Poznań – Tylko Ekstraklasa http://www.tylkoekstraklasa.pl Twój portal o Ekstraklasie Sun, 03 May 2026 14:26:29 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=5.1.22 Dwa światy. Zapowiedź meczu Korona Kielce – Lech Poznań http://www.tylkoekstraklasa.pl/dwa-swiaty-zapowiedz-meczu-korona-kielce-lech-poznan/ http://www.tylkoekstraklasa.pl/dwa-swiaty-zapowiedz-meczu-korona-kielce-lech-poznan/#respond Sat, 05 Dec 2015 12:58:38 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=30386 OBSADA SĘDZIOWSKA
gl Szymon Marciniak (Płock)
asy Paweł Sokolnicki asy Tomasz Listkiewicz

TRANSMISJA
canalplus_sport_logo

Pierwszy sobotni mecz zapowiada się niczym wojna dwóch światów. Pierwszy świat to Korona, która z jednej strony spisuje się jak do tej pory dobrze, ale ostatnio zawodzi tak i u siebie jak i na wyjazdach. Drugi świat to Lech Poznań, który aktualnie jest pod wpływem tak zwanego „Urban Effect” i wygrywa wszystko, dzięki czemu wspiął się na 9. miejsce w tabeli.

Wreszcie wygrać na własnym stadionie
W Kielcach narzekać na atmosferę wokół drużyny nie mogą. Mimo ostatnich porażek z Ruchem (1:2), Zagłębiem (0:2) i Jagiellonią (0:1) wszyscy widzą, że trener Marcin Brosz wykonuje ciężką pracę, która przynosi efekty w postaci bardzo dobrego, wręcz niespodziewanego 8. miejsca w tabeli. Przed poprzednim meczem na Kolporter Arenie dziennikarze wypytywali szkoleniowca Korony o to kiedy kielczanie zaczną grać ładną piłkę, jednak było to pytanie lekko bezpodstawne, bo Korona – może nieznacznie – ale wyróżnia się spośród ekstraklasowej szarzyzny swoim niezłym stylem gry. Sztandarowym pytaniem jednak jest od kilku tygodni pytanie o wygraną na Kolporter Arenie. Złocisto-Krwiści co dwa tygodnie zarzekają się, że „to już dziś”, ale przełamanie do tej pory nie przychodziło. – To co możemy obiecać przed tym meczem to to, że będziemy walczyć o korzystny wynik z Lechem Poznań od pierwszej do ostatniej minuty – mówi Marcin Brosz. Dla kielczan dzisiejszy mecz może być idealny by się przełamać.

Grać swoje
Lech Poznań pod wodzą Jana Urbana w lidze jeszcze nie przegrał, a dzieje się to od siedmiu kolejek. Styl gry poznaniaków może nie porywa, lecz jest zabójczo skuteczny, dzięki czemu Lech co kolejkę pnie się w górę i plasuje się już na 9. miejscu w tabeli. Również po dzisiejszym zwycięstwie może awansować, bo sąsiaduje w tabeli właśnie z Koroną. Jednak w Poznaniu wiedzą, że nadchodzące spotkanie nie będzie z gatunku łatwych. – Nie zastanawiałem się nad tym jak oni radzą sobie u siebie. My mamy na to spotkanie swój plan, jedziemy zdobyć trzy punkty. Po czterech wygranych w lidze apetyty są coraz większe, ale pamiętajmy o tym, że trochę punktów straciliśmy na początku sezonu i musimy teraz gonić. Dlatego do Kielc jedziemy zdobyć komplet punktów – podkreśla skrzydłowy Lecha Szymon Pawłowski. Dla Kolejorza Kielce były zawsze trudnym terenem, a na murawie stadionu przy ulicy Ściegiennego Lech nie wygrał od jesieni 2012 roku. W obozie Dumy Wielkopolski nikt jednak nie mówi nawet o remisie, nastroje są bojowe, a piłkarze Kolejorza zapowiadają twardą walkę o komplet punktów.

HISTORIA SPOTKAŃ
wykreskorlech
Bilans bramek: Korona 13-32 Lech

Po raz pierwszy Korona i Lech spotkały się w sezonie 2005/06. Wówczas na stadionie przy ulicy Bułgarskiej padł wynik 0:0. Kolejne mecze to zdecydowana przewaga Lecha, który z 21 pojedynków tych drużyn wygrał w sumie 10. Ostatni mecz odbył się 8. sierpnia 2015 roku i również zakończył się bezbramkowym remisem.

Okiem bukmacherów
Bukmacherzy bezbrzeżnie wierzą w zwycięstwo Lecha Poznań, bowiem kurs na wygraną poznaniaków wynosi 1,8 do 1. Stawiając na wygraną Korony otrzymamy aż 3,96 zł za każdą postawioną złotówkę. Remis standardowo wyceniany jest na 3,3 do 1. [kurs aktualny na godzinę 14:00]

Dzięki zapowiedziom piłkarzy i sztabu szkoleniowego obu drużyn mecz zapowiada się bardzo emocjonująco. Głodny piątego z rzędu zwycięstwa Lech ani myśli schodzić z obranej ścieżki, natomiast Korona pragnie mikołajkowego prezentu w postaci długo wyczekiwanego zwycięstwa na własnym stadionie. Pozostaje tylko zasiąść w fotelu, wyregulować odbiorniki i upajać się piłkarską ucztą!

]]>
http://www.tylkoekstraklasa.pl/dwa-swiaty-zapowiedz-meczu-korona-kielce-lech-poznan/feed/ 0
Mackiewicz wobec poznańskiego Lecha: młodość, szybkość, fantazja http://www.tylkoekstraklasa.pl/mackiewicz-wobec-poznanskiego-lecha-mlodosc-szybkosc-fantazja/ http://www.tylkoekstraklasa.pl/mackiewicz-wobec-poznanskiego-lecha-mlodosc-szybkosc-fantazja/#respond Mon, 18 May 2015 21:33:31 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=20795 Karol Mackiewicz jest jednym z tych młodych piłkarzy, których obecnie już przedstawiać nie trzeba. 22-letni pomocnik zakończył swoją przygodę z Wigrami Suwałki i powrócił do Białegostoku, by na nowo podbić Ekstraklasę. Występy najpierw w II, a następnie w I lidze zaowocowały sporym doświadczeniem, przyniosły mu ogranie aż w końcu nadszedł czas na grę w nieco poważniejszym klubie. Bowiem w Jagiellonii ma świetne warunki do rozwoju. Na podstawie meczu z Lechem przyjrzyjmy się w jaki sposób ten ofensywnie usposobiony gracz jest w stanie namieszać w szeregach przeciwnika.

