Kapustka gol

Polscy „stranieri”. Którzy z nich mogą wrócić do Polski?

Sezon Ekstraklasy powoli dobiega końca. W zasadzie już wiemy, kto zostanie mistrzem, a kto spadnie z ligi. Jedyną niewiadomą jest to, kto będzie reprezentował Polskę w Lidze Europy, ale to też powoli się klaruje. W gabinetach dyrektorów sportowych telefony coraz częściej wibrują, najpewniej dlatego, aby odebrać telefon od menadżera starego Słowaka lub Hiszpana z trzeciej ligi. Zapominamy przy tym o polskich piłkarzach, którzy obecnie są za granicą, ale z różnych powodów mogą już tego lata wrócić do naszej ligi. Przyjrzyjmy się kilku kandydaturom.

ARTUR BORUC

Najgorętsze nazwisko ostatnich dni na polskim rynku transferowym. Jego umowa z Bournemouth wygasa z końcem lipca i trudno teraz powiedzieć, czy znów zostanie przedłużona. Obecnie 65-krotny reprezentant Polski jest drugim bramkarzem „Boro” – do tej pory przesiedział na ławce wszystkie (!) mecze w tym sezonie. Oferta z Legii w takiej sytuacji byłaby wybawieniem. Perspektywa powrotu do ukochanego klubu, w którym jest uwielbiany? Lepszej być nie może. Nie ulega wątpliwości, że na tym transferze wygrają wszyscy. Także sama liga, do której wróci barwna postać, którą chętnie obejrzą w akcji kibice przeciwnych zespołów. Takiego entuzjazmu nie dzielą działacze, którzy wolą ściągnąć, np. Dominika Hładuna. Dodatkową komplikacją może być sytuacja, w której Boruc jednak podniesie się z ławki. Notabene, właśnie dzisiaj jest na to największa szansa. Koniec końców, szkoda by było, gdyby powrót Boruca do Polski okazał się kaczką dziennikarską.

BARTŁOMIEJ PAWŁOWSKI

Transfer skrzydłowego do FK Gaziantep wydawał się być optymalnym posunięciem. Beniaminek ligi tureckiej dawał szansę na zrównoważony rozwój, a także na sympatyczny zarobek. Sezon zaczął się obiecująco, bo od gry w wyjściowym składzie z Fenerbahce Stambuł. Szału nie zrobił, podobnie jak jego drużyna, która przegrała 0:5. Od tamtej pory zagrał tylko raz od pierwszej minuty. O ile jeszcze w roku 2019 dostawał regularnie szanse z ławki rezerwowych, to już w nowym roku sytuacja znacznie się pogorszyła. Poza dwoma kilkuminutowymi epizodami, Pawłowski nie wstał z ławki. Zresztą obecnie nawet na nią się nie łapie. Trudno się nie oprzeć wrażeniu, że najlepszy występ w tym roku zaliczył…w programie „W tyle wizji”.

PAWEŁ OLKOWSKI

Kolega z drużyny Pawłowskiego, mimo doświadczenia w ligach zagranicznych, dla Gaziantepu okazał się jeszcze większym niewypadłem. Zaledwie 8 spotkań i to na trzech różnych pozycjach – jasny sygnał, że nie darzą go wielkim zaufaniem. O ile jeszcze stopniowy zjazd w Kolonii był zrozumiały, to tak słaba postawa w Turcji lekko zaskakuje. Tym bardziej, że na poziomie Championship Olkowski radził sobie przyzwoicie. Jeśli zaplecze angielskiej ekstraklasy wydaje się komuś słabe, niech sobie spojrzy, jak sobie radzi obecnie najlepszy piłkarz poprzedniego sezonu Ekstraklasy, Joel Valencia. Na razie wszystko wskazuje na to, że Olkowski będzie musiał wracać na ojczyznę łono. Wiele w ostatnich miesiącach mówiło się o Lechu Poznań, ale transfer Alana Czerwińskiego zamknął definitywnie ten temat. Może w tej sytuacji zgłosi się Legia Warszawa? Kontuzja Marko Vesovicia sprawia, że na prawym boku został jedynie Paweł Stolarski i grający tam raczej z doskoku Artur Jędrzejczyk.

