Wykorzystać szansę.

Już o 20:00 Mistrz Polski stanie przed szansą wyeliminowania zaprzyjaźnionego BATE Borysów. Rywal w Borysowie nie postawił wcale wygórowanych warunków, jednak nie oznacza to, że dzisiaj będzie równie łatwo. Bramkowy remis uzyskany przed tygodniem jest niezłym rezultatem, jednak nie na tyle, aby popaść w hurraoptymizm.

Zwłaszcza że w sobotę gliwiczanie dosyć gładko przegrali Superpuchar Polski z Lechią Gdańsk. Wprawdzie Waldemar Fornalik desygnował do pierwszej „jedenastki” zaledwie pięciu zawodników, którzy zaczęli mecz w Borysowie, ale wynik idzie w świat. Mistrz Polski nie był wcale gorszy od gdańszczan, jednak popis ich nieskuteczności nie mógł inaczej się zakończyć. W tak zwanym międzyczasie Piast zakontraktował Bartosza Rymaniaka. 29-latek przyszedł do ekipy „Piastunek” jako wolny zawodnik. Bez wątpienia wzmocni prawą stronę defensywy, która nie jest obsadzana nominalnymi prawymi obrońcami (zarówno Pietrowski jak i Mokwa są pomocnikami). Jeśli Rymaniak nawiąże do najlepszych momentów w Koronie, w Gliwicach będą mieć z niego wiele pożytku.

Znowu znajdzie sposób na BATE?
Znowu znajdzie sposób na BATE?

Ekipa z Borysowa do rewanżu będzie podchodziła w dużo lepszych nastrojach. Nie dość, że w lidze pokonali Torpedo Zhodnino 4:1 (dla BATE strzelali: Milić, Dragun, Staszewicz, Skawysz), to w dodatku powrócili na fotel lidera, który dosyć długo zajmował Dynamo Brześć. W obliczu półmetku sezonu na Białorusi, który przypada w tym momencie, informacje te bez wątpienia uskrzydlają piłkarzy z Borysowa. Na korzyść Piasta przemawia fakt, że nie zagra jeden z najbardziej doświadczonych graczy rywala – Stanisław Dragun. 59-krotny reprezentant Białorusi oprócz zdobycia bramki, „zasłużył się” w polowaniu na nogi piłkarzy Piasta. W takiej sytuacji jego absencja w Gliwicach może być tylko dobrą informacją. Co ciekawe, Dragun wyleciał z boiska z powodu…ostrej dyskusji z arbitrem. Piast wywiózł dobry rezulat z Borysowa, jednak zaliczka ta jest dosyć myląca. Polskie kluby w ostatnich latach mogły się przekonać, że wyjazdowy remis 1:1 w pierwszym meczu jest zaledwie połową sukcesu. Najlepszymi przykładami są dwumecze Legii ze Steauą w 2013 roku (u siebie remis 2:2, eliminacja przez bramki wyjazdowe) czy też Jagiellonii z Gabalą w 2017 roku (porażka 0:2 w Białymstoku). Co łączy te dwie historie? Oba te wyjazdowe remisy zostały uzyskane po dobrej grze z faworyzowanym rywalem. Oby „Piastunki” nie zafundowały nam powtórki z rozrywki.