popadanie w samozadowolenie kolejnym sezonem w środku ligowej tabeli.

Co dalej w terminarzu?

Do zakończenia sezonu została jedna kolejka, już w sobotę ekscytować będziemy się Multiligą, gdzie bohaterowie poniedziałkowego meczu zagrają: Zagłębie pojedzie na Łazienkowską do Warszawy, gdzie po meczu piłkarze ze stolicy odbiorą brązowe medale za ten sezon. ŁKS z kolei pożegna się z Ekstraklasą na swoim obiekcie, a ich przeciwnikiem będzie Stal Mielec. Start wszystkich meczów w ramach 34. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy zaplanowany jest na godzinę 17:30.

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/piorunujacy-finisz-sezonu-zaglebia/feed/ 0
Ten ostatni poniedziałek… https://www.tylkoekstraklasa.pl/ten-ostatni-poniedzialek/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/ten-ostatni-poniedzialek/#respond Mon, 20 May 2024 10:10:35 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=84593 Sezon 2023/2024 ma się ku końcowi, pozostało raptem 10 meczów, w tym jeden w ramach 33. kolejki. Już dziś o godzinie 19:00 na stadionie w Lubinie zmierzą się miejscowe Zagłębie oraz ŁKS Łódź. Czy to faktycznie spotkanie o nic? Czy może ma ono jakieś znaczenie nawet dla spadkowicza?

Przedłużyć zwycięską serię do końca sezonu

Zagłębie jakie jest, każdy widzi. Kolejny sezon, gdzie są można powiedzieć typową, średnią drużyną w Ekstraklasie. Bez zbędnych wahań w wynikach końcowych. Na 8 ostatnich kampanii ekstraklasowych, połowa z nich to 8. miejsce na koniec. Teraz również są na ósmej lokacie i pewne jest, że wyżej nie będą. Wyniki rundy wiosennej także pokazują prawdę o Zagłębiu. Miewają oni serie zwycięstw, aby potem tyle samo meczów przegrać, później jakieś remisy. Teraz na koniec jednak zanotowali komplet punktów w ostatnich trzech spotkaniach, pokonując odpowiednio Radomiak, Raków i Widzew. Dziś przed nimi zadanie wydawałoby się proste i praktycznie wszystko za nimi przemawia. Czy będą w stanie podtrzymać świetną formę i z przytupem zakończyć sezon, wlewając w serca kibiców nadzieję, że w kolejnym powalczą o coś więcej, niż bezpieczny środek stawki?

Bez powietrza w Łodzi

Gdy po porażce ze Śląskiem spadek stał się już faktem i za ŁKSem nie przemawiała poza złudną nadzieją nawet matematyka, z piłkarzy jakby uszło powietrze. Wcześniej nikt na poważnie nie wierzył w utrzymanie, ale było u zawodników widać taki luz, dzięki któremu mecze Łodzian naprawdę oglądało się z ciekawością i padało w nich sporo bramek. W Gliwicach jednak, już jako zespół spadkowy, nie pokazali się z najlepszej strony, a cały mecz zdominowali gospodarze. Czy tak już będzie do końca sezonu? Oby nie, bo jednak w pozostałych dwóch meczach chciałoby się zobaczyć jakiś cień rywalizacji, chęci zwycięstwa, udowodnienia piłkarskiej Polsce, że mimo ostatniego miejsca w tabeli, zespół nie poddaje się do końca i chce z honorem spaść i szybko wrócić.

Wskazanie może być jedno

Jednakże w tym meczu wszystko wskazuje na wysokie zwycięstwo gospodarzy. Są oni zdecydowanym faworytem rywalizacji. Przede wszystkim forma obu zespołów, która w ostatnich tygodniach rozjeżdża się zdecydowanie. U gospodarzy zdaje się rosnąć, u gości pikuje. Także miejsce rozegrania meczu robi zdecydowaną różnicę. Łodzianie z delegacji przywieźli w tym sezonie raptem 4 punkty, pokonując w Grodzisku Wartę oraz remisując z Cracovią. Zagłębie u siebie co prawda nie ma powalającego bilansu, bo jest on prawie równy – 6 zwycięstw i po 5 remisów oraz porażek. Lubin nie jest więc jakąś twierdzą nie do zdobycia. Chociaż czy akurat zdobyć ją uda się ŁKSowi? Jedyne, co na to wskazuje, to mityczna logika ekstraklasy!

