statystykilgdjag

Tradycji stało się zadość. Lechia pokonuje Jagiellonię.

Nie zobaczymy Jagiellonii w Lidze Europy. Tradycyjnie już uległa drużynie Lechii Gdańsk, tym razem 0:2. Białostoczan to może boleć tym bardziej, że przy porażce Cracovii wystarczył remis. Zwycięstwo Lechii zaś pozwoliło w dobrym nastroju rozpocząć świętowanie najlepszego sezonu w historii klubu okraszonego zdobyciem Pucharu Polski i brązowego medalu Mistrzostw Polski.

Jeśli ktoś w pierwszych 45 minutach śledził inne mecze Ekstraklasy, to niewiele stracił. Niby próbował Flavio Paixao, ale albo pudłował z bliska albo trafiał w Sandomierskiego. Ze strony „Jagi” najwięcej zaoferował Novikovas, który uderzył zdecydowanie za lekko, aby Kuciak tego nie obronił. Tuż przed przerwą Paweł Gil przyznał dosyć kontrowersyjny rzut wolny dla gdańszczan. Dośrodkowanie Daniela Łukasika okazało się być kapitalne, a Karol Fila ładnym strzałem głową pokonał Sandomierskiego. Po zmianie stron białostoczanie zobaczyli wynik z Krakowa, więc odważnie ruszyli. W pierwszej akcji trochę przeszkodzili sobie Imaz z Novikovasem, ale już w kolejnej ten drugi powinien cieszyć się z gola. Powinien, ponieważ kapitalnie obronił Kuciak, wybijając na rzut rożny. Po tym stałym fragmencie strzał oddał Runje, trafijąc w dłonie Augustyna. Po długiej konsultacji, Paweł Gil podyktował rzut karny. Do karnego podszedł oczywiście Imaz, chcąc zmazać plamę z Gliwic. Uczynił jednak odwrotnie. Trzeba mieć tupet, żeby w decydującym meczu sezonu strzelać bez rozbiegu. Zwłaszcza że z Imaza żaden Sokrates, ani nawet Aduriz nie jest. Był to tak słaby strzał, że Kuciak mógł rzucić się w przeciwną stronę, a i tak by zdążył to obronić. Hiszpan rzutem na taśmę zgłosił kandydaturę do tytułu dzbana sezonu. Spartaczony karny podłamał drużynę gości. Od tamtej pory rządziła tylko Lechia, co zresztą udokumentowała golem. Strzelcem gola Kubicki, 8 asystę w sezonie zalicza Mladenović. Inna sprawa, że Sandomierski mógł lepiej się zachować. Przez chwilę było nawet 3:0, jednak odgwizdano pozycję spaloną u Flavio Paixao. Lechia tym zwycięstwem pieczętuje 3. miejsce w tabeli, co oznacza wyrównanie najlepszego rezultatu w historii. Jagiellonia zaś zmarnowała okazję na zajęcie 4. miejsca dającego europejskie puchary. Najbliższe godziny pokażą czy głową za to przypłaci Ireneusz Mamrot. Na pewno kapitanowi drużyny Tarasowi Romanczukowi ta porażka nie przeszła obojętnie mówiąc w mixed zonie:

A co mam powiedzieć? Że jesteśmy, k*wa, frajerami?