f2c8c9bbfe4b8

Piast znów bez chociażby „połowy napastnika”. Sandecja frajersko remisuje w końcówce

Cztery gole, wyrównanie w 94 minucie, zmarnowane setki, VAR, kontrowersje – to wszystko powinno się złożyć na niesamowite widowisko. Niestety złożyło się tylko na niezłe, ale nie ma co wybrzydzać. Waldemar Fornalik po trzech meczach jako szkoleniowiec Piasta zanotował zaledwie jeden punkt. Trochę słabo.

Zaczęło się ciekawie, bo od sporych kontrowersji: Sedlar powalił przeciwnika w polu karnym, sędzia pozostał niewzruszony, co innego komentatorzy, którzy po kilku powtórkach wciąż upierali się, że jedenastka raczej powinna zostać odgwizdana. Na nadmiar emocji nie mogliśmy jednak narzekać niestety. Aż do 30 minuty. Wyrzut z autu w wykonaniu Dziczka taki, jakby wychowywał się na meczach Stoke City/Arki Gdynia, rykoszet, piłka spada pod nogi niepilnowanego Sedlara i mamy 1:0. Kilka minut później powinno być 2:0, ale Jankowski w sytuacji sam na sam trafił prosto w Gliwę. Jak należy pochwalić bramkarza Sandecji, który w tym sezonie prezentuje niesamowicie wysoki poziom, tak jednak na większą burę zasłużył Jankowski, bo to po prostu trzeba było strzelić. A że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić… no lubią. Tuż przed przerwą – cuda. Interwencja Rusova na przed polu, piłka spada na 20 metrze pod nogi Cetnarskiego, uderza, piłka trafia w poprzeczkę, odbija się od ziemi i wylatuje w pole. Pytanie tylko, czy odbiła się już za linią bramkową. Po kilkudziesięciu sekundach konsultacji, sędzia wskazał jednak na środek.

Pierwsza połowa niezła, tak druga już… przeciętna. Druga zmarnowana setka przez Piasta, Papadopulos w wyśmienitej sytuacji trafił w Gliwę, tak jak Jankowski (chociaż tak jak wcześniej – należy cesarzowi oddać to, co cesarskie, trzeba umieć też tak dobrze się ustawić, by piłka w Ciebie trafiła), i tak jak w pierwszej połowie – niewykorzystana setka zemściła się. Po zaledwie 5 minutach Tomasz Brzyski popisał się takim dośrodkowaniem, jakiego nie wykonał przez cały sezon w Cracovii, a Filip Piszczek głową przelobował bramkarza. Gliwiczanie na porażkę nie zasłużyli i zdołali wyrównać – w 94 minucie gola na 2:2 strzelił Mak. I tak jak wcześniej – po stałym fragmencie gry. Patrząc na poczynania gliwiczan, słowa Wdowczyka „dajcie mi chociaż pół napastnika” już niespecjalnie brzmią jako ostatnie żale zwalnianego pracownika. 2:2, choć Piast był zespołem lepszym. Z tą „połową napastnika” być może byłyby i 3 punkty.