statystykilpojag

Srebro wywalczone z przytupem

Lech Poznań pieczętuje tytuł wicemistrza Polski spektakularnym rezultatem. Przejechał się po Jagiellonii, jak po łysej kobyle, a wynik meczu to odzwierciedla. Pokazuje to, w jakiej jakże odmiennej sytuacji są oba kluby, które do niedawna należały do tej samej półki w hierarchii ligowej.

Dominacja gospodarzy od samego początku nie podlegała żadnym wątpliwościom. Na pierwszą bramkę trzeba było czekać zaledwie 6 minut. Tymoteusz Puchacz zgrał z lewej strony boiska do wbiegającego w pole karne Ramireza, a ten wypatrzył niepilnowanego Pedro Tibę, który nie dał szans Dziekońskiemu. Nie minęła chwila i było już 2:0 – Ramirez obsłużył prostopadłym podaniem Gytkjaera, a ten lekkim strzałem z pierwszej piłki strzelił gola. „Jaga” przez chwilę nie chciała się poddać, dowodem bramka Jesusa Imaza, która nie została uznana z powodu pozycji spalonej. Może w tym roku jeszcze coś strzeli. Czy to zwiastowało dalsze emocje? A skądże. Kolejna bramka padła w 32. minucie, kiedy to Pedro Tiba zagrał piłkę za wybitnie dziurawą dzisiaj defensywę gości. Odbiorcą podania Jakub Kamiński, który bez problemu pokonał o rok młodszego kolegę. Najbardziej osobiliwym zachowaniem popisał się Bodvarsson, który zaobsorbowany nieudolną próbą złapania Kamińskiego na spalonym…stał jak wryty przez kilka sekund. Kandydat na mema – takie trałkowanie na stojąco. Lech nadal wchodził w obronę „Jagi” jak w masło i jeszcze przez przerwą udokumentował bramką na 4:0. Dziekoński strzał Kamińskiego obronił, ale przy dobitce Gytkjaera mógł jedynie patrzeć jak piłka przelatuje obok niego.

Czy coś się zmieniło po przerwie? Otóż nie. Lech nadal dominował nad wydarzeniami boiskowymi. A to Jóźwiak mógł strzelić, a to Gytkjaer, a to Ramirez. Generalnie Lech kopał sobie piłeczkę, a Jagiellonia za tą piłeczką goniła. Goście na drugą połowę wyszli z celem obrony czterobramkowej straty i udało im się to osiągnąć. Głównie dlatego, że Lech miał już wywalone. Lech zamyka udany sezon, dzięki czemu piłkarzom na szyi zawieszono srebrne medale. Gdyby nie uparte forowanie Muhara, to może byłyby i złote? Teraz to można gdybać. Oby wysoka forma na finiszu nie zwiastowała jej obniżki podczas eliminacji do Ligi Europy. Wszyscy mają dość kompromitujących wpadek, a kibice Lecha w szczególności. A Jagiellonia? Czeka ją swoiste katharsis. Widać jak na dłoni, że drużyna w tym kształcie już nic osiągnie i osiada na mieliźnie ligowej, bo tak trzeba nazwać zajęcie ósmej lokaty na koniec sezonu. Tymczasem samozwańczy podlascy selekcjonerzy najchętniej zwolniliby Iwajło Petewa i zatrudnili kogoś z tzw. karuzeli trenerskiej. Skorża, Bartoszek, Urban, Zieliński, Ojrzyński – byle kto, byle Polak. No cóż, wyniki Petewa nie powaliły nikogo, ale z drugiej strony – czy Bułgar byłby tak krytykowany, gdyby był Polakiem? Krytyka by nadal miała miejsce, ale pewnie byłoby więcej głosów nawołujących o stabilizację, cierpliwość, itd. Wypada też taką szansę dać Petewowi. Zwłaszcza, że przez pół roku poznał drużynę na tyle, aby wiedzieć kto nadaje się do drużyny, a kto nie. Nadszedł więc czas na odstawienie kilku graczy, którzy nie pasują do „Jagi” z powodów piłkarskich, czy też charakterologicznych. Od skuteczności tej „czystki” zależy przyszłość tego klubu. Marazm trawił już niejeden klub i zawsze kończył się tym samym – spadkiem ligę niżej.