Łukasz Budziak – Tylko Ekstraklasa https://www.tylkoekstraklasa.pl Twój portal o Ekstraklasie Wed, 01 Jul 2026 14:30:53 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=5.1.22 Młode orły zapalają światełko w tunelu polskiego systemu szkoleniowego – podsumowanie zgrupowania reprezentacji u21 https://www.tylkoekstraklasa.pl/mlode-orly-zapalaja-swiatelko-w-tunelu-polskiego-szkolenia-podsumowanie-zgrupowania-reprezentacji-u21/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/mlode-orly-zapalaja-swiatelko-w-tunelu-polskiego-szkolenia-podsumowanie-zgrupowania-reprezentacji-u21/#respond Wed, 17 Nov 2021 19:48:03 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=78169 Naszej młodzieżowej reprezentacji w końcu należą się w pełni zasłużone brawa. To było najlepsze zgrupowanie kadry do lat 21 od naprawdę bardzo dawna. Dwa pewne zwycięstwa, a z tego jedno z wielkimi Niemcami! Ekipa Macieja Stolarczyka powoli zaczyna się rozkręcać i daje świetlane perspektywy na przyszłość. Dziś po krótce omówimy sobie bohaterów tego zgrupowania, jak i podsumujemy sobie rozegrane podczas niego mecze.

Polska 4:0 Niemcy – SZAPO -BA!

Zwycięstwa z naszymi zachodnimi sąsiadami zawsze cieszą podwójnie, a szczególnie, gdy mówimy o piłce nożnej, czyli sporcie, w którym jesteśmy od nich gorsi na każdej płaszczyźnie. Nie miejmy jednak złudzeń, mecz ten nie sprawił, że z dnia na dzień staliśmy się szkoleniową potęgą – co to, to nie. Mimo wszystko warto docenić przebłysk, jaki zaprezentowali nam ostatnio nasi polscy wychowankowie.

Przed meczem widać było, że w kadrze nie brakuje presji. Może i jest to drużyna młodzieżowa, ale gdy mierzysz się z takim szkoleniowym hegemonem, jak Niemcy, musisz przygotowywać się na ciężką przeprawę. Ekipa Antonio Di Salvo była niepokonana w tym roku i miała wielką okazję do tego, aby przejść cały 2021 suchą stopą. Trener Maciej Stolarczyk miał na to jednak trochę inne plany. Na jego odprawach przedmeczowych mogliśmy wyczuć, że jest to dla niego spotkanie szczególne i tą perspektywę starał się również przekazać zawodnikom. Jak się okazało, wyszło to całkiem nie najgorzej.

Od początku narzuciliśmy rywalowi szybkie tempo. Niemcy byli zdezorientowani popełniali wiele błędów i zostawiali ogromne przestrzenie na swojej połowie.  Niedociągnięcia te zostały bezlitośnie wykorzystane przez naszych reprezentantów.  Po dwóch trafieniach Benedyczaka i jednym Michała Skórasia po 15 minutach prowadziliśmy aż 3-0! Na dodatek w 20 minucie niemiecki pomocnik grający na co dzień w Werderze Brema, Jean-Manuel Mbom zaliczył czerwoną kartkę po brutalnym faulu na Benedyczaku. W tamtym momencie w myślach niemieckich piłkarzy pojawiła się myśl, że raczej próżno im będzie szukać z nami chociażby jednego punktu.

Dalsza część spotkaniu to raczej obrona Częstochowy w naszym wykonaniu. Idealnym potwierdzeniem tych słów może być żółta kartka otrzymana przez naszego bramkarza, Cezarego Misztę za grę na czas – w 40 minucie. Niemcy rozgrywali piłkę, a my staraliśmy się ich ukuć z kontrataku. Zwycięstwo to przypieczętował dopiero w samej końcówce wchodzący z ławki Kacper Kozłowski.

Kozłowski i Kamiński – za dobrzy na młodzieżówkę

Wśród kibiców nie brakowało zdziwienia, że selekcjoner dorosłej reprezentacji, Paulo Sousa nie powołał do pierwszej kadry tych dwóch młodych zawodników z ekstraklasy. Wiemy, że Portugalczyk nie jest wielkim fanem tej ligi, ale zarówno Kozłowskim, jak i Kamiński debiut w kadrze mają dawno za sobą. Jednocześnie regularnie dawali argumenty, aby poszerzać dalej swój dorobek występów z orzełkiem na piersi. Nie ma jednak co płakać nad rozlanym mlekiem. Dostali oni szansę pokazania się na tle swoich rówieśników i trzeba przyznać, że nienagannie ją wykorzystali.

Kacper Kozłowski to dla Sosuy o wiele bardziej zasłużony zawodnik z tej dwójki. Odkąd został selekcjonerem, pierwszy raz pominął go przy ustalaniu listy powołań. Pomocnik Pogoni Szczecin zawsze wykazywał się ogromnym zaangażowaniem, gdy tylko pojawiał się na murawie ze starszymi kolegami. Tym razem mimo braku wiekowej różnicy było dokładnie tak samo, a nawet lepiej, ponieważ do dobrych występów dołożył konkretne liczby.2 bramki i jedna asysta, na tle takich przeciwników, jak Niemcy wygląda imponująco. Wiadomo, bramkę i asystę zdobył także w spotkaniu z o niebo słabszą Łotwą, ale reasumując i tak należy mu się pochwała za to zgrupowanie.

Drugim piłkarzem, który zapewne tylko chwilowo wrócił do kadry młodzieżowej, jest Jakub Kamiński. Skrzydłowy Lecha zalicza sezon życia. W ekstraklasie jest nie do zatrzymania, a jego poczynania są regularnie skautowane przez niemieckich gigantów. Zarówno jego występ w spotkaniu z ich młodzieżówką, jak i z reprezentacją Łotwy, stanowią dla niego wspaniałą wizytówkę.

Co ciekawe pokazał się w aspektach, z których nie jest powszechnie znany. Owszem zaliczył ciekawe rajdy, dynamika również była u niego nienaganna, ale to jego orientacja i przegląd pola robił największe wrażenie. Zaliczył 3 asysty i ogromny udział przy większości trafień naszej reprezentacji na tym zgrupowaniu. Gdyby dopisało mu nieco więcej szczęścia, zapewne mógłby pochwalić się także jakąś bramką, ale fani ekstraklasy mogą potwierdzić, że ten skrzydłowy strzelać również potrafi.

Po takich występach obowiązkiem Paulo Sousy jest powołanie tych grajków na mecze barażowe do mistrzostw Świata. Przy naszych słabościach na wahadle, czy też braku możliwości skorzystania z Mateusza Klicha w pierwszym spotkania Kamiński i Kozłowski to niewątpliwie must-have dla Portugalczyka.

Adrian Benedyczak – „jak ty mi zaimponowałeś w tej chwili…”

Z całym szacunkiem do napastnika polskiej młodzieżówki, ale Adrian Benedyczak to piłkarz, o którego istnieniu bardzo łatwo było zapomnieć. W barwach Pogoni nie zachwycał, był solidny, ale nie miał żadnych cech, które mogły porywać tłumy. Nie był też jakiś hiperbramkostrzelny, a to w owym momencie było niezwykle potrzebne „Portowcom”. Bardzo szybko zdecydował się na transfer do Włoch, co wprawiło niektórych w spore zdziwienie. Nie wyróżniał się na polskim podwórku. Było wielu graczy, którzy w teorii mogliby o wiele szybciej spakować manatki i wyjechać. ‘

Początki w Parmie miał bardzo średnie, ale przed omawianym zgrupowaniem coś się ruszyło. Zaczął dostawać coraz więcej minut, a nawet strzelił 2 gole, z Cittadelą i Vicenzą. Nie było to jednak coś, co zwiastowało nagły wybuch jego umiejętności w meczu z naszymi odwiecznymi rywalami. Jak się okazało Benedyczak wyglądał świetnie na tle lepiej klasyfikowanych Niemców. Wyróżniał się pod względem dynamicznym, świetnie się zastawiał i w pełni wykorzystywał każdy centymetr boiska, pracują w ustawieniu bez piłki. W meczu z Łotwą wyglądało to równie dobrze. Efekt? – 3 bramki i wywalczony rzut karny. Jako kibice dostaliśmy klarowny sygnał, może warto byłoby bardziej zainteresować się tym młodym chłopakiem, który tuła się po Serie C?

Polska szkoleniową potęgą? – spokojnie…

Przed meczami młodzieżówki do łask wrócił temat szkolenia w polskiej piłce nożnej. Wznowił go (zresztą bardzo słusznie) selekcjoner reprezentacji Polski, a swoje 5 groszy dołożył nawet sam Robert Lewandowski.

– Patrząc na to, co już widziałem, muszę stwierdzić, że polski futbol potrzebuje reformy szkolenia. Wielkiej reformy, reformy strukturalnej. Dopiero później będzie można grać na najwyższym poziomie i myśleć o zdobywaniu tytułów. O tym, żeby polskie kluby wygrywały w międzynarodowych rozgrywkach. W Polsce powinniśmy zmienić mentalność. Nie myśleć o wynikach, ale zastanowić się, jak je osiągnąć. Powinniśmy myśleć o całym procesie szkoleniowym. Wymyślić jego projekt i go stworzyć. Nie chcę mówić o szczegółach i wchodzić w to głębiej, bo muszę skupić się na codziennej pracy z reprezentacją. Ale podkreślam: to może doprowadzić nas do sukcesu i lepszej gry – mówił Portugalczyk na konferencji prasowej.

– W 40-milionowym narodzie nie na każdej pozycji mamy po kilku piłkarzy do wyboru – narzekał.