I POŁOWA

mackiewicz_Ipol

PODANIA: 20

UDANE: 15 (czerwony)

NIEUDANE: 5 (czarny)

PRZECHWYTY: 2/4 (udane/nieudane; krzyżyki, czerwony – udane)

PRZEWINIENIA: 1/0 (na nim/popełnione; kwadrat)

POJEDYNKI GŁÓWKOWE: 0/1 (przegrane/wygrane)

II POŁOWA

mackiewicz_IIpol

PODANIA: 15

UDANE: 12 (czerwony)

NIEUDANE: 3 (czarny)

PRZECHWYTY: 2/4 (udane/nieudane; krzyżyki, czerwony – udane)

PRZEWINIENIA: 0/0 (na nim/popełnione; kwadrat)

POJEDYNKI GŁÓWKOWE: 0/1 (przegrane/wygrane)

Stałe fragmenty gry

Trener Probierz nie powierzył Mackiewiczowi odpowiedzialnego zadania wybijania piłki z własnego pola karnego, gdy rywal uzyska stały fragment gry. Wręcz przeciwnie, pomocnik znajduje się nieco z tyłu, trochę na uboczu i w tamtym sektorze czyha na futbolówkę, by ewentualnie ją zebrać i pomknąć z kontrą (o jego szybkości powiem nieco później). Nie ma jednak pozostawać biernym nawet poza własną „szesnastką”. Również ten rejon może okazać się newralgicznym, gdy piłka zostanie wypiąstkowana/wybita na oślep. Tak też było w 52. minucie, gdy padł gol dla Lecha. Po tym, jak po rzucie rożnym wykonanym przez Douglasa futbolówka spadła pod nogi Pawłowskiego Mackiewicz zamiast być przy nim jak w początkowej fazie akcji, cofnął się i umożliwił pomocnikowi „Kolejorza” swobodne podanie. Na grafice można zobaczyć, że przy dośrodkowaniu zawodnik „Jagi” zachowuje się poprawnie, ale już w momencie lotu odskakuje zostawiając przeciwnikowi sporo miejsca.

mackiewicz_cofnalsie

Inaczej ma się kwestia stałych fragmentów gry jego drużyny. Wówczas Mackiewicz jest w centrum zainteresowania. Jeśli chodzi o rzuty wolne, to często sam je wykonuje i czyni to naprawdę z dużym powodzeniem. To właśnie po jego dośrodkowaniu lewą nogą, piłka spadła wprost na głowę Romanczuka, który gdyby uderzył choć trochę bardziej poprawnie, mógłby zaskoczyć Buricia. Futbolówka ostatecznie zeszła mu nieco na bark, uniemożliwiając celny strzał. Do samej wrzutki Mackiewicza nie można mieć żadnych zastrzeżeń.

mackiewicz_wolny

W innych przypadkach, 22-latek pozostaje w okolicach „szesnastki” będąc w razie czego w gotowości, by uderzyć piłkę z dystansu, czy też pokusić się o powtórne dośrodkowanie, jakieś rozegranie.

Podobnie finezyjnie wyglądały rzuty rożne przy udziale Mackiewicza. Często podopieczni Probierza decydowali się rozgrywać je na krótko tak, że albo młody pomocnik decydował się na podanie piętką do kolegi, albo sam nieco wycofywał się z piłką, by wówczas pokusić się o dośrodkowanie. Zwykle trafiające w punkt.

Techniczne dogrania

Mackiewicz nie boi się przenieść ciężar gry z jednej flanki na drugą, czy zagrać z pominięciem środkowej części formacji. Potrafi dokładnie trafić w piłkę nawet jeśli nie ma zbyt dużo czasu na jej przyjęcie, czy ułożenie sobie na nodze i wyszukać towarzysza, który znajduje się w sporej odległości. W starciu z Lechem dość często można było go zobaczyć w takiej właśnie sytuacji – rzadziej decydował się na rozegranie na małej powierzchni boiska. Zwłaszcza, że oprócz technicznego wyszkolenia, Mackiewicz ma naprawdę niezły przegląd boiska. Widzi nie tylko kolegów, którzy są najbliżej, ale potrafi znaleźć finezyjne i bardziej wyszukane rozwiązania, dostrzegając tych piłkarzy, którzy znajdują się w oddali. Oczywiście w taką grę wpisany jest margines błędu, przez co w jakiejś połowie przypadków jego podania bywają przejęte przez przeciwnika. Zwykle nie wynika to jednak z jego braku umiejętności, a z tego, że albo dany piłkarz jest w danej chwili w otoczeniu kilku rywali, albo nie potrafi odnaleźć się w sytuacji/czysto przyjąć futbolówki. I tak, przykładowo w 35. minucie posłał długą piłkę w kierunku Frankowskiego, obok którego było dwóch lechitów. Młody piłkarz nie zdołał przebić się przez zasieki „Kolejorza” przez co akcja spełzła na niczym. Sam pomysł był bardzo dobry. O podobną akcję pokusił się w 62. minucie, gdy uruchomił znajdującego się w znacznej odległości (już w polu karnym) Gajosa.

Mackiewicz w spotkaniu z Lechem miał mało okazji, żeby wykazać się bezpośrednim uderzeniem. Jedyną taką okazję miał w 70. minucie, gdy od razu po odbiorze (tak jak uczył trener Probierz!) z całej siły uderzył w stronę bramki Buricia myląc się nieznacznie.

Zmiana flanki i pójście na obieg

Podopieczny Probierza niekoniecznie lubi się trzymać własnej pozycji. W spotkaniu z Lechem można było zauważyć, że przemieszczał się po całej szerokości boiska, zachowana była dość duża wymienność. Raz za razem zmieniał flankę. Szczególnie, gdy zauważył, że bardziej przydatny okaże się po prawej stronie boiska. W pierwszych minutach, kiedy zdarzało mu się dość często przebywać w lewych sektorach, piłka właściwie w ogóle w nie docierała. Warto zauważyć, że Mackiewicz nie ma zbyt dużych problemów z takimi roszadami. Kondycyjnie wygląda naprawdę dobrze, potrafi rozłożyć siły na całą długość spotkania i przy tym go nie przechodzić. Właściwie to, niewskazanym byłoby stwierdzać, że ten pomocnik po boisku chodzi: jest w ciągłym biegu, choćby truchcie.

Równie ciekawie wygląda kwestia wychodzenia na pozycję przez Mackiewicza. W momencie, gdy zauważa, że jego koledzy starają się przejść przez środek, schodzi silnie do boku i tam czeka na podanie. Bardzo często w I połowie spotkania z Lechem decydował się na takie ruchy, jednak nie zawsze był wówczas dostrzegany – nawet, jeśli w danym momencie znajdował się w całkowitym osamotnieniu.

Zrzut ekranu (452)

Szybkość godna podziwu

Nie bez przyczyny w jednym z wywiadów pojawiło się stwierdzenie, że Mackiewicz jest szybki jak Bale. I może nawet nie jest ono do końca przesadzone. Od samego początku konfrontacji Mackiewicz silnie utrudniał życie lechitom. Najpierw w 5. minucie starcia z łatwością wygrał pojedynek biegowy z Trałką, wcześniej odbierając mu piłkę. Przebiegł kilkanaście metrów i dopiero w okolicach 25. metra został zatrzymany przez defensorów „Kolejorza”. A to tylko dlatego, że zbyt daleko wypuścił sobie futbolówkę. I to nie był jedyny przykład jego dobrego wejścia. Ogromnie utrudniał życie Tomkowi Kędziorze, którzy niejednokrotnie musiał niekoniecznie czysto zatrzymywać tego 22-latka. Co ciekawe, ci dwaj młodzi piłkarze potrafili sobie przybić piątki, wybaczyć ostre wejścia bez zbędnego skakania sobie do gardeł. Mackiewicz raz za razem rwał flanką starając się przedrzeć z piłką w okolice pola karnego, by swobodnie wpakować futbolówkę w newralgiczne sektory boiska. Nic więc dziwnego, że próba jego zatrzymania dwukrotnie zakończyła się podyktowaniem rzutu wolnego dla Jagiellonii. Dwukrotnie niemalże w tym samym miejscu. Jego rajdy bocznymi sektorami boiska wyglądały groźnie i gdyby nie dobra postawa bocznych obrońców „Kolejorza”, Mackiewicz mógłby napsuć sporo krwi Buriciowi i stoperom.

