statystykigórcra

Ulubiony psycholog Cracovii? Górnik Zabrze

Górnik Zabrze powinien zacząć pobierać od Cracovii stosowną opłatę za pomoc psychologiczną. Trzeci raz bowiem po przegranych przez piłkarzy Pasów derbach Zabrzanie okazują się być drużyną pozwalającą odreagować… na sobie.

Tak było po 1-4 Cracovii z Wisłą w grudniu 2017(wtedy Pasy wygrały 4-0 w Zabrzu), analogicznie po zeszłorocznym 0-2 w derbach już w następnej kolejce przyszło domowe 2-0 z Górnikiem. Podobnie było również tym razem, chociaż tym razem zwycięstwo było najmniejsze z możliwych, 1-0. Cóż jednak z tego skoro każde z tych 3 punktów warte jest tyle samo.

To nie był w żaden sposób wybitny mecz Cracovii. Tak, był zagrany mądrze z pełnym skupieniem się na konkretnym celu. Tak, Cabrera oczywiście przedstawił dobitnie czemu fani Pasów tak bardzo chcą jego pozostania w drużynie. Tak, Januszowi Golowi w składaniu akcesu do reprezentacji przeszkadza jedynie Pesel. Tak, Michal Pesković po raz kolejny pokazał klasę(kluczowa interwencja przy sam na sam z Angulo w pierwszej połowie). To wszystko prawda, ale to nie zmienia faktu, że pokusiłbym się o stwierdzenie, że czysto piłkarsko Cracovia lepiej wyglądała w odmienionym już przez wszystkie przypadki meczu derbowym. To nie zmienia jednak faktu, że zespół Michała Probierza tego zwycięstwa najzwyczajniej w świecie potrzebował. Nie było ono piękne, ale może się okazać niezwykle ważne w perspektywie całego sezonu.

Wagi tego meczu nie udźwignął kompletnie arbiter główny, Bartłomiej Myć. Wiecznie spóźniony, podejmujący nerwowe, niekonsekwentne decyzje. Przede wszystkim jednak bardzo niepewny w swoich osądach, czym wprowadzał na boisku niepotrzebne kompletnie nerwy. Dwa razy uratował go VAR gdy dawał się nabrać na próby piłkarzy Górnika szukających rzutu karnego. Jeśli miałbym jego poziom sędziowania byłby ekstraklaasową drużyną, to miałaby one dobre kilka punktów straty do Zagłębia Sosnowiec.

Górnik znów okazał się być psychologiem Cracovii, ale do psychologa nie wysyłalibyśmy jego kibiców, bo zespół Marcina Broszę momentami prezentował naprawdę niezłą grę. Aktywni byli boczni obrońcy, dobrze urywał się Angulo, który spokojnie mógł ustrzelić dzisiaj dublet, niezłą wizję gry pokazzywał Gwilia(kapitalne prostopadłe podanie do Angulo). Zabrakło tego, czego w Poznaniu było pod dostatkiem – skuteczności. Górnik w żaden sposób nie wygląda na drużynę, która miałaby do ostatniej kolejki drżeć o utrzymanie. Przydałoby się jednak to jeszcze podeprzeć kilkoma punktami w tabeli by samemu nie rzucać sobie kłód pod nogi.