statystyki

Cisza przed burzą

W ostatnim meczu sobotniej przygody z Ekstraklasą Śląsk Wrocław przegrał na własnym boisku z Rakowem Częstochowa 1:2.  Długo zawodnicy obu zespołów kazali czekać kibicom na emocje w tym meczu. Można powiedzieć, że spotkanie rozpoczęło się w 64 minucie, ale po kolei…

W pierwszej połowie na boisku wiało nudą. Przed meczem było jasne, że oba zespoły będą bardzo dobrze przygotowane taktycznie przez uznanych w naszej lidze trenerów. Ta taktyka zdominowała pierwsze 45 kiedy żaden z zespołów nie chciał, lub nie potrafił ruszyć z konkretnym atakiem na bramkę przeciwników. W zasadzie strzały na bramkę wystąpiły, ale były na tyle anemiczne, że nie podniosły nawet pulsu bramkarzom obu ekip. Jedyna naprawdę groźna sytuacja wydarzyła się w 7 minucie kiedy na bramkę gospodarzy pomknął prawym skrzydłem Fran Tudor i dokładnie dośrodkował po ziemi wzdłuż pola karnego lecz Mateusz Wdowiak tylko sobie znanym sposobem na wślizgu nie potrafił skierować piłki do siatki. Po tej akcji emocje zaczęły opadać i zespoły skupiły się na walce w środku pola.

Drugą połowę zawodnicy rozpoczęli jakby żwawiej. Strzały niecelne Picha i Gutkovskisa w pierwszych 5 minutach . były zapowiedzią czegoś więcej. W 51 minucie Praszelik przewraca się w polu karnym, ale sędzia Marciniak nie reaguje. Cztery minuty później gospodarze powinni prowadzić. Janasik zagrał prostopadle do Picha lecz ten w doskonałej sytuacji uderza tylko w boczną siatkę. Po tym ostrzeżeniu do roboty wzięli się goście. W 61 minucie Kun podaje do Gutkovskisa, który uwalnia sie od obrońców i minimalnie pudłuje strzelając obok lewego okienka bramki strzeżonej przez Szromnika. Łotysz rehabilituje się trzy minuty później. Doskonałe podanie od Lopeza na środek pola karnego pewnym strzałem z powietrza zamienia na gola. Goście nie zamierzają zwalniać  i w 69 minucie strzelec i asystent zmieniają się rolami. Dobre prostopadłe podanie Gutkovskisa w sytuacji sam na sam na bramkę zamienia Lopez. Jeżeli ktoś myślał że na tym emocje się skończyły to był w błędzie. Śląsk ruszył do ataku.  W 75 minucie celny, ale sparowany na rzut rożny przez Kovacevica. Bramkarz Rakowa nie miał już nic do powiedzenia minutę później. W 76 minucie podanie w polu karnym od  Exposito kapitalnym uderzeniem pod poprzeczkę zamienia na gola Praszelik.  Śląsk do końca meczu atakował jednak nie zdołał już stworzyć dobrej sytuacji do zdobycia bramki.

Mecz miał dwa oblicza. Pierwsza połowa do zapomnienia, natomiast w drugiej zawodnicy obu zespołów rozgrzali  wrocławską publiczność.  Jednak Raków był bardziej konkretny i zasłużenie zanotował  pierwsze w historii zwycięstwo we Wrocławiu. Przed drużyną Marka Papszuna rysuje się realna szansa na walkę o mistrzostwo warunkiem jest utrzymanie wysokiej formy przez resztę rundy. Może to być o tyle łatwe, że klub zadbał o szeroką ławkę rezerwowych i trener może szeroko czerpać z solidnych zmienników w razie pogorszenia formy piłkarzy z pierwszego składu.