LECH

Lech Poznań przed „mission impossible”? Dzisiaj wieczorem wszystko się okaże.

Dziś o godzinie 20.15 zostanie rozegrane rewanżowe spotkanie pomiędzy Lechem Poznań a KRC Genk w ramach III rundy eliminacji do Ligi Europy. Przed Kolejorzem trudne zadanie, bo wynik, który został przywieziony z Belgii jest bardzo niekorzystny. Gra marna, dwie bramki stracone i brak goli ze strony Poznaniaków.

Co by tu dużo mówić. Lechici w Belgii byli po prostu gorsi od drużyny Genku. U rywala widać było większą swobodę w operowaniu piłką, lepszą kulturę gry. Kolejorz miał dużo szczęścia, że ten dwumecz nie został rozstrzygnięty już w pierwszych dziewięćdziesięciu minutach. Teraz trzeba pokazać charakter i za wszelką cenę dążyć do odrobienia strat. Szkoleniowiec Poznańskiej Lokomotywy nie uważa, że wszystko zostało stracone. „Genk jest bardzo dobrą drużyną, ale to my zagraliśmy w Belgii poniżej naszych możliwości. Są oni obecnie innym zespołem niż ten, który dotarł do ćwierćfinału Ligi Europy. Mają dużo młodych zawodników, ale z ogromnym potencjałem. W pierwszym meczu mieli swój plan, który chcieli wykonać i im się to udało. Teraz my musimy zaprezentować zdecydowanie lepszą wersję naszej drużyny”- argumentuje Ivan Djurdjević.

Lech w poprzednich latach pokazał, że potrafi odrabiać straty w eliminacjach do europejskich pucharów. Jednym z najbardziej pamiętnych „powrotów” w wykonaniu Kolejorza jest ten z Austrią Wiedeń, kiedy to w 120. minucie rewanżowego pojedynku Rafał Murawski swoim uderzeniem dał awans do fazy grupowej Pucharu UEFA.  Inne przypadki są nieco świeższe, jednak przeciwnicy, umówmy się, to nie był najwyższy europejski top. W sezonie 2014/15 Kolejorz zdołał odwrócić losy dwumeczu z Nomme Kalju. W pierwszym spotkaniu Lechici odnieśli porażkę 1-0, by w rewanżowym pojedynku pewnie pokonać zespół z Estonii 3-0. Ostatnie odrobienie strat miało miejsce w zeszłym sezonie. Piłkarze Nenada Bjelicy pierwszy mecz z Haugesund przegrali 3-2, a w rewanżu pokonali Norwegów 2-0, meldując się w kolejnej fazie eliminacji do Ligi Europy.

Wszyscy w Belgii zdają sobie sprawę, że jeszcze nic nie zostało rozstrzygnięte i sprawa awansu wciąż pozostaje otwarta. ”Wszyscy w Genk zdajemy sobie sprawę z tego, że losy dwumeczu nie są rozstrzygnięte. Rewanżu z Lechem obawiamy się tym bardziej, że w przeszłości nasza drużyna niemalże wypuszczała przewagę z pierwszego spotkania kilkukrotnie”- mówi dziennikarz największej lokalnej gazety w Genk, Marnik Geukens. Podobnie do tego starcia podchodzi sam trener belgijskiej drużyny, Philippe Clement. Nie szczędzi on komplementów drużynie z Poznania. Zwraca uwagę na to, jaki potencjał ofensywny drzemie w piłkarzach Kolejorza, wymieniając między innymi nazwiska Christiana Gytkjaera, Darko Jevticia czy Joao Amarala. Jednocześnie cieszy się, że w pierwszym meczu jego drużynie udało się wyeliminować z gry tych zawodników, a dzięki temu nie pozwolono rozpędzić się Poznańskiej Lokomotywie.

Szkoleniowec Genku zapowiada, że jego drużyna nie skupi się tylko na utrzymaniu zaliczki z pierwszego pojedynku. „Mamy zawodników, którzy zawsze chcą strzelać gole. Gra ofensywna leży w naszej naturze. Musimy zapomnieć o tym, że wygraliśmy 2:0. Swoim zawodnikom powiem przed meczem, że w Genk było 0:0. Jutro wszystko zaczynie się od nowa”- podkreśla Philippe Clement. Zdaniem trenera Lecha dwubramkowa strata jest do odrobienia. Podkreśla, że jego zespół jest maksymalnie zmotywowany do tego, by w rewanżu pokazać najlepszą wersję Lecha Poznań. Dodatkowym atutem Lechitów będzie z pewnością obecność na trybunach ich „dwunastego zawodnika”. Doping z trybun może tylko ponieść zawodników Poznańskiej Lokomotywy i pomóc im w trudnej sytuacji w rewanżu.

W dzisiejszym spotkaniu z Belgami  Kolejorz będzie musiał sobie poradzić bez pauzującego za kartki Macieja Makuszewskiego. Wcześniej obejrzał żółte kartoniki z Gandzasarem Kapan i Szachtiorem Soligorsk. To z pewnością spore osłabienie, patrząc na fakt, że jest to jeden z filarów drużyny.

Lechici będą zmuszeni zaatakować. To z pewnością da nam dobre widowisko i miejmy nadzieję, że zobaczymy „futbol na tak” w wykonaniu obu ekip. Nie obrazimy się, jak pojedynek ten zakończy się „happy endem” dla polskiej drużyny.