a1ba25442e784

Niezła końcówka częściowo rekompensująca tragiczne 75 minut. Pogoń wygrywa w końcówce

Trudno tak razem być nam ze sobą, bez siebie nie jest lżej… Tęsknimy za tą naszą ligą, gdy jej nie ma, oj tęsknimy. Jednak gdy już jest, to przypominamy sobie, dlaczego ta miłość jest trudna. 180 minut piątkowej padaki, dzisiaj dokładamy do tego kolejne 75. Na szczęście ostatni kwadrans choć częściowo zrekompensował nam wcześniejsze „widowisko”.

 Przez pierwsze 45 minut widzieliśmy zaledwie JEDEN celny strzał na bramkę. JEDEN. Po godzinie gry – dwa. Aktywny był Vassiljev, ale to tyko tyle. Dopełnieniem rozpaczy była słaba, nawet jak na warunki Piasta frekwencja. Ale z drugiej strony trochę ciężko się dziwić – piękna pogoda, Pogoń to jednak nie jest Legia, 15:30 to jednak nie jest 20:00, piątkowe mecze niespecjalnie zachęciły do spędzenia czasu z Ekstraklasą…

No i tak się męczyliśmy przez 75 minut. Czyli od wczoraj łącznie 255. No ale w końcu się doczekaliśmy. Zaczęło się od fenomenalnego długiego podania Dawida Korta do Formelli, który nie dał szans bramkarzowi Piasta. Gliwiczanie, podobnie jak tydzień temu z Cracovią odpowiedzieli natychmiastowo – dośrodkowanie Adama Mójty (który przyspał przy bramce Pogoni) na głowę Papadopulosa, a ten świetnym uderzeniem głową wpakował piłkę do siatki. Chwilę potem Bukata huknął jak z armaty, ale tuż ponad poprzeczką. Aktywniejszy w końcówce był Piast, jednak gliwiczanie nie sprawiali wrażenia drużyny, która chce wygrać za wszelką cenę. Żadna ze stron nie miałaby prawa narzekać na podział punktów, jednak w doliczonym czasie gry dośrodkowanie z rzutu rożnego na gola zamienił Rudol. Maciej Skorża w swoim drugim spotkaniu zalicza pierwsze zwycięstwo w Pogoni.