Nie wszyscy muszą spaść

Piłkarze gości nie powinni spuszczać głów i czekać na najmniejszy wymiar kary. Gra toczy się nie tylko o punkty, honor, czy osobistą satysfakcję. Piłkarze grają też o swoją przyszłość. Młodzieżowcy, którzy zapewne dostaną szanse, będą mogli pokazać i udowodnić swoją przydatność w pierwszym składzie, że warto na nich postawić i wokół nich budować skład na przyszłosezonową walkę o powrót do Ekstraklasy. Ci teoretycznie najlepsi, bądź najlepiej opłacani mają ostatnie dwa mecze, tzw. okno wystawowe dla pozostałych zespołów. Dobrymi występami mogą powiedzieć do nich oraz beniaminków, którzy z I ligi awansują – „jestem dobry, tylko znalazłem się w złym miejscu i złym czasie, weźcie mnie do siebie!”.

Początek spotkania dziś punktualnie o godzinie 19:00. Transmisję oglądać będzie można na antenie Canal + Sport 3. Zapraszam, nawet jeśli okaże się, że mecz będzie tego niewarty, to paradoksalnie warto spędzić poniedziałek z Ekstraklasą, bo już za tydzień wieczorem będziemy za tym tęsknić!

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/ten-ostatni-poniedzialek/feed/ 0
Historyczny wieczór w Mielcu https://www.tylkoekstraklasa.pl/historyczny-wieczor-w-mielcu/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/historyczny-wieczor-w-mielcu/#respond Fri, 07 Aug 2015 22:19:52 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=25492 Termalica przystępowała do meczu z Zagłębiem w bardzo niekomfortowej sytuacji, miała bowiem na swoim koncie 0 bramek i 0 punktów, a na dodatek musi swoje mecze w roli gospodarza rozgrywać w Mielcu. Zagłębie zaś, mając 4 punkty i wygraną z Jagiellonią oraz 10. miejsce w lidze, przyjeżdżając do Mielca było w bardzo dobrych humorach.

Uśmiech z twarzy lubinian prawie równo z pierwszym gwizdkiem sędziego Musiała starli piłkarze Termaliki. Zaczęli oni bowiem zupełnie odwrotnie niż w poprzednich meczach – od frontalnego ataku na bramkę rywala. W środku pola i przed polem karnym szalał Tomasz Foszmańczyk, który oddał świetne strzały na bramkę Konrada Forenca. Zagłębie starało się rozgrywać piłkę na połowie rywala, jednak niewiele z tego wynikało, bo tylko i wyłącznie strzał Piątka, który co prawda przeleciał niewiele nad bramką strzeżoną przez Sebastiana Nowaka. Już w pierwszych piętnastu minutach dało się zauważyć, że Termalica jest zupełnie inną drużyną niż w poprzednich spotkaniach. Zawodnicy z Niecieczy dobrze operowali piłką, mądrze się przy niej utrzymywali i dobrze rozprowadzali ataki wszystkimi strefami boiska. I nadeszła wreszcie, historyczna 16. minuta! Rzut wolny z lewej strony pola karnego wykonał Dawid Plizga, dobrze dośrodkował, a zgraną piłkę na głowę otrzymał Pavol Stano i pewnie z głowy umieścił piłkę w siatce! Pierwszy, wymarzony gol dla Niecieczy w Ekstraklasie stał się faktem!

Mogę umierać!!!

– skomentował Kasper Czarnocki na naszym facebookowym profilu.

Wszyscy z przymrużeniem oka nazywali ten mecz „szlagierem” 4. kolejki, ale z całą powagą musimy przyznać, że przez dobre pół godziny spotkanie dwóch beniaminków naprawdę chciało się oglądać! Po 30 minutach gry tempo meczu wyraźnie siadło, bo i postawa Termaliki się zmieniła: kontrolowali przebieg gry, i to oni wyznaczali tempo tego spotkania. Zagłębie przez całą pierwszą połowę nie miało oprócz sytuacji Piątka z 10. minuty nic do powiedzenia. Bardzo słaba połowa w wykonaniu „Miedziowych”. Kibice powitali gwizdek kończący pierwszą połowę na stadionie MOSiR w Mielcu owacjami na stojąco – oczywiście w kierunku schodzących do szatni piłkarzy Termaliki Bruk-Bet Nieciecza.

