Puchary-eu

Lech o klasę gorszy od rywala

Lech Poznań w pierwszym starciu z KRC Genk przegrał 2-0 i jakby to kuriozalnie nie brzmiało wynik jest o wiele lepszy od gry jaką zaprezentowali Lechici. Piłka spokojnie mogła zatrzepotać 4 lub więcej razy w siatce Kolejorza gdyby nie obramowanie bramki i dwie interwencje Jasmina Buricia.

 

Dla Lecha starcie z belgijskim zespołem mogło zacząć się bardzo źle. Już w 5. minucie świetną szansę na objęcie prowadzenia w tym meczu miał Genk. Prostopadle podanie Trossarda do Pozuelo, wycofanie piłki do Trossarda i ofiarna interwencja De Marco uratowała Kolejorza przed utratą bramki. Argentyńczyk wybił piłkę tuż sprzed linii bramkowej. Na pierwszą dogodną sytuację do zdobycia gola przez Lechitów musieliśmy czekać do 16. minuty. Dośrodkowanie Jevticia z lewej strony, Gytkjaer odważnie wszedł na piłkę wślizgiem, jednak uderzył kilka metrów obok bramki. Im  bliżej było do przerwy, tym bardziej dominowała drużyna gospodarzy. W 32. minucie Dewaest po dośrodkowaniu skierował piłkę do bramki, jednak sędzia liniowy wychwycił pozycję spaloną. Sympatycy polskiej drużyny mogli głęboko odetchnąć. KRC Genk wciąż napierał. W 43. minucie świetnym wyjściem popisał się Jasmin Burić i nie dał się pokonać w sytuacji sam na sam Trossardem. Chwilę później bramkarz Lecha musiał uznać wyższość piłkarza belgijskiej ekipy. Malinovsky prostym zwodem do boku zwiódł Tomasza Cywkę i huknął z lewej nogi. Piłkarze Lecha do szatni musieli schodzić z bagażem jednej bramki. W pierwszej połowie nie można było im odmówić ambicji, jednak kończyło się głównie na zdecydowanych wejściach w rywala. W drugiej odsłonie widowiska liczyliśmy, że gra poznańskiej lokomotywy polepszy się. Wręcz przeciwnie. Belgowie na boisku wyglądali jeszcze pewniej i stwarzali sobie kolejne okazje. Już w 47. minucie Jasmin Burić znów musiał ratować Kolejorza. Niepilnowany Trossard przejął futbolówkę, lecz nie był w stanie pokonać golkipera gości. Jak wiemy co się odwlecze, to nie uciecze. 56. minuta gry i Samata obsłużony świetnym dośrodkowaniem od Maehla strzałem głową wpakował piłkę do siatki. Sytuacja Lechitów coraz bardziej się komplikowała. Lech Poznań w kolejnych minutach próbował odgryzać  się swoim rywalom, lecz bezskutecznie. W 77. minucie mogło być już 3-0. Ndongala w sytuacji sam na sam z Buriciem minimalnie się pomylił, trafiając w słupek. 10 minut później znów Lechici mogli mówić o dużym szczęściu. Tym razem poprzeczka uratowała Poznaniaków przed utratą bramki.

To nie był dobry dzień dla zawodników Ivana Djurdjevicia. Bezbarwny Lech zasłużenie przegrał z Genkiem 2-0. Najbardziej niepokojące jest to, że Lechici nie byli w stanie stworzyć choćby jednej dobrej okazji. Patrząc na fakt, że był to mecz na wyjeździe, to w rewanżu będzie jeszcze trudniej. W obecnej sytuacji nawet jedna stracona bramka u siebie praktycznie przekreśla szanse na awans do kolejnej rundy.