craxa zabrze

Wolsztyńscy byli blisko, ale SuperPiątek uratował Cracovię

Jeśli ktoś was kiedyś zapyta czemu tęsknicie za Ekstraklasą to nie silcie na jakieś wielkie elaboraty. Po prostu pokażcie takiej osobie skrót dzisiejszego meczu. Powinno wystarczyć.

No było tu po prostu wszystko. Gonitwa jednych za drugimi, bramki w samej końcówce, rzuty karne, czerwona kartka. W niektórych momentach kibice mogli poczuć się jak na meczu tenisa, tak musieli się naruszać głową za kolejnymi akcjami. Górnik w kontrach wyglądał dzisiaj bardzo dobrze, ale w jednym z kluczowych momentów zabrakło trochę skuteczności. Tuż po kontaktowej bramce Piątka piłkę na dobicie Pasów miał na nodze Kurzawa, ale przegrał pojedynek z Sandomierskim.

Cracovia z kolei po raz kolejny zaczęła świetnie. Przez pierwsze 20 minut Zabrzanie wyglądali trochę jak kojot goniący za strusiem pędziwiatrem, tak raz po raz uciekali im Mihalik czy Zenjov. Zresztą sama bramka. Podanie Szczepaniaka w stylu Pirlo z najlepszych lat w Juventusie, a Zenjov mógł zaimponować spokojem i precyzją przy strzale. Problem jednak w tym, że ta bajka trwała jakieś 20 minut. Po tym czasie Cracovia kompletnie siadła, jakby czekała na ponowne załadowanie paska energii. Górnik nie miał zamiaru tego zmarnować i zadał dwa ciosy. Oba to potwierdzenie pewnej zasady: W Cracovii zmieniają się trenerze, zawodnicy, działacze a obrona jak była tak dalej jest dziurawa.

Po przerwie Pasy wyglądały tak, jakby wciąż byli zamroczeni po gongu od Wolsztyńskiego do szatni. Gra kompletnie się nie kleiła, nawet przy najprostszych zagraniach brakowało dokładności. Swoistego hat-tricka skompletował za to Piotr Malarczyk. Błędy przy dwóch pierwszych bramkach, w międzyczasie na boisku pojawił się drugi z braci Wolsztyńskich więc stoper Cracovii chyba uznał, że jemu także podaruje prezent by nie poczuł się niedoceniony. I Rafał chętnie z tego skorzystał.

Malarczyk do bazy zjechał w 80 minucie, bo tyle czasu cierpliwość zachowywał Michał Probierz. Wtedy w rolę tych dających prezenty wcielili się stoperzy Górnika, dwukrotnie w dosyć prostych sytuacjach sprezentowali rywalom rzuty karne. Krzysztof Piątek od nietrafionego wapna w meczu w Tychach ciągle nie zmienia rogu, ale też się nie myli więc Cracovia uratowała punkt. Po ogromnych męczarniach. Trener Probierz po tym meczu raczej w notesie z rzeczami do poprawy zamiast wykreślać, to musi jeszcze kilka rzeczy dopisać.