ADAM STACHOWIAK

Dla odmiany przykład, że do Polski nie trzeba wracać z podkulonym ogonem. Stachowiak wyjechał z naszego kraju w 2013 roku po zaledwie jednej dobrej rundzie w GKS-ie Bełchatów. Nie była to pierwszyzna dla niego, bo wcześniej wyjechał na Cypr, z nieudanym skutkiem. Druga próba okazała się o niebo lepsza. Wyróżniał się w bułgarskiej ekstraklasie, a potem na poziomie drugiej ligi tureckiej. Awans z Denizlisporem w 2019 roku pozwolił Stachowiakowi zmierzyć się z dużo bardziej znanymi markami. Już w debiucie w Superlidze obronił rzut karny Selcuka Inana – prawdziwego specjalisty od rzutów karnych w lidze tureckiej. 33-letni bramkarz sam się stał specjalistą od tego stałego fragmentu – zdarzyło mu się nawet obronić trzy „jedenastki” pod rząd. Skoro było tak dobrze, to dlaczego było tak źle? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. W Turcji z płatnościami bywa bardzo różnie i przekonał się o tym także Stachowiak. Pandemia przelała szalę goryczy i bramkarz postanowił opuścić klub. W majowym wywiadzie dla Przeglądu Sportowego wprawdzie liczył na pozostanie w Turcji, ale metryka wskazuje na to, że większe szanse na zatrudnienie będzie mieć w ojczyźnie. Może Lech Poznań powinien się nim zainteresować? Po pierwsze, byłby to człowiek stąd, a po drugie on sam chętnie rozważyłby ten ruch, zważywszy na to, że chciał już tam przyjść rok temu. Wówczas „Kolejorz” wolał Van Der Harta…

Klimala

PATRYK KLIMALA

Nikt nie wysyła Klimalę na stałe do Polski po dwóch miesiącach gry w Szkocji, jednak plotkuje się o wypożyczeniu. Jedna dobra runda w Jagiellonii nie wystarczyła, aby skutecznie rozpychać się łokciami na treningach Celticu. Na razie w drużynie z Glasgow młodzieżowy reprezentant Polski zagrał zaledwie 100 minut. Trzeba jednak pamiętać, że w Szkocji pandemia zakończyła rozgrywki, a nie przerwała, jak to było w większości europejskich lig. Nadzieją na to, że Klimala dostanie więcej szans jest odejście Odsonna Edouarda, który zwłaszcza w erze pandemii będzie łakomym kąskiem dla bogatszych od Celticu klubów. Pozostali napastnicy młodzieniaszkami nie są i to właśnie były snajper „Jagi” będzie najbardziej prosperował w kontekście sprzedaży. Pytanie, czy da sobie pomóc, udowadniając swoją przydatność na boisku.

BARTOSZ SALAMON

Mimo, że z radarów sztabu reprezentacji wypadł jeszcze za czasów Adama Nawałki, to 29-latek do poprzedniego sezonu jeszcze jakoś dawał radę na poziomie Serie A. Nie grał wprawdzie pierwszych skrzypiec, ani w SPAL, ani w Frosinone, jednak swoje szanse dostawał. Przeciętna gra w tym drugim zespole, który zleciał z hukiem z ligi, nie poprawiła notowań w kontekście powrotu do drużyny z Ferrary. Takiej zapaści jednak nawet sam Salamon nie mógł się spodziewać. W lidze do tej pory nie zagrał ani minuty, a w Pucharze Włoch dostał jeden krótki epizod ze swoim byłym pracodawcą – Milanem. Czy to jest czas na powrót do Polski? Należy pamiętać, że Salamon mieszka we Włoszech od 16. roku życia, co nie będzie sprzyjało w powrocie do Ekstraklasy. Z drugiej strony, marka Salamona we Włoszech uległa takiemu zmarginalizowaniu, że być może stanie przed dylematem – albo czołowy klub w Polsce, albo średniak Serie B bez perspektyw. Czy tak jednak będzie? Pokażą to najbliższe miesiące.

