GENK

Lech przed trudnym zadaniem.

Minęło już 9 lat, kiedy to ostatni raz Lech Poznań mierzył się z belgijskim zespołem w ramach europejskich rozgrywek. Wtedy na drodze do szczęścia i upragnionego awansu do fazy grupowej Ligi Europy stanął Club Brugge.

Belgowie w obydwu meczach dominowali, a Kolejorz swoich okazji upatrywał w stałych fragmentach gry. W pierwszym meczu Lechici zwyciężyli u siebie 1-0, co stawiało ich w lepszej sytuacji w rewanżu. W Belgii po 90. minutach regulaminowego czasu gry górą byli gospodarze, również 1-0. Dogrywka nie wyłoniła zwycięzcy i do rozstrzygnięcia potrzebna była seria rzutów karnych, a w niej swoje jedenastki zmarnowali obecny trener Lecha, Ivan Djurdjević oraz Hernan Rengifo. Piłkarze z Brugii nie mylili się ani razu i to oni wywalczyli awans do fazy grupowej. Swoją drogę kontynuowali aż do 1/16 finału, gdzie ulegli hiszpańskiej Valencii.

Po wyeliminowaniu Szachtiora Soligorsk dla drużyny z Poznania nadarzyła się szansa na rewanż. Przeciwnikiem KRC Genk. Belgowie poprzedni sezon zakończyli na piątym miejscu, a początek nowej kampanii mogą uznać za udany. Zwycięstwo i remis w dwóch pierwszych meczach ligowych to dobry rezultat. Ponadto w 2. rundzie kwalifikacji do ligi europejskiej rozgromili w dwumeczu swoich rywali aż 9-1. Oczywiście, przeciwnik mało wymagający, bo luksemburska piłka to nie jest najwyższy poziom, ale Belgowie pokazali swój potencjał ofensywny. „Trener wymaga, abyśmy w każdym meczu dominowali. Mamy atakować, przejmować inicjatywę. Lech Poznań się o tym przekona, chociaż wiem, że to naprawdę trudny rywal- mówi Jakub Piotrkowski, zawodnik Genk. Na przedmeczowej konferencji prasowej szkoleniowiec belgijskiej drużyny, Philippe Clement z dużym szacunkiem odnosił się do swojego najbliższego przeciwnika, wskazując na jego mocne strony. „Lech Poznań jest drużyną złożoną z zawodników bardziej doświadczonych niż nasz zespół. U nas średnia wieku jest zdecydowanie niższa i tutaj dopatrywałbym się przewagi zespołu z Polski”- zwracał uwagę trener Genk. Dodatkowo przyznał, że przygotowując się do tego starcia, szczególną uwagę zwrócił na dynamicznych skrzydłowych oraz kreatywnych środkowych pomocników poznańskiej lokomotywy.

Nie ma co ukrywać, że Genk jest faworytem w tym starciu i takiego stanowiska, również trzyma się Ivan Djurdjević. „Zdajemy sobie sprawę, że zmierzymy się z bardzo dobrym zespołem. Nasz zespół jest odpowiednio zmotywowany i jesteśmy w pełni świadomi z jakim przeciwnikiem przyjdzie nam się zmierzyć. Jutro czeka nas niełatwe zadanie, ale musimy pokazać swoją wartość –mówił trener Lecha Poznań. Djurdjević nie ma wątpliwości, że Belgowie będą najlepszym zespołem, z którym przyszło mierzyć się Lechowi w obecnym sezonie. To kolejny sprawdzian dla jego zawodników i kolejny krok w budowaniu zespołu. Piłkarze Kolejorza muszą dać z siebie jeszcze więcej niż do tej pory. Christian Gytkjaer, który pojawił się również na konferencji prasowej, docenia klasę rywali, jednocześnie zdając sobie sprawę, że gra poznańskiej drużyny z meczu na mecz się poprawia i do najbliższego pojedynku Lechici muszą podejść pełni optymizmu.

Dużym osłabieniem jest brak Pedro Tiby, który w poprzednich czterech meczach trzy razy został ukarany żółtą kartką i w Belgii musi pauzować. W starciu z tak mocnym rywalem mógłby udokumentować swoją wartość i pomóc drużynie. Jego umiejętność dobrego rozprowadzenia piłki i operowania futbolówką pod naciskiem rywala mogłaby być kluczowa, jednak Kolejorz będzie musiał poradzić sobie bez Portugalczyka, a Ivan Djurdjević z pewnością ma kilka rozwiązań na ten mecz.

Przed Kolejorzem trudne zadanie, bo drużyna, która w poprzednich latach wypromowała takich zawodników jak Kevin De Bruyne, Thibaut Courtois czy Kalidou Koulibaly nawet nie dopuszcza myśli, że może ich zabraknąć w fazie grupowej Ligi Europy. Jeśli Lechowi uda się wywalczyć awans do kolejnej rundy, to będziemy mogli rozpatrywać to w kategoriach miłej niespodzianki.