Na drugą połowę spotkania Zagłębie wyszło dużo wcześniej niż gospodarze i widać było wyraźnie na twarzach zawodników z Lubina, że w szatni padło sporo ostrych słów. Wskazywała również na to ich postawa – to oni rzucili się do ataku po gwizdku Tomasza Musiała. Przez pierwsze 10 minut drugiej połowy lubinianie dominowali na boisku i stwarzali więcej szans niż w całej pierwszej połowie. Niestety i to nie przynosiło efektu, bo świetnie pracowała formacja defensywna Termaliki wraz z bramkarzem, Sebastianem Nowakiem, który obronił strzał w sytuacji sam na sam Rakowskiego. Zagłębie było groźne, ale dawało się bardzo łatwo nadziewać na kontry Termaliki, po których groźne ale mocno nieskuteczne strzały oddali Drozdowicz i Pleva. Poza pierwszymi minutami drugiej części spotkania tempo gry wyraźnie siadło, a walka o piłkę przeniosła się – tradycyjnie – w środek pola. Termalica wyraźnie nadal miała w świadomości to, że ciągle kontroluje przebieg gry. Na przedpolu dominował w powietrzu Pavol Stano, w środku – póki nie zszedł z boiska Tomasz Foszmańczyk. Rezerwowi Zagłębia wnieśli trochę wiatru ale… na początku – potem stali się zieloni niczym murawa, wtapiając się w otoczenie. Poderwać trybuny zdołał jeszcze Jakub Biskup swoją indywidualną akcją, ogrywając jak dziecko Guldana i świetnie dośrodkowując w pole karne, gdzie znakomitą okazję zmarnował Dalibor Pleva trafiając w słupek z czterech metrów. Wszyscy w Mielcu złapali się za głowy! To był też przykład na to, jak mądrze i świetnie kontrowała Zagłębie Termalica – wręcz podręcznikowo. Generalnie druga połowa meczu była słabsza od pierwszej, mniej emocjonująca, Termalica bowiem nastawiła się głównie na kontrowanie przeciwnika, co było w pełni zrozumiałe,  a Zagłębie nie potrafiło pokazać nic w ataku poza okazjami które moża by policzyć na palcach jednej dłoni.

Dziś w Mielcu miało miejsce wydarzenie historyczne! Termalica nie tylko zdobyła swojego pierwszego gola w najwyższej klasie rozgrywkowej, ale i także pierwsze zwycięstwo i pierwsze punkty! Ten wieczór z pewnością dla niecieczan będzie niezapomniany, bo nie dość, że piłkarze ich klubu pokazali dobrą piłkę, to jeszcze zwyciężyli, tworząc historię!

PO MECZU POWIEDZIELI:

Piotr Stokowiec, trener KGHM Zagłębie Lubin:

– Mówiąc wprost – zagraliśmy bardzo słabo. Termalica nie miała nic do stracenia i wszystkie siły ofensywne rzuciła do przodu. Stałe fragmenty gry – w tej klasie rozgrywkowej to jest coś co się liczy, a szczególnie po przyjściu Stano wiedzieliśmy, że będą one w wykonaniu Termaliki groźne, niestety nie udało się Pavola upilnować. Szkoda, że zagraliśmy dzisiaj tylko 45 minut, bo pokazaliśmy, że potrafimy grać i potrafimy się utrzymywać przy piłce. Termalica natomiast umiejętnie nas kontrowała. Przełykamy tą porażkę i walczymy dalej.

Piotr Mandrysz, trener Termalica Bruk-Bet Nieciecza:

– Myślę, że wszyscy na trybunach zobaczyli dobry mecz, aczkolwiek pogoda nie ułatwiała piłkarzom zadania. Strzeliliśmy bramkę, a nieskromnie powiem, że do przerwy powinniśmy ten wynik załatwić i nie byłoby niepotrzebnej nerwówki w drugiej połowie. Przeciwnik po przerwie trochę nas przycisnął, stąd mieliśmy momenty trudniejsze, ale obyło się bez większych histerii. Kilka rzutów rożnych, oraz niecelnych strzałów. Myślę, że uśmiechy zagoszczą dzisiaj na ustach wszystkich. 

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/historyczny-wieczor-w-mielcu/feed/ 0
Historyczne zwycięstwo Korony https://www.tylkoekstraklasa.pl/historyczne-zwyciestwo-korony/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/historyczne-zwyciestwo-korony/#respond Sat, 25 Jul 2015 18:18:04 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=24909 W duszne lipcowe popołudnie Zagłębie Lubin podjęło u siebie Koronę Kielce. To spotkanie miało kilka dodatkowych smaczków, z których największy brzmiał: „Korona nigdy nie wygrała w Lubinie”. Obie drużyny przystępowały do tego meczu w dość odmiennych nastrojach: Korona udanie rozpoczęła sezon od nieoczekiwanego zwycięstwa z Jagiellonią, Zagłębie zaś uraczyło się tylko (albo i aż) remisem z Podbeskidziem Bielsko-Biała.

