5783509291_fed8400a51_b

Klub patriotów uratowany przez króla sedesów i Shaqiriego – kim jest rywal Cracovii w Lidze Europy?

Umówmy się – często rywale naszych drużyn w pierwszych rundach europejskich pucharów są kompletnymi anonimami i znalezienie o nich jakichś ciekawych i konkretnych informacji niemal graniczy z cudem.

Podobnie było ze Shkendiją Tetovo, pucharową przeszkodą Cracovii. Na pierwszy rzut oka wygląda jak typowy rywal polskiej drużyny w tej fazie – w miejscu o mało piłkarskich tradycjach, w małej mieścinie, gdzie należy pojechać i trochę się pomęczyć, żeby przejść bez żadnych zadrapań. Shkendija trochę jednak łamie ten kanon, bo klub kryje za sobą sporo smaczków.

Po pierwsze – historia. Shkendija regularnie gra w macedońskiej ekstraklasie, w 2011 roku zdobyła nawet mistrzostwo kraju. Nie zmienia to jednak faktu, że był, jest i będzie to klub tylko i wyłącznie albański, bardzo mocno zakorzeniony w kulturze tego kraju. Wszystko zaczęło się w roku 1979. Zamknięci pod szyldem Jugosławii, ale bardzo chcący niepodległości, Albańczycy z Tetowa chcą znaleźć jakąś niszę, dzięki której będą mogli się zjednoczyć i dać wyraz swojego przywiązania do narodowości. Początkowo mała inicjatywa zaczęła się rozrastać w bardzo szybkim tempie, zrzeszając coraz większą liczbę ludzi na terenie całej Jugoslawii. Klub stopniowo piął się w hierarchii jugosłowiańskiego futbolu, swój marsz musiał jednak zakończyć na II lidze. Komunistyczni rządzący po prostu przestraszyli się mocy ludu, jaką niosła za sobą Shkendija, i postanowili rozwiązać klub, bojąc się nacjonalistycznej rewolucji. Jednak – jak pokazała nam historia – co się odwlecze, to nie uciecze…

historia                                    Zdjęcie drużynowe z roku 1979

Po rozpadzie Jugosławii Shkendija wróciła do życia. Tetowo stało się jednak częścią Macedonii i też w strukturach tej federacji klub musiał zacząć się odbudowywać. Nie zabiło to jednak albańskich korzeni i tradycji. Po 8 latach drużynie udało się wrócić do najwyższej klasy rozgrywkowej. Klub balansował pomiędzy ligami aż do roku 2010. Wtedy udało się na stałe powrócić do elity, a pierwszy sezon od razu był historycznym. Klub zdobył dublet, w lidze wyprzedzając głównego rywala  – Vardar Skopje. Niedługo później  jednak klub z Tetowa stanął nad przepaścią. Przed startem sezonu 12/13 z powodu problemów finansowych zespół opuściło wielu piłkarzy i bardzo mało brakowało, by Shkendija w ogóle nie wystartowała w rozgrywkach. Wtedy jednak do akcji wkroczyła grupa ultrasów Ballistet. Nie ostatni raz tutaj o nich wspominamy. Rozpoczęli oni akcję, w której zachęcali firmę Ecolog do zainwestowania w klub. Główna ich siedziba mieści się co prawda w Dubaju, ale mają filię właśnie w Tetowie. Nie był to przypadkowy wybór, bo cała korporacja zarządzana jest przez Albańczyków, Lazima i Nazifa Destanich. Początki jej działalności związane są z pomocą m.in. wojskom NATO w trakcie wojen w Bośni, Iraku czy Afganistanie, a owa działalność polega na dostarczaniu przenośnych pralni czy toalet. Więc – parafrazując klasyka – można powiedzieć, że Nazif Destani jest swoistym „królem sedesów”. W akcje włączył się też chociażby obecny kapitan reprezentacji Albanii – Lorik Cana. O korzeniach nie zapomniał także pewien skrzydłowy, którego ostatnio bardzo dobrze poznaliśmy – cały pomysł wsparł Xherdan Shaqiri.

23

24                                             2013 rok i trwające „namawianie” włodarzy firmy Ecolog

Firma Ecolog zdecydowała się zainwestować w Shkendiję i w ostatniej chwili ściągnęła do klubu kilku piłkarzy. Całość zapracowała ze sobą wspaniale, a dla kibiców uwieńczeniem tego było domowe zwycięstwo w derbach z Vardarem. Od czasu przejęcia przez Destanich klub ciągle jest w czołówce, ostatnie dwa sezony skończył na podium. Kampanię 15/16 skończył tylko za plecami Vardara, tracąc do rywali 5 punktów i zapewniając sobie tym 5. w ostatnich 6 sezonach start w europejskich pucharach. Udało się jednak do gabloty włożyć inne trofeum – Puchar Macedonii po finałowej wygranej z Rabotnickim.