Ale na szybkości umiejętności Mackiewicza się nie kończą. Pomocnik Jagi dokłada do niej dobre wyszkolenie techniczne. Przykładowo w 18. minucie do szybkiego odbioru piłki, przedarcia się z nią przez środek boiska i tym samym przez któregoś z lechitów, Mackiewicz dołożył próbki dryblingu i efektownego zwodu.

Elementy defensywne gry Mackiewicza

22-latek nie jest jednak typowym, stricte ofensywnym graczem. Owszem, lepiej czuje się we właściwym ataku, ale gdy jest to niezbędne potrafi się cofnąć i pomóc w obronie. Takie też dostał polecenie od trenera Probierza, który przewidywał, że Lech może spowodować nieco więcej problemów niż to się okazało. Z tego powodu, Mackiewicz często przemieszczał się pomiędzy sektorem środkowym, a tym już typowo ofensywnym w celu uprzykrzania życia przeciwnikowi.

Mackiewicz prężnie doskakiwał do rywala, starał się wymusić błąd stosując wysoki pressing i wkraczając na pole futbolu kontaktowego. Nie zawsze wychodziło mu to perfekcyjnie. Tak jak w poniższej sytuacji, nie zdołał zatrzymać Sadajewa, umożliwiając mu tym samym groźny strzał, który o mały włos nie zaskoczył Drągowskiego. Młody piłkarz okazał się być spóźnionym, a nie chciał kusić losu decydując się na faul – jego konsekwencje mogłyby być tragiczne dla całej drużyny.

mackiewicz_dalsieograc

Takie braki wykończeniowe jak niedokładne przyjęcie piłki, zbyt długie jej przetrzymanie, czy lekki marazm były widoczne zwłaszcza w ostatnim kwadransie meczu. Wówczas Mackiewicz dwukrotnie nie zdołał skutecznie odebrać piłki rywalowi, raz prowadzona przez niego kontra została przerwana i nie zdołał dobrze opanować futbolówki.

Podsumowanie

Piłkarski świat będzie miał pożytek z Karola Mackiewicza. 22-letni pomocnik jest bardzo szybki, potrafi dobrze odnaleźć się na boku boiska i ma jego dobry przegląd. Widzi naprawdę dużo, jest w stanie dojrzeć kolegę znajdującego się w znacznej odległości i jeszcze dograć mu piłkę do nogi. Świetnie radzi sobie z rzutami wolnymi, przy których może pokazać pełnię swoich umiejętności – jego wrzutki są bardzo groźne i potrafią porządnie zmylić defensywę przeciwnika. Na polu dryblingu wypada całkiem nieźle. Czasem zdarza mu się zrobić o jeden krok za dużo, ale w gruncie rzeczy jego finezyjne zagrania prowokują chaos w szeregach rywala. Nieco gorzej wygląda jego gra, gdy jest cofnięty. Brakuje mu ogrania na pozycjach wspomagających-defensywę. Podejmuje złe wybory (zamiast doskoczyć, cofa się lub okazuje się być spóźniony ze swoją interwencją), zbyt wolno „przykleja się” do rywala pozostawiając mu sporo miejsca, odpuszcza krycie. Nie jest nominalnie nikim związanym z obroną, ale mimo wszystko mógłby nieco więcej dawać drużynie również na tym polu. Zwłaszcza w starciach z takim rywalem, gdy czasem trzeba dłużej przytrzymać piłkę. Mackiewicz jednak jest znany albo z szybkiego jej się pozbywania w celu strzału/dośrodkowania, albo długiego rajdu, który doprowadza przeciwników do zawału serca, czy pozostawienia gdzieś po drodze któregoś płuca. Mimo wszystko, jestem zdania, że 22-latka spokojnie można uznać za jednego z perspektywicznych graczy Ekstraklasy, o którym jeszcze wiele usłyszymy. Zwłaszcza, że temu młodemu i wcale nie tak postawnemu (1,78 m/ 66 kg) graczowi udało się przeżyć najpierw w II, a następnie w I lidze.

]]>
http://www.tylkoekstraklasa.pl/mackiewicz-wobec-poznanskiego-lecha-mlodosc-szybkosc-fantazja/feed/ 0
„Margines błędu się skończył” – zawieruchy w grupie mistrzowskiej ciąg dalszy http://www.tylkoekstraklasa.pl/margines-bledu-sie-skonczyl-zawieruchy-w-grupie-mistrzowskiej-ciag-dalszy/ http://www.tylkoekstraklasa.pl/margines-bledu-sie-skonczyl-zawieruchy-w-grupie-mistrzowskiej-ciag-dalszy/#respond Mon, 18 May 2015 20:08:50 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=20783 Mało powiedzieć, że nasza liga jest całkowicie nieprzewidywalna. Również niepełna byłaby wypowiedź podkreślająca jej kompletną niezrozumiałość. Ekstraklasa jest zwyczajnie wyjęta z piłkarskiej rzeczywistości. W niej nikt nie chce sięgnąć po tytuł Mistrza Polski, a tak naprawdę ma na niego szansę cała pierwsza „ósemka”. Granice się zacierają, czasu coraz mniej, kolejki lecą nieubłaganie (i wcale nie mam tutaj na myśli, że polską ligę ciężko na trzeźwo przełknąć!), a Lech po raz kolejny rozpocznie mecz z pozycji lidera. Czy jako faworyt? To już bardziej ryzykowne stwierdzenie! Do Poznania przyjeżdża bowiem Śląsk, który nie bryluje, ale właściwie to jest zdolny do wszystkiego. Nawet do wywiezienia 3 punktów z Bułgarskiej.

Kibice poznańskiego klubu są na skraju załamania nerwowego. Po ostatnim wyczynie ich klubu z Jagiellonią (1-3), nie za bardzo wiedzą, co mają myśleć. W zespole wystąpił niespotykany błąd, system się zawiesił i niezbędny jest restart. Przyjdzie na niego czas już w tę środę. Wówczas lechici będą mieli szansę poprawić humory swoich entuzjastów i przede wszystkim utrzymać się na I miejscu. Już i tak cudem się na nim zachowali, po tym jak Legia zremisowała… właśnie z wrocławianami. Gdybyśmy mieli spojrzeć na Ekstraklasę zdroworozsądkowo (odradzam!), naturalnym byłoby stwierdzenie, że Lecha ciężka przeprawa skoro podopieczni Pawłowskiego zatrzymali Mistrza Polski, a to właśnie poznaniacy zostali rozgromieni przez „dzieciaki” Probierza. Nasza liga nie jest jednak normalna (należy to podkreślać, oswajania nigdy za mało), więc możemy spodziewać się wyrównanego pojedynku. „Kolejorz” ma problemy z napastnikami atakiem, który nie grzeszy skutecznością. Skrzydła lubią się zawieszać i często sporo im zajmuje, żeby znowu powróciły na właściwe tory. Gra obronna również nie należy do najbardziej pewnych. Choć na papierze Lech ma najlepszą defensywę w lidze, to całkowite uśpienie Kamińskiego i Kadara, którzy zostawili masę miejsca ofensywnym graczom Jagiellonii, wzbudza zupełnie inne wrażenie. Ba, całkowicie odmienne – chciałoby się rzec. A i tak uważam, że największej migreny Skorży nie wzbudza kadra, a jej nastawienie. Nierzadko się zdarza, żeby choć jeden, przeciągły fragment meczu lechici po prostu przechodzili. Wówczas nie kwapią się, żeby ruszyć do piłki, są zdemotywowani brakiem klarownych sytuacji, za które – paradoksalnie – sami są odpowiedzialni. Brak logiki uaktywnia się aż nadto. No ale nie zapominajmy, że to właśnie poznaniacy są liderem Ekstraklasy i rozdają karty. Pozostaje kwestia, czy nie wypadną im z rąk, gdy nie poradzą sobie z presją.

