statystykiwisleg

Zabójcza końcówka Pekharta. Wisła Kraków – Legia Warszawa 1:2

Po ciekawym i emocjonującym meczu Wisła Kraków przegrała na własnym stadionie z Legią Warszawa 1:2. Autorami bramek byli Yaw Yeboah, oraz niezawodny w tym sezonie Tomas Pekhart, który zdobył dublet w końcówce spotkania.

Jednym z najczęściej powtarzanych słów przez nowego szkoleniowca Wisły Kraków, Petera Hyballę jest pressing. W drugim meczu pod jego wodzą Biała Gwiazda wyszła na to spotkanie jako drużyna która chce prowadzić grę nie patrząc na jakość rywala. Od początku spotkania, to krakowianie starali się szybko doskakiwać do rywali stosując ów pressing. Z przodu dobrze prezentowali się Mak, Savić, oraz Yeboah. Ten ostatni w 12. minucie obrócił się z piłką w polu karnym i wyprowadził Wiślaków na prowadzenie. Parę minut później Wisła mogła prowadzić 2:0 po błędzie obrońców, lecz Brown Forbes wpadł na Artura Boruca, który zapobiegł zagrożeniu.

Od początku drugiej połowy na murawie pojawił się Chuca zastępując Maka. Jak później się okazało ta zmiana nie była złotym strzałem. Im dłużej trwało to spotkanie, tym ataki Wisły występowały coraz rzadziej i to Legia dochodziła do swoich sytuacji tak jak w 65. minucie, gdy Wieteska skierował piłkę do siatki, lecz sędzia Przybył odgwizdał pozycję spaloną. Nie był to także szczęśliwy dzień dla Brown Forbesa, który w drugiej połowie mógł nawet skompletować hat-tricka w doskonałych sytuacjach, lecz nie trafił do bramki Legionistów ani razu. W 80. minucie nastąpiła sytuacja zwrotna tego spotkania. Chuca sfaulował w głupi sposób Luquinhasa w polu karnym. Efektem tego zagrania był rzut karny wykorzystany przez Pekharta. Ta bramka dodała skrzydeł Legionistom i w 89. minucie, Czech strzelił swoją drugą bramkę w tym spotkaniu uderzeniem głową.

Legia uciekła spod topora i kontynuuje swoja świetną serię umacniając się na fotelu lidera. A Wisła? Świetna pierwsza połowa, chyba najlepsza w tym sezonie. Intensywny pressing, chęć prowadzenia gry, wysoka aktywność drugiej linii. W drugiej części spotkania bardzo widoczny był spadek aktywności zawodników ofensywnych jak np. Savić, oraz kompletnie niewidoczny Chuca, który sprokurował rzut karny. Duża nieskuteczność kostarykańskiego napastnika sprawiła, iż Wisła mogła zamknąć ten mecz na początku drugiej połowy. Pod okiem trenera Hyballi widać znaczną zmianę wizji gry, lecz na pełny obraz musimy poczekać na rundę wiosenną, gdyż jak wiadomo nie od razu Kraków zbudowano.