– Nie możemy mówić, że w szkoleniu jest dobrze i przyszłościowo. Nie jest. Gdyby wszystko funkcjonowało dobrze, bylibyśmy w innym miejscu. Jest bardzo dużo do poprawy. Nie wystarczy wymiana dwóch-trzech elementów. Jeśli szkolenie nie idzie od lat w konkretnym systemie, z jakąś myślą, to nie widać dużych efektów. Nie widać u nas piłkarskiej jakości. Nie wprowadzamy co roku chociażby dwóch nowych piłkarzy do pierwszej kadry lub do reprezentacji młodzieżowych. Od paru lat wypowiadam się na temat szkolenia i moje zdanie się nie zmienia, bo nie widzę, by zmieniało się szkolenie. Na pewno nie na tyle, żebym pomyślał: „O! Widzę światełko w tunelu” – dodał od siebie Lewandowski.

Słowa zarówno jednego, jak i drugiego są oczywiście prawdziwe. O ile nasz kapitan, Robert Lewandowski, nie jest w stanie zrewolucjonizować całego sytemu szkolenia, tak Paulo Sousa ma dość sporą siłę przebicia w tym temacie. Jak na razie jednak jego działanie opiera się głównie na wytykaniu naszych błędów, niżeli realnych propozycjach ich zapobiegania. Jako selekcjoner polskiej reprezentacji jego praca nie ogranicza się do wysyłania powołań i prowadzenia drużyny na zgrupowaniach. Jego przypadek jest szczególny, bo jako doświadczony szkoleniowiec zagraniczny miał rozpowszechniać swoją widzę w całym kraju. Tymczasem nawet jego sztab składa się w zdecydowanej większości z jego rodaków. Mówi o reformie strukturalnej, ale nie robi zbyt wiele w stronę jej przeprowadzenia.

W planach są spotkania z trenerami i piłkarzami, którzy nie łapią się do pierwszej reprezentacji, ale jak na razie są to tylko plany. Miejmy nadzieję, że wejdą one w życie zanim Paulo Sousa zostanie zwolniony z powodu słabych wyników sportowych.

Jednocześnie nasza młodzieżówka pokazała nam światełko w tunelu. Nie chodzi tylko o kilku piłkarzy wspomnianych wyżej. Jako całokształt zaczęli wyglądać o wiele lepiej. Mamy kilku naprawdę utalentowanych graczy z wielkimi perspektywami, czas ich wykorzystać i zacząć robić podwaliny na erę post Lewandowski.

 

Polska 4:0 Niemcy

Polska 5:0 Łotwa

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/mlode-orly-zapalaja-swiatelko-w-tunelu-polskiego-szkolenia-podsumowanie-zgrupowania-reprezentacji-u21/feed/ 0
Zalążki kryzysu w Poznaniu? Lech po raz drugi z rzędu zafundował sobie kubeł zimnej wody – Górnik Łęczna 1:1 Lech Poznań https://www.tylkoekstraklasa.pl/zalazki-kryzysu-w-poznaniu-lech-po-raz-z-rzedu-drugi-zafundowal-sobie-kubel-zimnej-wody-gornik-leczna-11-lech-poznan/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/zalazki-kryzysu-w-poznaniu-lech-po-raz-z-rzedu-drugi-zafundowal-sobie-kubel-zimnej-wody-gornik-leczna-11-lech-poznan/#respond Sat, 06 Nov 2021 21:59:52 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=78145 Sensacja w Łęcznej! Górnik niespodziewanie remisuje z liderem ekstraklasy, poznańskim Lechem i sprawia, że ekipa Macieja Skorży już drugi raz z rzędu traci punkty, będąc w roli jednoznacznego faworyta. Zdecydowanie coś niedobrego dzieje się w szeregach „Kolejorza” i istnieje możliwość, że będzie niosło to za sobą długofalowe skutki.

Górnik Łęczna, a Stal Mielec

Choć efekt obu strać Lecha z tymi ekipami jest podobny (niespodziewana strata punktów), to dzisiejsze spotkanie wyglądało zupełnie inaczej niżeli te z przed tygodnia. Górnik Łęczna w przeciwieństwie do Stali Mielec nie murował swojej bramki przez 90 minut. Owszem, nie byli też ekipą dominującą, bowiem to Lech głównie rozgrywał piłkę w ataku pozycyjnym, ale również mieli swoje sytuację.

Można byłoby pomyśleć, że bez ich dwóch najlepszych ofensywnych piłkarzy, Bartosza Śpiączki i Marcela Wędrychowskiego będą zupełnie bezbronni. Tymczasem starli się, jak najbardziej uprzykrzyć życie gościom, z lepszym lub gorszym skutkiem. Na indywidualną pochwałę zasługuje na pewno Sergiy Krykun, który zdołał stworzyć olbrzymie zagrożenie na skrzydle, dzięki swojej sporej dynamice.

Pokłosiem ich aktywności w sferze ofensywnej chcąc nie chcą było to, że zostawiali Lechowi o wiele więcej przestrzeni. Drużyny takie, jak Górnik Łęczna muszą czasami jednak zaryzykować i to ryzyko dzisiaj akurat się opłaciło.

Zero zaskoczenia – Amaral TOP

Efektem zostawianie wolnej przestrzeni piłkarzom Lecha, było ich regularne zagrażanie bramce Macieja Gostomskiego. Jednym z piłkarz, którzy najbardziej napsuli mu krwi był Joao Amaral. Nic w tym dziwnego, Portugalczyk ostatnimi czasy jest w kwitnącej formie. Dziś jednak wyglądał, jak wypuszczone z klatki, łaknące gry zwierzę (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Był zdecydowanie najjaśniejszą postacią pierwszej połowy spotkania. Praktycznie wszystkie sytuacje należące do grona tych groźniejszych, były sprokurowane właśnie przez niego i on też otworzył wynik.

W 18 minucie Pedro Rebocho po rajdzie skrzydłem wrzucił piłkę w pole karne. Zanim trafiła ona do strzelca odbiła się jeszcze od głowy Mikaela Ishaka oraz od nogi Kamila Pajnowskiego. Ostatecznie znalazła się dosłownie 2 metry przed bramką i bezproblemowo dobił ją Joao Amaral.

Poza jego postacią ciężko szukać plusów w ofensywie Lecha. Ishak poza wspomnianą asystą był bardzo nieskuteczny i niewidoczny. Widać, że wpadł w jakiś marazm. Skrzydła Kamiński – Ba Loua także nie porywały, jak w poprzednich spotkaniach. Na trybunach był dzisiaj obecny skaut Borussi Dortmund, który miał obserwować młodego, polskiego skrzydłowego, ale niestety, dziś nie zrobił on sobie najlepszej reklamy.

Zmiany trenera Skorży nie podołały

Już pod koniec pierwszej połowy gra Lecha wyglądała mizernie. Widać było, że potrzebują, jakiego impulsu, świeżej krwi. Trener Maciej Skorżą zdecydował się więc na potrójną zmianę i trzeba przyznać, że była co najmniej zastanawiająca. Na boisko wszedł Kvekveskiri, a opuścił je Pedro Tiba mimo tego, że z dwójki pomocników to Karlstrom prezentował się zdecydowanie gorzej. Joel Pereira został zmieniony za Lubomira Satke, który nie jest w stanie dawać na tyle dużo jakości w ofensywie, co Portugalczyk. Szczytem kuriozum było jednak ściągnięcie Joao Amarala, który dyrygował całą grą Lecha, a zastąpienie go Danim Ramirezem.

Na 99.9% były to zmiany ustalone przed meczem, bowiem nijak odnoszą się do jego przebiegu. Lech potrzebował kogoś kto pomoże im postawić kropkę na „i”, a dostał (co się później okazało) głównych prowodyrów tak słabego wyniku.

Błędy w defensywie i niewykorzystane sytuacje

Mimo braku Amarala Lech wciąż był w stanie stwarzać o wiele większe zagrożenie niż Górnik. Był za to o wiele mniej konkretny. Dani Ramirez po raz kolejny pokazał, że w porównaniu do swojego klubowego rywala jest o wiele bardziej przewidywalny, schematyczny i po prostu piłkarsko słabszy.

Podsumowując Lech oddał łącznie 25 strzałów z czego aż 10 na bramek. Tutaj brawa należą się Maciejowi Gostomskiemu, który pozostał nieomylny i zaliczył kilka niezłych interwencji. Ciekawie prezentował się także Kryspin Szcześniak. Wypożyczony z Pogoni prawy obrońca całkiem nieźle dawał sobie radę ze skrzydłowymi „Kolejorza”, a szczególnie dobrze wyglądał w drugiej części spotkania.

W ramach dobrze znanej już piłkarskiej zasady „niewykorzystane sytuację lubią się mścić” Lech w końcu otrzymał należną kare za ich marnotrawco. W 79 minucie Janusz Gol wyrównał wynik, a głównymi prowodyrami tej bramki okazali się zmiennicy Lubomir Satka i Nika Kvekveskiri. Najpierw Krykun zabawił się z reprezentantem Słowacji, a potem Janusz Gol urwał się pomocnikowi Lecha strzelając gola na 1-1. „Urwał się” w tym konkretnym przypadku to chyba jednak zbyt duże słowa, bowiem Gruzin niezbyt się kwapił do pogoni za strzelcem bramki. Dosłownie stał w polu karnym i drapał się po głowie.

Lech Pozań złapał kazus… Lecha Poznań?

