CRAWIS

To mają być derby z klasą. Oby

Wystarczy szybki rzut oka na okoliczne mury, by uświadomić sobie na czyim terenie jesteśmy. W takim miejscu jak Kraków rywalizacja jest po prostu chlebem dnia powszedniego. Cracovia i Wisła przenikają się w tym mieście codziennie. Widać to szczególnie w takie dni jak ten w którym rozgrywany jest mecz derbowy. Mecz inny niż wszystkie.


  W Krakowie zmieniają się działacze, politycy, a w samych klubach piłkarze, trenerzy, prezesi. Derby są jednak trochę jak Kościół Mariacki i Sukiennice. Wizytówka. Znak rozpoznawczy. Trudno jednak szukać ich w broszurach reklamowych „Visit Cracow”, bo maszynką do PR`u ciężko je nazwać. Miasto często traktuje je na zasadzie zła koniecznego. Coś co musi mieć miejsce, ale chwalić się tym? Nie bardzo. Rządzący mają do tego swoje jasne powody z którymi ciężko się kłócić, ale z pewnością zdają oni sobie sprawę z jednej rzeczy – wciąż dla dużej części miasta dzień meczu derbowego jest z wyprzedzeniem zakreślony na czerwono. Święto. Nie inaczej ma być tym razem.

Trochę ograniczyć miała to kara za ostatnie wydarzenia derbowe. Stadion miał być zamknięty na cztery spusty, ale Cracovii udało się wynegocjować by na obiekt przy Kałuży mogły wejść chociaż zorganizowane grupy dzieci do lat 16. Całkiem chwytliwa nazwa: „Derby z Klasą”. Na kilkadziesiąt godzin przed meczem liczba zarejestrowanych dzieciaków wynosiła niespełna 5 tysięcy. Do kompletu daleko, ale na pewno jest to lepszym rozwiązaniem niż przegląd pustego, kolorowego plastiku na trybunach.

Ile w Ekstraklasie mogą zmienić 3 tygodnie? Na tyle dużo, że stawianie za faworyta ostatniej Cracovii w meczu z Wisła, niedawnym liderem wcale nie jest przyjmowane lekceważącym wzrokiem i pukaniem się w czoło, a raczej traktowane jako całkiem słuszny punkt widzenia. Obie drużyny w tym sezonie przez długi czas były na dwóch zupełnie odległych biegunach. Co ciekawsze, potrafiły się tymi biegunami zamieniać. Przed sezonem to Pasy wyglądały na zespół lepiej poukładany, mający za sobą dobrą wiosnę i ciekawe perspektywy. Wisła po kolei traciła piłkarzy, do samego startu rozgrywek drżała o możliwość gry na własnym stadionie. Sama liga i boisko odwróciły jednak role o 180 stopni. Teraz znów bieguny się do siebie zbliżyły. Cracovia w niedzielę postara się po raz kolejny zamienić je miejscami.

Dla Michała Probierza to może być najważniejszy mecz w tym roku. Co prawda pod względem czysto praktycznym za zwycięstwo z Wisłą Cracovia dostanie dokładnie takie same trzy punkty jak w każdym innym meczu, ale ich waga mentalna może być bez porównania większa. Takie zwycięstwo mogłoby na nowo stworzyć, jego pozycję, szczególnie w oczach kibiców. Co prawda Probierz wciąż ma bardzo duży kredyt zaufania, ale wie też, że kibice Cracovii potrafią wybaczyć wszystko, ale w wypadku wyników derbów są wyjątkowo pamiętliwi. Były trener Jagiellonii nie może więc uciec od porównań do Jacka Zielińskiego, który przez całą swoją kadencję w Krakowie meczu z Wisłą nie przegrał. Probierzowi zdarzyły się już dwie wpadki, w tym jedna wyjątkowo bolesna. Może je odesłać w niepamięć, jeśli w niedzielę wynik będzie się zgadzał.

Kibice Wisły również w ciągu ostatnich kilku miesięcy przeżywają prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Szybko zapomnieć o przedsezonowych problemach pomogła dobra gra piłkarzy, przez wielu uznawana za najlepszą w Polsce w tamtym momencie. Wisła grała skutecznie, a przy tym efektownie. Wtedy jednak z szafy wychodzić zaczęły kolejne trupy. Całe zamieszanie wokół klubu nie odbiło się za dobrze na postawie drużyny, która w trzech kolejnych meczach musiała godzić się z porażką. Dlatego też przy Reymonta nie muszą szukać dodatkowej motywacji przed niedzielnym meczem. Dyrektor sportowy Arkadiusz Głowacki, trener Maciej Stolarczyk, a w szatni chociażby Rafał Boguski czy Paweł Brożek – każdy z nich ma w kościach wiele derbowych starć i doświadczeń, którymi mogą podzielić się z resztą drużyny. Tutaj z pewnością punkt jest po stronie Wisły, pytanie czy zdołają w jakiś sposób przełożyć go na boisko.

Mecz poprowadzi Paweł Raczkowski z Warszawy.