 RADOSŁAW MAJEWSKI

No wiesz. Zacznijmy od tego, że „Maja” miał wielkiego pecha. Tuż przed inauguracją sezonu A-League, po faulu kolegi z drużyny, 33-latek zerwał więzadła krzyżowe w kolanie. Poza Pucharem Przedsezonowym (3 mecze i 1 gol w tych rozgrywkach) Majewski nie miał szans pokazać swoich umiejętności. Umowa z klubem wygasła dzisiaj, a że nie ma informacji o tym, czy zostanie ona przedłużona, należy się domyślić, że przyszłości w tym klubie mieć nie będzie. W tej sytuacji najprawdopodobniej zobaczymy „Maję” w jednym z ekstraklasowych klubów. Nie ma wątpliwości, że drużyny z środka ligowej tabeli chętnie go przygarną.

JAKUB ŚWIERCZOK

Jeszcze w 2018 roku Adam Nawałka poważnie rozważał powołanie go na Mistrzostwa Świata w Rosji. Wprawdzie nie można powiedzieć, że 27- letni napastnik był za słaby na Łudogorec, jednak nie osiągnął tyle, ile od niego oczekiwano. Ot, solidny zmiennik i tyle. Nie dziwne więc, że został przez klub wystawiony na listę transferową. Zważywszy na to, ile polskich klubów ma problem z pozycją numer 9, telefon menadżera Świerczoka będzie wibrować bez przerwy.

FOT. KATARZYNA MIELNIK/ 400MM.PL
FOT. KATARZYNA MIELNIK/ 400MM.PL

RAFAŁ KURZAWA

To nie miało prawa się udać. Kapitalna asysta do Jana Bednarka w meczu z Japonią, otworzyła Kurzawie drogę do klubu z TOP 5 lig europejskich. Drużyna broniąca się przed spadkiem, czyli Amiens, wydawało się najbardziej optymalną opcją. Cóż jednak z tego, skoro sam Kurzawa nie chciał sobie pomóc? Do nauki języka się nie kwapił, szatni też w sobie nie rozkochał. Wypożyczenia do Midtjylland i Esbjergu niewiele zmieniły. Wprawdzie w tych klubach już trochę więcej pograł, jednak nie błyszczał, tak jak w Górniku Zabrze. Na zachodzie trzeba mieć coś więcej niż świetnie ułożoną lewą nogę, zwłaszcza na pozycji skrzydłowego, w której Kurzawa nie miał prawa zrobić kariery. Nie z tak przeciętną szybkością. Pytanie, czy jest gotów na powrót do Polski. Teoretycznie w Amiens jego szanse na grę rosną, bo klub spadł do drugiej ligi, jednak czy ktoś go tam chce? Co ciekawe, jego aktualny klub, Esbjerg, także pożegnał się z najwyższą klasą rozgrywkową. Nie ma szczęścia Kurzawa od wyjazdu z Polski, oj nie ma.

BARTOSZ KAPUSTKA

Co by było, gdyby Gary Lineker nie pochwalił go podczas meczu z Irlandią Północną? Co by było, gdyby wybrał Ajax Amsterdam, a nie Leicester? Co by było, gdyby poszedł na wypożyczenie do klubu, w którym nie rozliczano go głównie za grę w obronie? Na te pytania z jednej strony nie ma sensu odpowiadać, bo czasu nie cofniemy. Z drugiej strony, czy musiało do tego dojść? Parafrazując klasyka – musiało, skoro doszło. Pójście do świeżo upieczonego Mistrza Anglii z dzisiejszej perspektywy było porwaniem się z motyką na słońce. Czy jednak tak wszyscy myśleli w 2016 roku? Obawiam się, że mało kto. Koniec końców, złe decyzje, problemy zdrowotne i brak zaufania u szkoleniowców, doprowadził do sytuacji, w której Kapustka w ciągu 4 lat, zagrał zaledwie 28 spotkań ligowych. To wychodzi siedem meczów na cały rok! Jeśli chce coś jeszcze wyciągnąć z tej kariery, niech czym prędzej wraca do Polski. Kapustka jest jeszcze dosyć młody (nie tak, jak Paweł Brożek oczywiście), więc ma jeszcze szansę zrobić niezłą karierę. Może nie taką, jaka zapowiadała się po Euro 2016, ale wciąż lepszą niż cała plejada polskich ligowców. Musi jedynie przyznać się do błędu, robiąc krok w tył, aby zaraz zrobić dwa do przodu. Czy wreszcie na to się odważy?