nice-1liga-735x400

Tomasz Boczek: Presja jest motywująca

Chojniczanka znajduje się w czubie tabeli Nice I ligi i zgłasza poważne aspiracje do gry w ekstraklasie. Mocnym ogniwem zespołu z grodu tura jest Tomasz Boczek. 28-letni obrońca żółto-biało-czerwonych udzielił naszemu portalowi wywiadu. Zapraszamy do lektury.

Maciej Mikołajczyk: Koledzy w Chojniczance zaczęli Ciebie nazywać „Bonucci”. Skąd wzięła się ta ksywa?

Tomasz Boczek: Wydaje mi się, że Andrzej Rybski i Tomasz Mikołajczak wymyślili tą ksywę. Wzięła się od tego, że oglądaliśmy jakiś mecz, gdzie grał Leonardo Bonucci, a ja w tym czasie akurat miałem bardzo krótkie włosy i wtedy padło, że jestem do niego podobny i tak już zostało. Bardzo fajna ksywa, szybko się przyjęła w szatni, a nawet w całym klubie, bo trenerzy też zaczęli tak do mnie mówić. Nawet czasem narzeczona do mnie tak powie.

Za Tobą wyjątkowy mecz. Zagrałeś niedawno przeciwko GKS-owi Tychy, gdzie spędziłeś dwa sezony – 2015/2016 i 2016/2017. Jak czułeś się na boisku? Jak grało Ci się przeciwko swojemu poprzedniemu klubowi? Zagrałeś bez sentymentów?

– To był dla mnie mecz, jak każdy inny. Oczywiście mam z Tychów dużo miłych wspomnień, ale teraz jestem w innym klubie i tu skupiam się na swojej pracy. Jednak w Tychach mam paru znajomych i fajnie było się z nimi spotkać i porozmawiać. Moim kolegom z Tychów, jak i klubowi życzę powodzenia. Sam mecz był trudny, gospodarze dobrze prezentowali się w pierwszej połowie i szybko zaaklimatyzowali się do bardzo trudnych warunków. Podnieśliśmy się jednak po przerwie i strzeliliśmy bramkę na 2:2 i dalej próbowaliśmy zdobyć trzy punkty, ale spotkanie zakończyło się remisem.

Jedną z twoich pasji jest wędkarstwo. Gdzie i z kim chodzisz na ryby? Warunki do łowienia w okolicach Chojnic są chyba bardzo dobre?

– Zgadza się. Wędkarstwo to moje największe hobby. Na początku mój tata pierwszy raz wziął mnie na ryby, później jak już złapałem bakcyla, sam zacząłem się doszkalać . W Tychach swoje pasje połączyliśmy z Kubą Świerczokiem i razem jeździliśmy na ryby. W Chojnicach są bardzo dobre warunki do łowienia, lecz trochę innego typu, niż ja preferuję, więc poznaję teraz nowe techniki. W klubie również są zawodnicy, którzy lubią jeździć na ryby. Pierwsze szlaki w Chojnicach pokazał mi Przemek Pietruszka.

Sezon w pełni. Chojniczanka jest bliska awansu do ekstraklasy. Czujecie w tym momencie wielką presję?

– Jeszcze w tej rundzie zostało kilkanaście kolejek i dużo punktów do zdobycia, a my skupiamy się na tym, by w każdym meczu zdobyć trzy „oczka”. Myślę, że nasz zespół jest na tyle doświadczony, że ta presja jest bardziej motywująca, niż paraliżująca. Każdy z nas jest mocno zmotywowany, żeby wygrywać i uważam, że to jest nasz największy atut.

W lipcu 2017 roku zdałeś testy w Chojniczance. Było to dla Ciebie zaskoczenie, czy spodziewałeś się przyjęcia do zespołu?

– Jadąc do Chojnic, wiedziałem, że podpiszę kontrakt. Nie zdawałem jednak testów, byłem po rozmowie z dyrektorem sportowym, umówiliśmy się już wstępnie i przyjechałem pokazać się w sparingu, że jestem zdrowy, po czym przystąpiliśmy do rozmów, które zakończyły się pozytywnie.

Mieszkasz teraz na drugim końcu Polski, z dala od rodzinnego Mikołowa. Jak przeżywasz rozłąkę z domem?

– To prawda, to moja pierwsza taka rozłąka z rodzinnym miastem, ale na szczęście jest ze mną tutaj moja narzeczona i pies Figo, dzięki którym czuje się w Chojnicach bardzo dobrze . Zresztą szybko się zaaklimatyzowałem w klubie i to pomogło mi na początku pobytu tutaj.

Z GKS-em Tychy dostałeś się na zaplecze ekstraklasy. Jak smakuje awans do wyższej klasy rozgrywkowej?

– Awans do wyższej klasy rozgrywkowej zawsze łączy się z wielkimi emocjami. Każdy zawodnik, który gra niezależnie na jakim poziomie, chce wygrywać, a jeśli na koniec sezonu uda się awansować, to jest, jak mówi Tomasz Hajto „taka truskawka na torcie”. Bardzo mocno wierzę w to, że będziemy zwyciężać i na koniec sezonu będziemy mogli cieszyć się z miejsca promującego do gry w ekstraklasie.

Obrońcy z reguły rzadko trafiają do siatki, Ty jednak masz na swoim koncie już całkiem sporo goli. Można nazwać Ciebie drugim Kamilem Glikiem? Co jest twoim największym atutem?

– Myślę, że gra głową to mój duży atut. Jestem wysoki, a do tego skoczny i całkiem nieźle gram głową, ale myślę, że dużo zależy też od kolegów z drużyny. Zawsze miałem to szczęście, że w zespole, w którym grałem, miałem partnerów świetnie dośrodkowujących, w Nadwiślanie Góra był Damian Furczyk, w Tychach świetnie wrzucał Łukasz Grzeszczyk, zaś w Chojnicach jest Paweł Zawistowski i Rafał Grzelak, którzy szukają mnie przy stałych fragmentach gry.

Wywiad z Tomaszem Boczkiem przeprowadził Maciej Mikołajczyk