jakub błaszczykowski (3)

Polska skrzydłowymi stoi? Raczej leży i robi pod siebie…

W okresie poprzedzającym EURO 2012 Roman Kołtoń regularnie snuł tezę, że „Polska skrzydłowymi stoi”. Przewidywał, że ówcześni zawodnicy na tej pozycji będą nam dawali wiele radości przez długie lata. Czas sprawdzić, jak te przewidywania zweryfikowała przyszłość.

Zobaczmy jak wyglądała sytuacja skrzydłowych w dniu poprzedzającym rozpoczęcie EURO 2012.

Jakub Błaszczykowski – kapitan, lider zespołu, nikt nie zarzuci mu umiejętności czy też braku charakteru, jego pozycja w kadrze jeszcze długo nie będzie przez nikogo podważana.

Maciej Rybus – podstawowy zawodnik reprezentacji, uważany za przebojowego skrzydłowego dającego konkretne liczby z przodu. Terek Grozny miał być krótkim przystankiem w karierze „Ryby”, jednak zasiedział się tam na tyle, że odchodził jako…lewy obrońca.

Kamil Grosicki – gwiazda Sivassporu, jednak ulubieńcem Franciszka Smudy nigdy nie był. W 2012 roku mógł odegrać większą rolę, ale wiemy jaki stosunek miał „Franz” do robienia zmian podczas meczu.

No i jeszcze pseudoskrzydłowi w postaci Obraniaka oraz Mierzejewskiego, którzy grali razem, kiedy Smuda nie mógł się zdecydować na jednego z nich. Wówczas jeden grał na „10”, drugi na lewym skrzydle kosztem Rybusa. Wiemy jednak, że najlepsi byli grając za Robertem Lewandowskim.

Podczas przygotowań niezłą pozycję mieli również Szymon Pawłowski oraz Sławomir Peszko. O ile ówczesny pomocnik Zagłębia po prostu przegrał rywalizację, to „Peszkin” sam się wyeliminował, a w jaki sposób, to nie muszę mówić.

Zobaczmy w skrócie co się stało z tymi skrzydłowymi na przestrzeni lat.

Błaszczykowski – do niedawna jeden z liderów kadry, jednak latka lecą i niestety przekłada się to na jego dyspozycję w reprezentacji oraz w klubie.

Rybus – dzisiaj jest podstawowym lewym obrońcą kadry, nie udało mu się w Lyonie, jednak jest podstawowym graczem Mistrza Rosji, z którym za chwilę będzie grać w Lidze Mistrzów. Mogło być zdecydowanie gorzej.

Grosicki – jego pozycja w piłce europejskiej oraz w reprezentacji stale rosła. Tak naprawdę poważną szansę w kadrze dał mu dopiero Adam Nawałka. Nawałce „TurboGrosik” odpłacił się jak tylko mógł najlepiej. Jednak ostatnie miesiące to jeden wielki cyrk. Odżywianie godne pożałowania, cyrki z transferem, wypychanie go z klubu na siłę. A już było tak pięknie.

Obraniak – za Fornalika jeszcze grał, jednak Nawałka skreślił go dosyć szybko. Po 2014 roku nastąpił skrajny zjazd w klubowej karierze Francuza. Rizespor, Maccabi Hajfa, 2-ligowe Auxerre. Nic dziwnego, że skończył karierę, skoro w każdym z wymienionych klubów notorycznie zawodził.

Mierzejewski – od kiedy wyjechał z Turcji, w kadrze go nie zobaczyliśmy. O ile w krajach arabskich jego popisy nie były spektakularne, to ostatni sezon w australijskiej A-League to był jego prawdziwy popis. Nawałka jednak konsekwentnie go pomijał, ale czy można temu się dziwić, skoro ostatni raz w reprezentacji zagrał w listopadzie 2013 roku?

Pawłowski – pod koniec jego przygody z Zagłębiem Lubin wydawało się być kwestią czasu odejście do klubu zagranicznego. Tak się jednak nie stało. Wprawdzie kilka naprawdę dobrych sezonów zagrał w Poznaniu, jednak od 2-3 lat jest to cień zawodnika. Aktualnie w Sosnowcu gra bardzo dobrze, jednak nie tego się po nim spodziewaliśmy w 2012 roku.

Peszko – każdemu kolejnemu selekcjonerowi był mniej lub bardziej potrzebny. Ze świecą szukać takiego speca od atmosfery. Poza golem z Irlandią z meczów kadry możemy zapamiętać jedynie wpuszczanie go w końcówkach meczów podczas EURO 2016, co wywoływało wrzawę w wielu barach i domach w kraju. Z jakich powodów wiecie Państwo sami.

Jak widzicie, czterech liter to nie urywa. Jedynie Błaszczykowski, Rybus i Peszko ostali się do ostatnich Mistrzostw Świata. Ten ostatni już raczej w kadrze nie zagra, a ten pierwszy z taką sytuacją w klubie straci łaskawość nawet swojego wuja. Za czasów Fornalika pojawiali się tacy gracze jak Sobota czy Kosecki, jednak to były efemerydy. U Nawałki było podobnie. Nawet wielki talent Kapustka, tak wypromowany przecież przez Nawałkę, znalazł się na peryferiach poważnej piłki i jak na razie kadrę zobaczyć może jedynie na TVP lub Polsacie.

Przed mundialem w Rosji Roman Kołtoń stwierdził, że jeśli ktoś dzisiaj mówi „Polska skrzydłowymi stoi”, to łapie się za głowę. A my łapiemy się razem z red. Kołtoniem. Zobaczmy jeszcze jak wygląda sytuacja klubowa kandydatów na skrzydłowych reprezentacji Polski.

Jakub Błaszczykowski – 8 minut w Pucharze Niemiec.

Kamil Grosicki – 21 minut w Pucharze Ligi, pominięty przez selekcjonera.

Maciej Makuszewski – 937 minut we wszystkich rozgrywkach, obecnie kontuzjowany.

Przemysław Frankowski – 598 minut we wszystkich rozgrywkach.

Rafał Kurzawa – 31 minut w Ligue 1.

Damian Kądzior – 408 minut we wszystkich rozgrywkach.

Maciej Rybus – 525 minut we wszystkich rozgrywkach, obecnie kontuzjowany.

Arkadiusz Reca (a co nam zostało) – 90 minut w eliminacjach do Ligi Europy.

T R A G E D I A. Jeśli już ktoś gra, to zawodnicy z takich potężnych lig, jak polska czy chorwacka. Z taką siłą rażenia wcale nie dziwią głosy, żeby z Włochami zupełnie zrezygnować ze skrzydłowych i zagrać słynną „choinką”. Czy tak Jerzy Brzęczek zrobi, pokażą najbliższe godziny. Nie zazdrościmy jednak selekcjonerowi takiego „komfortu” wyboru.