Puchary-eu

Żenada!

Żenada to mało powiedziane. Gra Legii wyglądała tragicznie. Coś, w co nie chciało się wierzyć, coś co zaprzecza jakiejkolwiek logice staje się prawdą. Mistrz Polski odpada w dwumeczu z mistrzem Luksemburga.

Mimo złej gry w pierwszym meczu mało kto przypuszczał, że Legia nie jest w stanie odrobić strat z meczu przy Łazienkowskiej. Próbowano tłumaczyć i usprawiedliwiać piłkarzy, że była to jednorazowa „wpadka” i że rewanż powinien rozstrzygnąć się pomyślnie dla Legii. Nic nie zapowiadało katastrofy. Piłkarze mówili o świadomości z wagi nadchodzącego spotkania i  rzucali hasła typu „Awansujemy”. Zatrudnienie nowego szkoleniowca mogło pozwolić myśleć, że klub z Łazienkowskiej zaczyna sprzątać bałagan, jaki powstał wraz z początkiem sezonu. Nic z tego…

Dramat rozpoczął się już w 8. minucie spotkania. Błąd Pazdana, który zostawił zbyt dużo miejsca rywalowi zakończył się strzałem i w rezultacie bramką, strzeloną przez Patricka Stumpfa. 11 minut później było już 2:0. Bramkę strzelił Stelvio. Przed przerwą kontaktową bramkę zdobył Kante i w rezultacie Mistrzowie Polski zeszli do szatni przegrywając 2:1.

Druga połowa (a w zasadzie to tylko jej początek) to przewaga Legii, z której jednak nic nie wynikało. Gospodarze dość szybko „ugasili pożar”. W dzisiejszym meczu to luksemburczycy, tak jak podczas meczu w Warszawie wykazywali więcej ambicji, woli walki. Ba, nawet jeżeli chodzi o piłkarskie aspekty, to piłkarze Dudelange byli dużo lepsi od Legionistów.

Bramka Kante z 86. minuty poruszyła Legionistów. Ale to było tylko chwilowe. W tym momencie Legia pokazała, że szwankuje nie tylko czysto piłkarsko, ale również mentalnie.  Drużyna remisuje, do awansu potrzebuje jednej bramki. Legioniści zamiast wziąć się w garść i stwarzać akcje pod bramką rywala, stwarza okazje rywalom poprzez dziwne zagranie do bramkarza (np. zagranie Cafu do Malarza w końcówce meczu).

Znów to samo. Powtórka z pierwszego spotkania: brak umiejętności, brak zgrania, brak ambicji, brak walki. I głupie tłumaczenia trenera Sa Pinto, który po meczu stwierdza, że Legia przegrała przez sędziego. No tak. Był już wirus i grypa żołądkowa. Teraz trzeba zwalić winę na sędziego.

Przy Łazienkowskiej muszą przejrzeć na oczy. Słaba gra Legii nie jest spowodowana rozwolnieniem, negatywnymi wypowiedziami legend klubu czy dziennikarzy lub złym sędziowaniem. Legia sama w sobie jest po prostu słaba. Ale nikt z klubu tego nie widzi. I zdaje się, że jeszcze długo nikt tego nie zobaczy. Tak samo długo jak nie zobaczy polskiego klubu w europejskich pucharach.

Na koniec warto wspomnieć o „popisie” trenera Pinto, który w swoim stylu wystartował z pretensjami po meczu do sędziego, za co otrzymał czerwoną kartkę. Cóż, niesmak pozostał jeszcze większy…