asdasd

Nikt tak nie lubi kłuć Cracovii jak Imaz

Jeśli przed tym meczem 10 ekspertów od naszej ligi dostałoby pytanie brzmiące: „Która drużyna ma przewagę na pozycji bramkarza; Cracovia czy Wisła?” to prawdopodobnie 9 z nich wskazałoby golkipera Pasów. Ekstraklasa zdążyła nas jednak nauczyć już tego, że lubi w tego typu sytuacjach działać kompletnie na opak.


Nie inaczej było tym razem. Mateusz Lis wybronił Wiśle mecz, szczególnie w drugiej połowie. Z kolei grę Macieja Gostomskiego najlepiej podsumowałby ś.p. Janusz Wójcik swoim słynnym wywodem o „siatkówce Fabika”. Jeśli to ma być przełamanie dla 21-letniego bramkarza to nie mógł wybrać sobie do tego lepszego meczu. Pomógł drużynie wyjść z dołka, a dodatkowo zapewnił jej zwycięstwo w jednym z ważniejszych meczów sezonu. Takie sytuacje potrafią budować piłkarzy na bardzo długo.

Jak można streścić poziom gry Cracovii w pierwszej połowie? Niech za komentarz wystarczy to, że podobną przyjemnością było słuchanie dopingu z puszki puszczanego przez któregoś z pracowników klubu. Osoba, która zapraszała dzieciaki na dzisiejszy mecz ewidentnie zaspała, bo większość z ponad 5-tysięcznej grupy młodzianów miała ochotę dopingować gości. W tej sytuacji bohatersko postanowiła wykazać się osoba prowadząca na stadionie Pasów nagłośnienie puszczając z youtube`a zapętlony fragment dopingu. Było to najpierw mocno zabawne, potem przerodziło się w żenadę, a na koniec po prostu w irytację. Cracovia przegrała dzisiaj na każdym polu.

Wisłę należy pochwalić przede wszystkim za dojrzałość w grze. Dostała dwa wielkie prezenty od rywala? To po prostu skrzętnie je wykorzystała. A raczej wykorzystał. Konkretnie: wykorzystał Jesus Imaz. Hiszpan bardzo upodobał sobie stadion Cracovii, bo w drugim kolejnym meczu ustrzelił na tym obiekcie dublet. W taki sposób buduje się pomnik sympatii u swoich kibiców.

Wracając jednak do całej postawy drużyny Macieja Stolarczyka. Widać było, szczególnie po przerwie, że wykonuje ona po prostu z dużą odpowiedzialnością wcześniej obmyślany plan. Wisła szanowała piłkę, bardzo dobrze zarządzała płynącym na jej korzyść czasem. W pewnym momencie poszła na spore ryzyko dając Cracovii się wyszaleć, ale miała przy sobie dwie sprawy, które pozwoliły jej zachować czyste konto: trochę szczęścia i przede wszystkim świetnie dysponowanego Mateusza Lisa.

Cracovia komplikuje sobie mocno sytuacje. Dwa mecze w których spokojnie mogła uzbierać 4 punkty kończy je z jednym oczkiem na koncie. Tabela zaczyna powoli się rozciągać, różnice się powiększają i powoli jakakolwiek szansa na próbę zrobienia czegoś więcej niż paniczna gra o utrzymanie zaczyna się wymykać. Po przerwie na reprezentacje czeka Pasy mecz z bezpośrednim sąsiadem w tabeli, Górnikiem Zabrze. Czy to będzie dla Michała Probierza mecz o posadę? Mimo wszystko raczej nie, bo jego pozycja jest w klubie dużo mocniejsza niż może to wyglądać z zewnątrz. Tu chodzi jednak o coś innego. O nadzieję, jaką można wlać w serca kibiców, bo jej jest z pewnością niedobór.