JAGCRA

Kolejny powrót Probierza do Białegostoku – tym razem na trybuny

Michał Probierz to człowiek o mocnym charakterze, bez dwóch zdań. Ale nawet ludzie o tak silnym profilu mentalnym jak on czasami dochodzą do skrajnych momentów w których te umiejętności są wystawiane na bardzo dużą próbę. Właśnie w trakcie takiej próby jest szkoleniowiec Cracovii.

Ostatnie miejsce Cracovii w tabeli, bez zwycięstwa w siedmiu pierwszych meczach. Ostatni raz tak słaby start pod względem punktowym Pasy zaliczyły w sezonie 11/12, który zakończył się dla klubu spadkiem. Kontuzje, niesnaski i inne złe sploty okoliczności, przez które zespół stracił czterech podstawowych piłkarzy. Żeby jednak traum Probierza nie było mało, to kolejną szpilkę wbić postanowiła mu Komisja Ligi, która odwiesiła karę z poprzedniego sezonu, przez co trener najbliższe dwa mecze swojej drużyny będzie musiał oglądać z perspektywy trybun. Zawodnicy MMA lubią mówić, że jakości fightera nie poznaje się po tym ile ciosów potrafi wyprowadzić, ale po tym ile potrafi ich na siebie przyjąć. Probierz ich trochę na siebie wziął w ostatnim czasie.

Pasy pewność siebie miały zyskać w czasie dwutygodniowej przerwy od ligi, ale nawet w sparingu z I-ligowym Podbeskidziem ledwo udało się wyszarpać remis. Ten mecz był wyjątkowo przytłaczający dla Marcina Budzińskiego, bo zmarnował on karnego na samym jego początku. Ostatnie tygodnie to nie był dla niego dobry czas, bo po bardzo głupio zarobionej czerwonej kartce w Gliwicach zapewnił sobie dwa mecze przymusowego urlopu od ligowych meczów. Ostatni tydzień miał też wolny od treningów, bo Michał Probierz uznał, że pomocnikowi przyda się przerwa na odpoczynek i poukładanie sobie pewnych spraw. Po meczu w Białymstoku ma wrócić już ze znacznie świeższą głową.

Przerwa na kadry przyszła dla Jagiellonii w idealnym momencie, bo piłkarze Ireneusza Mamrota zaczęli łapać co raz poważniejszą zadyszkę w tygodniach ją poprzedzających. Dookoła klubu dzieje się jednak co raz ciekawiej, bo wice-mistrzowie Polski „zaklepali” już sobie miejsce w którym powstać ma centrum treningowe. Tego brakowało w Białymstoku najbardziej, by jeszcze zdynamizować rozwój całej struktury klubu. Dwa pełnowymiarowe boiska, jedno niepełnowymiarowe, a do tego budynek klubowy z całą masą udogodnień. Do momentu wbicia pierwszej łopaty jednak jeszcze trochę czasu zostało, a tu przydałoby się wrócić na dobre tory w meczach u siebie, bo wpadki podobnej do tej z Miedzą Legnica nikt w Jagiellonii nie bierze nawet pod uwagę.

Paradoksalnie rzeczą, której Ireneusz Mamrot może bać się przed tym meczem najbardziej to… rzut karny dla jego drużyny. Właśnie przy takiej sytuacji w Płocku Arvydas Novikovas i Roman Bezjak niemal nie skoczyli sobie do gardeł spierając się o to, który z nich ma wykonać 11-stkę. Ostatecznie piłkę wziął Litwin i wykonał karnego słabiuteńko. Kamery oczywiście szybciutko pokazały Bezjaka, który po sobie nie pokazał nic, ale można tylko się domyślać jak gotował się w środku. Naprostowanie tych dwóch kogutów to ważne zadanie dla Mamrota, bo oni wspólnie mogą dać Jagiellonii bardzo dużo jakości. Warunek jest jeden – muszą nauczyć się współpracować.

Mecz poprowadzi Jarosław Przybył z Kluczborka.