indeks

Włodzimierz Lubański – zmarnowany geniusz

Włodzimierz Lubański – legenda polskiej piłki, najlepszy strzelec w historii polskiej reprezentacji narodowej i Górnika Zabrze, mistrz olimpijski z Monachium. Czy można zatem uznać go za jeden z najbardziej zmarnowanych talentów polskiej piłki?

Kiedy jako nastolatek Lubański zmieniał GKS Gliwice na Górnika Zabrze, wiadomo było, że ma nieprzeciętny talent piłkarski, wszak był już wtedy młodzieżowym reprezentantem Polski. Już w debiucie, w którym zdobył swoją pierwszą bramkę dla „górników” – mając zaledwie 16 lat – tylko potwierdził swój ogromny potencjał, który zaowocował jeszcze tego samego roku (1963) powołaniem go do seniorskiej reprezentacji Polski. Debiutując w brawach narodowych w meczu przeciwko Norwegii, miał 16 lat i 228 dni, co do dziś pozwala mu cieszyć się tytułem najmłodszego zawodnika, który wystąpił w koszulce z orłem na piersi, a ponieważ w tym wygranym aż 9:0 meczu zdobył jedną z bramek, pozostaje również najmłodszym strzelcem gola dla naszej drużyny narodowej.

Czy można więc uznać piłkarza, który pochwalić się może zdobyciem między innymi 7 mistrzostw krajowych, olimpijskim złotem i wielokrotnym notowaniem na prestiżowej liście najlepszych piłkarzy Europy według magazyny „France Football”, za talent zmarnowany?

W przypadku Lubańskiego niestety można, a najbardziej boli to, że jego talent zmarnowały nie tylko fatalne kontuzje, ale przede wszystkim panujący w ówczesnej Polsce system polityczny.

Kiedy w 1970 roku Górnik Zabrze dotarł do finału Pucharu Zdobywców Pucharów, gdzie przegrał z Manchesterem City, 23-letni wówczas Włodek przykuł uwagę skautów wielkiego Realu Madryt, którzy za polskiego napastnika zaoferowali niebotyczną wówczas kwotę miliona dolarów. Co więcej, transfer Polaka przyjechał negocjować do Warszawy sam prezes Królewskich. Zaraz, do Warszawy? Przecież Lubański grał w Górniku!. No właśnie, lata 70. to w naszej ojczyźnie lata głębokiej komuny, więc zgodę na wyjazd młodego, bardzo zdolnego sportowca za granicę wyrazić musieli Komitet Centralny PZPR i minister sportu. Jak nietrudno się domyślić, zgody takiej Lubański nie dostał, ba, nie wiedział nawet, że takie negocjacje miały miejsce.

W książce „Włodek Lubański – Legenda Polskiego Futbolu” będącej zarazem autobiografią piłkarza, jak i zbiorem wywiadów z nim gliwiczanin wspomina: „W ramach pomocy dzieciom UNICEF zorganizował kiedyś mecz Europa – Ameryka Południowa. Występowałem w jednej drużynie z Cruyffem, Victorem czy Amancio (…), siedzieliśmy potem, rozmawiając przy kieliszku szampana, kiedy Amacnio zapytał, czy nie chciałbym grać dla Realu. Odpowiedziałem, że i tak nikt mnie z Polski nie wypuści, traktując całą tę propozycję w kategorii dowcipu. Dopiero po latach dowiedziałem się, że Hiszpanie rzeczywiście byli w Warszawie negocjować mój transfer (…). Kiedy dziś widzę, jak wiele rzeczy się zmieniło, ogarnia mnie złość, że przez czyjąś decyzję przeszła mi koło nosa kariera o wiele wspanialsza od tej, która stała się moim udziałem”.

Włodzimierz Lubański obecnie
Włodzimierz Lubański obecnie

Lubański pecha miał również do poważnych kontuzji, które szczególnie prześladowały go w meczach międzynarodowych. W 1971 roku w czasie meczu sparingowego z Hiszpanią, biegnąc za piłką, nastąpił na nierówność boiska, stracił równowagę i upadł na murawę. Okazało się, że naderwał wiązadła stawu skokowego oraz uszkodził torebkę stawową. „Pierwszą kończynę Rzeczypospolitej”, jak zwykły pisać media o lewej nodze Lubańskiego, zapakowano w gips.

Pech chciał, że zaledwie kilkanaście dni później Górnika Zabrze czekało bardzo ważne spotkanie z Manchesterem City. Lubański nie tylko wbrew zaleceniom lekarzy pozbył się gipsu wcześniej, ale zdecydował (chociaż pod dużą presją trenera i kolegów), że wystąpi w tym spotkaniu. Chociaż może wydawać się to nieprawdopodobne, Lubański nie tylko rozegrał tego dnia całe spotkanie, ale zdołał też strzelić bramkę, chociaż kosztowało go to odnowienie groźnej kontuzji.

