staty

Żadnego zabitego, ale dwóch wciąż mocno rannych

Sytuacja Cracovii i Pogoni jest bardzo analogiczna, co widać w tym meczu momentami było aż za bardzo. Oba zespoły zagrały co prawda niebo lepiej niż w poprzedniej kolejce, jednak dalej im daleko do stwierdzenia, że jest dobrze. Długimi momentami gra jednej i drugiej drużyny wyglądała trochę na zasadzie cytatu ze średniej jakości filmów akcji „może i mi się nie uda, ale przy okazji ciebie też pociągnę na dno”.

Kosta Runjaić w pierwszych kolejkach miał sporo problemów, ale składy na każdy z meczów pokazują, że największy z nich siedzi chyba w bramce. W 4 kolejkach trener Portowców korzystał z trzech różnych golkiperów. Najwięcej cierpliwości miał do Jakuba Bursztyna, który wytrzymał w klatce dwa mecze. Łukasz Budziłek z kolei występem w Sosnowcu tak szybko jak wszedł do bramki, załatwił sobie powrót na ławkę rezerwowych. Dzisiaj szansę otrzymał Łukasz Załuska i obiektywnie patrząc dał trenerowi chyba najwięcej argumentów, porównując go z rywalami. Zadania nie miał zbyt łatwego, szczególnie w pierwszej połowie. Nie żeby Cracovia przeprowadzała jakieś huraganowe ataki, chociaż ten przymiotnik idealnie oddaje pogodę w Szczecinie. Wiatr zawiewał trochę jak w stereotypowym meczu ligi angielskiej w Stoke. Dość powiedzieć, że Załuska wybijając piłkę z „5-tki” bardziej niż na dokładnym zagraniu musiał się skupiać na tym, by ta piłka do niego z wiatrem nie wróciła.

Przy obu golach wyraźny udział miał Milan Dimun. Najpierw bardzo naiwnie podszedł do pojedynku ze Spasem Delewem, co Bułgar wykorzystał sprawnie wywalczając rzut karny. Jego wykorzystał oczywiście niezawodny Adam Frączczak i Pogoń miała wynik jakiego bardzo chciała. Problem w tym, że Pogoń zbytnio nie uczy się na swoich błędach. W poprzednich dwóch meczach rywale nie mieli dla niej litości i szybko dokładali kolejne gole, a Portowcy dzisiaj podali wręcz Cracovii pomocną dłoń. Wracając do Dimuna, to Słowak pomógł też drużynie w wywiezieniu ze Szczecina punktu. Przytomnie zgrał piłkę w tempu do Rapy, który ładnym strzałem z powietrza nie dał szans Załusce. Rumun błyskawicznie wyrasta na najlepszy letni transfer Michała Probierza, bo daje jakość od pierwszego założenia pasiastej koszulki.

Ciekawym przypadkiem jest Mateusz Wdowiak. Wychowanek Cracovii pod koniec tamtego sezonu był praktycznie na wylocie z klubu, dodatkowo na początku przygotowań złamał rękę przez co ominął go obóz z drużyną w Słowenii. W zespole więc został, ale miał na skrzydle być wyborem maksymalnie czwartym – po Zenjovie, Culinie, Zorrilli, a kto wie czy jeszcze nie po Stróżiku. Czas jednak pokazał coś innego. Hiszpana w klubie już nie ma, a dwaj pierwsi wymienieni zawodnicy nie zanotowali absolutnie żadnego udanego zagrania w trakcie swoich szans. Wdowiak najpierw zaliczył wejście z ławki z Arką, a dzisiaj wyszedł już w podstawowym składzie. No i był najlepszym piłkarzem drużyny. Powinien mieć na koncie asystę i bramkę, ale najpierw jego podanie zmarnował Hernandez, a w drugiej połowie Załuskę uratował słupek. Wchodził on w podobnym czasie co Bartosz Kapustka, ale w pewnym momencie ich drogi mocno się rozjechały. Teraz niespełna 22-latek ma szansę by ten dystans nadrobić.

W obu zespołach coś rusza do przodu, ale wydaje się, że minimalnie więcej optymizmu mogą mieć kibice z Krakowa. W drugiej połowie Cracovia wreszcie potrafiła robić to, czego jej brakowało w poprzednich meczach – często oddawać celne strzały. Niby tak niewiele, ale widać jak bardzo jest to ważne. Do oklasków wciąż jednak daleko, bo pierwszego zwycięstwa jak nie było tak nie ma.