Drużyna Macieja Skorży zaczyna masowo głupio tracić punkty. Kibice, którzy byli pewni, że to ten sezon, w tym właśnie sezonie Lech w końcu ponownie zdobędzie Mistrzostwo Polski zaczęli ową pewność tracić. Ekipa „Kolejorza” w ostatnich latach miewała podobne okresy, jeżeli chodzi o bycie faworytem do mistrzostwa. Ten jest najbardziej przekonywujący, ale mimo wszystko nieodosobniony. Trudno rozmawiać o realnym problemie, gdy Lech wciąż zajmuje fotel lidera (tyle samo punktów co Lechia), ale jeżeli dalej będą tracić punkty w tak głupi sposób z łatwością mogą go utracić. Drużyny takie, jak Raków, Lechia czy Śląsk nie śpią i również marzy im się triumf w tegorocznych rozgrywkach. Trzeba pamiętać, że każde pomniejsze potknięcie pod koniec sezonu może okazać się niezwykle istotne.

Górnik Łęczna 1:1 Lech Poznań – Amaral 18’ Janusz Gol 79’

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/zalazki-kryzysu-w-poznaniu-lech-po-raz-z-rzedu-drugi-zafundowal-sobie-kubel-zimnej-wody-gornik-leczna-11-lech-poznan/feed/ 0
Warta strzeliła bramkę! Równowaga wszechświata została zachwiana – Piast Gliwice 0:1 Warta Poznań https://www.tylkoekstraklasa.pl/warta-strzelila-bramke-rownowaga-wszechswiata-zostala-zachwiana-piast-gliwice-01-warta-poznan/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/warta-strzelila-bramke-rownowaga-wszechswiata-zostala-zachwiana-piast-gliwice-01-warta-poznan/#respond Sat, 06 Nov 2021 14:34:21 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=78137 W Gliwicach zaskoczenie! Warta sensacyjnie wygrywa z Piastem i strzela swoją pierwszą bramkę po 8 spotkaniach przestoju. Gospodarze byli dziś kompletnie bezradni. Ich grę w ofensywie można określić tylko jednym słowem – piach.

Pierwsza połowa – oczu kąpiel wskazana

Nie będziemy ukrywać, pierwsza połowa tego widowiska była fatalna do oglądania. Zarówno z jednej, jak i drugiej strony. Warta postanowiła ustawić się dość głęboko w defensywie, a Piast nie był w stanie nawet porysować muru zbudowanego przez defensorów z Poznania. Paradoksalnie był to ich jeden z najlepszych meczy w obronie podczas obecnego sezonu, a w ich ekipie brakowało podstawowych defensorów. Obrona złożona z Dawida Szymonowicza i Mateusza Kupczaka na papierze wyglądała krucho, ale dzięki pomagającym im defensywnym pomocnikom (Łukaszu Trałce i Mateuszu Kopczyńskim) Piast Gliwice miał spore problemy, aby chociaż nieznacznie zagrozić bramce Adriana Lisa.

Jeżeli chodzi o grę w ofensywie ekipa gości także była bardziej konkretna. Może nie dominowali przeciwnika, ale byli w stanie stwarzać sobie o wiele lepsze sytuacje. W 20 minucie Dawid Szymonowicz był niezwykle bliski otworzenia wyniku. Po wręcz idealnej wrzutce z rzutu rożnego na 5 metr obrońca Warty nie trafił czysto piłkę i wylądowała ona na poprzeczce.

Najwięcej krwi piłkarzom Piasta napsuł Jayson Papeau. Francuz miał dzisiaj ciąg na bramkę. Posyłał dobre podania, miał ciekawe pomysły, ale zabrakło konkretów. Poza kilkoma wkręconymi w ziemie piłkarzami Piasta niw wyniósł niczego z tego meczu. Warto jednak nadmienić, że pracował równie ciężko w odbiorze i często skutecznie cofał się do defensywy.

Ofensywa Piasta dzisiaj zawiodła

Ofensywni zawodnicy Piasta ostatnimi czasy regularnie pokazują swoje wysokie umiejętności. Wystarczy popatrzeć na średnią bramek strzelaną przez ekipę Waldemara Fornalika. Dzisiaj zasługują jednak na kubeł zimnej wody.

Skrzydła w drużynie gospodarzy kompletnie nie istniały. Damian Kądzior i Arkadiusz Pyrka byli regularnie gaszeni przez obrońców Warty. Poza kilkoma nieudanymi dośrodkowaniami ciężko było wyczuć ich obecność. To samo tyczy się napastnika, Alberto Torila. Hiszpan nie dostawał wielu piłek przez co nie dawał od siebie kompletnie niczego.

Szkoleniowiec Piasta starał się coś zmienić. W drugiej połowie wpuszczał kolejnych to piłkarzy z nadzieją na poprawę sytuacji. Nawet przy zmianie sytemu na grę 2 napastników okazało się to bezskuteczne.

Warta strzeliła bramkę – równowaga wszechświata została zachwiana

W drugiej części spotkania Warta była bardziej przygaszona. Miała swoje próby, ale nie były one przekonywujące. Sytuacja diametralnie zmieniła się w 79 minucie, gdy ku zaskoczeniu wszystkich kibiców, Warcie udało się trafić do siatki.

Po jednym z kontrataków, przed polem karnym piłkę otrzymał młodzieżowiec gości, Szymon Czyż. Piłkarz wypożyczony z Lazio słynie z niezłego przeglądu pola i zdołał to w końcu dobitnie pokazać. Posłał piękne podanie górą do Adama Zrelaka. Pilnujący go Tomas Huk nie dał rady wykonać dobrze swojego zadania, dzięki czemu Słowak był w stanie posłać atomowe uderzenie pod poprzeczkę. Franciszek Plach nie mógł się nawet ruszyć.

Po 749 minutach Warta w końcu strzela bramkę w ekstraklasie. Wyczynu tego dokonał zawodnik dobry, ale z opinią mało bramkostrzelnego. Wszystko to w meczu, e którym byli skazywani na rażącą porażkę. Ekstraklasowa logika znowu dała o sobie znać, a kibice Wart mogą być z tego powodu zadowoleni.

Warta może być kolejnym przykładam efektu nowej miotły. Drużyna została poukładana przez zastępcę Adama Szałe, ale daleko mi od przeceniania jego roli. W tak krótkim czasie nie był w stanie zmienić znacząco tej ekipy, a jej szkieletem wciąż jest spuścizna Piotra Tworka.

Piast Gliwice 0:1 Warta Poznań – Adam Zrelak 79’

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/warta-strzelila-bramke-rownowaga-wszechswiata-zostala-zachwiana-piast-gliwice-01-warta-poznan/feed/ 0
Piast kontra Post-tworkowa Warta – Piast Gliwice vs Warta Poznań Zapowiedź https://www.tylkoekstraklasa.pl/piast-kontra-post-tworkowa-warta-piast-gliwice-vs-warta-poznan-zapowiedz/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/piast-kontra-post-tworkowa-warta-piast-gliwice-vs-warta-poznan-zapowiedz/#respond Sat, 06 Nov 2021 07:00:29 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=78118 W Warcie Poznań nadeszła nowa era, era post- Tworek. Zaczął się okres, w którym będziemy mogli oceniać, czy decyzja o zwolnieniu ów niezwykle związanego z klubem szkoleniowca, była słuszna, czy nie. Pierwszym egzaminatorem nowej Warty będzie Piast Gliwice. Drużyna trenera Fornalika gra w kartkę i łapczywie poszukuje stabilizacji. Czy mecz ze jeszcze nie do końca zorganizowaną ekipą gośćmi da im jej zalążek?

Piast zdecydowanym faworytem

Ostatnimi czasy ciężko odczuwać większe emocje przed meczami Warty. Drużynę z Poznania można traktować bardziej jako łatwego dostarczyciela punktów, niżeli rzeczywiste wyzwanie. Nic więc dziwnego, że Piast wygląda przy nich, jak ekipa nieskazitelna, choć im również zdarza się tracić punkty w niezbyt mądry sposób. Tydzień temu w Białymstoku dostarczyli nam sporej dawki emocji, której mogliby spokojnie uniknąć, gdyby nie błędy popełniane przez defensorów. Nie brakowało też otoczki kontrowersji, która była na tyle duża, że gospodarze postanowili złożyć oficjalne pismo do komisji ligi na temat ich rozgoryczenia działaniem systemu VAR.

W gruncie rzeczy ich ostatnie wyniki na papierze nie wyglądają źle, a z pewnością lepiej od Warty. Sam trener Fornalik zachowuje jednak chłodną głowę i tonuje nastroje mediów, jak i kibiców.

– Na pewno nie można jej lekceważyć. W poprzednim sezonie mecze z Wartą były trudne dla wielu drużyn. W obecnym sezonie zgromadziła wprawdzie mało punktów, ale w wielu spotkaniach był to trudny przeciwnik, skonsolidowana, agresywna drużyna. Generalnie zawodziła u nich skuteczność, przykładem ostatni mecz z Lechią, gdzie też mieli okazje. Spodziewamy się niełatwego meczu. – mówi szkoleniowiec Piasta w wywiadzie z Pawłem Czado dla Interii.

Podejście to jest, jak najbardziej zrozumiałe i godne poszanowanie, ale patrząc na możliwości obu ekip wynik tego starcia i tak wydaje się być przesądzony.

Mecze Piasta to festiwale bramek

Piast należy do drużyn bardzo bramkostrzelnych, ale tym samym miewa problemy w obronie. W efekcie ich mecze stają się często przyjemnymi do oglądania spektaklami, w których mamy okazję ujrzeć grad bramek. Na 5 ich ostatnich starć w ekstraklasie, średnia bramek na mecz wynosi aż 4.