No cóż, trochę inaczej maluje się sytuacja w obozie Pawłowskiego. Jego zawodnicy wiosną nie brylują, notują sporo remisów, ale mając 25 punktów wcale nie odstają od czołówki (4 „oczka” i łapią kontakt z pudłem – to nie brzmi abstrakcyjnie). Zwłaszcza, że tutaj ma kto strzelać. Owszem, bracia Paixao łapią momenty zawiechy, mają problemy z umieszczeniem piłki w siatce, czy nawet przedarciem się z nią przez zasieki rywala, ale w gruncie rzeczy czasem im się to udaje przez co zespół może się cieszyć ze zwycięstw. Tym bardziej, że w sumie to wrocławianie mieli okazję wygrać z Legią. Bramkę stracili, cytując Pawełka, „niefartem” i przez ostatnie pół godziny (!) grali w przewadze, gdy z boiska wyleciał Brzyski. Mieli naprawdę masę czasu, żeby zebrać się w jedną całość i zepchnąć „Wojskowych” w okolice ich „szenastki” zadając ostateczny cios. Nie udało się. Dlatego też w Poznaniu będą chcieli coś udowodnić. Postraszyli jednego pretendenta do tronu, to może im się to udać również i z drugim. A właściwie, czemu nie? Przecież zespół Pawłowskiego jest praktycznie całkowicie wolny od problemów kadrowych – pojawić się nie może jedynie Calahorro. W trakcie meczu będą za to musieli uważać zarówno Paixao (3 żółte kartki), jak i Danielewicz (7 kartoników).

Co ciekawe, sam trener Berg uważa, że Lech poradzi sobie ze Śląskiem. I nawet jeśli jest to kurtuazja, to mimo wszystko warta do odnotowania. Z drugiej strony, przez szkoleniowca „Wojskowych” przemawiała gorycz, gdy wypowiadał te słowa, bowiem równocześnie nazwał wrocławian symulantami, których działania utrudniają pracę sędziom.

Jestem bardzo ciekawa, jak potoczy się to spotkanie. Obie drużyny mają niedosyt, chcą poprawić swój dorobek punktowy cennymi „oczkami”. Lech pragnie tego bardziej, właściwie musi. A Śląsk? A Śląsk będzie chciał pokrzyżować plany kolejnej drużynie.

]]>
http://www.tylkoekstraklasa.pl/margines-bledu-sie-skonczyl-zawieruchy-w-grupie-mistrzowskiej-ciag-dalszy/feed/ 0
Ślamazarny Lech znów zawiódł: Jagiellonia zasłużenie wygrywa w Poznaniu http://www.tylkoekstraklasa.pl/slamazarny-lech-znow-zawiodl-jagiellonia-zasluzenie-wygrywa-w-poznaniu/ http://www.tylkoekstraklasa.pl/slamazarny-lech-znow-zawiodl-jagiellonia-zasluzenie-wygrywa-w-poznaniu/#respond Sun, 17 May 2015 15:46:08 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=20617 13 stopni, wilgotność na poziomie 30% i… nawet niezła frekwencja, bo utrzymująca się na poziomie prawie 23 tys. widzów. Czego chcieć więcej? Lech Poznań podejmował białostocką Jagiellonię występując w roli faworyta, który nie zanotował porażki na własnym obiekcie od 13 meczów. Tymczasem, jego rywal ostatnio próbował 4-krotnie sięgnąć po komplet oczek na wyjeździe i 4-krotnie kończyło się na marzeniach.

Być może w celu przełamanie ciemnej passy, Jagiellonia od początku spotkania starała się grać bardzo wysoko, szybko kontrować, agresywnie doskakiwać do przeciwnika i konsekwentnie budować swoje akcje. Białostoczanie długo i rozważnie utrzymywali się przy piłce wyglądając zdecydowanie lepiej niż ich dzisiejszy przeciwnik, który zachowywał się biernie i apatycznie. Mimo wszystko, groźnych akcji w okolicach obu bramek było naprawdę niewiele.

W 9. minucie starcia dobrą kontrę wyprowadził Sadajew, holując piłkę aż do samej linii końcowej boiska, spod której udało mu się podcinką dośrodkować w głąb pola karnego. Pawłowski nie zdołał się jednak dostatecznie złożyć, nieco przekombinował przez co akcja spaliła na panewce. Chwilę później, Jevtić wyglądający w pierwszych minutach naprawdę dobre strzelił obok bramki. Ofensywa Lecha prezentowała się naprawdę nieźle, gdy docierała w okolice „szesnastki”. Od tego momentu pojawiały się problemy. Do gry pokazywali się schodzący do boku Pawłowski i grający do końca Hamalainen, którego jedna z wrzutek zaskoczyła defensywę białostoczan. Przyspieszenie poznaniaków również dawało się we znaki podopiecznym Probierza, gdyż było w pełni kontrolowane i tym samym powodowało sporo chaosu w szeregach rywala.

W tym samym czasie będące blisko siebie formacje „Jagi” uniemożliwiały lechitom na rozwinięcie skrzydeł. Lokomotywie wciąż brakowało pary, jakiegoś pomysłu na rozmontowanie białostockiej obrony. Sami podopieczni Probierza stwarzali największe zagrożenie przy stałych fragmentach gry. W 15. minucie po uderzeniu Mackiewicza z wolnego, piłka spadła na głowo-bark Romanczuka, który nieznacznie się pomylił. Jeśli ktoś spojrzałby na ten mecz z boku, dostrzegłby, że choć poznaniacy częściej byli przy piłce (pod koniec I połowy posiadanie na wysokości 67%), to Jagiellonia kontrolowała grę i nie pozwalała im na zbyt wiele. Działo się to głównie za sprawą dobrej organizacji w strefie środkowej, w której to od razu wykształcał się pressing zmuszający lechitów do popełniania prostych błędów technicznych. Z drugiej strony, białostoczanie szybko tracili piłkę i nie mogli przez to zawiązać dobrego i skutecznego ataku.

W 38. minucie „Kolejorz” zerwał się po raz kolejny i po tym jak strzał Linettego (jednego z lepszych piłkarzy na boisku) został wypluty przez Drągowskiego, do piłki dopadł Sadajew, ale jego uderzenie było mocno niecelne. Chwilę później po wrzutce Czeczena z samej linii końcowej Hamalainen zbyt długo zbierał się do uderzenia, przez co akcja straciła na tempie. Jagiellonia w tym czasie nie próżnowała i choćby w 35. minucie, dobry pomysł na przeniesienie ciężaru gry miał Mackiewicz. Piłka po jego potwornie długim zagraniu zmierzała w stronę Frankowskiego, ale młody piłkarz nie zdołał odnaleźć się w sytuacji, gdyż momentalnie znalazło się przy nim dwóch przeciwników. Pierwsza połowa była ogólnie dość zachowawcza – zawodnikom obu drużyn brakowało szczęścia, wykończenia. Świadczy o tym chociażby statystyka celnych strzałów – 0 po stronie Lecha, 1 po stronie Jagiellonii.

W drugą część spotkania nieco lepiej weszli lechici. W 51. minucie Kownacki uderzył w Modelskiego, po tym jak ładną, kombinacyjną akcję przeprowadził jego zespół. Było w niej wszystko. Dobra organizacja, szybkość, wymienność pozycji i przede wszystkim: celność. Chwilę później, młody lechita mógł cieszyć się z trafienia.

