ekstraklasa

Reforma Ekstraklasy? A komu to potrzebne?

Od sezonu 2019/2020 z Ekstraklasy spadać będą trzy zespoły, tyle samo awansować ma do niej z I ligi. I to by było na tyle jeśli chodzi o najistotniejszą kwestię reformy. Oczywiście to nie jedyna zmiana ustalona na posiedzeniu Rady Nadzorczej spółki Ekstraklasa S.A z klubami (odbyła się w czwartek) natomiast dla przeciętnego kibica jest ona najważniejsza. Sama reforma przez wielu uznawana jest za taką, która nie wprowadzi realnych zmian w naszej piłce klubowej, a będzie jedynie procesem kosmetycznym. Jeden z czołowych polskich dziennikarzy bardzo trafnie określił tę reformę jako księgową, trudno się z nim nie zgodzić…

Podczas czwartkowego posiedzenia rozważano dwa scenariusze. Wariantami do wyboru było pozostanie przy ESA 37 bądź przejście na ESA 34. Ostatecznie postanowiono pozostać przy dotychczasowym trybie z szesnastoma zespołami oraz rundą zasadniczą i finałową, ze wspomnianą wcześniej zmianą liczby drużyn spadających i awansujących. Mówił z resztą o tym po spotkaniu rady przewodniczący Karol Klimczak :

– Rada Nadzorcza finalnie rozważała tylko dwa scenariusze formatu rozgrywek. Pozostanie przy ESA-37 lub ESA-34. Zgodziliśmy się, że w obecnych warunkach rozwiązanie zakładające poszerzenie rozgrywek o kolejne dwa kluby nie przyniosłoby oczekiwanego, wyraźnego wzrostu jakości. W najbliższych latach, równocześnie z zaostrzaniem i rygorystycznym podejściem do przepisów licencyjnych w zakresie infrastruktury klubowej, Ekstraklasa będzie się jednak otwierać na pierwszą ligę.

Dlaczego nie zdecydowano się na powiększenie ligi o kolejne dwie drużyny z jednoczesną rezygnacją z podziału na dwie grupy? Argument jakoby poszerzenie ligi nie przyniosłoby wzrostu jakości jest moim zdaniem bezpodstawny,  jednak jak to zwykle bywa gdy nie do końca wiadomo o co chodzi to… wiadomo o co chodzi. ESA 34 zakładało zwiększenie składu ligi o dodatkowe dwie drużyny, a co za tym idzie do koryta dosiadłoby się dwóch dodatkowych konsumentów, czyli dodatkowe dwie buzie do wykarmienia. Po za tym w ESA 34 do rozegrania byłyby trzy kolejki mniej, co oznacza mniejszy dochód dla klubów z dnia meczowego, co dla niektórych klubów byłoby nie do przyjęcia.

Decyzje już zapadły, nawet sam prezes Zbigniew Boniek poparł te zmiany, nazywające je „inteligentnymi”. Zastanawia mnie jedynie dokąd zmierzamy utrzymując obecną formułę rozgrywek. Czy aby zwiększyć prestiż i poziom rozgrywek nie powinniśmy dążyć do lig topowych, w których nie ma podziałów na grupy takich jak m.in Bundesliga? To właśnie tam występuje osiemnaście zespołów, przerwa zimowa jest krótsza niż u nas a czas na przygotowanie się do nowego sezonu odpowiedni. Choć akurat w tym aspekcie jest szansa na poprawę o czym mówił powiedział prezes Ekstraklasy S.A. Macin Animucki :

– Ekstraklasa oraz kluby chcą zapewnić stabilność rozgrywek oraz zagwarantować zgodność kalendarzy Ekstraklasy i rozgrywek UEFA. Wkrótce rozpoczną się rozmowy i negocjacje poprzedzające przetarg na przyznanie praw mediowych. Kluczową wartością dla każdego z potencjalnych nabywców telewizyjnych jest przewidywalność oraz coraz wyższa jakość produktu. Zadaniem Ekstraklasy jest zapewnienie tego.

Zmiana kalendarza to jednak nie wszystko. Jak wspomniałem dobrze naszej lidze zrobiłoby wzorowanie się na najlepszych ligach a nie granie systemem jaki obowiązuje obecnie ściągnięty z przeciętnej ligi belgijskiej. Poprzednie lata z tym systemem pokazały, że bywa on mało wiarygodny.  Mecze w rundzie finałowej często zamiast elektryzować kibiców, było grane wręcz na siłę, kiedy wiadomo było, że wynik dla zainteresowanych stron jest nieistotny i niczego nie zmieni.

Całe szczęście, że zrezygnowano z podziału punktów, teraz przynajmniej nie mamy takiego chamskiego  kombinowania w rundzie zasadniczej. Jest to moja subiektywna opinia ale broni się bezkompromisowym, czystym, absolutnie niekomercyjnym hasłem – Wzorujmy się na najlepszych.

Jak wspomniałem wcześniej reforma nie dotyczy jedynie struktury rozgrywek, która jak łatwo wywnioskować nie za bardzo do mnie trafia. Szykują się jednak zmiany, które trafiają w mój gust. Mówię tutaj o zmianie przepisów licencyjnych. Skoro tryb rozgrywki nadal pozostanie taki jest czyli bawimy się w jakieś podziały rodem z  przeciętnych lig to fajnie, że przynajmniej dążymy do topu pod kątem infrastruktury. Od sezonu 2019/2020 wymogiem licencyjnym będzie posiadanie podgrzewanej płyty treningowej boiska. Najbardziej podoba mi się jednak to, że do rozgrywek nie zostaną dopuszczone drużyny, które nie posiadają własnego stadionu oraz nie są w pełni przygotowane pod względem infrastruktury. Jak mawiała moja polonistka w liceum „sorry Winnetou”. Nie masz obiektu, nie możesz grać w ekstraklasie. Szanujmy się. Uważam, że sytuacje, na które obecnie jest przyzwolenie w Ekstraklasie, są niedopuszczalne i żenujące. Mówię tutaj o grze Sandecji na stadionie Termaliki w Niecieczy, zachowując przy tym absolutny szacunek do tej drużyny choćby za to jakimi kozakami byli w poprzednim sezonie w 1 lidze. Bardzo dobrze, że takie patologie nie będą miały miejsca.

Zmianie mają ulec również rozgrywki Pucharu Polski. W ćwierćfinale i półfinale Pucharu Polski nie będziemy mieli dwumeczów.

To w zasadzie tyle jeśli chodzi o zmiany. Niedużo tego, zgadza się? Tak naprawdę słowo reforma to w tym przypadku to duże nadużycie. W ostatnim czasie wiele napisano, powiedziano , trwała dyskusja w mediach społecznościowych, czekaliśmy na realne zmiany w dobrą stronę, tym czasem zmiany będą kosmetyczne. Wychodzi więc na to, że tak naprawdę nikt żadnych zmian nie chciał, bo nikt nie chce mniej zarabiać. Cała ta reforma w moim przekonaniu jest niepotrzebna i niczego nie zmieni, choć bardzo chciałbym się mylić.