Puchary-eu

W Poznaniu cudu nie było. Lech żegna się z Ligą Europy.

Miał być cud, niestety się nie udało. Lech Poznań nie zdołał odwrócić losów dwumeczu i przegrał u siebie z lepszym KRC Genk 1-2.

Mecz jeszcze się nie zaczął, a Lech już miał problemy. Wołodymyr Kostewycz złapał kontuzję na rozgrzewce i w jego miejsce na placu gry od pierwszych minut pojawił się Vujadinović. Awaryjnie na lewe wahadło został przesunięty Vernon de Marco, który w ofensywie z pewnością nie daje tyle co Ukrainiec.

Od początku spotkania Belgowie narzucili swój styl gry. Kolejorz bardzo chciał, ale na chęciach się kończyło. Zawodnicy Genku nie dopuszczali Lechitów do swojego pola karnego i raz po raz zagrażali bramce Jasmina Buricia. Wszelkie nadzieje zostały rozwiane w 20. minucie. Złe wybicie Vujadinovicia wykorzystał Ndongala, który świetną piłką obsłużył Samattę. Piłkarze Lecha byli wyraźnie spóźnieni i Tanzańczyk z łatwością wbił piłkę do siatki. Kolejorz w tym momencie potrzebował już 4 bramek, aby myśleć o awansie, a w 29. minucie problemów ciąg dalszy. Kontuzjowanego Tomasa Rogne zastąpić musiał Maciej Orłowski. Plan Ivana Djurdjevicia na to spotkanie jeszcze bardziej zaczął się sypać. W końcówce pierwszej połowy wydawało się, że Lech powoli staje na nogi. Kilka dobrych dośrodkowań i strzałów ze strony Lechitów. To mogło wlać nieco nadziei w serca licznie zebranych kibiców na trybunach stadionu przy ulicy Bułgarskiej. W najmniej oczekiwanym momencie Kamil Jóźwiak popełnił fatalny błąd we własnym polu karnym. Stracił piłkę i chcąc naprawić całą sytuację, sfaulował Ndongalę. Jedenastkę na bramkę zamienił Trossard i Poznaniacy musieli schodzić do szatni z dwubramkowym bagażem. Na drugą odsłonę gry Lechici wyszli bardzo zmotywowani, chcąc pozostawić po sobie dobre wrażenie. Pierwsze minuty zdecydowanie należały do Kolejorza. W 50. minucie po strzale głową Vujadinovicia futbolówka trafiła w słupek. Zawodnicy z Belgii wybili ją przed pole karne. Dobrze ustawiony Tomasz Cywka mocnym strzałem pokonał Vukovicia. Lech chciał iść za ciosem, widząc zagubienie w szeregach Genku. Niestety im więcej czasu mijało, tym ataki słabły. Do końca spotkania Poznańska Lokomotywa nie zdołała zagrozić poważnie bramce gości, a Belgowie spokojnie utrzymywali swój wynik.

Lech w drugiej połowie zagrał znacznie lepiej, jednak to nie wystarczyło. Zarówno postawa w pierwszym jak i w drugim meczu zaważyła, że w następnej rundzie melduje się zwyczajnie zespół lepszy. Lechitom udało się zdobyć tylko jedną bramkę, a po stronie strat mogło być o wiele więcej. Kilkukrotnie Jasmin Burić ratował swój zespół przez utratą kolejnych bramek. Lechitów może jedynie cieszyć… ilość dobrze założonych pułapek ofsajdowych i na tym pozostańmy. To nie był dobry czwartek dla polskich zespołów.