W 52. minucie po uderzeniu z rzutu rożnego, Douglas posłał piłkę na wolną przestrzeń i choć pierwszy strzał został zablokowany, to do futbolówki dopadł Pawłowski posyłając ją w uliczkę. Mimo tego, że Kownacki był na spalonym, to jego dobitka została uznana przez sędziego.

Bramka wcale nie napędziła lechitów. Wręcz przeciwnie. Nie poszli za ciosem, byli bierni i apatyczni. Wykorzystali to podopieczni Probierza. Choć w 60. minucie konfrontacji, Tuszyński miał naprawdę ogromne problemy z przyjęciem piłki, to defensywa Lecha zostawiła mu tyle miejsca, że bez problemu odwrócił się, przyjął i pokonał bezradnego Buricia. Strasznie zachowali się Kadar i Kamiński, którzy zamiast doskoczyć do przeciwnika, bardziej się cofnęli.

Skoro Lech nie chciał iść za ciosem, to zrobiła to Jagiellonia. Po bramce mecz się otworzył, formacje się rozluźniły i właściwie nie było już środka pola. Goście starali się zdominować przeciwnika, zepchnąć go i wykorzystać luki w jego defensywie. W 67. minucie po uderzeniu Dzalamidze, piłka spadła pod nogi Tuszyńskiego, który będąc całkowicie niekryty z bliskiej odległości po długim rogu wpakował futbolówkę do siatki wyprowadzając swój zespół na prowadzenie.

Na tym wysiłki białostoczan się nie zakończyły. Wciąż było im mało. W 72. minucie swoich sił próbował Mackiewicz, który dośrodkował na linię pola karnego do Gajosa – uprzedził go jednak Hamalainen. Chwilę później, bohater wrzutki z akcji minionej, zwodem minął Keitę uznając go za ledwie pachołek i wszedł w pole karne, gdzie piłkę przechwycił Burić.

Podopiecznym Probierza nie podobało się jednak jednobramkowe prowadzenie, więc zdecydowali się pójść jeszcze silniej za ciosem. W 82. minucie piłka bezpośrednio po rzucie wolnym wpadła do siatki, po tym jak z 23,4 m. uderzył ją Gajos. Wspaniałe uderzenie pogrążyło poznaniaków.

W samej końcówce konfrontacji swoich sił próbował słabiutki dziś Keita i jego zaskakujący strzał z dystansu sprawił sporo problemów Drągowskiemu, który musiał łapać piłkę na raty. Ostatecznie, skończyło się tylko na strachu.

Jagiellonia zasłużenie wygrała w Poznaniu i przełamała swoją ciemną serię 4 meczów bez zwycięstwa na wyjeździe. Twierdza Poznań została zdobyta, a lechici mogą obwiniać za obecny stan rzeczy tylko siebie. Na własne życzenie oddali 3 punkty. Byli zespołem gorszym zarówno w ofensywie, jak i ogólnej organizacji. Grali wolno, podejmowali złe decyzje boiskowe i w pierwszej części spotkania zamiast strzelać, starali się wejść z piłką do bramki. Poza tym, defensywa również dzisiaj zawiodła odpuszczając krycie najważniejszych graczy „Jagi”. Kamiński i Kadar zostawili podopiecznym Probierza tyle miejsca, że właściwie powinni dziękować za taki wymiar kary. Mecz mógł zakończyć się dla nich jeszcze gorzej. Należy ogromnie pochwalić młodych zawodników z Białegostoku, których nie pożarła presja, którzy pokazali naprawdę kawał dobrego futbolu i dopełnili go pięknymi bramkami. Choć po I połowie niewiele wskazywało na to, że wzniosą się na wyżyny swoich umiejętności, że poprowadzą grę kończąc pierwszą część z nieco ponad 30-procentowym posiadaniem, to pokazali, iż potrafią być skuteczni. Szczególnie aktywny okazał się być Tuszyński, który poza strzeleniem dwóch bramek kilkakrotnie pociągnął swój zespół do ataku. Trener Probierz i jego zespół mogą dzisiaj porządnie świętować, bowiem zwycięstwo w Poznaniu często się nie trafia. Zwłaszcza, że jeśli „Jaga” traci pierwsza gola, to zwykle nie wygrywa. „Zwykle”, bo przy bułgarskiej udało im się to po raz pierwszy od bardzo dawna.

]]>
http://www.tylkoekstraklasa.pl/slamazarny-lech-znow-zawiodl-jagiellonia-zasluzenie-wygrywa-w-poznaniu/feed/ 0
Odczarować Bułgarską http://www.tylkoekstraklasa.pl/odczarowac-bulgarska/ http://www.tylkoekstraklasa.pl/odczarowac-bulgarska/#respond Sun, 17 May 2015 09:13:46 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=20600 Walka o mistrzostwo Polski trwa. W niedzielne popołudnie w Poznaniu spotka się pierwsza i trzecia drużyna tabeli T- Mobile Ekstraklasy. Zwycięzca spotkania przybliży się do zdobycia mistrzostwa Polski.

Po ostatnim zwycięstwie w derbach Polski Lech wyprzedził Legię w wyścigu o ligową wygraną. Teraz wszystko zależy od Kolejorza i jeśli podopieczni Macieja Skorży sześciokrotnie zwyciężą po meczu z Wisłą będą mogli cieszyć się z mistrzostwa. Jednak zanim ostatni mecz z Wisłą, to na drodze Kolejorza stanie Jagiellonia Białystok, która jak nigdy chce pokonać Lecha na ich własnym podwórku.

Nieobecni

Przed dzisiejszym spotkaniem w obu obozach panuje względny spokój. Maciej Skorża nie będzie mógł skorzystać w tym meczu ze swojego skrzydłowego Gergo Lovrencsicsa i pauzującego za kartki Paulusa Arajuuriego. Sytuacja kadrowa poprawia się w Białymstoku. Michał Probierz ostatnio ma prawie wszystkich zawodników na treningu. Brakuje jedynie tych, którzy nadal leczą swoje poważne urazy ( Martin Baran i Marek Wasiluk) oraz przesuniętego do rezerw Mateusza Piątkowskiego. Obaj trenerzy muszą ostrzec swoich zawodników o konsekwencjach ostrej gry, ponieważ zarówno w Lechu jak i Jagiellonii kilku zawodników jest zagrożona.

Lech włączył czwórkę

W ostatnich pięciu spotkaniach lepiej prezentował się Lech Poznań, który wygrał trzy spotkania i dwa zremisował. Warto zwrócić uwagę, że wspomniane zwycięstwa Kolejorz odniósł na sam koniec rundy zasadniczej i w pierwszej kolejce rundy finałowej. Podopieczni Macieja Skorży pod koniec sezonu w końcu włączyli czwarty bieg i grają tak jak ich kibice od nich oczekiwali już w lipcu poprzedniego roku. W trzech ostatnich spotkaniach lechici stracili tylko jedną bramkę ( Ivica Vrdoljak w spotkaniu z Legią ), a strzelili sześć.

Z kolei Jagielloniia Białystok przeżywa wahania formy. Na pięć ostatnich spotkań Żółto-Czerwoni wygrali dwa spotkania, dwa zremisowali i jedno przegrali. Wspomniana porażka to ten nieszczęsny mecz w Szczecinie, po których Jagiellonia pokonała Piast Gliwice, zremisowała w Bełchatowie, wygrała z Ruchem Chorzów i zremisowała ze Śląskiem Wrocław. Warto wspomnieć, że wszystkie zwycięstwa Jaga odniosła na własnym boisku w Białymstoku.

