RAKJAG

Półtora roku w piłce to bardzo dużo. Raków i Jagiellonia dobitnie to pokazują.

W pojedynku Rakowa z Jagiellonią faworyt jest jasny i oczywisty. Gospodarze są wiceliderami tabeli i walczą o Mistrzostwo Polski. Niedawno jeszcze takim mianem mogła się szczycić Jagiellonia, która obecnie jest książkową definicją zespołu środka tabeli. Czy to oznacza, że goście są na straconej pozycji? Oczywiście, że nie. Mimo to wydaje się, że drużyny zmierzają w przeciwnym do siebie kierunku i dawno się ze sobą minęły. Na podsumowanie przyjdzie jednak czas po zakończeniu następnej kolejki. Na razie zajmijmy się teraźniejszością, czyli dzisiejszym meczem.

W ostatniej kolejce Raków poniósł drugą porażkę w sezonie. Ekipa spod Jasnej Góry przegrała 0:1 ze Śląskiem Wrocław. Czy drużyna Marka Papszuna mogła wywieźć z Wrocławia choćby jeden punkt? Powinna. W tym meczu jednak wyjątkowo brakowało skuteczności i wykończenia akcji. Porażka z drużyną własnego boiska nie jest jednak żadnym wstydem. Dopiero porażka w dzisiejszym starciu byłaby koronnym dowodem na to, że pod koniec rundy częstochowianie złapali zadyszkę. Drużyna względem poprzedniego meczu nie osłabiła się.

Tymczasem po wygranej Jagiellonii z Wartą Poznań nie ustaje krytyka. Nie można jednak się temu dziwić skoro traci się gole, w taki sposób, a nie inny. Czy są podejmowane próby zmiany tego stanu rzeczy?

Sytuacja jest, jaka jest. W ostatnim miesiącu i tygodniach było dużo zmian, nie tylko w linii obrony. Były kontuzje i inne problemy. Zdajemy sobie sprawę z tego, że tracimy sporo bramek. Dużo pracujemy nad poprawą gry obronnej na treningach, analizujemy te sytuacje na wideo. Myślę, że teraz w końcu pokażemy, że potrafimy grać na zero z tyłu – przekonywał Tomas Prikryl.

Jednak to ta wypowiedź czeskiego skrzydłowego była najbardziej interesująca:

Raków długi czas gra w niezmienionym składzie. Po awansie do ekstraklasy ich jakość jest zauważalna. Mają dobrze dopracowany system gry. Potrafią grać w linii obrony trójką defensorów, mają dobrych piłkarzy. Już długo grają razem i teraz to procentuje.

No to zobaczmy. W ostatnim meczu ze Śląskiem Wrocław Raków zagrał trzema letnimi nabytkami od pierwszej minuty (Gutkovskis, Cebula, Ivi Lopez), a dwóch kolejnych weszło z ławki rezerwowych (Szelągowski, Zawada). Jak sytuacja z tym ma się w Białymstoku? Bardzo podobnie. Także trzech pozyskanych latem (jeden właściwie jesienią) – Wojtkowski, Cernych, Steinbors. Z ławki wszedł jeden nowy zawodnik – Wyjadłowski. Możemy oczywiście przejrzeć poprzednie mecze, gdzie liczby te są podobne (jak są mniejsze, to w drużynie Jagiellonii), czy też prześledzić zimowe transfery, jednak traktowanie piłkarzy będących w klubie od roku jako niezgranych z drużyną, to lekka przesada. Wnioski tak czy siak, są następujące: czysto teoretycznie, to Jagiellonia ma bardziej ustabilizowany zespół względem poprzedniego okienka transferowego. W praktyce jednak dzisiejsi rywale niespecjalnie tym się różnią. Różnica jest taka, że ci z Częstochowy pokazują więcej jakości, niż ci z Białegostoku. Pokazuje to tabela, pokazują to statystyki, waga bramek przez nich strzelanych też ma znaczenie. Dlatego to Raków jest faworytem, a nie Jagiellonia, jak to było jeszcze półtora roku temu. Jedyne co się zgadza w tej wypowiedzi, to dopracowana formacja z trójką obrońców – wszak to jest wręcz wizytówka Marka Papszuna. Oby te słowa były wynikiem zwykłego ludzkiego błędu, a nie ignorancji sztabu szkoleniowego. Wszak każdy może się pomylić.