adb7b02f14fbd

Wejście smoka Ojrzyńskiego. Zagłębie już CHYBA NAPRAWDĘ może się witać z powrotem z I ligą

Któryś już raz można napisać: „teraz to Zagłębie już nie ma szans na utrzymanie”. Ekipa z Sosnowca wcześniej udowadniała wiele razy, że nie można ich lekceważyć, ale teraz… teraz naprawdę będą mieli ciężko.

Mecz z Wisłą Płock był prawdziwym meczem o życie. Tak, każdy mecz dla Zagłębia był meczem o życie, no ale to było starcie z ekipą będącą wyżej o zaledwie jedną lokatę. Starcie dwóch najgorszych ekip. I Zagłębie, pomimo absencji Pawłowskiego, weszło w ten mecz naprawdę dobrze.

Czwarta minuta gra, cyk, Możdżeń do Olafa Nowaka, cyk, 1:0. Wtedy hasło „Sosnowiec w Ekstraklasie na następny sezon” stawało się coraz mniej abstrakcyjne. Do czasu.

4 minuty, tyle cieszyli się gospodarze z prowadzenia. Furman z rożnego, główka Łasickiego i mamy 1:1. Całkiem nieźle, jak na pierwsze 8 minut gry.

Z minuty na minutę rozkręcała się Wisła. Efekty tego przyszły jeszcze w pierwszej połowie, przy niemałej pomocy Cichockiego, który fatalnym kiksem przysłużył się, że gola zdobył… Oskar Zawada.

To był ten moment, że Zagłębie już siadło. Tak jakby przestali wierzyć w powodzenie „Misji: Utrzymanie”. Wisła zaczęła grać coraz lepiej i w końcówce dopięła swego: gola strzelił… Kuświk (klękajcie narody). Niewygodny strzał po ziemi Furmana z wolnego, bramkarz Zagłębia wybija piłkę przed siebie, dobiega do niej Kuświk i podcinką pokonuje golkipera.

Wejście Ojrzyńskiego? 2 mecze, 6 punktów.