statystykirczjag

Raków nie daje uciec Legii

Cenne zwycięstwo Rakowa Częstochowa. Pozwala utrzymać dwupunktową stratę do warszawskiej Legii, a ponadto powiększyć przewagę nad trzecim Górnikiem Zabrze do czterech „oczek”. Wbrew temu, co wynik może sugerować, nie był to mecz zacięty. Zdecydowanie lepiej wypadł zespół z Częstochowy, który dominował przez prawie cały mecz, pozwalając sobie na krótkie chwile słabości, które „Jaga” skrzętnie wykorzystała.

Pierwsza połowa była bezbarwna, chociaż bez problemu można było wskazać stronę dominującą. Gra toczyła się pod dyktando gospodarzy, rolą gości było właściwie przeszkadzanie przeciwnikowi. Jak się później okazało, największe zagrożenie tworzyły stałe fragmenty gry. To po rzucie rożnym padła pierwsza bramka. Strzelcem były piłkarz Jagiellonii Andrzej Niewulis. Jaka była reakcja „żółto-czerwonych”? Żadna. Raków grał nadal to samo, co przed strzelonym golem i mógł do przerwy prowadzić wyżej. Przez chwilę nawet tak było, ale gol Sapały nie został uznany. 25-letni pomocnik tuż przed przerwą miał jeszcze jedną szansę, ale minimalnie chybił. A szkoda, bo gdyby udało mu się strzelić gola, to akcja która do niej doprowadziła, byłaby najlepszą w tej kolejce.

Po przerwie nie zmieniło się nic. Raków atakował, a Jagiellonia ganiała za piłką. W końcu taka pasywność gości musiała być skarcona. W 50. minucie Bodvarsson sfaulował Tijanicia i Mariusz Złotek wskazał na jedenasty metr. Karnego pewnie wykorzystał Peter Schwarz. Wydawało się, że Jagiellonia po tym się nie podniesie. Jej gra była fatalna, do przerwy oddała jeden i to w dodatku niecelny strzał. Uwierzył w to także Raków, przez co drużyna Bogdana Zająca nieco się ożywiła. W międzyczasie jednak Gutkovskis powinien podwyższyć na 3:0, ale przegrał pojedynek sam na sam ze Steinborsem. Drużyna spod Jasnej Góry sprawiła prezent gościom, bo jak inaczej nazwać rzut wolny na 17. metrze dla Jakova Puljicia? Chorwat wprawdzie uderzył w poprzeczkę, ale w wyniku zamieszania z tego wynikającego Makuszewski wcisnął gola kontaktowego. Cóż jednak z tego skoro chwilę później ten sam Makuszewski, powalił we własnym polu karnym Kuna? Drugi rzut karny w dzisiejszym meczu znowu udało się Schwarzowi wykorzystać. Koniec emocji? Zmarnowane okazje Gutkovskisa oraz Imaza nie potwierdzały tego. Wysiłki białostoczan, którzy wykorzystywali zmęczenie rywala, zostały wynagrodzone golem. Strzelcem Jesus Imaz, jednak najważniejsze było sprytne podanie Prikryla, który wykorzystał roztargnienie przeciwnika. Na kolejną bramkę zabrakło już czasu. Zwycięstwo Rakowa zasłużone, Jagiellonia nie miała prawa liczyć na więcej, skoro zagrała dobre 20 minut, a rywal 70.

W ostatniej serii gier w tym roku kalendarzowym Raków zagra w Gliwicach z Piastem, a Jagiellonia na własnym obiekcie podejmie Górnik Zabrze.