5 ostatnich meczy Piasta:

Jagiellonia Białystok 3:3 Piast Gliwice

Piast Gliwice 4:1 Legia Warszawa

Górnik Łęczna 1:1 Piast Gliwice

Piast Gliwice 1:0 Wisła Kraków

Piast Gliwice 2:4 Cracovia

Weźmy pod uwagę, że Piast będzie mierzył się dzisiaj z Wartą, która od 8 spotkań nie strzeliła kompletnie żadnej bramki (może poza wybitnej urody samobójem z poprzedniej kolejki). Nie sądzę, aby „Zielonym” udało się wywieźć z Gliwic 3 punkty, ale jestem w stanie uwierzyć w to, że to właśnie na drużynie trenera Fornalika uda im się przełamać.

Krótkotrwale zastępstwo

Trzeba pamiętać, że jutro Warty nie poprowadzi następca Piotra Tworka, a trener tymczasowy – Adam Szała. O ile potencjalny nowy szkoleniowiec Warty, Dawid Szulczek, nazywanym przez media polskim Nagelsmannemm, będzie na 99% najmłodszym stałym trenerem ekstraklasowego klubu, tak jego chwilowy zastępca znacznie pobija go pod tym względem. Adam Szała ma bowiem zaledwie 29 lat i zostanie dziś najmłodszym trenerem prowadzącym ekstraklasowy klub w historii. Co ciekawe to nie pierwszy raz, kiedy prowadzi ekipę z Poznania. Miał już okazję dostąpić tego zaszczytu gdy Warty znajdowała się w 2 lidze, ale to trochę inna para kaloszy, niż dyrygowanie drużyną z najwyższej klasy rozgrywkowej w kraju.

Dla samego szkoleniowca jest to, jak sam mówi „spełnienie marzeń” i „okazja do domknięcia projektu, jaki tworzył w Poznaniu wraz z Piotrem Tworkiem”. Miejmy zatem nadzieję, że uda mu się dokonać tego z przytupem, a jutro będziemy mogli oglądać świetne spotkanie.

Środek obrony Warty – nie ma kim grać

Środek defensywy nie był najlepiej obsadzoną pozycją w drużynie Piotra Tworka. Nikt jednak nie spodziewał się aż tak gargantuicznej fali absencji. Adam Szała musi mieć niemały ból głowy, aby uporać się z tym bałaganem.

Jeżeli chodzi o kontuzję, to Warta będzie musiała poradzić sobie standardowo bez Aleksa Ławniczaka i Wiktora Pleśnierowicza. Do gabinetu lekarskiego ponownie wrócił kapitan – Bartosz Kieliba. Poza nimi z powodu nadmiaru żółtych kartek pauzuje także Robert Ivanov. Co ciekawe reprezentant Finlandii mógł jej łatwo uniknąć, bowiem będąc zagrożonym otrzymał ją za dyskusję z arbitrem meczu Warta-Lechia.

Ostatecznie trener będzie miał do dyspozycji świeżo sprowadzonego Dawida Szymonowicza oraz młodego, 19-letniego Filipa Małka, który nie miał jeszcze okazji zagrać w ekstraklasie. Krótko mówiąc – ich pole manewru zostało ograniczone do całkowitego minimum.

Kontuzje

Jeżeli chodzi o zawodników ofensywnych w Warcie zabraknie Michała Jakóbowskiego oraz Mateusza Sopoćko. Na boisku nie zawita również Jakub Kiełb. Piast za to nie będzie mógł skorzystać ze Ariela Mosóra.

Sędzia: Damian Sylwestrzak

Stadion: Stadion Miejski w Gliwicach (Gliwice)

Transmisja: 12:30 CANAL+ Sport 3 (Pol), CANAL+ Sport (Pol)

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/piast-kontra-post-tworkowa-warta-piast-gliwice-vs-warta-poznan-zapowiedz/feed/ 0
Pan piłkarz, Jakub Kamiński – Lech Poznań 4:0 Śląsk Wrocław https://www.tylkoekstraklasa.pl/pan-pilkarz-jakub-kaminski-lech-poznan-40-slask-wroclaw/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/pan-pilkarz-jakub-kaminski-lech-poznan-40-slask-wroclaw/#respond Sat, 02 Oct 2021 18:25:02 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=77629 Wiemy już, kto będzie piastował fotel lider podczas przerwy reprezentacyjnej! Na tronie pozostaje Lech Poznań, który zmiażdżył dziś drużynę Śląska Wrocław. Ofensywa „Kolejorza” zagrała prawdziwy koncert i spotkanie zakończyło się wynikiem 4-0. Po tym meczu chyba nie ma zawodnika Lecha, do którego można byłoby mieć jakiekolwiek pretensje – sprawa ma się za to inaczej z ekipą gości.  

Bezradność Ślązaków

Lech od samego początku nie zostawił suchej nitki na drużynie Jacka Magiery. Już w 2 minucie Pedro Rebocho wrzucił piłkę w pole karne, Wojciech Golla próbował ją wybić, ale pech chciał, że trafiła ona pod nogi zupełnie niepilnowanego Joao Amarala. Portugalczyk nie zastanawiał się długo i wykończył akcję strzałem po długim słupku, zaliczając swoje 4 trafienie w obecnym sezonie ekstraklasy. Pilnujący go, a właściwie mający go pilnować Dino Stiglec może sobie pluć w brodę – to w jego obowiązku było pilnowanie tej części boiska. Nie udało mu się odpowiednio wywiązać z tego zadania przez, co Amaral miał tyle wolnego miejsca.

Dalsza część spotkania to ciągła dominacja Lecha. Piłkarze Śląska nie radzili sobie z pressingiem drużyny Macieja Skorży, mieli problemy z przeprowadzeniem jakiejkolwiek składnej akcji, groźnym wyjściem z własnej połowy. W środku pola zostali po prostu zdemolowani. Żaden z ofensywnych piłkarzy Lecha nie był statyczny w odbiorze, dosłownie wszyscy walczyli o każdą piłkę. Amaral, który grał dziś na nietypowej dla niego pozycji, bowiem zaczął na skrzydle, sprawiał wrażenie, że zupełnie mu to nie przeszkadza. Ishak wykonywał masę brudnej roboty, a Ramirez pokazał, że wciąż może stanowić sporą konkurencję na pozycji ofensywnego pomocnika.

Najgorzej wykonany rzut rożny w tym sezonie?

W pewnym momencie Śląsk zaczął być coraz bardziej widoczny na boisku. W 28 minucie Robert Pich oddał pierwszy celny strzał dla swojej drużyny, ale świetnie w tej sytuacji interweniował Filip Bednarek. Piłka wypadła za linię boiska i mieliśmy rzut rożny, rzut rożny, który okazał się być po prostu komiczny.

Jacek Magiera ma status trenera, który stawia spory nacisk na stałe fragmenty gry. Podczas swojej trenerskiej kariery próbował już naprawdę wielu wariantów ich wykonywania, ale dziś wyraźnie „przekombinował”.

Piłkarze Śląska rozegrali ten korner krótkim podaniem, po czym wycofali piłkę przed pole karne. Gdy futbolówka była pod nogami Krzysztofa Mączyńskiego zaczął się prawdziwy kabaret. Doświadczony pomocnik postanowił oddać strzał na bramkę z bardzo dalekiej odległości, ale nie zauważył, że w jego stronę biegnie rozpędzony Jakub Kamiński. Młody skrzydłowy wygrał przebitkę z zawodnikiem Śląska i zaczął rajd w stronę bramki Michała Szromnika. Ku jego zdziwieniu między nim, a bramkarzem nie stał kompletnie nikt. Skorzystał on więc z okazji i wykorzystując swoją dynamikę, wyszedł na sytuację sam na sam i wykończył akcję pewnym strzałem. Do tego czasu nie mogę zrozumieć, dlaczego trener Śląska nie wyznaczył, ani jednego piłkarza do obrony przeciwko potencjalnymi kontratakami. Było to zaplanowane ryzyko, a może błąd w ustawieniu spowodowany przez samych piłkarzy? Tego nie wie nikt (przynajmniej na ten moment).

Pan Piłkarz – Jakub Kamiński

Druga połowa rozpoczęła się stosunkowo statycznie – można powiedzieć, że Maciej Skorża chciał uśpić czujność zawodników Śląska. Nie trwało to jednak długo i tak, jak w pierwszej połowie Lech szybko rozpoczął strzelanie. W 54 minucie Jakub Kamiński wszedł w pole karne, prostym zwodem ciała zmylił rezerwowego Śląska Jakuba Iskre i strzelił po długim słupku. Miał on dzisiaj swój złoty dzień więc na 2 bramach się nie skończyło. Już w 56 minucie założył wysoki pressing na Szymona Lewkota i odbierając mu piłkę, zagrał ją do Mikaela Ishaka. Szwed nie wiele myśląc wykończył tą akcję atomowym uderzeniem na bramkę Szromnika.

Statystyki Jakuba Kamińskiego w meczu ze Śląskiem Wrocław:

– 65 minut

– 2 strzały

– 2 gole

– 1 asysta

– 86% celnych podań

– 3 odbiory

– 3 udane dryblingi

[Źródło: Filip Macuda]

Liczby nie kłamią – Jakub Kamiński zaliczył dziś wybitny występ. Nie dostał on ponownego powołania do dorosłej reprezentacji od trenera Paulo Sousy na najbliższe zgrupowanie i to mogło w pewnym stopniu zmotywować go do jeszcze cięższej pracy. Takie występy dają selekcjonerom wiele do myślenia. Skrzydłowy Lecha po raz kolejny pokazuję, że oferty rzędu 8-10 mln euro, które dostawał za niego klub ze stolicy Wielkopolski w letnim oknie transferowym, wcale nie były na wyrost. Z Kuby, który grał w kartkę w poprzednim sezonie, wyrósł Pan Piłkarz – Jakub Kamiński.