Mecz rozpoczął się od chaotycznej gry obu zespołów, z której wynikały dość przypadkowe akcje, co dawało niemałe emocje. Sporo działo się pod bramką Korony, gdzie w 10. minucie Radek Dejmek niemalże strzelił bramkę samobójczą. Pierwszej składnej akcji doczekaliśmy się dopiero w 12. minucie – Przybyła niecelnie uderzył głową „w kierunku” po nieskazitelnym dośrodkowaniu Pawła Sobolewskiego. Chwila dobrej gry obu drużyn, a potem znów mieliśmy na boisku dużo walki i niedokładności. W 31. minucie doszło do kontrowersyjnej sytuacji pod bramką Zagłębia. Po dośrodkowaniu Korony piłkę nożycami chciał uderzyć Przybyła, co obrońcy Zagłębia z Łukaszem Piątkiem na czele zaczęli reklamować jako niebezpieczne zagranie. Sędzia nie zdecydował się użyć gwizdka, a po chwili przed polem karnym w rękę z bliska został trafiony Vlasko. Paweł Gil tym razem odgwizdał rzut wolny, którego na gola zamienił wspaniałym, technicznym uderzeniem Sergiy Pylypchuk. Okazję do wyrównania Zagłębie miało w 40. minucie, gdy Vlasko wyszedł sam na sam z Małkowskim, ale ten instynktownie obronił strzał. W ostatnich pięciu minutach pierwszej połowy mecz bardzo się zaostrzył i oglądaliśmy dużo fauli, co wynikało chyba z frustracji Zagłębia, które czuło się pokrzywdzone decyzją sędziego z 31. minuty.

Na murawę Dialog Areny po przerwie piłkarze z Lubina wyszli dość wcześnie, co sugerowało dużą chęć walki o odrobienie jednobramkowej straty. I tak też przedstawiał się obraz gry drużyny Zagłębia. Wysoki pressing, granie na połowie rywala, oddawanie strzałów – to krótka charakterystyka boiskowych poczynań „Miedziowych”. Swoje szanse mieli Vlasko i Bonecki, jednak obaj byli dalecy od ich wykorzystania. Korona zaś postawiła na obronę wyniku, co bardzo często widzimy na polskich boiskach przy stanie 1:0. Raz po raz piłkarze Zagłębia stwarzali zagrożenie dobrze wykonując rzuty rożne, dzięki czemu niemalże stuprocentowe okazje mieli Todorovski i Jakub Tosik, których wykończenia były identyczne – strzał głową w długi róg, jednak niecelnie. Lubinianie atakowali, atakowali, atakowali i… Korona strzeliła bramkę. Po świetnym kontrataku, akcji „jak na rozgrzewce” piłkę wprost na głowę Michała Przybyły dośrodkował Kamil Sylwestrzak. Przybyła w ułamku sekundy najwyraźniej stwierdził, że takiej patelni zmarnować się nie da i umiejętnie umieścił piłkę w siatce, zdając kłam niedowiarkom i zostając tymczasowym liderem klasyfikacji strzelców. Mimo niespodziewanego ciosu Zagłębie nie miało zamiaru się poddawać. Idealną okazję, a właściwie dwie do strzelenia gola miał Janoszka, ale za pierwszym razem trafił w słupek, a za drugim minimalnie ubiegł go Malarczyk. Bramka Korony była jak zaczarowana! Po tych nieudanych próbach zapał Lubina wyraźnie zgasł; jedynym zawodnikiem, który próbował szarpać był wprowadzony na boisko Krzysztof Janus, ale samemu nic nie mógł zdziałać, a i hołd należy się obrońcom Korony, którzy zagrali dziś niemal bezbłędnie. Pierwsze zwycięstwo Korony Kielce w Lubinie, wraz z ostatnim gwizdkiem Pawła Gila stało się faktem!

Korona ciągle śni sen o dolinie! 2 zwycięstwa na początek sezonu to doskonały i niespodziewany wynik, który pozwala piłkarzom z Kielc przynajmniej do niedzieli być liderem Ekstraklasy. W Lubinie spodziewane są zaś morowe nastroje – w dwóch meczach u siebie Zagłębie ugrało tylko jeden punkt. Warto dodać, że w tym meczu „Miedziowi” stracili tyle goli, ile w całej pierwszoligowej rundzie wiosennej sezonu 2014/2015.

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/historyczne-zwyciestwo-korony/feed/ 0