statystykijaggór

Udany rewanż

Podobnie jak w 2019 roku, meczem kończącym ligowe zmagania w roku kalendarzowym był pojedynek Jagiellonii z Górnikiem Zabrze. Rok temu zabrzanie wygrali po przeciętnej grze oraz kapitalnej dyspozycji golkipera. Dzisiaj było dokładnie na odwrót. To bramkarz był najsłabszym punktem w ekipie ze Śląska i to on przyczynił się w dużej mierze do porażki swojej drużyny. Można śmiało powiedzieć, że białostoczanie wzięli udany rewanż za to, co wydarzyło się 365 dni temu. 

Delikatnym faworytem w dzisiejszym pojedynku był Górnik, co miało potwierdzenie w przebiegu dzisiejszego starcia. Groźne ataki Górnika były jednak odpierane przez defensywę gości, z Xavierem Dziekońskim na czele. Młody bramkarz Jagiellonii nie wskoczył do „klatki” z powodu nieszczęścia kolegów – po prostu wygrał sportową rywalizację z Węglarzem i Steinborsem. W drużynie z Górnego Śląska bardzo aktywny był Bartosz Nowak, który śmiało mógł strzelić dwa gole. Najgroźniejszą sytuację miał jednak Jimenez, który był sam na sam z bramkarzem rywala, ale nawet nie trafił w bramkę. W dodatku Alex Sobczyk strzelił gola, jednak został on anulowany z powodu pozycji spalonej. Czy były jakieś przesłanki, które wskazywały na przebudzenie białostoczan? W pierwszej połowie na pewno nie. Poza jedynym celnym strzałem, zresztą bardzo przewidywalnym, Martin Chudy nie miał nic do roboty.

Co innego po przerwie. Gdy przyszedł moment próby dla słowackiego bramkarza Górnika, nie podołał jej. Romanczuk zagrał długą piłkę za linię obrony do Jesusa Imaza, ten zdołał przyjąć futbolówkę i przy okazji ominąć wybiegającego z bramki Chudego, co pozwoliło Hiszpanowi strzelić ósmą bramkę w tym sezonie Ekstraklasy. Ten gol pozwolił Hiszpanowi awansować na drugą pozycję w ligowej klasyfikacji strzelców. Bramka pozwoliła nabrać „żółto-czerwonym” wiatru w żagle i od tamtej pory gra wyglądała zdecydowanie lepiej. Kibiców cieszyć może dyspozycja Fiodora Cernycha. Wprawdzie bramki nie strzelił, ale był jej najbliżej od chwili powrotu do Białegostoku. Nawet Bartosz Bida pokazał przebłyski, których od dawna nie można było się doczekać. Potrafił wykreować sytuację Olszewskiemu oraz samemu stanąć oko w oko z Chudym. Wprawdzie bramki nie udało się strzelić, jednak występ Bidy to kolejny optymistyczny prognostyk przed rundą rewanżową. Przerwa zimowa nie potrwa długo – walka o ligowe punkty rozpocznie się już w ostatni weekend stycznia. Drużyna ze stolicy Podlasia pojedzie do Gdańska, aby zagrać z Lechią. Zabrzanie za to podejmą na własnym stadionie Lecha Poznań. Białostoczanie przerwę zimową spędzą na siódmym miejscu w tabeli, a zabrzanie na pozycji piątej.