Wnioski wyciągnięte z Białegostoku

Po tym, jak Jagiellonia wypunktowała Lecha w poprzedniej kolejce, w Poznaniu pojawiły się głosy niepokoju. Kibice bali się, że to może być koniec pięknej serii sukcesów, ale jak widać obawy te, były zupełnie nietrafione. Maciej Skorża wyciągnął wnioski z tej porażki i poprawił wiele elementów, które w tamtym spotkaniu dawały się we znaki.

Skuteczność Lecha była na o wiele wyższym poziomie. Piłkarze wykorzystali praktycznie wszystkie 100% sytuację, jakie sobie stworzyli i dzięki temu końcowy wynik jest, aż tak okazały. Poza tym wróciła ogromna intensywność gry, jaką wcześniej charakteryzował się „Kolejorz” w tym sezonie. Zarówno pierwsza, jak i druga połowa pod tym względem za bardzo się nie różniły. Piłkarze nakładali niezwykle wysoki pressing i byli aktywni w odbiorze przez całe 90 minut. Pokazuję to też, jaką robotę wykonał trener przygotowania fizycznego.

Atmosfera sprzyjająca gospodarzą

Można dywagować nad tym, czy powrót najbardziej zagorzałych kibiców Lecha po strajku, jest zasadny, czy też nie. Trzeba jednak przyznać, że drużyna Skorży jest niesiona przez doping wyłaniający się z popularnego „Kotła”. Pierwszy mecz po powrocie kibiców z Wisłą Kraków zakończył się wynikiem 5-0, dziś, gdy padł rekord, jeżeli chodzi o frekwencje na stadionie, mieliśmy do czynienia z kolejną dewastacją przeciwnika tym razem 4 bramkami. Jeżeli sytuacja będzie miała się tak dalej, stadion przy ul. Bułgarskiej zyska miano prawdziwej twierdzy, a drużyny na niego przyjeżdżające na samym wstępie będą musiały przygotowywać się na najgorsze.

Lech Poznań 4:0 Śląsk Wrocław: 2’Amaral, 40’ 54’ Kamiński, 56’ Ishak

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/pan-pilkarz-jakub-kaminski-lech-poznan-40-slask-wroclaw/feed/ 0
Bitwa o fotel lidera w Poznaniu – Lech Poznań vs Śląsk Wrocław Zapowiedź https://www.tylkoekstraklasa.pl/bitwa-o-fotel-lider-w-poznaniu-lech-poznan-vs-slask-wroclaw-zapowiedz/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/bitwa-o-fotel-lider-w-poznaniu-lech-poznan-vs-slask-wroclaw-zapowiedz/#respond Fri, 01 Oct 2021 22:05:19 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=77614 Już dziś o 17:30 czeka nas prawdziwy hit kolejki. Mecz obecnego lidera z wiceliderem, mecz Lecha Poznań ze Śląskiem Wrocław. Drużyna Macieja Skorży ma coś do udowodnienia – ostatnio sensacyjnie przegrali z Jagiellonią w Białymstoku. Czy uda im się utrzymać na pierwszym miejscu w tabeli?

Wszystko, co dobre, szybko się kończy – Lech Poznań po serii 8 meczy bez porażki w końcu uległ. Katem „Kolejorza” okazała się być niespodziewanie ostatnio słabo dysponowana Jagiellonia Białystok. Mecz ten był dla drużyny Macieja Skorży niezbyt udany, ale zarazem bardzo pechowy. Gdyby Lechici w pierwszej połowie spotkania byli chociaż w połowie tak skuteczni, jak w meczu np. z Wisłą Kraków spektakl mogliby zakończyć już po 45 minutach. Dominowali, atakowali, nie pozwalali dojść drużynie Ireneusza Mamrota do słowa, ale brakowało jednego – skuteczności. Druga część w ich wykonaniu nie była już tak zjawiskowa. Tak naprawdę nie stworzyli żadnego zagrożenia w porównaniu do pierwszej części spotkania. Po fatalnym błędzie Salamona stracili bramkę na 1-0 i odnieśli bolesną porażkę, która paradoksalnie może wyjść im na dobre. Piłkarze Lecha dostali kubeł zimnej wody, drużynę, która była w stanie ich wypunktować, pokazać, że mają jeszcze sporo pracy i nie są nie do pokonania. Jeżeli wyciągną wnioski z tej lekcji – kto wie? Może zobaczymy Lecha w jeszcze lepszym wydaniu. Po wypowiedziach widać, że podejście zarówno trenera, jak i zawodników jest bojowe. Patrząc na ich pozycję w tabeli i tak nie powinni mieć sobie kompletnie nic do zarzucenia. Każdy kibic Lecha przyjąłby taki wynik po 9 pierwszych kolejkach przed sezonem. Każda seria musi się skończyć, a w szczególności tyczy się to ekstraklasy, w której naprawdę rzadko mamy do czynienia z takim ciągiem sukcesów.

Śląsk Wrocław to również jeden z poważnych kandydatów do mistrzostwa Polski w tym roku. Zaliczyli oni mały falstart, ponieważ chociaż przy liczbie porażek wciąż widnieje u nich okrągłe zero, to zbyt często zdarza im się remisować. Na 9 rozegranych meczy, aż 5 razy kończyli podziałem punktów. Ostatnio jednak nie pozostawili Wiśle Płock najmniejszych szans. Kolejne dwie bramki strzelił Robert Pich. Łącznie w europejskich pucharach i ekstraklasie Słowak w 15 rozegranych meczach aż 9 razy wpisywał się na listę strzelców. Innym bardzo groźnym zawodnikiem jest Erik Exposito. Znajduję się on na 3 miejscu w tabeli strzelców z 5 golami na koncie. Jak widać Śląsk, ma czym straszyć w ofensywie. Obrona Lecha jest za to najszczelniejszą w tym sezonie (tylko 6 straconych bramek z tego 3 ze stałych fragmentów gry). Zwiastuje to bardzo ciekawy pojedynek.

Co ciekawe Jacek Magiera, który aktualnie wykonuje świetną robotę we Wrocławiu, pracował kiedyś z trenerem Lecha – Maciejem Skorżą. Obecny trener Śląska był jego asystentem gdy pracował w Legii Warszawa. Będzie miał on okazję spotkać się ze swoim byłym mentorem i spróbować go przechytrzyć.

Niestety, ale nie będzie mógł on skorzystać z Victora Garci, Patryka Janasika oraz Marcela Zylli, którzy są kontuzjowani. W Lechu za to zabraknie podstawowego bramkarza Mickey’a van der Harta.

Na stadionie w Poznaniu ma być ponad 30 tyś widzów. Jest to najwyższa frekwencja w tym sezonie i oby sprzyjała ona dobremu sportowemu widowisku. Czy Lech będzie w stanie wrócić do formy po meczu z Jagiellonią? Czy Śląsk poradzi sobie z obroną gospodarzy? Kto po tym meczu zasiądzie na pozycji lidera?

Stadion: INEA Stadion (Poznań)

Transmisja: 17:30 Canal+ 4K Ultra (Pol), CANAL+ Sport 3 (Pol), CANAL+ Sport (Pol), TVP Sport

Sędzia: Bartosz Frankowski

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/bitwa-o-fotel-lider-w-poznaniu-lech-poznan-vs-slask-wroclaw-zapowiedz/feed/ 0
Stal zaskakuje! Radomiak okradziony? – Stal Mielec 1:0 Radomiak Radom https://www.tylkoekstraklasa.pl/stal-zaskakuje-radomiak-okradziony-stal-mielec-10-radomiak-radom/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/stal-zaskakuje-radomiak-okradziony-stal-mielec-10-radomiak-radom/#respond Sat, 25 Sep 2021 15:55:59 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=77578 Niespodzianka w Mielcu! Stal wygrywa z Radomiakiem Radom i zdobywa niezwykle ważne 3 punkty w ligowej tabeli. Drużyna trenera Banasika z pewnością nie zagrała na miarę oczekiwań, ale czy wynik dobrze oddaje rzeczywisty obraz meczu? – zdania są podzielone.

Pierwsza połowa zdecydowanie dla Stali

W pierwszej części spotkania Radomiak prowadził grę. Wyższe posiadanie piłki czy liczba podań nie wystarczą, aby wygrać mecz – przede wszystkim trzeba dobrze wykorzystać ten czas z piłką przy nodze, a drużyna z Radomia miała z tym spore problemy. Tacy piłkarze, jak: Kozak, Leandro, Angielski, czy też Machado zupełnie zniknęli nam z radaru. Byli bierni, niewidocznie, mieli ogromne problemy ze wzięciem gry na siebie. Sytuacja zupełnie odwrotna miała miejsce w Stali. Pomimo tego, że drużyna trenera Majewskiego nie miała piłki przy nogach tak często, jak Radomiak potrafili wykorzystać każdą chwilę. Opierali grę na niezwykle groźnych kontratakach, z którymi nie radzili sobie obrońcy Radomiaka. Piłki posyłane przez zawodników Stali rzadko były przecinane, defensywa była zupełnie zdezorganizowana, co ma prawo dziwić, patrząc na poprzednie spotkania w jej wykonaniu. Rolę rozgrywającego przejął dziś Fabian Piasecki, który potrafił prostym, niekoniecznie górnolotnym zagraniem, totalnie oszukać piłkarzy Radomiaka.

