27950872_1744623878921117_1283357578_o

Legia Warszawa górą w pierwszym meczu po przerwie zimowej!

Co za końcówka meczu w Lubinie! O wyniku spotkania zadecydowały dwie jedenastki w doliczonym czasie gry, a zwycięskiego gola ustrzelił Miroslav Radović. Wcześniej po dwa razy na listę strzelców wpisywali się Jakub Mares i Jarosław Niezgoda.

Pierwsze minuty dały odpowiedź na pytanie – jakim stylem w nowym roku chce grać Romeo Jozak. Miało to być przede wszystkim szybkie odzyskanie piłki po stracie, a także wysoki pressing na połowie rywala. Zagłębie cierpliwie wyczekiwało szans do kontrataków aż do utraty pierwszej bramki. Jako pierwszy do siatki rywala trafił Jarosław Niezgoda, dla którego to już kolejny gol w tym sezonie.

Dopiero po stracie bramki, Miedziowi postanowili ruszyć nieco do przodu. Niewiele jednak z tego wynikało. Gra po pierwszym kwadransie siadła i nie widzieliśmy celnych strzałów. Najbliżej zdobycia goli byli Mares oraz Krzysztof Mączyński, jednak ich próby mijały obramowanie bramki.

Przed rozpoczęciem drugiej połowy doszło do dwóch zmian. Za Łukasza Janoszkę na boisko wszedł Krzysztof Janus, zaś za Szymańskiego były gracz Arsenalu – Eduardo da Silva. Zaledwie kilkanaście sekund po rozpoczęciu gry do wyrównania doprowadzili podopieczni Mariusza Lewandowskiego. Lewą flanką, dobre kilkadziesiąt metrów pobiegł Pawłowski, dośrodkował w pole karne, a najlepiej w polu karnym zachował się Jakub Mares, który uprzedził Michała Pazdana i wpakował piłkę do siatki.

Chwilę później Zagłębie mogło podwyższyć. Kapitalną interwencją popisał się jednak Arkadiusz Malarz, który uchronił swój zespół przed utratą bramki. Najpierw wybronił on strzał z dystansu Czerwińskiego, a potem dobitkę Jagiełły.

Kiedy wydawało się, że Legia powoli traciła inicjatywę, fantastyczną akcją popisał się Jarosław Niezgoda. Najpierw świetnym przyjęciem piłki zmylił Guldana, a potem precyzyjnym strzałem, tuż obok lewego słupka bramkarza umieścił piłkę w siatce.

Gdy wydawało się, że Legii nic nie zabierze zwycięstwa sędzia Mariusz Złotek zdecydował się skorzystać z pomocy VAR-u. Okazało się, że w polu karnym futbolówkę ręką zagarnął Michał Pazdan i arbiter spotkania wskazał na wapno. Do jedenastki podszedł Mares i po raz drugi w tym spotkaniu wpisał się na listę strzelców.

Wszyscy na stadionie popadli w ogromną euforię, jednak wciąż nikt nie wiedział co stanie się dosłownie za dwie minuty. W ostatniej akcji meczu szarżującego Eduardo faulem powstrzymał Leciejewski i sędzia bez wahania podyktował jedenastkę dla Legii. Rzut karny na gola zamienił Radović i to on do spółki z Jarkiem Niezgodą został bohaterem stołecznego zespołu.