statystykijagleg

Piłkarskie szachy

W ostatnich latach mecze Legii w Białymstoku zawsze należały do tych trudnych. Dzisiaj się wydawało, że różnica między obiema ekipami jest na tyle duża, że „Wojskowi” wreszcie będą mogli w spokoju wygrać. Nic bardziej mylnego. Może to nie był porywający mecz, ale dla „Jagi” to był najlepszy występ od powrotu rozgrywek. Legia zaś grała tym razem defensywnie, więc punkt wywieziony z Białegostoku powinna szanować.

Pierwszą okazję do strzelenia gola miała Jagiellonia. Dośrodkowanie Jakuba Wójcickiego przejął ostatecznie Martin Pospisil, ale w dogodnej sytuacji przestrzelił. W 18. minucie strzelał Bogdan Tiru, ale z podobnym skutkiem, co Czech. Legia w pierwszej odsłonie nie stanowiła zagrożenia dla Jagiellonii. Godny odnotowania był strzał Antolicia, ale tylko dlatego że miejsce do strzału było dogodne, samo wykonanie poniżej krytyki.

W drugiej połowie „Wojskowi” się przebudzili, wciąż nastawiając się przede wszystkim na kontraataki. W jednym z nich Gwilla strzelił nawet bramkę, ale arbiter liniowy odgwizdał spalonego. Paweł Stolarski był przed obrońcą Jagiellonii o centymetry. Tym bardziej było zadziwiające podejście obrońców „Jagi”, którzy po podniesieniu przez sędziego liniowego, zupełnie odpuścili walkę o piłkę. Gdyby sędzia po konsultacji z VARem uznał bramkę, byłby to błąd z gatunku niewybaczalnych. Jagiellonia nie zamierzała jednak rezygnować z walki o trzy punkty. W 70. minucie przed niezłą szansą stanął Jesus Imaz, ale też chybił. Najbliżej bramki był piłkarz Legii – grający awaryjnie na szpicy Mateusz Cholewiak. Miał aż trzy sytuacje – każdą z nich koncertowo zmarnował, każdą z nich w inny sposób. Przy pierwszej sytuacji piłkę spod nóg wybił mu Ivan Runje. W drugiej fatalnie dośrodkował, mimo że mógł strzelać. W trzeciej zaś zatrudnił Damiana Węglarza, strzelając w strzeżony przez 24-latka bliższy słupek. Mecz nie obfitował w akcje, więc siłą rzeczy musiał zakończyć się bezbramkowym remisem.

Legia Warszawa ostatni raz w Białymstoku wygrała w listopadzie 2016 roku. W składzie gospodarzy m.in. Jacek Góralski i Konstantin Vassiljev, a w składzie gości m.in. Vadis Odidja-Ofoe czy Aleksandar Prijović. Trochę inne czasy. Mimo ogólnego osłabienia Jagiellonii i wzmocnienia Legii w ostatnich miesiącach, drużyna z Warszawy musi poczekać jeszcze co najmniej kilka miesięcy na zwycięstwo w stolicy Podlasia. Na koniec ciekawostka. W pięciu dotychczasowych starciach Jagiellonii z Legią w grupie mistrzowskiej padły…dwa gole. Jedna z nich padła z rzutu karnego po bardzo kontrowersyjnej decyzji sędziego, a druga to była bramka samobójcza. Nie trudno oprzeć się wrażeniu, że pojedynki obu drużyn budzą emocje wszędzie, ale nie na boisku.