Filip Majchrowicz – najbardziej nieprzewidywalny bramkarz ekstraklasy

Filip Majchrowicz to zawodnik, który sprawia ogromny problem jeżeli chodzi o ocenianie jego występów. Problem ów polega na tym, że w jednym spotkaniu potrafi zarówno uratować swoją drużynę, jak i popełnić fatalny błąd często kończący się bramką dla przeciwnika. Tak było ostatni w meczu ze Śląskiem Wrocław i tak było też dziś. W 5 minucie Fabian Piasecki zgrał piłkę głową do Mateusza Maka, a ten miał przed sobą tylko bramkarza Radomiaka. Piłkarz Stali huknął na bramkę, ale niesamowitą interwencją popisał się Majchrowicz. Pretensję do Maka są, jak najbardziej uzasadnione, ponieważ mógł wykończyć tę akcję o wiele lepiej, ale należy też docenić instynkt młodzieżowca Radomiaka. Pod koniec pierwszej połowy Majchrowicz zaznaczył swoją obecność na boisku w trochę mniej pozytywny sposób. Ewidentnie sfaulował w polu karnym napastnika Stali i sprokurował jedenastkę. Karnego pewnie wykorzystał Grzegorz Tomasiewicz i mieliśmy już 1-0.

Majchrowicz to piłkarz, któremu brakuje doświadczenia, ale równocześnie nadrabia ten brak swoim instynktem i szczęściem (cechą, która wbrew pozorom dla bramkarza jest dosyć istotna). Musi on pamiętać, że ma on silnego konkurenta – Mateusza Kochalskiego, który tylko czeka na to, aż popełni najmniejszy błąd, aby wrócić do pierwszego składu.

Kontrowersje sędziowskie

Jeżeli jesteśmy już przy rzutach karnych należałoby wspomnieć o sytuacji z 25 minuty. Po strzale na bramkę, chcąc zablokować piłkę, obrońca Stali – Mateusz Żyro został nią trafiony w rękę. Oczywiście nie miał on złych intencji, ale w tym wypadku nie bardzo ma to jakiekolwiek znaczenie. Piłka leciała wprost w światło bramki, a ręką obrońcy stanęła jej na drodze. Osobiście nie widzę tutaj żadnej innej racjonalnej decyzji niż rzut karny. Sędzia Piotr Lasyk miał na ten temat jednak trochę inne zdanie i postanowił puścić grę dalej. Decyzji nie zmienił nawet po interwencji VAR-u. Interpretację lekko mówiąc trochę niespodziewana – szczerze, nie dziwię się kibicom Radomiaka, którzy czują się okradzeni. Poza tą jedną sytuacją arbiter miał jeszcze kilka innych, mniejszych możliwych pomyłek, ale ta jest na pewno najbardziej kontrowersyjna. 242986756_454032282568438_6657658472718856874_n

Obrona Częstochowy

Tak można określić drugą połowę w wykonaniu Stali. Radomiak po przerwie wziął się w garść i w końcu zaczął stwarzać realne zagrożenie. Wciąż nie stwarzali sytuacji sam na sam, ale z minuty na minutę coraz bardziej naciskali gospodarzy. Za sprawą mającego problemy z powrotami do formacji defensywnej Maksymiliana Sitka, mieli oni spore problemy z uszczelnieniem prawej strony. Szybko sobie jednak z nimi poradzili, przesuwając go wyżej, ale nie dało im to wytchnienia. Radomiak wciąż nacierał, a wchodzący z ławki Mario Rondon stał na czele tego natarcia. W 68 minucie po długim podaniu Wenezuelczyk próbował pokonać bramkarza Stali uderzeniem głową, ale piłka wylądowała ponad poprzeczką. W 82 minucie zgubił obrońców i lekkim strzałem z woleja skierował piłkę w stronę bramki, tym razem trafiając wprost w metalowy pręt. Radomiak rozkręcał się coraz bardziej i bardziej. Pod koniec meczu Stal broniła się przed prawdziwą nawałnicą ataków i zapewne straciłaby bramkę, gdyby nie jedna osoba.

Rafał Strączek – ściana nie do przebicia

Choć od początku meczu nie miał zbyt wielu okazji, żeby się wykazać, pod koniec skradł całe show. Od 70 minuty zaliczał interwencję za interwencją, ale jego obrona w ostatniej minucie doliczonego czasu gry to po prostu coś pięknego. Po wrzutce jeden z piłkarzy Radomiaka posłał niezwykle silną piłkę z główki wprost pod poprzeczkę. Mimo ogromnej presji Strączek zdołał przenieść tą piłkę ponad poprzeczką i uratował komplet oczek dla swojego zespołu. Mimo tego, że wielu piłkarzy Stali zasługuje dziś na pochwałę, w mojej opinii to właśnie on powinien zostać wybrany najlepszym zawodnikiem tego meczu. Myślę, że po takim meczu nie musi się już martwić o to, że Michał Gliwa zajmie jego miejsce w pierwszym składzie 😉.

Stal Mielec 1:0 Radomiak Radom – 45+1’ Grzegorz Tomasiewicz

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/stal-zaskakuje-radomiak-okradziony-stal-mielec-10-radomiak-radom/feed/ 0
Jak Radomiak Radom poradzi sobie w roli faworyta? – Stal Mielec vs Radomiak Zapowiedź https://www.tylkoekstraklasa.pl/jak-radomiak-radom-poradzi-sobie-w-roli-faworyta-stal-mielec-vs-radomiak-zapowiedz/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/jak-radomiak-radom-poradzi-sobie-w-roli-faworyta-stal-mielec-vs-radomiak-zapowiedz/#respond Fri, 24 Sep 2021 21:56:01 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=77566 3 ostatnie spotkania Radomiaka to 3 remisy. Ekipę Dariusza Banasika, jak na razie możemy nazywać największym zaskoczeniem sezonu. Jako beniaminek są w stanie przeciwstawiać się ekipą o wiele bardziej jakościowym. Czy poradzą sobie jednak w meczu, w którym są zdecydowanym faworytem?

Stal Mielec to przeciwnik, z którym będzie się musiał zmierzyć jutro Radomiak. Gospodarze ostatnio nie mieli dobrej passy. W dwóch ostatnich spotkaniach stracili aż 6 bramek, a strzelili tylko jedną. Bilans ten lekko mówiąc nie napawa do optymizmu. Mimo wszystko trzeba nadmienić, że Stal grała z Rakowem i Wisłą Karków – klubami, które w tym sezonie wyrastają na jedne z ciekawszych w całej lidze. Z mniejszymi zespołami Mielczanie nie grają tak źle jakby mogło to się wydawać. Wygrana z Górnikiem Łęczną, remis z Termalicą, czy Jagiellonią pokazują, że na tle słabszych ekip drużyna Adama Majewskiego pokazuję pazur.

Po kontuzji do drużyny ostatecznie wrócił Kamil Kościelny, który ma za sobą półroczną przerwę od gry w piłkę. Niestety, gdy dostał szansę w pucharowym meczu z Wisłą Kraków od razu załapał czerwoną kartkę. Zawieszenie to, obowiązuję jednak jedynie w rozgrywkach PP więc bardzo możliwe, że zobaczymy go dziś na murawie. Z powodu kontuzji na boisku nie pojawią się za to Alaksandar Kolev, Marcin Budziński i Maciej Domański.

Radomiak zalicza serie 3 remisów i to 3 zwycięskich remisów z drużynami, dla których zwycięstwo z Radomiakiem było rozpatrywane w kategoriach obowiązku. W ekstraklasie w końcu zaaklimatyzował się Leandro. Brazylijczyk w ostatnich dwóch kolejkach strzelił 2 przepiękne i bardzo ważne gole. Spotkanie ze Stalą to jednak pierwszy mecz drużyny z Radomia, w którym jest ona rozpatrywana w kategorii faworyta. Nic w tym dziwnego – Stal Mielec to jedne z głównych kandydatów do spadku, a Radomiak od początku odkleił tą łatkę, która często mimowolnie przylepiana jest beniaminkom.  Po 8 kolejkach zajmują stosunkowo wysokie 10 miejsce, ale patrząc na ich grę można się spodziewać, że celują nawet wyżej. Praktycznie nie brakuje im niczego, żeby stać się nową Wartą Poznań. Moim zdaniem ich kadra jest nawet dużo lepsza niż ta, którą dysponował Piotr Tworek. Jest to potencjał, którego po prostu nie można zmarnować więc mecze z przeciwnikami pokroju Górnika Łęczna, czy Stali Mielec muszą kończyć się zwycięstwem chociaż zapewne nie będzie to łatwe. Drużyny takie w Radomiaku wciąż upatrują szansy na urwanie punktów, punktów, które pod koniec sezonu mogą się okazać dla nich na wagę złota.

Radomiak również zmaga się z kilkoma urazami. Jutro nie wystąpią dwa nowe nabytki gości – Rhuan i Goncalo Silva. Brak pierwszego niewiele zmienia – i tak nie był przygotowany do gry pod względem fizycznym, ale Silva za to miał świetne wejście do zespołu i dał ogromny przywilej rotacji w środku obrony. Jego absencja, nie jest aż tak widoczna z powodu dobrej dyspozycji duetu Rossi-Cichocki, ale po powrocie jego pozycja w klubie na pewno będzie bardzo istotna.

Czy Stal urwie punkty Radomiakowi? Jak goście poradzą sobie w roli faworyta? Tego wszystkiego dowiemy się już jutro.

