ap

Młody musi mieć kontakt z piłką, a nie mieć ją nad głową i cały czas o nią walczyć, to nie KSW

Juniorzy młodsi Cracovii mają za sobą wyśmienitą jesień w Centralnej Lidze Juniorów U-17. Nie przegrali żadnego meczu i z bardzo dużą przewagą skończyli rundę na pozycji lidera swojej grupy. O tym jak wygląda praca nad budową tego zespołu porozmawialiśmy ze szkoleniowcem młodych Pasiaków, Andrzejem Paszkiewiczem.

Jak wyglądały kulisy Pana powrotu do Cracovii?

W zawodzie trenera jestem od 2007 roku, trochę wrosłem w Hutniku, gdzie spędziłem osiem lat, później też próbowałem w innych miejscach. Piłka, trenowanie, to jest moja pasja, dlatego zawsze starałem się być w miejscu, gdzie widziałem fajny projekt. W Cracovii przypomnieli sobie o mnie trener Robert Kasperczyk, a także Tomasz Bałdys. Zaprosili mnie na rozmowę i zaproponowali ciekawy projekt z perspektywami, jakim jest praca z juniorami młodszymi.

Historia trochę zatoczyła koło, bo wraca Pan do klubu po dobrych kilkunastu latach

W Cracovii grałem od dzieciaka, od 1994, przez 9 lat. Pierwszym moim szkoleniowcem był pamiętny trener Józef Figiel, a kończyłem kiedy zaczynała się era Wojciecha Stawowego. Zdążyłem jeszcze być u niego na pierwszym obozie. Przychodziły jednak kontuzje, zdrowia nie było i wtedy zdecydowałem się pójść na studia i ukierunkować już całkowicie na zawód trenera. Ogółem grać kończyłem w Hutniku i tam zaraz po studiach zacząłem pracę, to było dla mnie najbardziej naturalne przejście. Wcześniej nie było propozycji powrotu, ale kiedy taka się nadarzyła, to postanowiłem z niej skorzystać.

Jesteście jedyną drużyną w Polsce, która jesień przeszła bez porażki. Na mnie osobiście robi to wrażenie, a na Panu?
Oczywiście, że jest to dla mnie fajne osiągnięcie, ale nie będziemy się na pewno tym zachłystywać. Najważniejsze dla mnie jest to w jakim stylu to było zrobione, to jest kluczowa sprawa. Najbardziej mi zależy na rozwijaniu tych młodych chłopaków, czasem odbywa się to kosztem wyniku, ale tutaj udało się to tak zbalansować, że w każdym meczu wychodziliśmy obronną ręką.

Pytam nieprzypadkowo, bo w Polsce co chwilę mamy dyskusje na temat problemów szkolenia młodych zawodników. Największym jest stawianie wyniku tu i teraz ponad rozwój?

Pełna zgoda, to prowadzi do tego, że potem mamy niewyszkolonych zawodników, którzy w wieku seniora nie potrafią wyprowadzić piłki. Teraz jest pytanie – czy taki zawodnik ma się uczyć takich rzeczy tutaj, gdzie nie ma wielkiej presji, nie gra się o grube premie finansowe, czy dopiero w seniorach, gdzie te wszystkie czynniki już dochodzą? Piłka młodzieżowa to jest miejsce do nauki. Ja biorę na klatę tą odpowiedzialność i dzięki temu zawodnicy mogą po prostu grać w piłkę. To jest najważniejsze w mojej pracy. Daje im ten komfort, ale też narzucam im to, że mają grać, uczyć się, rozwijać. Jeśli ktoś ma 30 świadomych kontaktów z piłką w każdym meczu, to rozwinie się dużo bardziej niż kiedy będzie miał piłkę cały czas nad głową, będzie za nią biegał i o nią walczył. To nie jest KSW.

Jak opisałby Pan wasz styl gry?

Trzeba grać inteligentnie w piłkę, trzeba rozumieć grę i my w taki sposób gramy. Duży plus jest taki, że to też pozwala nam wygrywać. Przeszliśmy ligę z marszu, ale wiele meczów wygrywaliśmy na styku, jedną bramką. Swoje robi też przygotowanie mentalne, bardzo pozytywne nastawnienie. To jest klucz do sukcesu, tak budujemy tych zawodników, by za jakiś czas trafili oni do pierwszego zespołu. Pracujemy kompleksowo, mamy autorski system pracy nad motoryką, a także stylu prowadzenia gry. To jest taka dawna krakowska piłka, w oparciu o system, który broni nas przeciwko kontrom. Nie chcemy by zaskakiwała nas jakaś przypadkowa laga w wykonaniu przeciwnika czy strata piłki w środku pola.