13406785_1762856077285080_8674495781634076839_n              Lazim i Nazif Destani z szalikiem grupy ultras „Ballistet” na meczu Albania – Szwajcaria

800px-Afghanistan_camp_marmal_ecolog                                               Jeden z efektów pracy „króla sedesów” w Afganistanie

Zaznaczyłem, że jeszcze wspomnimy o grupie Ballistet. Już sama nazwa wskazuje, jak mocno patriotycznie nastawioną są ekipą – pochodzi od walczącej w trakcie II wojny światowej nacjonalistycznej i antykomunistycznej organizacji Balli Kombetar. Wszystkie ich akcje są materiałem na kawał naprawdę ciekawej książki. Zaczęło się od protestów przeciwko jugosłowiańskiemu rządowi, który zakazywał jakichkolwiek przejawów przywiązania do albańskiej kultury. Teraz na rozpoczęcie każdego meczu na stadionie śpiewa się albański hymn. W 2010 roku Shkendija grała ligowy mecz w Kicewie. Ballistet ściągnął powiewającą na maszcie flagę Macedonii i zamiast niej powiesili oczywiście barwy Albanii. Później nie mogło obyć się bez pojedynku z lokalną policją. W 2008 kibice… zdegradowali klub do 2 ligi. Shkendija przegrywała po 45 minutach z Robotnickim 0:1, a porażka skutkowała relegacją. Ultrasi postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i zaatakowali schodzących do szatni piłkarzy i sztab szkoleniowy drużyny ze Skopje. Efekt tego musiał być tylko jeden – walkower i spadek klubu.

Po przeczytaniu tych dwóch krótkich historyjek na pewno macie już w głowie pewien zarys tego, jaką grupą jest Ballistet. Na pewno więc wyobrażacie sobie, co działo się, gdy w 2011 roku Shkendija wylosowała w eliminacjach Ligi Mistrzów Partizana Belgrad, który mecz domowy rozgrywał na stadionie narodowym w Skopje. spotkanie na tym obiekcie było spełnieniem marzeń fanów klubu z Tetowa. Zaprezentowali oni dwie oprawy, z czego jedną niezwykle imponującą – ogromną sektorówkę z godłem Albanii.

albania

Po incydencie w meczu Serbia – Albania (a także innych wybrykach serbskich kibiców) w dwóch następnych domowych meczach fani zaprezentowali oprawy skierowane najpierw do UEFY-y („Oni są rakiem Europy – UEFA, potrzebujecie więcej?”), a następnie do Michela Platiniego –  po pierwszej decyzji przyznającej walkower Serbom („Drogi panie Platinović, oni pobili naszych piłkarzy i dostali 3-0! Jeśli zabijemy ich w rewanżu, dostaniemy miejsce na Euro?”).

cancer

platinović

Jak widać, pod względem kibicowskim może to być naprawdę interesujący dwumecz. Nasze kluby przyzwyczajone są do jeżdżenia po malutkich i odstraszających stadionach. Cracovia ma jednak więcej szczęścia, bo swój pierwszy mecz rozegra na pięknej Arenie Filipa II Macedońskiego w Skopje. Na szczęście dla Pasó, poziom piłkarski Shkendiji mocno odbiega od tego kibicowskiego. Chociaż wg oficjalnej strony Shkendiji właśnie trwa „budowanie strategii anty-Cracovia”. Wspominałem już, że w ostatnich latach pięciokrotnie zapewniali oni sobie awans do eliminacji LM czy LE, ale nigdy nie udało się im przejść pierwszego rywala. Po kolei odstawiali ich: Partizan, Portadown (Irlandia Północna), Zimbru Chisinau (Mołdawia) i Aberdeen. Trzeba im jednak oddać, że oprócz dwumeczu z Serbami w każdym toczyli równorzędne boje. Najbliżej awansu byli w pojedynku z Aberdeen, gdzie odpadli przez gorszy stosunek bramek wyjazdowych. Największą gwiazdą zespołu jest bez wątpienia Besart Ibraimi – król strzelców macedońskiej ekstraklasy z 26 bramkami w 32 meczach. Właśnie dzięki wsparciu firmy Ecolog klub był w stanie przekonać go, aby wrócił do Macedonii i efekty tego kibice oglądali w minionym sezonie. Shkendija była także najskuteczniejszą drużyną w całej lidze – ze średnią ponad 2 goli na mecz. Na stadionie zjawiało się statystycznie ponad 2000 widzów, ale kibice potrafili się odpowiednio zmobilizować i choćby na pucharowym meczu z Aberdeen frekwencja wyniosła 13 tysięcy (mecz rozgrywany w Skopje).

Mówiąc krótko – bardzo ciekawie trafiła ekipa Jacka Zielińskiego w swoim debiucie w eliminacjach do Ligi Europy. Awans jest oczywiście koniecznością, ale na pewno ta europejska przygoda będzie dużo ciekawsza właśnie z rywalem typu Shkendija niż z drużyną, na której meczach frekwencja jest niższa niż w studiu programu „Jeden z dziesięciu”.