statystykilpopod

Lech rozgromił Podbeskidzie!

Kolejorz ograł Podbeskidzie 4:0 i powoli pnie się w górę tabeli. Było to zdecydowanie najłatwiejsze spotkanie w tym sezonie ligowym dla naszego pucharowicza.

Od początku spotkania obie drużyny nie narzuciły wysokiego tempa, Lech atakował, ale bez przekonania, Podbeskidzie spięte broniło. Pierwsze próby strzałów na bramkę rywala podjął Moder, strzelając z dystansu, chwilę później głową przestrzelił Wasyl Krawec.  Kolejorz atakował, ale sam gola… stracił! W 28. minucie Kocsis zagrał piłkę na szósty metr, a Roginić ubiegł Crnomarkovicia i z bliska wpakował futbolówkę do siatki. Gol jednak nie został uznany po interwencji VARu, po wyjściu piłki poza plac gry. Lech się przebudził i z większym animuszem zaczął atakować bramkę Peskovicia. Pierwszy szczęścia spróbował Moder uderzając z dystansu, jednak bramkarz gości wybił futbolówkę na rzut rożny, po chwili było już 1:0, po dośrodkowaniu Czerwińskiego Rogne trafił do bramki.

Kolejorz zmniejszył intensywność grania, ale trafił na 2:0, po… błędzie Rundicia, który po zagraniu piłki z autu stracił piłkę na korzyść Ishaka, a ten uderzył pod poprzeczkę bramki Podbeskidzia.

Po przerwie goście niemal od razu stracili chęci do gonienia wyniku. Podbeskidzie wywalczyło rzut wolny, po dośrodkowaniu piłkę głową z własnego pola karnego wybił Ishak. Prosto do Ramireza, który dograł kapitalnie do wybiegającego z połowy Tiby. Portugalczyk przebiegł pół boiska nieatakowany i w sytuacji sam na sam pokonał Peskovicia. Kilka chwil później w 53. minucie było już 4:0, po kolejnym kompromitującym błędzie rywali. Tym razem piłkę stracił Kocsis, sam na sam z bramkarzem znalazł się Sykora, ale gola zdobył Ramirez, który dobił strzał Czecha.

Podbeskidzie walczyło o honorowe trafieniem, blisko tego w 74. minucie był Aleksander Komor, a w samej końcówce Bieroński. Dwoma niezłymi paradami popisał się jednak Bednarek.