Obserwując wasze mecze zauważyłem, że to co was cechuje, to przede wszystkim konsekwencja, szczególnie w spotkaniach w których wam nie szło. Takim przykładem jest chociażby pierwszy mecz z Wisłą, gdzie co prawda wygraliście 4-0, ale strzelanie zaczęliście w końcówce

Jesteśmy skoncentrowani na tym, jak mamy grać. Mamy być stroną dominującą, mamy kreować grę i prędzej czy później ją wykreujemy. Po prostu wierzymy w to co robimy. Wynik jest ważny, ale nigdy kosztem szkolenia. To jest dla mnie główna myśl. Nie można powiedzieć, że wynik nie jest istotny, bo to buduje mentalność zwycięzców i atmosferę, ale najbardziej liczy się dla mnie konsekwencja w graniu. Najpierw mamy się rozwijać piłkarsko, a zwycięstwa mają być tego rezultatem. Nie może być tak, że wygrywamy po jakimś przypadkowym golu i potem się z tego cieszymy, bo to jest oszukiwanie samego siebie. Krótkoterminowe i krótkowzroczne patrzenie na rozwój zawodnika. Jeśli wygrasz świadomą grą, to jest mega wartość dla ciebie, bo wiesz czemu wygrałeś. Można wygrać po dwóch przypadkowych stałych fragmentach czy kontrach i okej, ale wtedy jesteś trochę lekkoatletą, który tylko czasem dotyka piłki. Gramy 30 meczów w lidze, przełóżmy to przez każdego zawodnika u nas, który ma dużo kontaktów z piłką i musi świadomie podejmować decyzje na boisku. Na każdy sposób gry przeciwnika mamy przygotowany nas sposób reakcji w każdej fazie spotkania. Nie da się grać tylko krótkim podaniem, ale jest różnica między zagraniem lagi na ślepo, a świadomym podaniem z pominięciem drugiej linii.

Jak wygląda praca poza boiskiem z zawodnikami, właśnie pod kątem analizowania i rozwijania waszego sposobu gry?

Pewne rzeczy robimy grupowo, w trakcie sparingów skupialiśmy się na tym, by nasz system i sposób gry w tym systemie był dopracowany. Zwracaliśmy uwagę na rozmieszczenie zawodników, by szukali przestrzeni między liniami w umiejętny sposób. Każdy trening robimy pod dany element gry. Ustawienie między liniami, ustawienie z głębią, po podaniu, do podania, timing, prostopadłe piłki. To są składowe, które potem budują naszą taktykę. Gramy w trochę nietypowy sposób, bo atakujemy z trzema obrońcami, a bronimi z czterema. Bazowo jednak gra poszczególnych zawodników jest wyrwana od systemu, dzięki czemu poradzą sobie oni w praktycznie każdym systemie. Chodzi też o to, by przekazać informacje w prosty i przystępny sposób. Koncentracja chłopaków to jest maksymalnie 15 minut, więc staraliśmy się analizy zamykać właśnie w 15-30 minutach. W lidze analizowaliśmy mecz, który był za nami, wyciągaliśmy najważniejsze rzeczy, które albo nie funkcjonowały, albo właśnie zafunkcjonowały dobrze. Później, przed meczami rewanżowymi, odtwarzaliśmy sobie mecze z danymi przeciwnikami, by zobaczyć co możemy zrobić po prostu lepiej. Dlatego też właśnie te drugie mecze były dużo, dużo lepsze. Choćby mecze derbowe – Wisła w pierwszym sprawiła nam trochę problemów, więc w drugim wyciągnęliśmy wnioski i to było na boisku widać.

W lidze większość drużyn gra prostą piłkę?

Są trzy zespoły starające się grać piłką – my, Stal Mielec i Wisła. Systemy się różnią oczywiście, bo każdy pracuje na innym materiale. Poza tym te mecze są rwane, szarpane, bo tak grają przeciwnicy. Taka jest jednak tendencja w Polsce, każdy ma swoje podejście. Ja jednak powtarzam, o ile trenera seniorów nie można krytykować za styl i dążenie do osiągnięcia wyniku, tak w piłce młodzieżowej priorytetem powinno być wyszkolenie zawodnika.

Boisko Akademii Wychowania Fizycznego na którym gracie jest dosyć specyficzne, długo trzeba było się do niego przyzwyczajać?

Dla mnie największym plusem jest to, że jest ono równe, to ma największe znaczenie. Kiedy tak nie jest, to wtedy jest problem, bo piłka zaczyna skakać, przeszkadzać w grze. Wtedy boisko robi różnice, chyba, że grasz jak większość drużyn, czyli czekasz z tyłu i używasz prostych środków. Dla nas to jednak robi różnice. Pojechaliśmy na Koronę, gdzie boisko było w słabym stanie, przez co mieliśmy spore problemy, bo przeszkadzał nie tylko przeciwnik, ale też murawa. Automatycznie taki przeciwnik ma 10-15% handicapu.

W jednym z wywiadów powiedział Pan, że Pana mottem trenerskim jest zdanie: „Rób coś najlepiej jak potrafisz, albo nie rób tego w ogóle”. Jak to wygląda w praktyce?

