IMG_0617

Wszystkie piłki prowadzą do Rzy… Krakowa. Milicyjna sprawa.

Po zakończeniu II wojny światowej w Polsce zapanował komunizm. Wiązało się to z gospodarką centralnie planowaną i licznymi państwowymi firmami, ośrodkami czy zakładami. Podobny los spotkał kluby. I tak wojskowym klubem została Legia czy Śląsk, a milicja zawitała do krakowskiej Wisły. Jak wyglądał ten okres klubu, który przed wojną był mocno przywiązany do polskości? 

 

Jak już wiemy w Krakowie nie odpuszczono piłki i w latach 1939-1945 obywały się regularnie derby. Nie powinno więc dziwić, że gdy “wyzwalano” nas z pod okupacji niemieckiej to po raz kolejny rozegrano derby. Ich wyniku jednak nikt nie pamięta. Te spotkania opłaciły się krakowskim klubom, bo to one zajęły pierwsze dwa miejsca we wznowionej lidze w roku 1948. Mistrzostwo zdobyła wówczas Cracovia, a za jej plecami uplasowała się Wisła. Jednak trudny czas dopiero nachodził. 

Gwardia 

Kiedy różne kluby były finansowane przez państwowe kopalnie lub wojsko, Biała Gwiazda trafiła pod szyld Milicji Obywatelskiej, a jej prezesem został komendant wojewódzki. Poskutkowało powstaniem Gwardii Kraków z nowym herbem i nowymi czerwono – niebieskimi strojami. Porażka w negocjacjach z PKP, mała ilość czasu i strach przed likwidacją doprowadziły do milicyjnego obrazu klubu, który to jest wytykany po dzień dzisiejszy.  

W skutek wcielenia TS-u w szeregi ZS Gwardia, sportowcy dostali etaty milicyjne, a ich “przynależność” była widoczna nie tylko poprzez kolor spodenek. Przed spotkaniami Wisły można było oglądać popisy krakowskich policjantów, a z trybuny honorowej patrzył Józef Stalin. W tamtych czasach każdy klub musiał być w mniejszym czy większym stopniu kontrolowany przez władzę. Szczególnie tak zasłużony i narodowy jak Biała Gwiazda. Dlatego też przedstawiciele towarzystwa zrezygnowali z udzielania się w polityce i skupili na sporcie. Swoje ponieśli też piłkarze, wobec których stosowano represje i sam Reyman musiał swoje odsiedzieć. 

Słynny 51 

Najwięcej mistrzostw ma w tym momencie Górnik, Legia i Ruch. Jednak jeśli policzymy same zwycięstwa w lidze to Wisła zastąpi Ruch. Dokładnie 70 lat temu doszło do wyjątkowej sytuacji, kiedy to tytuł mistrza został przyznany za puchar kraju (wówczas reaktywowany) zamiast za sukces w najwyższej klasie rozgrywkowej. Powodu szuka się w patronacie samego prezydenta nad pucharem. Do dziś ten temat budzi kontrowersje, ale wydaje się być już nie do zmienienia. 

Lekki żywot 

Dziś by być najlepszym trzeba dużo pracować, wyrzekać się, poświęcać. W tamtych czasach było jednak inaczej, a ilości alkoholu kojarzone teraz z ligami amatorskimi, były wtedy obecne i wyżej. Pierwszy powojenny trener zza granicy, Josef Kuchynka, kiedy widział ,,wczorajszego” delikwenta miał w zwyczaju dawać mu kolejny komplet ubrań i dokładać okrążenia do biegania. Z czasem taki sposób bycia zaczynał się odbijać.  

Andrzej Iwan wspominał kiedyś jak w czasach początków strajków chciano zmienić im trenera na bardziej wymagającego. Zawodnicy mieli się tego bać i postanowili założyć opaski i zacząć strajk. Nie zdawali sobie jednak sprawy z sytuacji w kraju. Przyjechali więc odpowiedni ludzie i obiecał pozostawić trenera jeśli tylko utrzymają miejsce gwarantujące puchary i nie będą protestować. 

Sielankowy nastrój utrzymywał się do lat 90. W różnych wypowiedziach możemy usłyszeć, że gdyby nie alkohol i złe prowadzenie to tytułów mogłoby być więcej.  

 

Kryzys, kryzys, kryzys 

W swojej historii Biała Gwiazda spadała do 2 ligi trzy razy. W roku 1964, 1985 i 1994. Każdy raz jedną z głównych przyczyn było złe zarządzanie. Jednak często Milicja miała inne rzeczy do roboty niż zajmowanie się klubem piłkarskim i takie były efekty. Pierwszy raz był traktowany jako kubeł zimnej wody. Postawiono wówczas na szkolenie młodzieży i dzięki temu do Wisły trafił choćby śp. Adam Musiał. 

Później już tak dobrze nie wyglądało. Za drugim razem na awans czekano 3 lata, by po 6 znów spać na kolejne dwa sezony. Wtedy była też największa posucha w zdobywaniu trofeów. Na mistrzostwo czekano bowiem aż 21 lat. Tym samym patronat milicyjny nie okazał się taki dobry, jak wojskowy czy kopalniany. Swoje odczuwali też sportowcy towarzystwa. Zdarzało się, że w latach 80 zawodników niektórych sekcji wysyłano na miasto, bo przecież byli na etatach w MO.  

Tak więc okres ten wcale nie był kolorowy dla Wisły, choć narzekać zbytnio też nie mogła. Na całe szczęście miał pojawić się ktoś pragnący przywrócić dawną chwałę, a nawet zrobić coś więcej.