Sędzia: Piotr Lasyk
Stadion: Stadion MOSiR (Mielec)

Transmisja: 15:00 CANAL+ Sport 3 (Pol), CANAL+ Sport (Pol)

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/jak-radomiak-radom-poradzi-sobie-w-roli-faworyta-stal-mielec-vs-radomiak-zapowiedz/feed/ 0
Warto, co się z tobą stało?! – czyli kilka słów o drużynie, której nie da się oglądać https://www.tylkoekstraklasa.pl/warto-co-sie-z-toba-stalo-czyli-kilka-slow-o-druzynie-ktorej-nie-da-sie-ogladac/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/warto-co-sie-z-toba-stalo-czyli-kilka-slow-o-druzynie-ktorej-nie-da-sie-ogladac/#respond Wed, 22 Sep 2021 17:22:28 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=77552 Warta Poznań nie jest tą samą Wartą, jaką pamiętamy z zeszłego sezonu. Można było się spodziewać, że obecna kampania będzie dla nich nieco trudniejsza niż poprzednia – wszak utrzymanie się w ligowej czołówce, jest dla beniaminka często o wiele trudniejsze niż same do niej dotarcie. Mimo wszystko regres, jaki zaliczyła ekipa Piotra Tworka, jest wręcz przeraźliwy. W tym momencie meczów Warty po prostu nie da się oglądać!

Jaka jest skala problemu?

Samo stwierdzenie, że meczów Warty nie da się oglądać, jest sporym uogólnieniem. Nie zmienia to faktu, że jest ono, jak najbardziej trafne. Biorąc pod uwagę, chociażby ich 2 ostatnie mecze, po prostu nie można dojść do innego wniosku. Pojedynki z Górnikiem Zabrze, czy z Teramlicą Nieciecza to spotkania, w których zeszłoroczna Warta byłaby zdecydowanym faworytem. Obecnie cudem unika porażki z Termalicą i zostaje całkowicie zdominowana w Zabrzu. W ostatnich 3 meczach średnia ich celnych strzałów na bramkę przeciwnika, wynosi 3. Wskaźnik xG również u nich nie powala, Warta jest według niego dopiero 15 drużyną w lidze. Trudno nie pokusić się o porównanie do rundy jesiennej poprzedniego sezonu, w której ich sytuacja także kolorowa nie była. Mimo wszystko tamta Warta wydawała mi się o wiele bardziej charakterna.

Drużyna Piotra Tworka przez kilka pierwszych kolejek nie wyglądała najgorzej. Po remisach z Pogonią, czy Śląskiem (obie drużyny brały udział w eliminacjach do europejskich pucharów) i meczu z Górnikiem Łęczna osoby, które całkiem realnie typowały Warte do spadku, zostały wyśmiane. Warta bowiem osiągała naprawdę ciekawe wyniki. Niestety z tygodnia na tydzień, widać było ogromny regres. Ich całkowite załamanie formy przyszło po przegranym 0-2 meczu z Legią Warszawa, meczu, w którym potrafili się postawić i daleko mi od stwierdzenia, że zostali zdominowani. Wiadomo, Legia była lepsza, ale miała swoje problemy. Później porażka z Radomiakiem, którą wówczas można było określić wypadkiem przy pracy, wyszarpany remis z Jagiellonią, w którym byli widocznie słabszą ekipą, aż w końcu ostatnie 2 mecze, które obnażają wszystkie problemu klubu z Poznania.

Brak Makany Baku

Makana Baku to postać, która mimo krótkiego okresu spędzonego w Warcie na długo zawita w pamięci kibiców. W dużej mierze to właśnie dzięki niemu, klub z Poznania był w stanie przejść tak diametralną transformację w rundzie wiosennej. Po jesieni Warta na dobrą sprawę zajmowała bardzo zbliżone miejsce w tabeli do aktualnego, bowiem piastowali dopiero 14 pozycję. Ich gra także wyglądała niewiele lepiej, przez co byli brani za jednego z potencjalnych kandydatów do spadku. W zimowym oknie transferowym wykonali jednak ruch, który zmienił podejście do tej drużyny o 180 stopni. Do klubu przeszedł 23-letni skrzydłowy, który w niemieckim Holstein Kiel nie mógł przebić się nawet na ławkę rezerwowych, podczas gdy jego brat brylował w barwach Wolfsburga. Warta postanowiła wypożyczyć Niemca i dać mu szansę na pokazanie swoich niewątpliwe sporych umiejętności. Zawodnik z miejsca stał się podstawowym piłkarzem „Zielonych”. W 13 meczach strzelił 6 bramek i zaliczył 2 asysty. Wprowadził do Poznania świeżość w ofensywie, świeżość, dzięki której Warta do ostatniej kolejki realnie walczyła o miejsce w lidze konferencji. Niestety wypożyczenie dobiegło końca, a z racji tego, że Warta nie jest finansową potęgą, nie była w stanie wykupić tego niesamowitego grajka. Podchody pod niego robiły kluby nawet o możliwościach o wiele większych takie, jak Lech Poznań czy Raków Częstochowa, ale bezskutecznie. Ostatecznie Baku wybrał tureckie Gotzepe, z którym żaden polski klub nie mógłby się równać pod względem warunków finansowych.

W drużynie Piotra Tworka zapadła wielka konsternacja. Głównym celem transferowym stało się zastąpienie niemieckiego skrzydłowego, ale nie było to takie proste. Warta nie mogła sobie pozwolić jednak na sprowadzenie zawodnika o podobnej klasie. Wybór ostatecznie padł na wychowanka Anderlechtu – Milana Corryna. Trzeba przyznać, że Belg profilem bardzo przypomina Makane Baku. Jest bardzo dynamiczny, potrafi dryblować, dobrze czuję się w pojedynkach 1vs1. Mimo wszystko, widać dość klarownie, że nie jest to ten sam poziom. Został sprowadzony ze słowackiego AS Trencin, w którym był jedną z ciekawszych postaci, ale nie można było o nim mówić w kategorii gwiazdy ligi. Po przejściu do ekstraklasy gra w kartkę. Zaliczył jeden wybitny występ z Górnikiem Łęczna, ale nie było to ogromnym wyzwaniem na tle tak mało jakościowej drużyny. Poza tym spotkaniem ciężko wyróżnić go w jakikolwiek wyraźny sposób. Miewa momenty, w których potrafi zdynamizować grę swojej drużyny, ale obecnie nie można porównywać go do Makany Baku.

Z racji lekkiego niewypału na początku przygody Corryna w Poznaniu postanowiono sprowadzić kogoś w roli alternatywy dla Belga. Tym kimś jest solidny ligowiec z Ligue 1 – Jayson Papeau. W jego przypadku bezpośrednie porównania do Baku byłyby trochę na wyrost. Nie jest on typowym szybkim skrzydłowym. Opisałbym go bardziej jako kreatora gry niż sprintera. Często schodzi do środka boiska, jest również całkiem niezłym dryblerem, widać u niego zaangażowanie, ciąg na bramkę. Zagrał, jak na razie tylko 2 mecze w barwach Warty, dlatego jego ocena jest trochę mniej miarodajna i sensowna w porównaniu do Corryna, który na koncie ma już 8 spotkań. Mimo wszystko na ten moment osobiście podoba mi się nieco bardziej niż Belg. Niewykluczone jednak, że może się to szybko zmienić.

Czy któryś z Panów może realnie zastąpić Makane Baku? Jest to trochę wróżenie z fusów, ale za to jedno można potwierdzić już w tym momencie – oboje mają o wiele gorsze wejście do drużyny. Kto wie? – może już w najbliższym czasie, gdy do końca zaaklimatyzują się w nowej drużynie, będą w stanie dorównać pozimowi byłej gwiazdy Warty, ale na ten moment ciężko mi sobie wyobrazić takowy scenariusz.

Ogólny marazm

Mimo tego, że Makana Baku był bezapelacyjnie najważniejszym elementem w układance Piotra Tworka, nawet w tym wypadku usprawiedliwianie słabych wyników brakiem tylko jednego zawodnika byłoby zwyczjnie nie w porządku. Niemiec dla wielu piłkarzy był impulsem, który pozwolił im się wspiąć na wyższy poziom, ale jego nieobecność nie usprawiedliwia marazmu niektórych piłkarzy Warty.

To o czym pisze, dobrze obrazuję przypadek Mateusza Kuzimskiego. Napastnik klubu z Poznania nie był w poprzednim sezonie wielkim golleadorem, ale faktem pozostaje to, że to właśnie on miał najlepsze statystki w klaryfikacji kanadyjskiej (gole + asysty) z całej drużyny. Obecnie został wygryziony z pierwszego składu przez Adama Zrelaka i o ile mogę się zgodzić z tym, że w obecnej chwili Słowak jest w stanie dać swojej drużynie o wiele więcej, tak mam wrażenie, że Kuzimski w formie z rundy wiosennej, bez problemu utrzymałby miejsce w podstawowej jedenastce. Niestety, jest jak, jest i najlepszy strzelec Warty z poprzedniego sezonu musi się zadowolić rolą jokera.

Innym zawodnikiem, który wpadł w spory marazm jest Łukasz Trałka. Były piłkarz Lecha był dla wielu najpoważniejszym kandydatem do miana najlepszego pomocnika poprzedniego sezonu i to pomimo jego solidnego wieku (37 lat). Trałka w tym sezonie stoczył się do poziomu ligowego średniaka, niewyróżniającego się pomocnika defensywnego, który nie daje niczego ekstra. W sezonie 2020/21 słynął on z tego, że poza niezwykle jakościową grą w obronie był w stanie dawać bardzo dużo w ofensywie. Obecnie, poza kilkoma pojedynczymi zrywami, takiego czegoś ewidentnie nie widać. Trałka to piłkarz, który już wielokrotnie oszukiwał czas i pomimo tego, że każdy skazywał go na koniec długiej kariery, zamykał usta krytyką pokazując, że jest w stanie dawać jeszcze bardzo wiele na poziomie ekstraklasy. Kto wie, może moment powieszenia butów na kołku, przewidywany już od wielu lat, w końcu nadszedł?

