clj

Wykorzystać potencjał i pójść drogą Kapustki – ważny sezon młodzieży z Cracovii

Co łączy Radosława Kanacha, Sylwestra Lusiusza i Sebastiana Stróżika? Dwa najszybciej przychodzące do głowy przykłady to rok urodzenia i medal Centralnej Ligi Juniorów. Dla całej trójki zaczynający się w najbliższy weekend sezon będzie najważniejszym w dotychczasowej przygodzie z piłką.

To trio było fundamentem świetnie wyglądającego w minionym sezonie zespołu juniorów – razem 77 meczów i 24 gole w CLJ, a zespołowo zdobyte srebrne medale. Ten sukces był idealnym zwieńczeniem wieku juniora, ma być też jednocześnie pierwszym krokiem w kierunku poważnej roli w Ekstraklasie. Cracovia nie ma zespołu rezerw, więc w tym momencie występy w pierwszej drużynie to w praktyce jedyna szansa na grę dla zawodników z roczników 1999 i starszych, nie licząc ewentualnych wypożyczeń. Amerykanie mają na to wymowne określenie – make it or break it. Przekładając na polski, chyba trzeba byłoby użyć sympatycznego „wóz albo przewóz”.

Cała trójka debiut w Ekstraklasie zaliczyła w 2017 roku – Kanach w kwietniu, Lusiusz w sierpniu, Stróżik w grudniu. Kanach pierwszy mecz zagrał jeszcze za kadencji Jacka Zielińskiego, zresztą ten trener mocno w niego wierzył. Na 5 szans jakie otrzymał wiosną sezonu 16/17, w trzech z nich grał pełne 90 minut. Zaufanie miał spore, bo w podstawowym składzie wyszedł nawet na mecz z Legią Warszawa. Tam otrzymał co prawda dosyć mocną lekcję od Miroslava Radovicia, co skończyło się szybko złapaną żółtą kartką i zmianą, ale wydawało się, że regularna gra dla niego będzie formalnością. Sezon się jednak skończył, zmienił się trener i Kanach musiał swoją pozycję budować praktycznie od początku. Teraz może zebrać tego owoce.

Swojego debiutu najlepiej z pewnością nie wspomina za to Sylwester Lusiusz. Stał się on jedną z pierwszych „ofiar” VAR-u w naszej lidze, a już na pewno pierwszym wyraźnie pokrzywdzonym przez złą analizę video. Szymon Marciniak najpierw błędnie odgwizdał jego rzekomy faul na Michale Charpku, a po podejściu do monitora zmienił dodatkowo decyzję na rzut karny przeciwko Cracovii. To wszystko działo się w samej końcówce meczu we Wrocławiu, który Cracovia ostatecznie przegrała 2-1. „W polskiej piłce nie warto stawiać na młodych graczy. Sędzia popełnia błąd, a potem wszyscy mają do takiego piłkarza pretensje” – wściekał się wtedy Michał Probierz. Później przyszły dwa kolejne ciosy – w pucharowym meczu z Zagłębiem dostał szansę od początku, ale mecz kompletnie mu nie wyszedł i trener zdjął go z boiska jeszcze przed przerwą, na koniec przytrafiła mu się dosyć uciążliwa kontuzja kostki przez którą stracił końcówkę roku. Sporo przeżyć jak na 19-latka. Wrócił silniejszy. Psychika to mocna strona „Luska”, bez dwóch zdań.

Najmniej „wrażeń” z Ekstraklasy ma na koncie Stróżik, ale też wydaje się, że to on jest w tym momencie najbliżej gry. Ma za sobą świetny sezon, gdzie był czołowym napastnikiem CLJ. W końcówce rozgrywek dostawał też szanse w Ekstraklasie, gdzie zostawił po sobie dobre wrażenie radząc sobie w roli skrzydłowego. Właśnie ta uniwersalność może być jego przepustką do gry, bo w Cracovii skrzydła w porównaniu do środka pola, gdzie występują Kanach i Lusiusz, wyglądają dosyć blado.

Każdego z nich na oku ma z pewnością też Jacek Magiera, oczywiście w kontekście przyszłorocznych Mistrzostw Świata U-20, które odbędą się w Polsce. Cała trójka z Cracovii ma za sobą debiuty w rok młodszej reprezentacji, więc są naturalnymi kandydatami do powołania. Do tego będzie jednak potrzebna regularna gra.

Kanach, Lusiusz i Stróżik w samej Cracovii mają przykłady różnych dróg jakimi można podążyć po dobrych występach w juniorach. O tym jak niewielkie przełożenie na seniorów może mieć sukces w CLJ pokazuje przykład vice-mistrzów Polski z roku 2014. Kontakt z pierwszą drużyną Cracovii ma jedynie Szymon Kiebzak, który przed tym sezonem wrócił po czasie spędzonym w Garbarni Kraków. Nie można też zachłysnąć się niezłymi występami w Ekstraklasie, o czym kilka słów mógłby im powiedzieć Mateusz Wdowiak. W podobnym do nich wieku debiutował w lidze, zbierał pochlebne opinie, ale w pewnym momencie jego rozwój się zatrzymał. Skrzydłowy popadł w przeciętność, po wyleczeniu kontuzji może mieć problem ze znalezieniem sobie miejsca w klubie. Startował on z tego samego pułapu co Bartosz Kapustka, któremu co prawda zagraniczny epizod na razie nie idzie po myśli, ale do momentu wyjazdu jego kariera przebiegała w sposób taki, o jakim marzą nastolatkowie.

Oprócz wspomnianej wyżej trójki, nad którą postanowiłem się głównie skupić, o swoje chce walczyć też spora grupa ich kolegów z zespołu CLJ  – Robert Ożóg, Adrian Kajpust, Radosław Kruppa, Michał Wiśniewski, Michał Rakoczy, Jakub Majchrowicz czy przede wszystkim mający za sobą pierwszy błysk w Ekstraklasie Daniel Pik. Nie mam zamiaru powtarzać banałów o tym, że muszą oni sumiennie pracować i czekać na swoją szansę, bo jeśli oni by tego nie wiedzieli, to by znaczyło, że pisanie tego tekstu nie miało najmniejszego sensu. Ale oni to wiedzą. Trafili na najlepszy moment by to wykorzystać i na osobę, która najlepiej może pomóc im to zrobić. Pod okiem Michała Probierza przez rok już wykonali spory skok jakościowy, ale będą potrzebowali kolejnego by na stałe zaistnieć. Wszystko w ich nogach, bez prowadzenia za rękę. To może być ich sezon.

 

 

fot. główne: cracovia.pl