„Po zdobyciu bramki płakałem, ale wcale nie z radości. Przed strzałem oparłem ciężar ciała na lewej nodze i wiązadła znowu nie wytrzymały” – wspomina.

Trudno jest więc zrozumieć, dlaczego Lubański kontynuował występ, zwłaszcza że nawet trener Górnika, który na przedmeczowej oprawie niemal zmusił go do gry, w przerwie wysłał na rozgrzewkę rezerwowego napastnika.

W drugiej połowie po kolejnym ostrym starciu z angielskim zawodnikiem Włodek pada na murawę, a koledzy z zespołu podbiegają by ułożyć z rąk „koszyczek” i znieść go do szatni. Ponownie jednak Lubański zrywa się z ziemi i chce grać, choć jak sam wspomina: „Nie miałem już kompletnie siły. Nogę miałem jak z ołowiu”. Po meczu Lubańskiemu ledwie wystarczyło sił, żeby zejść do szatni. „To była droga przez mękę. Włodek zataczał się, podpierał o ściany. Dotarłszy do szatni nie miał nawet siły usiąść, po prostu zwalił się na ławkę”. – Możemy przeczytać we wspomnianej już książce.

Najgorsze miało jednak dopiero nadejść. Dokładnie 6 czerwca 1973 roku w meczu Polska – Anglia. Wyjątkowego pecha miał Lubański do gry z Anglikami. Synowie Albionu w tamtych czasach byli jedną z najbrutalniej grających drużyn na świecie, a prym w tym wiódł Roy McFarland. Mecz w Chorzowie układał się dla Polaków znakomicie, prowadzili 2:0, a jedną z bramkę zdobył nie kto inny, jak Włodek Lubański. Z każdą uciekającą minutą Anglicy czuli, że wali im się grunt pod nogami. Zaczęli grać ostro i bez żadnego poszanowania przeciwników, czego ofiarą miał niestety, po raz kolejny, zostać najlepszy polski napastnik.

64 minuta spotkania, niesiony okrzykami wiwatującego tłumu Lubański pędzi lewym skrzydłem w stronę bramki i wtedy…

(akcja od 15 sekundy klipu)

”Czuję uderzenie w nogi. Tracąc równowagę trafiłem na jakąś nierówność terenu i dosłownie usiadłem całym ciężarem ciała na nodze. Trzask był okrutny, jakby łamała się gałąź. To już koniec – pomyślałem”

Włodek w barwach KSC Lokeren
Włodek w barwach KSC Lokeren

Lubański trafia do szpitala w Katowicach. Tam jednak sztab medyczny zaaferowany transmisją telewizyjną meczu nie przeprowadza szczegółowych badań, a jedynie usztywnia nogę piłkarza i… odsyła z powrotem na stadion. Ta decyzja lekarzy miała mieć przemożny wpływ na dalszą karierę Lubańskiego. Mający wówczas zaledwie 26 lat przez następne 2 lata miał zmagać się z ciężką rehabilitacją, która nigdy jednak nie pozwoli mu wrócić do szczytowej formy.

Dwa lata później Lubański opuszcza Ekstraklasę. Podpisuje kontrakt z belgijskim KSC Lokeren, z którym nie osiąga już żadnego poważniejszego sukcesu. Wraca jeszcze do reprezentacji narodowej, jednak będący wtedy menadżerem Jacek Gmoch traktuje go głównie jako gracza rezerwowego. Włodek jedzie jeszcze wprawdzie na mundial do Argentyny, jednak Polacy żegnają się z turniejem już w drugiej rundzie. Po zakończeniu mistrzostw Włodek ostatecznie kończy swoją reprezentacyjną karierę. Swoją wspaniałą karierę klubową kończy wprawdzie dopiero 5 lat później, mając 39 lat, wydaje się jednak, że „prawdziwa” kariera Włodka zakończyła się pechowego 6 czerwca 1973 na Stadionie Śląskim, tym samym, na którym zdobył swoją pierwszą bramkę dla Biało-Czerwonych.

Chociaż Włodzimierz Lubański to bez wątpienia jeden z najwybitniejszych piłkarzy w historii nie tylko polskiej, ale i światowej piłki nożnej, system polityczny, w którym przyszło mu żyć, liczne kontuzje i zwykły pech nigdy nie pozwoliły mu na taką karierę, o jakiej marzył i na którą zasługiwał. I chociaż za talent całkowicie zmarnowany uznać go nie można, to za talent niewykorzystany w pełni już tak. A szkoda, naprawdę szkoda.