Koszmarny bilans w Poznaniu

Jeśli popatrzymy na bilans meczów Jagi z Kolejorzem, to zdecydowanie lepszy jest Lech Poznań. Na 30 spotkań lechici wygrali osiemnaście razy, dziewięć zwycięstw zanotowała Jagiellonia i trzykrotnie padł remis. Jednak jeżeli weźmiemy pod uwagę same spotkania w Poznaniu to Lech jest zdecydowanym faworytem tego spotkania. Na dwanaście ligowych spotkań Kolejorz wygrał jedenaście razy a jedynie raz Jaga wyjeżdżała z Bułgarskiej zwycięska.

Przewidywane jedenastki:

Lech: Burić- Kędziora, Kadar, Kamiński, Douglas- Trałka, Linetty- Kownacki, Jevtić, Pawłowski- Hamalainen

Jagiellonia: Drągowski- Modelski, Madera, Pazdan, Straus- Grzyb, Gajos- Frankowski, Tymiński, Mackiewicz- Pawłowski

]]>
http://www.tylkoekstraklasa.pl/odczarowac-bulgarska/feed/ 0
Lech chce wziąć odwet za PP: Legia z mentalną przewagą http://www.tylkoekstraklasa.pl/lech-chce-wziac-odwet-za-pp-legia-z-mentalna-przewaga/ http://www.tylkoekstraklasa.pl/lech-chce-wziac-odwet-za-pp-legia-z-mentalna-przewaga/#respond Fri, 08 May 2015 20:05:19 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=19929 Ekstraklasa wkracza w decydującą fazę rozgrywek. Najbliższe tygodnie, najbliższe mecze, najbliższe kontakty z piłką przesądzą o tym, kto zdobędzie mistrzostwo, kto będzie toczył zmagania w europejskich pucharach, kogo losowanie poniesie do dalekiego Kazachstanu… to wszystko powoduje niesamowite wypieki na twarzy. To wszystko, już niebawem. Na dobry start piłkarskiej soboty: kolejne starcie warszawskiej Legii z poznańskim Lechem.

Kibice „Kolejorza” są psychicznie wycieńczeni. Wyjazdy do Warszawy zawsze budziły w nich ogromne emocje, a ten będzie kolejnym na przestrzeni zaledwie kilku dni. Cała otoczka powoduje sporą niepewność. Szumne hasła o rozbitym mentalnie Lechu, o Lechu który niekoniecznie potrafi poradzić sobie z presją niczego nie ułatwiają. A przecież ten mecz może zaważyć o wszystkim. Może diametralnie zmienić obraz rozgrywek. W końcu, bezpośrednia konfrontacja pomiędzy liderem i wiceliderem to nie byle co! Przejdźmy więc do obozu poznaniaków. Podopieczni Skorży są poddenerwowani, w ich szeregach panują bojowe nastroje. Podporządkowana I połowa ostatniego spotkania przerodziła się w marazm, z którego nikt i nic nie było w stanie wybudzić lechitów. Istny koszmar w prawdziwym życiu dla całego zespołu, dla wszystkich kibiców. Szybko jednak przyszedł czas na zemstę. A jest o co powalczyć: zwycięzca tego spotkania zostanie samodzielnym liderem. Pozostaje jedynie… no właśnie, co? Poznaniacy mają ogromne problemy z udźwignięciem brzemienia odpowiedzialności. Nie potrafią zagrać dwóch równych połów. A przy tym, brakuje im skuteczności. Stąd już autostradą do frustracji – bo przecież jak piłka nie może znaleźć ujścia w siatce, to człowiek się złości, chce, a nie może. Chce tak bardzo, że aż los staje mu na drodze. Niemoc działa jak swoista blokada, krępując ruchy „Kolejorza”. Później, wszystko sypie się lawinowo. Nie ukrywajmy więc, że lechici pomimo medialnej gry pozorów są podłamani. Mieli już tyle okazji, żeby utrzeć nosa Legii. Za każdym razem coś nie funkcjonowało, czegoś brakowało. Jakiś element kulał. A to piłka nie chciała płynnie przechodzić od defensywy do ataku, a to jakiś kiks zaważył o losach spotkania. Zawsze coś. Trener Skorża może jednak być w miarę spokojny chociaż na jednym polu: kontuzji. Niezdolny do gry są tylko Lovrencsics, którego uraz wyklucza z gry do końca sezonu oraz Holman. Do Warszawy nie wybiera się również Wilusz z powodu złamanego nosa, ale on od dawna nie miał przyjemności wymaszerować w podstawowej „jedenastce” pierwszego zespołu.

Tymczasem, obóz Berga przeżywa renesans. Wygrany Puchar Polski, pierwsze trofeum, podziałał jeszcze bardziej motywująca na legionistów, którzy nie dość, że mogą się cieszyć ze zwycięstwa nad swoim odwiecznym rywalem, to jeszcze czują się pewniej pod względem mentalnym. Wzniesienie pucharu na Stadionie Narodowym to nie byle co! Niewątpliwie to właśnie gospodarze będą faworytami sobotniego starcia. Futbol bywa jednak okrutny. Często potrafi zniszczyć marzenia wszelkim entuzjastom bukmacherki. Dlatego też, Legia w żadnym wypadku nie podejdzie do tego spotkania na luzie. Wręcz przeciwnie. Tutaj rozegra się walka o każdy, nawet najmniejszy skrawek boiska. Zwłaszcza, mając w pamięci wydarzenia z pierwszej połowy ostatniego starcia, gdy bramka Kuciaka przeżywała prawdziwe oblężenie. W Warszawie nikt nie chce ponownie do tego dopuścić. Przecież w każdej chwili takie igranie z ogniem może okazać się brzemienne w skutkach. Nieodwołalne. Szczęśliwie dla „Wojskowych”, szkoleniowiec ma z kogo skorzystać, żeby zdominować swojego przeciwnika. Gotowi do gry powinni być Sa oraz Furman, którzy opuścili finał Pucharu Polski, a Żyro wystąpi w specjalnej masce, która będzie miała za zadanie chronić jego nos. Jedynym nieobecnym okazuje się więc Pinto, co nie jest zbyt wielką stratą dla warszawiaków. Czyżby więc wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, że to właśnie Legia po raz kolejny pognębi „Kolejorza”? Wyliczając: mentalnie jest o poziom wyżej, nie jest rozgoryczona, niczego nie musi, wystąpi w optymalnym zestawieniu, ma przewagę własnego terenu. Mało? Przekonamy się już o 15:30!

Zapowiada się arcyciekawe spotkanie. Pomijam już względy boiskowe, na które oczywiście bardzo liczę, ale na piedestale powinna tutaj stanąć relacja pomiędzy tymi dwoma ekipami. Wzajemne antagonizmy. To bardzo ważne, jeśli weźmiemy pod uwagę nie tylko rangę spotkania, ale i psychologiczne aspekty silnie obecne w szeregach obu zespołów. Jeden z nich jest rozchwiany, drugi aż nadto stabilny. Oba nastawienia mają swoje wady i zalety. To jednak futbol, nie ma sensu kalkulować! Skoro piłkarze odsuwają względy matematyczne na bok, to my też to zróbmy. Niech piłka pokaże się od tej najpiękniejszej strony. Również kibicowskiej.

