statystyki

Korona o klasę lepsza od Zagłębia

Dzisiejsze spotkanie zamykało dziewiątą serię gier. Korona Kielce na własnym boisku podejmowała Zagłębie Sosnowiec. Beniaminek przed tym spotkaniem znajdował się w strefie spadkowej i w razie zwycięstwa mógł ją opuścić. Korona natomiast po porażce z Lechią i remisie z Pogonią, chciała wrócić na zwycięskie tory. 

 

Trener gospodarzy zaskoczył swoim składem. Do boju desygnował dotąd rezerwowych: Mateja Pucko, Felicio Brown-Forbesa i Ivana Marqueza. Dariusz Dudek postawił na graczy, których mogliśmy się spodziewać. Pierwsza połowa spotkania nie rozpieszczała kibiców. Gdyby ktoś nas zapytał o definicje meczu walki, śmiało wskazalibyśmy na pierwsze 45. minut meczu w Kielcach. Zagłębie Sosnowiec mocno cofnęło się pod swoją bramkę, a Korona próbowała budować ataki. „Próbowała” to bardzo dobre określenie, ponieważ gospodarze nie potrafili stworzyć groźnej sytuacji. Zagłębie mimo iż wycofało się na własną połowę miało lepszą sytuację niż Kielczanie. Heinloth opanował piłkę w polu karnym, ale trafił tylko w siatkę. Do przerwy byłoby to na tyle.

Druga połowa była o wiele lepsza od pierwszej. Mimo, że scenariusz boiskowy był podobny. Cofnięte Zagłębie, atakująca Korona. W 57. minucie stało się coś co zaskoczyło nawet największego sympatyka Lotto Ekstraklasy. Petrak popisał się fenomenalnym 50. metrowym podaniem otwierającym – tak to ten Petrak, który ma problem z przyjęciem piłki – futbolówkę świetnie przyjął Kallaste(!) i pokonał Kudłę. To było coś irracjonalnego. Powtórzmy dla pewności. Gol Kallaste, asysta Petraka! Po tym golu goście byli w amoku. Gospodarze to wykorzystali i chwilę później zdobyli kolejną bramkę. Kovacević fantastycznie przerzucił piłkę do Pucko, ten wpadł w pole karne i pokonał bramkarza gości. Dwie bramki w 4. minuty. Warto dodać także, że dużą rolę przy tej bramce odegrał Banasiak, który wykonał pusty przelot i otworzył autostradę do bramki skrzydłowemu Korony.

Po tej bramce to nadal Korona parła do przodu jakby przegrywała. Zagłębie ograniczało się jedynie do kontr. Po jednej z nich w polu karnym padł Pawłowski, sędzia Kwiatkowski zagwizdał i wskazał na wapno. Naszym zdaniem skrzydłowy Zagłębia dodał dużo od siebie i decyzja o karnym była lekko przesadzona. Sprawiedliwości stało się zadość i rzut karny wykonywany przez Nowaka obronił Hamrol. Gdy wydawało się, że skoro w tak dogodnej sytuacji goście nie potrafią zdobyć gola to już bramki dziś nie zdobędą.

Lotto Ekstraklasa ma to jednak do siebie, że zaskakuję. Kilka minut po zmarnowanym karnym z rzutu rożnego dośrodkował Babiarz. Polczak wyprzedził Diawa i wpakował piłkę do siatki. Na więcej Zagłębie już dziś nie było stać. Mimo straty tylko jednej bramki goście nie ruszyli do ataku. To nadal Korona była o klasę lepsza i potwierdziła to bramką na 3:1. Soriano przejął piłkę po błędzie defensywy gości, pobiegł z nią kilka metrów i pokonał Kudłę ustalając wynik spotkania.

3:1 to najmniejszy wymiar kary dla gości. Swoje szansę na bramkę mieli jeszcze Cebula i Żubrowski. Zagłębie znów nie wygrywa. Za tydzień mecz z Cracovią. Jak nie z „Pasami” to z kim?

Korona Kielce – Zagłębie Sosnowiec 3:1 (0-0)