statystykijagwar

Nudy? Na pewno nie w Białymstoku

Wydawało się, że piłkarze Jagiellonii w meczu z Wisłą Płock wystrzelali się po wsze czasy. Nic z tych rzeczy. Jagiellonia z Wartą stworzyły kapitalne widowisko, w którym emocji nie brakowało do ostatniego gwizdka sędziego. Ostatecznie szalę na swoją korzyść przechyliła „Jaga”, jednak wcale nie musiało się tak wydarzyć.

Już w pierwszej minucie Jesus Imaz mógł strzelić gola. Był to jednak przedsmak tego, co działo się potem. Pierwsza bramka padła niespodziewanie. Długie podanie Kuzdry zaskoczyło cały blok defensywny gospodarzy, przez co Kuzimski miał mnóstwo wolnej przestrzeni. Nie musiał jej jednak wykorzystywać, bo niemal od razu oddał strzał, który wpadł do bramki za kołnierz Steinborsa, wracającego po kontuzji. Prowadzenie Warty było zasłużone, ale drużyna z Poznania nie cieszyła się z niego zbyt długo. Już po kilku minutach Imaz dostał kapitalne podanie od Pospisila i dograł do Puljicia, który z najbliższej odległości dopełnił formalności. Warta powinna odpowiedzieć na tego gola, ale Grzesik fatalnie spudłował z najbliższej odległości. Zemściło się to bardzo szybko. Cernych w trudnej sytuacji utrzymał piłkę i podaniem wypuścił sam na sam Imaza, którzy strzelił drugą bramkę dla białostoczan. Czy to zwiastowało ustabilizowanie się sytuacji? Nic z tych rzeczy. Łukasz Trałka zauważył dezorganizację w szeregach „Jagi”, więc podał do Jakóbowskiego, który chyba sam był zaskoczony tym, jak daleko uciekł obrońcom rywala. Grunt, że nie spanikował i strzelił gola, zamiast wywrócić się w polu karnym. Błędy defensywy białostockiej ekipy przy drugiej bramce to nic, w porównaniu do tego co się stało kilka minut później. Wdowik popełnił trzy błędy w jednej akcji – nie przeciął dośrodkowania, nie wybił piłki z pola karnego no i przede wszystkim zgubił krycie tak, że Grzesika mógłby wypatrzeć jedynie przez lornetkę. Nic dziwnego, że tym razem Grzesik trafił do siatki. Choć powinien w tej chwili mieć hat-tricka, to i tak mógł być zadowolony. Jego drużyna schodziła prowadząc 3:2, a w Białymstoku szykował się kolejny blamaż w meczu z beniaminkiem.

Skoro pierwsza połowa była tak wesoła, to szykowała się nudna druga połowa, w której piłkarze powinni oddychać rękawami. Otóż nie. Jagiellonia zaatakowała, a nawet miało to ręce i nogi. Olszewski podobnie jak Imaz przy pierwszej bramce, dograł do Pjulicia na pustą bramkę i znowu się udało. Oczywiście markotni zarzucą, że taką bramkę strzeliłby każdy, ale nie każdy by potrafił oderwać się od obrońców. Druga asysta drugiego stopnia Cernycha, tym razem po zagraniu piętą. Zważywszy na to, że kilka godzin wcześniej dowiedział się o śmierci swojego ojca, naprawdę należy przyklasnąć mu za tak dobry występ w obliczu osobistej tragedii. Pjulić chwilę potem mógł trafić po raz trzeci, ale piłka zatrzymała się na poprzeczce. Warta nie próżnowała, zwłaszcza przed stratą trzeciego gola mocno zagrażała defensywie gospodarzy, jednak skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. Tak czy siak, „Zielonym” remis należał się, jak psu buda. Mimo to, nawet nie udało się uzyskać punktu. Ławniczak w nie tak groźnej sytuacji kopnął Pjulicia, a że to było w polu karnym, to sędzia wskazał na wapno. Chorwat sam wymierzył sprawiedliwość i strzelił drugiego hat-tricka w ciągu dwóch tygodni.

Warta znów traci punkt w ostatnich minutach po sprokurowaniu rzutu karnego. Przewaga nad outsiderami jest wprawdzie bezpieczna, ale zawsze mogło być lepiej. Kryzys może przyjść w każdej chwili i wówczas te utracone punkty będą boleć. Zwycięzców niby się nie sądzi, ale pewne wnioski narzucają się same. O ile ofensywa białostoczan naprawdę potrafi zagrać kapitalny futbol, to zachowanie defensorów bywa karygodne. Potwierdzają to statystyki. Aż 21 straconych goli plasuje Jagę na trzecim miejscu od końca pod tym względem. Gorsi są jedynie tak przecież wyśmiewani z tego powodu Podbeskidzie i Stal Mielec. Oby Bogdan Zając poza publiczną „suszarką” do Wdowika miał więcej pomysłów na poprawę tego stanu rzeczy. Swój słaby występ musiał usprawiedliwić Ivan Runje, który dopiero co przeszedł koronawirusa i jak na razie, jest bardzo daleki od wysokiej formy fizycznej. Skąd to wiemy? Chorwata na Twitterze do tablicy wywołał wiceprezydent miasta, który między wierszami zarzucił mu zarobki nieproporcjonalne do jego gry. Odpowiedź piłkarza zmusiła polityka do zrzeczenia się swojej ręki, za którą został złapany – stwierdził, że nie chodziło o Runje. Przecież zawsze można zwalić choćby na Bogdana Tiru, który na pewno zarabia 90 tysięcy miesięcznie i na pewno to jemu wygasa za pół roku umowa i na pewno to on jest łączony z klubami, które mogą dać taką kwotę bez większych problemów. Niech każdy sobie sam oceni, kto cierpi na deficyt pokory. Całe szczęście że w tej kolejce show skradł Filipiak i to on wywołuje poczucie żenady wśród kibiców Ekstraklasy. Warta spadła na 11. miejsce w tabeli, a Jagiellonia na ten moment zajmuje szóstą lokatę, choć mocno prawdopodobne, że Pogoń jutro ją wyprzedzi. Białostoczanie o pierwsze w tym sezonie drugie zwycięstwo z rzędu powalczy z Rakowem Częstochowa. No cóż, bywali łatwiejsi rywale. Warta zaś w najbliższej serii gier zmierzy się z Pogonią Szczecin.