Reprezentacja

Wyrób meczopodobny w Gdańsku. Polacy przegrywają z Meksykiem

Czy od początku sezonu 17/18 były gorsze mecze, niż ten? Były. Nie da się jednak wmówić, że spotkanie wgniatało w fotel i zmuszało do nerwowego obgryzania paznokci. Podsumowując jednym słowem – mizeria.

Dobre były tylko pojedyncze momenty. Groźny strzał Linettego, ciekawe uderzenie Zielińskiego z wolnego, niezła współpraca Rybusa z Makuszewskim, zakończona strzałem tego pierwszego. Bardziej niż to zapamiętamy niestety akcję, po której padła bramka dla Meksyku. Piłka odbijająca się między naszymi obrońcami, spadająca pod nogi Jimeneza, który przylutował tak, że nie dał większych szans Szczęsnemu. Dodając do tego dość spektakularne pudło z woleja Zielińskiego – oto skrót całego meczu. Naprawdę ciężko coś więcej dodać. Meksykanie też nie robili wiele, by porwać publiczność w Gdańsku.

Obyło się bez kontuzji. Patrząc na ten mecz, można było odnieść wrażenie, że to był główny jego zamiar. Dostaliśmy powody do optymizmu? Niespecjalnie, w końcu przez 180 minut nie zdobyliśmy bramki. Widać, że ofensywa bez Lewandowskiego traci więcej, niż 23% jakości. Nie ma też jednak co bić przedwcześnie na alarm – jak podsumował komentator, reprezentacja w takim zestawieniu prawdopodobnie już nigdy nie zagra. Mało prawdopodobne, że Jach, Kędziora, czy Świerczok będą kluczowymi ogniwami naszej kadry za pół roku. Nie można powiedzieć, że zagrali tragicznie, co to to nie – drugi garnitur pokazał jednak, jak duża jest przepaść między nimi, a naszą najmocniejszą jedenastką. Zostając przy garderobie – to jak postawić obok siebie garnitur od Armaniego, a ten bazarowy. Przepaść w jakości.