statystykijagwpł

Szczęśliwy remis Jagiellonii

Nikt nie może być zadowolony z rezultatu dzisiejszego meczu. Jagiellonia straciła szansę doskoczenia do czołówki, a także zapewnienia sobie w praktyce gry w grupie mistrzowskiej. Wiśle Płock też ten remis nic nie daje, bo tylko wygrana mogła ich przybliżyć do górnej ósemki.

Pierwsza połowa była bardzo słaba w wykonaniu obu drużyn. Goście skutecznie przeszkadzali rywalom w stworzeniu kreatywnych akcji. „Nafciarze” w ofensywie dużo lepsi nie byli, jednak to oni kontrolowali przebieg gry na boisku. Można powiedzieć, że czekali na błąd Jagiellonii. I się doczekali. Nieudana pułapka ofsajdowa sprawiła, że zupełnie niepilnowany Cillian Sheridan mógł stanąć oko w oko z Węglarzem i ze spokojem go pokonać. Niby niespodzianka, jednak wisiała ona w powietrzu. Jagiellonia nie była w stanie odpowiedzieć konkretnymi akcjami. Najbardziej barwnym momentem ze strony Jagi w pierwszej połowie były 4 szanse z rzutu rożnego pod rząd. A tak, nic specjalnego.

Po przerwie niewiele się zmieniło. Niby „Jaga” była trochę bardziej żwawa, ale to nadal było za mało na zorganizowaną obronę gości. Iwajło Petew po przerwie wpuścił Kwietnia i Olszewskiego, za Arsenicia i Wójcickiego i nie można było się temu dziwić. Olszewski dostał pierwszą szansę w Ekstraklasie od czterech lat i poniekąd ta długa przerwa się wyjaśniła. Giorgi Merebaszwili dał młodemu bocznemu obrońcy srogą lekcję. Najpierw Gruzin powinien podwyższyć prowadzenie,jednak Bartosz Kwiecień wybił piłkę z linii bramkowej. Rehabilitacja była natychmiastowa. Chwilę później doświadczony skrzydłowy znowu ograł Olszewskiego, a ten w niezbyt groźnej sytuacji sfaulował go w polu karnym. Oczywiście konsekwencją tego był rzut karny, który skutecznie egzekwował Dominik Furman. Morale Jagiellonii jeszcze bardziej spadły, a Wisła zamierzała z tego skorzystać. Szalał Merebaszwili, który miał szansę podwyższyć na 3:0. Iwajło Petew miał tylko jedną zmianę, ale wykorzystał ją najlepiej, jak tylko mógł. Wejście super-rezerwowego Mystkowskiego wydawało się być oczywiste. Tym bardziej, że jego konkurent Jesus Imaz grał fatalnie. Na efekty tej zmiany nie trzeba było długo czekać. Niemal natychmiast po wejściu na boisko „Mystek” zagrał do Bartosza Bidy, a ten nie dał szans Thomasowi Dahne. Bramka kontaktowa powinna zwiastować emocje, ale tak się nie stało. Poza okazją Bartosza Kwietnia po rzucie rożnym, próżno było szukać okazji na wyrównanie. Bliżej podwyższenia prowadzenia byli płocczanie. Pod koniec dwie szanse miał rezerwowy Karol Angielski, z czego jedna z nich powinna zakończyć się golem. Wydawało się, że maksyma o niewykorzystanych okazjach nie zdąży się sprawdzić, bo upływał doliczony czas. Tymczasem Jakov Pjulić z około 20-metrowej odległości zdołał umieścić piłkę w siatce Thomasa Dahne. Zresztą, to kolejny gol, w którym niemiecki bramkarz powinien zachować się lepiej. Pozostaje zapytać, dlaczego Krzysztof Kamiński siedzi na ławce? Czyżby był po latach gry w lidze japońskiej w tak słabej formie? Odpowiedź na to pytanie zna jedynie sztab Wisły. Co powiedzieli obaj trenerzy po meczu?

Radosław Sobolewski: Oczywiście nie jestem zadowolony z tego remisu. Natomiast, jestem bardzo zadowolony z gry mojego zespołu. Była dzisiaj bardzo duża metamorfoza, w porównaniu z ubiegłotygodniowym meczem z Koroną Kielce. Widziałem zespół, który jest zorganizowany, który walczy jeden za drugiego. Widziałem również zespół potrafiący operować piłką, z naprawdę ładnymi, szybkimi akcjami. Natomiast, zawsze gramy po to, aby zdobyć trzy punkty, których dzisiaj nie mamy, więc dlatego jestem nie do końca usatysfakcjonowany.

Iwajło Petew: Zagraliśmy dzisiaj złe spotkanie. Zastanawiam się, co było przyczyną tak słabej gry. To nie może się powtórzyć. Tak jak po meczu z Koroną Kielce było mi przykro, że mimo stworzenia tylu dobrych sytuacji mecz zakończył się remisem, tak dzisiaj mieliśmy sporo szczęścia.