]]>
http://www.tylkoekstraklasa.pl/lech-chce-wziac-odwet-za-pp-legia-z-mentalna-przewaga/feed/ 0
Wojna nie oszczędza nikogo: nieustępliwy Fertovs z wielkim sercem do gry http://www.tylkoekstraklasa.pl/wojna-nie-oszczedza-nikogo-nieustepliwy-fertovs-z-wielkim-sercem-do-gry/ http://www.tylkoekstraklasa.pl/wojna-nie-oszczedza-nikogo-nieustepliwy-fertovs-z-wielkim-sercem-do-gry/#respond Mon, 13 Apr 2015 20:00:53 +0000 http://www.tylkoekstraklasa.pl/?p=18513 Kielczanie ciężko pracują, by na finiszu rozgrywek w rundzie wiosennej zrobić co tylko w ich mocy i rzutem na taśmę przebić się do pierwszej „ósemki”. Zadanie mimo nieszczególnej dyspozycji rywali do najłatwiejszych nie należy, ale podopieczni Tarasiewicza pokładają spore nadzieje we własne siły i umiejętności. A ostatnimi czasy obu tych elementów zdecydowanie nie brakuje. Korona Kielce nie przegrała od grudnia (12.12 – porażka 1-2 z Cracovią), zdobywając przez ten długi okres czasu 14 punktów i psując krew wielu wyżej położonym rywalom (remisy z liderem i wiceliderem sporo mówią o formie kielczan). Za jedną z przyczyn takiej postawy można uznać taktyczne ułożenie kielczan. Kluczowym ogniwem ustawienia wydaje się być Aleksandrs Fertovs, który szeregi „Scyzoryków” zasilił dopiero w zimowym okienku transferowym. 27-letni prawonożny pomocnik przed przybyciem do Polski reprezentował barwy ukraińskiego Sewastopolu i nie ukrywał zadowolenia z gry w tymże zespole. Wojna pokrzyżowała wszystkim plany. Ekipa została rozwiązana, a wszyscy piłkarze zostali zmuszeni do poszukiwania nowego klubu. Choć Fertovs przez całą jesień pozostawał formalnie bezrobotnym, to jednak przez ten czas trenował ze swoim pierwszym klubem, Skonto Ryga. Mimo niesprzyjających okoliczności występował także w kadrze. Jak sam mówił, trener w niego wierzył.

I POŁOWA

  gra_Fertovsa1

PODANIA: 13

UDANE: 9 (czerwony)

NIEUDANE: 4 (czarny)

POJEDYNKI GŁÓWKOWE: 1/1 (granatowy)

PRZECHWYTY: 0/3 (kółka; wypełnione – udane)

PRZEWINIENIA: 0/0 (na nim/popełnione; kwadrat)

Asekuracyjne wejście w spotkanie:

Pierwsze minuty przeciwko poznańskiemu Lechowi w wykonaniu Fertovsa upłynęły na sporej asekuracji, pozornym uśpieniu, lekkim przyczajeniu. Łotysz w dużej mierze był schowany, poruszał się jedynie w obrębie własnej strefy. Nie chciał wyściubić z niej nosa z uwagi na założenia taktyczne jakie postawiła sobie Korona. Kielczanie od samego początku parli do przodu, byli bardzo agresywni i ofensywnie nastawieni, więc każdy ruch do przodu środkowego pomocnika mógłby wytworzyć dziurę łatwą do wykorzystania przez lechitów. Na to goście nie mogli sobie pozwolić, zdając sobie sprawę, że Lech czasem jednak potrafi być skuteczny. Również dlatego, iż w innym wypadku nastąpiłoby rozluźnienie formacji i wzajemne zazębianie nie mogłoby być aż tak sprawnie przeprowadzane. W szeregach zaistniałby pewien chaos. Mimo wszystko 27-latek potrafił pójść za grą, w razie czego doskoczyć do rywala, ale czynił to w sposób pozbawiony pewności. Nie chciał skłaniać się ku faulom, które prowokowałyby stałe fragmenty gry i tym samym groźne sytuacje dla przeciwnika. W dużej mierze poruszał się bez piłki, biegając przy tym sporo, mając całkiem niezły przegląd pola. Niejednokrotnie wiedział, w jakim kierunku będzie podążał atak „Kolejorza” i właśnie wówczas decydował się na wypychanie przeciwników. Wydawało się czasem, że porusza się jak wolny elektron, który nie do końca wie, gdzie w danym momencie powinien się znajdować, ale w przeważającej większości sytuacji zabezpieczał swój sektor i zagęszczał newralgiczne fragmenty boiska. Zadania nie ułatwiała mu strategia zespołu, który początkowo starał się grać długimi podaniami, przenosić ciężar gry na przeciwległe flanki, a tym samym z pominięciem środka, wykluczając Fertovsa ze ścisłego rozgrywania. Wciąż nie można powiedzieć, że był zbędny na murawie. Po prostu przypadła mu typowa „czarna robota”, za którą nikt nie bije brawa.

Wielkie serce do gry przysłania kłopoty z pójściem „na raz”

Po zmarnowanym karnym, koroniarze jeszcze silniej zaczęli koncentrować się w formacji ofensywnej. Również od około 20. minuty spotkania, Fertovs poczuł, że może nieco odpuścić pilnowanie posterunku i włączyć się do działań dywersyjnych swojego zespołu. Widać było, że ma spore chęci do zaangażowania się w pojedynki 1 na 1, ale nie do końca mu one wychodziły. Brakowało mu nieco umiejętności, gdy próbował zabrać się z piłką na raz i wielozadaniowości, gdy choć udało mu się skutecznie powstrzymać Trałkę wchodząc w niego czysto ciałem, to futbolówki wyłuskać już nie zdołał. Te dwa przykłady pokazują, że jego wejścia nie wnosiły może zbyt wiele do samego rozgrywania piłki przez Koronę, ale na pewno ułatwiały życie jego towarzyszom. Większa ilość zrywów z jego strony powodowała zamieszanie w szeregach Lecha, a to mogło być skrzętnie wykorzystywane chociażby przez Jovanovicia, który konsekwentnie, raz za razem, podłączał się do ofensywy lub po prostu sam zabierał się z piłką. Szczególnie jeden przejaw gorącego serca do gry mógł wzbudzić podziw, gdy w 33. minucie spotkania Fertovs nie zdołał przejąć piłki, ale tak doskoczył do rywala przed samym jego polem karnym, że żołądki mogły podejść do gardła kibicom „Kolejorza”.

Czynny udział w stałych fragmentach gry

Fertovs nie szczędził energii na aktywne uczestniczenie w każdym aspekcie gry swojego zespołu. Gdy lechici mieli swój stały fragment gry (rożny, wolny – przy autach pozostawał nieco na uboczu), Łotysz wchodził głęboko w pole karne Cerniauskasa, dość mocno go asekurując. Często ustawiał się tuż przy słupku, na linii bramkowej, by w razie czego móc wybić futbolówkę w ostatnim możliwym momencie. Nieco inaczej miała się kwestia jego położenia, gdy to Korona wywalczyła któryś z rzutów. Do 28. minuty pozostawał na uboczu, ewentualnie będąc w stanie zebrać piłkę, a po tym czasie zaczął wędrować głębiej w newralgiczne sektory twierdzy Gostomskiego. Taka zmiana nastawienia została wymuszona nieco innym podejściem całego zespołu: po zmarnowanym karnym, Koroniarze postanowili nieco bardziej napierać na bramkę przeciwnika.

Kontrola gry: obecna

Zrzut ekranu (385)

Łotewski pomocnik pozwalał na głębsze wejścia ofensywne swojemu towarzyszowi, Jovanoviciowi, przy czym sam pozostawał nieco z tyłu. W ten sposób nie tylko zagęszczał środek pola, ochraniając go przed kontrami Lecha, ale i mógł w razie konieczności zebrać wyplutą przez bramkarza piłkę. Widzimy, że znajduję się w niezłej odległości od tej koronkowej akcji, ściśle za nią podążając od samego momentu jej rozpoczęcia i nie jest też kontrolowany przez żadnego lechitę.

