petew

Stabilizacja? A komu to potrzebne?

Trzęsienie ziemi w Jagiellonii. Inaczej nie można nazwać zmianę trenera w przeddzień przygotowań do nowego sezonu. Zwolnionego Iwajło Petewa zastąpi Bogdan Zając, dla którego będzie to pierwszy zespół w trenerskiej karierze, który będzie prowadzić samodzielnie. Czy to ma prawo się udać?

„Na zadawane często pytanie, czy do stanu wojennego musiało dojść, jest tylko jedna odpowiedź: widocznie musiało, skoro doszło.” Tekst doskonale znany osobom, którzy obejrzeli Rozmowy Kontrolowane, pasuje też poniekąd do sytuacji w Jagiellonii. Wprawdzie pojawiały się głosy, aby zwolnić Petewa, jednak dochodziły one głównie od osób, którzy parafrazując trochę świeższego klasyka „siedzą z piątką kolegów, którzy klepią go po plecach”, czyli innymi słowy – zwalniają trenera średnio 30 razy w sezonie. Nie wiadomo, co skłoniło włodarzy klubu do tej nagłej zmiany. Średnia punktów za kadencji Bułgara wyniosła 1,35, czego przełożeniem było 6 zwycięstw, 5 remisów, 6 porażek. No chyba nie tak to miało wyglądać. Ofensywa nie funkcjonowała jak należy, czego symbolem jest Jesus Imaz. Hiszpan za kadencji Petewa zaliczył…jedną asystę. Jedną asystę! Zważywszy na to, że w rundzie jesiennej strzelił 11 goli i trzykrotnie asystował, trudno się nie oprzeć wrażeniu, że jest coś nie tak.

Imaz, Górnik

Gra także nie porywała, ale tutaj pretensje powinny być mniejsze, bo w zamian za to zespół odzyskał waleczność, której tak brakowało za czasów Ireneusza Mamrota. Cel minimum, czyli awans do grupy mistrzowskiej, został osiągnięty, jednak na tym sukcesy się skończyły, bo Jagiellonia na koniec sezonu zamknęła tabelę mistrzowską. Nie tak miał wyglądać setny rok Jagiellonii. Z drugiej strony miał to być okres przejściowy, co zwłaszcza po wybuchu pandemii było często usprawiedliwieniem z perspektywy zwolenników Petewa. Runda miała być stracona, ale w nowym sezonie już miało być tylko lepiej. I w tej chwili Petewa zwolniono. Prezes Kulesza tłumaczy się tym, że drużyna nie osiągnęła zamierzonego celu. Trudno z tym polemizować, sam Petew obejmując „Jagę” deklarował walkę o europejskie puchary. Tylko dlaczego szkoleniowcowi podziękowano 11 dni od ostatniego meczu z Lechem? Telefony się popsuły? Ktoś zapomniał o tym? Petew wyjechał w Bieszczady? Trochę się to kupy nie trzyma. Nic dziwnego, że głosy o pozasportowych powodach odejścia mają większy posłuch. Tym bardziej, że już dwukrotnie opuszczał z takich przyczyn drużynę – w Omonii Nikozja i Dynamie Zagrzeb (chociaż tam sportowo też było niezbyt ciekawie). Nie da się ukryć, że w Białymstoku coś się, coś się popsuło. Poprzedni sezon „zainaugrowała” wpadka organizacyjna, przez którą część kibiców nie mogła wejść na trybuny. Najdroższy przez krótki czas transfer Ongjena Mudrińskiego, okazał się być totalnym niewypałem. Ściągnięcie Jakova Pjulicia za niewiele mniejsze pieniądze poprawiło sytuację, ale niedostatecznie. Parę dni temu wybuchła „afera”, w której Sebastian Ralajakso postanowił obwieścić światu, że…w Białymstoku musiał uciekać przed latającymi oszczepami. Od początku wydawało się to absurdalne. W skrócie można powiedzieć, że Ralajakso przemieszał informacje prawdziwe z fałszywymi. Zważywszy na to, że pracuje obecnie jako agent ubezpieczeniowy – facet będąc piłkarzem ewidentnie minął się z powołaniem. Dziwne więc było wystosowanie przez klub oświadczenia, które w polskich realiach brzmią zazwyczaj jak tłumaczenie się winnego. W telegraficznym skrócie – Jagiellonia poczuła się zobligowana do tłumaczenia, że piłkarz, który grał u nich 6 lat temu, wygaduje głupoty w wywiadzie, który udzielił 3 miesiące temu. Niewykluczone zresztą, że to tylko element kampanii wyborczej, w której po prostu trzeba dopiec Kuleszy za byle co, aby nie zechciał przypadkiem ubiegać się o stanowisko prezesa PZPNu. Ktokolwiek zobaczył tego Ralajaksę w akcji, wie doskonale, że jego ściągnięcie było jedną wielką pomyłką, w którym jedynym rozsądnym wyjściem było pozbycie się jego osoby z listy płac. Wszak rzadko piłkarz jest grubszy od…prezesa, który go zatrudniał. Wracając do tematu przewodniego, Jagiellonia nadal trzyma się sprawdzonego klucza, który polega na szukaniu trenera wszędzie, tylko nie pośród tak zwanej karuzeli trenerskiej. Padło na Bogdana Zająca. Czy to będzie „Nawałka dla ubogich”, czy może coś więcej? Część sztabu byłego selekcjonera reprezentacji, zgodziła się na współpracę z jego byłym asystentem. Trener bramkarzy Jarosław Tkocz zastąpi Pawła Primela, który nie zostanie zapamiętany w pozytywny sposób. Mówisz Primel, myślisz Santini. To właśnie z powodu tej fatalnej rekomendacji utkwił w pamięci białostockich kibiców. Za przygotowanie fizyczne odpowiadać ma Remigiusz Rzepka, nie wiadomo jednak czy będzie to czynił osobiście, czy też będzie pomagał osobie, która z jego rekomendacji obejmie stanowisko. Czy to wystarczy na zaspokojenie ambicji prezesa i kibiców? Cholera wie.

Białostocki model bardzo szybko znalazł naśladowców. W Mielcu pożegnano się z Dariuszem Marcem, który dopiero co awansował z podkarpacką drużyną do Ekstraklasy. Następcą będzie Dariusz Skrzypczak, który, co za zaskoczenie, nigdy wcześniej nie prowadził zawodowej drużyny samodzielnie. Z jednej strony to dobrze, że nie obracamy się w kręgu tych samych nazwisk, ale ile w tym długofalowej wizji, a ile lekkiej desperacji? Niech każdy sam odpowie na to pytanie.

Fot. Wojciech Wojtkielewicz