Oczywiście przykładów jest o wiele więcej. Mógłbym wspomnieć między innymi o Bartoszu Kielibie, Jakubie Kiełbie, czy też, chociażby Mateuszu Kupczaku. Przykłady jednak wyżej przeze mnie wymienione pokazują jednak najbardziej regres i marazm, jaki obecnie zalicza Warta. Nie dotyczy to jednak wszystkich. Środek obrony złożony z Ławniczaka i Ivanova albo bramkarz, Adrian Lis w dalszym ciągu prezentują równie wysoki poziom. Widać to zresztą po statystykach. Warta wcale nie traci jakiejś zatrważającej liczby bramek. To właśnie ofensywa, a właściwie jej brak sprowadza ich na sam dół ligowej tabeli.

Młodzi muszą złapać regularność!

Pisząc młodzi, miałem na tak właściwie miałem na myśli tylko dwóch piłkarzy – Szymona Czyża i Konrada Matuszewskiego.

Pomocnik wypożyczony z Lazio miał bardzo ciekawe wejście do zespołu. Swój debiut ze Śląskiem Wrocław okrasił asystą, ale potem było już tylko gorzej. Widać, że Czyż ma zadatki na jednego z ciekawszych ligowców, ale brak regularności w jego boiskowych poczynaniach jest jego największym przekleństwem. Jako „10”, piłkarz, który musi rozprowadzać grę, zbyt często znika, jest skrajnie niewidoczny. Wydaję mi się, że gdyby utrzymał tak ciekawą postawę, jaką prezentował na samym początku sezonu we Wrocławiu, to właśnie on mógłby stać się lekarstwem na ofensywne bolączki drużyny Piotra Tworka, a tak właściwie nie brakuje mu do tego niczego poza doświadczeniem.

Matuszewski również dostał szansę debiutu w pierwszym meczu w ekstraklasie, ale z ławki rezerwowych. Były gracz Legii na tyle spodobał się trenerowi, że postanowił dawać mu szansę od 1 minuty. W pewnym momencie wydawało się, że totalnie wygryzł już Jakuba Kiełba, ale przez to, że nie był w stanie wyzbyć się niektórych błędów, doświadczony obrońca wrócił do pierwszego składu. Gdybym miał wskazać pozycję, na której w Warcie widoczna jest najbardziej zacięta konkurencja, byłaby to właśnie lewa obrona. Doszliśmy do momentu, w którym o tym, kto wyjdzie w pierwszym składzie na następny mecz, decydują szczegóły, małe błędy, dyspozycja na treningu dzień przed spotkaniem. Matuszewski ma jednak przewagę wiekową nad swoim rywalem. Piotr Tworek z pewnością będzie chciał dać mu pole do rozwoju po zobaczeniu próbki jego umiejętności.

Warta posiada także kilku innych ciekawych młodych piłkarzy. Wracających po nieudanych włoskich przygodach Wiktora Pleśnierowicza i Jakuba Sangowskiego, wyciągniętego z Pogoni bramkarza- Jędrzeja Grobelnego, czy też ogranego już w ekstraklasie Ławniczaka, którym poważnie interesuję się ostatnio Lech Poznań. Z pewnością, każdy z nich ma perspektywy do rozwoju, a Warta, która będzie musiała szukać nowych rozwiązań, może coraz częściej sięgać po trochę mniej doświadczonych grajków.

Podsumowanie

Warta z pewnością nie jest w kolorowej sytuacji, ale mimo wszystko wstrzymałbym się z braniem ich pod uwagę jako pewniaka do spadku. Owszem, jeżeli nie poprawią gry, widmo powrotu do 1 ligi już niedługo spojrzy im poważnie w oczy. Z drugiej strony pamiętajmy też o tym, że Warta w poprzednim sezonie, sezonie bezapelacyjnie bardzo udanym, po rundzie jesiennej była w równie nieciekawej sytuacji. Udało im się wówczas z niej wykaraskać dzięki pomocy Makany Baku. Być może Warta znowu będzie musiała wyruszyć na zimowe zakupy w poszukiwaniu cudotwórcy? Tego nie wiem, ale wiem za to jedno – Piotr Tworek ma w tym momencie poważny problem, który musi, jak najszybciej rozwiązać.

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/warto-co-sie-z-toba-stalo-czyli-kilka-slow-o-druzynie-ktorej-nie-da-sie-ogladac/feed/ 0
Spore kłopoty w zielonej części Poznania – Górnik Zabrze 1:0 Warta Poznań https://www.tylkoekstraklasa.pl/spore-klopoty-w-zielonej-czesci-poznania-gornik-zabrze-10-warta-poznan/ https://www.tylkoekstraklasa.pl/spore-klopoty-w-zielonej-czesci-poznania-gornik-zabrze-10-warta-poznan/#respond Sun, 19 Sep 2021 15:12:08 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=77536 Warta nie była w stanie podnieść się dziś z dołka. Drużyna z Poznania po raz kolejny uraczyła nas niezbyt emocjonującym widowiskiem. Górnik za to może mieć do siebie spore pretensje. Przy tak łatwych warunkach, jakie postawiła Warta jedynie jednobramkowe zwycięstwo, pozostawia lekki niedosyt.

Pierwsza połowa była dość typowa w wykonaniu Warty. Ekipa Piotra Tworka nie grała porywająco, to przeciwnik po wiele częściej udzielał się w ofensywie. Zieloni starli się wykorzystywać moment po odbiorze piłki, kontratakowali. Po raz kolejny zawodnikiem z ich ofensywy, który wywierała najlepsze wrażenie był Jayson Papeau. Francuz wprowadzał element nieprzewidywalności, polotu i z tego powodu często lądował na murawie. Poza nim jednak piłkarze Warty grali bardzo schematycznie, co wykorzystał Górnik. Po raz kolejny świetne zawody grał Jesus Jimenez. Hiszpan już w 16 minucie popisał się groźnym strzałem z dystansu, ale piłka wylądowała jedynie na słupku. W 37 minucie jednak jego ciąg na bramkę został odzwierciedlony na papierze. Bartosz Nowak popisał się bardzo dobrym długim podaniem za linie obrony Warty, który wykorzystał napastnik Górnika. Przyjął on piłkę i po nieudanej interwencji Adriana Lisa mając ją cały czas przy nodze, strzelił na pustą bramkę strzelając tym samym 5 gola w tym sezonie.

Na pierwszy rzut oka widać było, że Górnik jest stroną zdecydowanie przeważającą. Przewaga ta była widoczna zarówno po ilości oddanych strzałów, jak i posiadaniu piłki. Warta była bezbarwna, co ostatnimi czasy staję się ich cechą charakterystyczną. Drużyna Jana Urbana dzięki wygranej walce o środek pola sprowadziła ,,zielonych” do głębokiej defensywy, z której nie byli w stanie w żaden sposób wyjść.

W drugiej połowie całkowity brak jakiegokolwiek progresu ze strony Warty. Mimo to, że na boisko wszedł drugi napastnik – Mateusz Kuzimski, byli oni tak samo bezbarwni w ofensywie. W Górniku za to brakowało często ostatniego podania, wykończenie, ale wciąż ich sytuacja była lepsza od gości. W 65 minucie z boiska zszedł Robert Dadok, którego gra była lekko mówiąc dość irytująca. Wahadłowy mimo starań pokazuje pieczołowicie, że ekstraklasa to nie do końca jego poziom. Zalicza częste straty, nie daje praktyczne niczego w ofensywie i często wystawia na próbę cierpliwość trenera Urbana. W tej samej minucie na boisku zameldował się wracając po Covidzie Lukas Podolski. Nie musieliśmy długo czekać, aż się rozkręci. Już w 68 minucie świetnie wystawił się do podania i oddał piłkę do Krzysztof Kubicy. Młody pomocnik jednak trafił obok bramki. , Poldi” próbował jeszcze strzału z jego atomowej lewej nogi, ale Adrian Lis nie dał się zaskoczyć. Wchodzący za Dadoka, Dariusz Pawłowski za to się nie popisywał. Wyglądał tak samo słabo, jak jego poprzednik, co budzi spore obawy wobec pozycji prawego wahadłowego w Górniku.

Warta miała ogromne szczęście, że grała z drużyną mającą tak ogromne problemy z wykończeniem akcji. W przeciwnym wypadku spotkanie to mogłoby się skończyć prawdziwym pogromem.  Warta była pasywna, bezpłciowa, nudna, anemiczna – można tak wymieniać i wymieniać. Nie wiem, czy drużyna Piotra Tworka nie zasługuję po tych 8 kolejkach na miano najgorzej grającej ekipy w całej lidze. Górnik nie był górnolotnym przeciwnikiem. Powiedziałbym nawet, że z taką grą remis był nawet możliwy, ale jeżeli przez całą pierwszą połowę i sporą część drugiej Warta nie potrafi oddać nawet celnego strzału, to nie możemy mówić tu o przypadku. Gospodarze byli lepsi, nieskuteczni, ale wciąż dużo lepsi. Brakowało im skuteczności, ale mimo uważam, że zasługują na pochwałę po tym spotkaniu. Piotr Tworek za to będzie miał sporo na głowie w najbliższym czasie. Poukładanie takiego bałaganu, jaki utworzył się w Poznaniu, jest sporym wyzwaniem.

Górnik Zabrze 1:0 Warta Poznań : 37’ Jesus Jimenez

]]>
https://www.tylkoekstraklasa.pl/spore-klopoty-w-zielonej-czesci-poznania-gornik-zabrze-10-warta-poznan/feed/ 0

Plugin by Social Author Bio