polwlo

Sensacja-rewelacja! Włochy pokonane!

Czy ktokolwiek tego się spodziewał? Polska pokonała Włochy 1:0 po golu Krystiana Bielika z 40.minuty spotkania. Ta wygrana jest tym bardziej sensacyjna, że Włochów wspomagała licznie zgromadzona publiczność na bolońskiej arenie. Jak my to zrobiliśmy?

Początek nie zwiastował kłopotów jakich się chyba wszyscy spodziewali. Włosi nie kwapili się do szturmowania naszej bramki, więc w 10. minucie to Polacy wzięli się do roboty. Po ładnej akcji spoza pola karnego uderzał Żurkowski i trzeba przyznać że wyglądało to naprawdę nieźle. Włosi jednak wiecznie nie mogli odstawiać chałtury, więc pod bramką Grabary robiło się coraz cieplej. Federico Chiesa po raz kolejny próbował przyprawić naszych obrońców o permanentne zawroty głowa, zresztą grający po przeciwległej stronie Ricardo Orsolini nie chciał być gorszy. Koło 30. minuty zaczęło się robić naprawdę nieciekawie. Co chwilę czaiło się zagrożenie stratą gola. A to Chiesa, a to Mandragora, a to Mancini. Dość powiedzieć, że w 34 minucie Włosi oddali 10 strzałów. My zaś zaledwie dwa razy próbowaliśmy zagrozić Meretowi. Jak to się mówi, do trzech razy sztuka. Kownacki wprawdzie spartaczył rzut wolny, ale piłka się odbiła tak, że Bielik stanął przed świetną szansą, zresztą po jego strzale piłka odbiła się od rąk Mereta i od słupka, co jeszcze zwiększa przypadkowość gola. Nikogo jednak w Polsce takie coś nie obchodziło, bo wyjście na prowadzenie w takiej sytuacji było ogromną niespodzianką. Włosi jeszcze z większym animuszem ruszyli na naszą bramkę. I już po czterech minutach dopięli swego. Zabawa w pinballa trwała w najlepsze, bo piłka odbiła się od lewego i prawego słupka bramki Grabary. Cóż jednak z tego skoro w analizie VAR okazało się, że włoski napastnik, który zasłaniał Grabarze, był na pozycji spalonej? Do przerwy wynik się utrzymał, co już wydawało się być ogromną ulgą.

Trener Włochów Luigi di Biaggio nie czekał na cud, tylko wyjął asa z rękawa w postaci Moise Keana. Nie przyniosło to jednak wymiernych efektów, bo Polacy naprawdę dobrze się bronili. O ile strzał Tonalego jeszcze był takim lekkim upomnieniem, to już uderzenie Pellegriniego z 76. minuty było ostatnim ostrzeżeniem. Tylko słupek dzielił od wyrównania stanu meczu. W tamtej chwili stała się jeszcze jedna nieciekawa dla nas rzecz. Otóż boisko opuścić musiał Dawid Kownacki, który miał problem z mięśniem dwugłowym. Bardzo możliwe, że to pokłosie starcia z pierwszej połowy, gdzie już wtedy byt na boisku kapitana zespołu był zagrożony. Za niego Czesław Michniewicz posłał do boju Adama Buksę. Frustracja Włochów zaczęła narastać. Coraz więcej było gry brutalnej i chaotycznej. Pokazał to zwłaszcza Nicola Zaniolo, który zresztą był dziś zupełnie bezradny. Za bandycki faul na Szymańskim (z całym impetem zaatakował kolano ex-legionisty) otrzymał żółtą kartkę, mając czelność okazywać z tego ostentacyjne niezadowolenie. Całe szczęście, że „żółtko” te wyklucza go na spotkanie z Belgią. Oliwa sprawiedliwa. Włosi już krzywdy nie mogli zrobić. Dowieźliśmy coś, co przed meczem było marzeniem. Komplet punktów przed ostatnią kolejką to coś, co ktoś przed turniejem mógł przewidzieć jedynie przejęzyczając się. Gdyby nie gol Pablo Fornalsa w końcówce meczu z Belgią, można byłoby bukować już bilety do Tokio. Trzeba jednak z Hiszpanami zremisować i jest to szansa, której nie możemy zmarnować. Igrzyska Olimpijskie są tak blisko, a jednocześnie tak daleko…