Analiza struktury podań

Ilość wymienionych piłek przez Fertovsa nie może budzić podziwu, zważywszy na fakt, że aż 31% z nich było niedokładnych, ale gdy weźmiemy pod uwagę funkcję, jaką sprawował na boisku osąd może nieco ulec zmianie. Owszem, Łotysz musi włożyć nieco więcej pracy w dokładność własnych podań, ale sama ich ilość została wymuszona taktyką, na która postawił Tarasiewicz. Uwypuklił on Jovanovicia, przekazując Fertovsowi „czarną robotę”. Niepokojące mogą się wydawać jedynie przechwyty – pomocnik ma problem z pójściem na raz, nie jest w stanie skutecznie zatrzymać rywala, a nawet jeśli mu się to uda, to ma problem z przechwyceniem futbolówki i przekazaniem jej w inny sektor boiska.

II POŁOWA

gra_Fertovsa2

PODANIA: 11

UDANE: 10 (czerwony)

NIEUDANE: 1 (czarny)

POJEDYNKI GŁÓWKOWE: 0/2 (granatowy)

PRZECHWYTY: 4/5 (krzyżyk – udany; kółka – nieudany)

PRZEWINIENIA: 0/1 (na nim/popełnione; kwadrat)

Obraz gry Fertovsa w drugiej części spotkania był analogiczny do tego z pierwszej. Początkowo znowu poruszał się jak wolny elektron, większą część czasu gry spędzając na doskakiwaniu do rywala, na bieganiu bez piłki niż na pracy stricte w rozgrywaniu czy zawiązywaniu akcji ofensywnych. Właściwie, można powiedzieć, że było go po prostu mało do 60. minuty spotkania. Owszem, starał się utrudniać życie lechitom, nawet silniej na nich napierał niż to miało miejsce w asekuracyjnej pierwszej połowie, ale niewiele z tego wynikało.

Ciekawy przypadek piątki obrońców

Ryszard Tarasiewicz musiał spodziewać się przebudzenia „Kolejorza” w drugich 45 minutach. Z tego powodu naszły go przemyślenia i bardzo prawdopodobne, że w szatni rozrysował kolejny taktyczny schemat. Również z udziałem Fertovsa. Tym razem, Łotysz miał otrzymać funkcję dodatkowego obrońcy.

5_w_obronie

W momencie, gdy Lech skłaniał się do bardziej agresywnego ataku, Fertovs opuszczał swój posterunek przemieszczając się w kierunku swoich stoperów i zajmując miejsce w ich towarzystwie. Takie przesunięcie miało zagęścić formację defensywną Korony minimalizując szansę na przedarcie się lechitów przez tak zorganizowane zasieki. Trzeba przyznać, że całość roszad była dość konkretnie przeprowadzana i Fertovs rzadko miał okazję się pogubić. Po prostu w chwili, gdy podopieczni Skorży bardziej przyciskali wrzucał 5 bieg i podłączał się do obrony swojego zespołu. Znowuż, gdy poznaniacy mozolnie konstruowali swój atak pozycyjny środkiem, znajdowało się w nim aż 3 pomocników.

Ważne interwencje ratują Koronę

Zrzut ekranu (377)

Fertovs w drugiej części spotkania miał większe pole do popisu w działaniach stricte defensywnych. Najpierw w 66. minucie błąd popełnił Cerniauskas wychodząc z bramki i zderzając się z Dejmkiem, umożliwiając „Kolejorzowi” swobodny dostęp do pustej siatki. Wówczas w sytuacji odnalazł się łotewski pomocnik, który głową oddalił zagrożenie. Wyglądało to dość niepewnie, bowiem sam znajdował się na wprost bramki, ale szczęśliwie dla swojego zespołu, nie pomylił się w obliczeniach.

Później, w 74. minucie to właśnie jego „dostawienie nogi” zablokowało uderzenie Trałki, które przebiegało wzdłuż linii bramkowej. Można powiedzieć, że pomocnik wsławił się także w blokadach nakładanych na Szymona Pawłowskiego. W drugiej połowie zdecydowanie lepiej wychodziło mu doskakiwanie do przeciwnika. Był w tym bardziej skuteczny i nieustępliwy. Dwukrotnie udało mu się zatrzymać zwrotnego ofensywnego gracza Lecha i tym samym powstrzymać całość groźnego ataku zanim tak naprawdę zdołał się porządnie rozpocząć (82. i 85. minuta).

Asekuracja ponad wszystko

Gdy Jovanović wychodził wysoko, samodzielnie zabierając się z futbolówką i konstruując naprawdę ciekawie i koronkowo się prezentujące akcje Korony, Fertovs był zmuszony osłaniać tyły. Choć podczas tych drugich 45 minut jego wejścia ciałem w rywala, czy próby wyłuskania piłki były zdecydowanie bardziej skuteczne (4/5 udanych akcji), to jednak mimo wszystko bał się popełnić jakieś większe przewinienie (i tak jednego się dopuścił powstrzymując Kownackiego). Wolał znajdować się nieco dalej od rywala niż czuć jego oddech na karku.

Analiza struktury podań

Druga połowa ułożyła się lepiej dla Fertovsa. Łotysz zaliczył tylko jedno nieudane podanie i to w dodatku takie, które miało być z założenia tym na uwolnienie, na oddalenie zagrożenia. Choć udaje mu się wygrywać pojedynki główkowe, to nie jest później w stanie posłać piłki w punkt, przekazać jej dokładnie do swojego towarzysza. Także kwestie techniczne były bardziej sprzyjające dla pomocnika niż w pierwszej części spotkania. Same przechwyty zaczęły pojawiać się znacznie częściej, a przy próbie podań silniej była zaakcentowana sama technika Fertovsa, który kilkakrotnie popisał się dość efektywną ruletą przy zabieraniu się z piłką.

Podsumowanie

Fertovs ma szansę na zostanie jednym z jaśniejszych punktów Korony Kielce. Łotysz dobrze rozumie się z zespołem, jest w stanie wdrożyć założenia taktyczne tak silnie prezentowane przez trenera Tarasiewicza i pokornie podchodzi do wyznaczonych mu zadań. W końcu, jeszcze grając w Sewastopolu zdecydowanie silniej podłączał się do ofensywy (3 bramki w 9 spotkaniach). W drużynie „Scyzoryków” przypada mu rola bycia piątym obrońcą lub ewentualnie tego, który zagęszcza środek pola. Trzeba jednak przyznać, że radzi sobie całkiem przyzwoicie. W stałych fragmentach gry dobrze zabezpiecza okolice słupka, będąc w stanie wybić piłkę z linii bramkowej. Brakuje mu jeszcze typowego ogrania. Choć jesienią trenował ze Skonto Ryga, to nie miał szans na występy w tej drużynie, co jest widoczne na boisku. Pomocnik ma dobry przegląd pola, pilnuje wyznaczonych mu zawodników, ale nie zawsze jest w stanie wyłuskać piłkę. Nie wymienia dużej ilości podań, ale ciągle jest pod grą i jego działania „na chaos” dość silnie pomagają koroniarzom w realizacji przedmeczowych celów.

]]>
http://www.tylkoekstraklasa.pl/wojna-nie-oszczedza-nikogo-nieustepliwy-fertovs-z-wielkim-sercem-do-gry/feed/ 0