statystykijagkor

Korona wreszcie pokonuje Jagiellonię!

Gino Lettieri może mieć podwójną satysfakcję. Nie dość, że przełamał serię czterech meczów bez wygranej w lidze, to jeszcze po raz pierwszy pokonał Jagiellonię. Zważywszy na to, że Lettieri pracuje w Polsce od prawie dwóch lat, było to bardzo wyczekiwane zwycięstwo.

Przez pierwsze pół godziny w zasadzie nic się nie działo. Dopiero gdy kielczanie podkręcili tempo, wówczas dało się ten mecz oglądać. Sygnał do ataku dał Brown Forbes, który zagroził bramce Kelemena dwukrotnie, ale Słowak jeszcze zdołał obronić te strzały. Następna dobra akcja Korony zakończyła się już bramką. Wato Arweładze postanowił pójść na całość, biegnąc z piłką kilkadziesiąt metrów, aby potem uderzyć sprzed pola karnego w same okienko bramki Kelemena. Nie można zapomnieć o kapitalnej asyście Żubrowskiego. W kolejnej akcji zagranie Żubrowskiego postanowił skopiować Kovacević. Zważywszy na to, że obrona Jagiellonii rozstąpiła się niczym Morze Czerwone, Bośniakowi wyszła kapitalna asysta. Odbiorcą tego podania i strzelcem gola Matej Pucko, który urwał się obrońcom na tyle, że mógł zapytać Kelemena, w który róg ma uderzyć. 0:2 do przerwy sprawiło, że piłkarzy żegnała solidna porcja gwizdów.

Po zmianie stron do roboty postanowiła się wziąć „Jaga”, ale oprócz łatwego do wyłapania strzału Romanczuka, nic z tego nie wynikało. Bardziej konkretna była Korona, która powinna podwyższyć prowadzenie, ale strzały Pucki oraz Forbesa zostały zablokowane. Wydawało się, że mecz jest już rozstrzygnięty. Zmienić ten stan rzeczy postanowił…Gino Lettieri. Zdjęcie Gardawskiego, który chował Novikovasa do kieszeni, sprawiło, że gospodarze wreszcie zaczęli tworzyć jakieś sytuacje. Kiedy Novikovas po raz enty przechytrzył Kosakiewicza, oddał strzał w słupek, a Ivan Marquez tak złamał linię spalonego, że Jesus Imaz nie mógł tego zmarnować. Premierowy gol Hiszpana w Jagiellonii na chwilę ożywił grę gospodarzy, jednak ostatnie minuty należały do Korony. Kiedy jakiś cudem Jagiellonia dostała rzut wolny na połowie rywala, gospodarze to spartaczyli i nadziali się na zabójczą kontrę. Jeśli biegnie trzech graczy gości na osamotnionego Novikovasa i Kelemena, to musi się to zakończyć golem. Ostatecznie na listę strzelców wpisał się Brown Forbes, który przedwcześnie skierował białostocką publikę w stronę parkingów i przystanków autobusowych. Nie dość, że Jagiellonia kontynuuje fatalną passę, to tym meczem sprawiła, że ma mniej straconych goli (już 24) u siebie tylko od beniaminków. Taki bilans nie przystoi ani drużynie walczącej o mistrzostwo, ani nawet grającej o europejskie puchary. Korona zaś pokonuje Jagiellonię po raz pierwszy od prawie czterech lat i nie składa broni w kontekście gry o grupę mistrzowską.