Missing image

Wielki comeback Nafciarzy w derbach Wisły. Wciąż stuprocentowa skuteczność Ojrzyńskiego

Określenie „strażak” może być co prawda krzywdzące, jednak nie da się ukryć – Leszek Ojrzyński znów robi swoje w świetnym stylu. Objął Wisłę Płock na miejscu spadkowym i zrobił 9 punktów w 3 meczach. Dzisiaj 3 punkty wywiezione z Krakowa, choć nie da się ukryć – spory w tym udział miał Łukasz Burliga.

Sytuacja kadrowa Wisły była dramatyczna, kontuzje, kontuzje, jeszcze raz kontuzje. W pierwszym składzie zagrali zawodnicy tacy jak Szot i Grabowski – niejednemu kibicowi Białej Gwiazdy te nazwiska zapewne niewiele mówią.

A jednak nic nie wskazywało na happy end dla płocczan, kiedy w 36.minucie Krzysztof Drzazga po raz drugi asystował przy bramce Sławomira Peszki, który przeżywa w Krakowie swoją drugą młodość (niektórzy mogliby zacząć domagać się powołania do kadry, gdyby nie to, że zakończył w niej już karierę). Jednak jeszcze przed przerwą gola kontaktowego zdobył Szwoch, zaś zaraz po przerwie Łukasz Burliga dostał „czerwo”. I choć nie było to tak brutalne zagranie (najpierw trafiona piłka, do tego Burliga ewidentnie chował nogę), tak było to tak bardzo nierozważne zagranie, że kartka w tym kolorze jednak zasłużona.

Wtedy obudził się Płock, a konkretniej obudził się Oskar Zawada, który znów strzelił gola. Ba, strzelił dwa gole! Ba, w przeciągu 7 minut! Ba, pierwszego zaledwie 6 minut po wejściu na boisko!

Walka o Ekstraklasę w Płocku wciąż trwa, jasne. Jednak Ojrzyński nie dość, że znacząco poprawił pozycję Nafciarzy w tej walce, tak po prostu ciężko sobie wyobrazić spadającą Wisłę z tym Panem.