z23706867IE,Jerzy-Brzeczek

Polacy jak dzieci we mgle, bez taktyki ,bez punktów, bez stylu

Nie tak wyobrażaliśmy sobie ten niedzielny wieczór. Niestety Polacy ulegli Włochom 0:2 (0:1) nie oddając w tym spotkaniu żadnego strzału i nie stwarzając Włochom żadnego zagrożenia przez pełne 90 minut. Autorem strzelców dla Italii byli Jorginho, a wynik spotkania ustalił w drugiej połowie Domenico Berardi.

Wstyd, żenada, kompromitacja, te słowa cisną się po spotkaniu, a właściwie oficjalnym treningu reprezentacji Włoch.  Drużyna prowadzona przez Jerzego Brzęczka w tym spotkaniu odegrała rolą marginalną, byli wręcz statystami, przy genialnie dysponowanych tego wieczora Włochom. Trzeba im to przyznać zagrali pod względem jakości jeden z lepszych spotkań od dawna, a nasi reprezentanci w tym meczu za wiele im nie przeszkadzali.

Przed spotkaniem każdy widząc ostatnie wyniki, sytuacje w tabeli, spoglądając na kadrę Włoch pompował balonik oczekiwań, który w trakcie meczu boleśnie został zweryfikowany i przebity z hukiem. Mieliśmy szansę na pierwszy koszyk w eliminacjach do Mundialu, mieliśmy szansę  na awans do Final Four Ligi Narodów, po 90 minutach wszystkie możliwości odeszły w zapomnienie. Porażkę, da się zrozumieć, da się przeboleć, ale nie da się jej zaakceptować w takim stylu w jakim to miało miejsce. Od pierwszej minuty raziła łatwość z jaką Włosi przedostawali się w nasze pole karne, łatwość w odbiorze nam piłki i bierność w naszej grze. Nasi reprezentanci byli bezradni, nijacy, a przede wszystkim bez polotu i chęci, których wczoraj brakło. Z perspektywy wyglądało tak jakby nasi zawodnicy bokiem przeszli przez ten mecz, myślami byli gdzie indziej, co w pierwszej połowie pokazywały notoryczne straty, błędy w kryciu i brak pomysłu na rozegranie. Podsumowaniem bezradności jest faul Grzegorza Krychowiaka na Andrei Belottim w naszym polu karnym. Kompletnie bezsensowny i nieodpowiedzialny jak nasza gra. Karnego pewnie zamienił na bramkę Jorginho nie dając szans Wojtkowi Szczęsnemu, który nie dość, że był najlepszym polskim graczem na boisku, to chyba w trakcie pierwszej połowy miał najwięcej kontaktów z piłką w naszej kadrze, a gra przecież na pozycji bramkarza!

Po jałowej i bardzo jednostronnej pierwszej połówce, w szatni trener postanowił pozostawić Jóźwiaka, Modera i Szymańskiego, a na bój wystawić Grosickiego, Góralskiego i Zielińskiego. Fakt faktów na początku mieliśmy dobry okres, próbowaliśmy coś zrobić zdziałać, ale Włochów to nie ruszyło, a nam nie przyniosło żadnych efektów i żadnego strzału. W środku pola próbował walczyć Jacek Góralski, niestety i on dał się ponieść emocjom i w końcówce spotkania osłabił nasz zespół. Po głupim i niepotrzebnym faulu w środku pola otrzymał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. I tak wielu twierdzi, że nawet jeśli tutaj sytuacja była stykowa i faul podlegał dyskusji, tak kilka minut wcześniej za bezlitosny faul na Bellotim nie powinien już być na placu gry. Zostając przy temacie sędziowania, warto nadmienić iż poziom nie stał na zbyt wysokim poziomie i sędzia nie ustrzegł się kilku błędów.  Po czerwonej dla „Jacy” wiadome było, że na 99% punktów z Włoch nie wywieziemy, jedyny strzał dla Polaków oddał Lewandowski, próbując wrzucić piłkę za kołnierz Donnarummie, jednak ta próba, jak i całe spotkanie w naszym wykonaniu była słaba. Gwóźdź do trumny wbił w końcówce Berardi , wykorzystując bolesny błąd w kryciu i tym samym ośmieszając naszą formację obronną. W trakcie tej akcji w której padła bramka, padło aż 30 podań, co jest rekordem liczby podań w meczu w ramach Ligi Narodów.

Miejmy nadzieję, że w spotkaniu z Holandią zobaczymy zupełni inny obraz reprezentacji, gdyż z taką grą próżno szukać sukcesu na Euro, ale i także w eliminacjach do zbliżającego się Mundialu. Złą informacją jest nie tylko sposób w jakim nasi piłkarze zagrali to spotkanie, ale informacja o kontuzji Roberta, co w tej sytuacji nie wskazuje nic dobrego przed zbliżającym się spotkaniem. Oby ten kubeł zimnej wody, na piłkarzy i selekcjonera sprawił, że mimo iż we Włoszech zrobiliśmy krok wstecz, sprawi iż w niedalekiej przyszłości zrobimy dwa kroki na przód i wyciągniemy wnioski z tej bolesnej włoskiej lekcji.