Takim jestem człowiekiem. Ktoś mi kiedyś powiedział, że jeśli chce się coś na siłę narzucić zawodnikom, to oni nigdy nie będą tacy jak ty chcesz, tylko tacy jak ty jesteś. Ja i Grzesiek(Grzegorz Wydrych, drugi trener – przyp. kj) staramy się swoim przykładem, podejściem do pracy, profesjonalizmem i pozytywnym nastawieniem wpływać na chłopaków. To się przekłada na zespół, jeśli my jesteśmy pozytywni, to oni są pozytywni. Nigdy nie gnoimy żadnego zawodnika. Jeśli tracimy bramkę, to nie jest tragedia. Musimy wiedzieć dlaczego ją straciliśmy. Zimna analiza jest dużo lepsza od rugania. Wyciągamy wnioski, zastanawiamy się co możemy zrobić lepiej i tak rozwijamy zespół. Jeśli przeżywasz swój błąd, to zaraz popełnisz kolejny.

Wspomniał Pan Grzegorza Wydrycha, drugiego trenera. Prawa ręka?

Z Grześkiem znamy się krótko, pierwszy raz jestem w duecie, bo do tej pory z reguły byłem sam sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Teraz on mnie bardzo mocno odciąża. Mamy fajnie zorganizowaną, zsynchronizowaną pracę. On jest nauczycielem w SMS-sie, gdzie uczy się 16 zawodników z naszej kadry. Do południa pracuje tam z nimi nad bazą fizyczną, mają basen i siłownię, a popołudniami razem już z całą grupą pracujemy w bazie przy Wielickiej. Ja nadrabiam treningi fizyczne dwa razy w tygodniu z chłopakami, którzy uczą się w innych szkołach, by ich nie zaniedbać. Mamy kilku zawodników, którzy dobrze się uczą i szkoda byłoby im odbierać te szanse. Piłka to nie koniec świata, nie każdy z nich będzie grał zawodowo, więc muszą mieć dobre wykształcenie.

Gorzej w tym sezonie idzie zespołowi juniorów starszych, który po rundzie jesiennej jest tuż nad strefą spadkową. Kolega prowadzący starszy rocznik zgłosił się już z prośbą o użyczenie kilku zawodników?

Już jest taka sytuacja, dokładnie wszystko rozegra się w najbliższych tygodniach. To będzie trudne dla nas, bo jeśli do drużyny wyżej przejdą Kapek, Bociek czy Gut, którzy będą w kadrze juniorów starszych już na ostatni mecz rundy, ciężko będzie te luki uzupełnić. Przerwa między rundami powoduje, że kluby mogą zwyżkować kwoty za zawodników, których byśmy tu ewentualnie widzieli. Czekamy też na zgłoszenie dwóch zawodników, to kwestia procedur FIFA, przez co chłopaki czekają całą rundę by móc grać. Nawet jeśli byśmy kogoś ściągnęli, to zostaje też kwestia tego, by nowi zawodnicy nadrobili to, co z resztą drużyny zrobiliśmy przez te pół roku jeśli chodzi o motorykę i nasz system gry. To jest kolosalna praca do wykonania. To będzie dla mnie wyzwanie, jeśli już teraz trzeba będzie kilku chłopaków oddać do starszego rocznika.

Budowa ośrodka w Rącznej to jest coś, co dodatkowo motywuje do pracy?

Warunki tam byłyby idealne do pracy, ale musimy jeszcze spokojnie chwilę poczekać. Te warunki, które mamy w tym momencie nie powodują, że odstajemy, ale Rączna da duży komfort jeśli chodzi o sparingi, treningi i przede wszystkim naturalną nawierzchnię. Tutaj trawa jest zarezerwowana przede wszystkim dla pierwszego zespołu, musi być idealnie przygotowana pod jego pracę.

Słyszał Pan o „Komitecie Oszalałych Rodziców”?

Tak, ale ja trzymam rodziców bardzo, bardzo krótko.

Pytam specjalnie, bo pewnie mógłby Pan niejednego nauczyć kultury, bazując na sytuacji, kiedy był Pan trenerem Limanovii i dał taką lekcję kibicowi Tarnovii

Rodzice im bardziej chcą dobrze, tym gorzej to wychodzi. Przeszedłem wszystkie stopnie pracy z młodzieżą, od młodzika do seniora, więc wiem jak z rodzicami jest. Sam pewnie byłbym nieobiektywny względem własnego dziecka. Najbardziej obiektywną osobą zawsze jest jednak trener, nieważne kto udawałby najmądrzejszego. Trener ma tego zawodnika na co dzień, a rodzic przyjdzie w sobotę i wydaje mu się, że zjadł wszystkie rozumy. W Polsce wszyscy znamy się na piłce, medycynie i jeszcze kilku innych rzeczach. Rodziców trzeba trzymać jak najdalej, ale to dla ich dobra.