staty

Zagłębie traci 3 pkt. w doliczonym czasie.

Zagłębie Lubin liderem Lotto Ekstraklasy, ale Piotr Stokowiec i jego piłkarze nie mogą być usatysfakcjonowani. W 13. kolejce tylko zremisowali 2:2 z Piastem Gliwice, dając sobie strzelić wyrównującą bramkę w doliczonym czasie gry.

Zwycięstwo z 12. kolejki (3:2 z Górnikiem Zabrze) pozwoliło Miedziowym wrócić do ścisłej czołówki Ekstraklasy. W Lubinie chcieli pójść za ciosem. Zdobycz punktowa z Piastem dawał prowadzenie w lidze przynajmniej do czasu meczu Górnika (piątek 20.30). A jeszcze niedawno piłkarzom Piotra Stokowca przydarzyła się mała zadyszka i seria straconych punktów.

Takich ambicji nie mieli gliwiczanie. Dla nich każde zdobyte oczko byłoby na wagę złota. Przecież na zwycięstwo czekali od sierpnia! Na razie nic nie dała zmiana szkoleniowca (Waldemar Fornalik za Dariusza Wdowczyka). Zespół utknął na dnie tabeli. Czy cokolwiek przemawiało za Piastem? Niewiele, bo do Lubina z różnych przyczyn nie przyjechali Konstantin Vassiljev, Jakub Szmatuła, Sasa Zivec, Uros Korun i Gerard Badia. W skrócie: pół podstawowej jedenastki.

Jak na luki w składzie i klasę rywala, Piast wyglądał nieźle. Wymieniał sporo podań w środku pola, potrafił przyspieszyć, nieźle dośrodkować. Po jednej z wrzutek Martina Konczkowskiego Michal Papadopulos uprzedził Bartosza Kopacza i wyrównał stan meczu. Po bramce niespecjalnie okazywał zadowolenie, w końcu przez pięć lat zakładał koszulkę Miedziowych i przeżył w Lubinie sporo radosnych chwil.

Powody do satysfakcji miał także król miejscowego obiektu, Jakub Świerczok. Jeżeli któryś z piłkarzy Zagłębia trafia w meczu u siebie, to z dużym prawdopodobieństwem jest to napastnik Miedziowych. Ósmy gol w tym sezonie, ósmy przed własną publicznością. W 7. minucie wygrał pojedynek główkowy i zamienił na bramkę dośrodkowanie Jarosława Kubickiego.

Zresztą przed przerwą Zagłębie stwarzało zagrożenie niemal wyłącznie po zagraniach górą. Gdyby zamiast Sasy Balicia w dwóch znakomitych sytuacjach znalazł się Świerczok, to gospodarze prowadziliby 3:1. A tak zeszli do szatni przy wyniku 1:1 i wcale nie mogli być pewni, czy odzyskają jeszcze prowadzenie.

Piotr Stokowiec nie czekał z założonymi rękami i od początku drugiej części zmodyfikował ustawienie na ultra ofensywne. Stopera Jarosława Jacha zastąpił napastnik Patryk Tuszyński. I absolutnie nie należy się temu dziwić, nikogo w Lubinie nie zadowalał remis z ostatnią drużyną tabeli.

Po ośmiu minutach drugiej połowy humory miejscowych poprawił Filip Jagiełło. Akcji Zagłębia było daleko do przemyślanej i zaplanowanej, ale koniec końców do piłki dopadł pomocnik i odpalił pocisk zza pola karnego. Zasłonięty Rusov nie miał szans.

Stracona bramka nie podcięła Piastowi skrzydeł. Szarpał nieco chaotyczny Joel Valencia, do sytuacji dochodził Papadopulos, blisko powodzenia był Aleksandar Sedlar. Kapitalne uderzenie, zmierzające w okienko, w jeszcze bardziej niesamowity sposób odbił Martin Polacek. Słowak pofrunął w górę i uratował Zagłębie, ale komplet punktów nie został na Dolnym Śląsku.

Wspomniany Valencia w końcu miał swój moment chwały. Lubinianom czkawką odbiły się ostatnie bardzo słabe minuty, w których dali się zepchnąć do defensywy. W doliczonym czasie gry Ekwadorczyk uciekł obrońcom w polu karnym, dopadł do zgrania Heberta i dał Piastowi bardzo cenny punkt.